Kadry zdecydują o wszystkim
Jak wiadomo, ramy polityki europejskiej, zwłaszcza po pamiętnej deklaracji
prezydenta Obamy z 17 września 2009 roku, wyznacza strategiczne partnerstwo
rosyjsko-niemieckie. To strategiczne partnerstwo znakomicie wpisuje się w
niemiecką i francuską linię "europeizacji Europy", która polega na stopniowym –
bo przy utrzymującej się obecności prawie 200-tysięcznego wojska amerykańskiego
żadne gwałtowne ruchy nie są możliwe – wypychaniu z Europy Stanów Zjednoczonych,
a w każdym razie minimalizowaniu amerykańskiego wpływu na sytuację na Starym
Kontynencie.
Dlatego Niemcy, podobnie zresztą jak Francja, pragną jak najlepszego
ułożenia stosunków z Rosją, bo doskonale wiedzą, że recydywa zimnej wojny będzie
musiała doprowadzić do ponownego wprzęgnięcia Europy Zachodniej do rydwanu
amerykańskiej polityki i cały wysiłek z utrzymaniem Unii Europejskiej mógłby
pójść na marne. Skoro wiemy o tym my, biedni gryzipiórkowie, to tym bardziej
wiedzą to ruscy szachiści i starają się wykorzystywać każdą chwilę fartu nie
tylko do testowania swojego strategicznego partnera, ale również do tak zwanych
prób niszczących państwa przyłączone do Unii przez państwa poważne. Te próby
niszczące przypominają eksperyment, przeprowadzony ponoć ongiś przez Józefa
Stalina, gwoli wykazania słuszności surowych metod postępowania ze swymi
poddanymi. Kazał ustawić dwa kojce z kurami; w jednym kojcu kury były karmione
normalnie, w drugim – prawie głodzone. Po pewnym czasie wypuszczono kury z
obydwu kojców i podano im w korytku karmę. Syte kury niedbale dziobnęły raz i
drugi, po czym porozłaziły się na wszystkie strony, podczas gdy te wygłodzone
omal się przy korytku nie pozabijały. Tedy radosny kwik, jaki wydali z siebie
nasi Umiłowani Przywódcy z Polskiego Stronnictwa Ludowego z okazji uchylenia
rosyjskiego embarga na polskie warzywa i owoce, pokazuje, jak skuteczna jest ta
metoda tresury. Jeszcze lepiej skuteczność tej metody można prześledzić na
przykładzie władcy sławnej "strefy zdekomunizowanej", czyli ministra
Sikorskiego, który jeszcze niedawno uważał Gazociąg Północny za nową wersję
porozumienia Ribbentrop – Mołotow, ale dzisiaj, w tak zwanym chórze wujów,
śpiewa z całkiem innego klucza.
Dlatego nie można się dziwić, że kiedy tylko pojawiły się pogłoski na temat
niezwykle obfitych złóż gazu łupkowego na terenie Polski, i to w większości na
"polskim terytorium etnicznym" – w słodkiej Francji natychmiast pojawiły się
wątpliwości, czy ewentualne rozpoczęcie eksploatacji tych złóż nie wyrządzi
nieodwracalnych szkód naturalnemu środowisku środkowej Europy, czego nie tylko
Francja, ale przede wszystkim Rosja – w imię utrzymania w stanie nieskażonym
naturalnego dziedzictwa postępowej ludzkości – w żadnym wypadku nie może
tolerować. Niemcy unikały takiej ostentacji, ale prawdopodobnie dlatego, że
bardziej stawiały na metody gabinetowe. I rzeczywiście, właśnie Unia Europejska
rozpoczęła debatę na temat skutków ewentualnego wydobycia gazu łupkowego dla
środowiska naturalnego. Wicepremier Pawlak przenikliwie zauważył, że dzięki temu
lepiej zrozumiemy, które kraje Unii Europejskiej grają z Rosją, a które z nią
nie grają. To na pewno, ale co będzie, jeśli Komisja Europejska, do której w tej
sprawie zwrócił się Parlament Europejski, dojdzie do wniosku, że eksploatacji
gazu łupkowego w naszym nieszczęśliwym kraju, w imię interesów całej postępowej
ludzkości, trzeba będzie surowo zabronić? Trochę propagandy, wspartej ruskim
złotem, może ją do takiej rezolucji skłonić, nieprawdaż? Oczywiście nie ulega
wątpliwości, że nasi Umiłowani Przywódcy będą w takiej sytuacji Komisję
Europejską przekonywać do stanowiska przeciwnego – ale co będzie, jeśli jej nie
przekonają? Na wystąpienie z Unii przecież żaden z nich się nie odważy, bo
zarówno Stronnictwo Pruskie, jak i Stronnictwo Ruskie rozsmarowałoby go na
podłodze, no, a poza tym i tak nic by to nie dało, bo przecież Trybunał
Konstytucyjny orzekł prawomocnie, że nawet po ratyfikacji traktatu lizbońskiego
Polska jest suwerenna, gdyż istnieje i nawet ma Konstytucję. Ciekawe, po co w
takim razie robiliśmy transformację ustrojową, skoro PRL, co by o niej nie
powiedzieć, także istniała i nawet miała konstytucję napisaną przez samego
Józefa Stalina?
Ale skoro już wspomnieliśmy – i to dwukrotnie – Ojca Narodów, to w myśl zasady
omne trinum perfectum, co się wykłada, że wszystko potrójne jest doskonałe,
wspomnijmy też jego spiżową uwagę, iż "kadry decydują o wszystkim". O wszystkim
– a zatem i o eksploatacji gazu łupkowego też. I zapewne z takiego założenia
wyszedł prezydent Bronisław Komorowski, powołując Józefa Oleksego w skład
Narodowej Rady Ekologicznej. Józef Oleksy – wiadomo – zna się na wszystkim, więc
i w sprawach ekologii niejedno może doradzić, ale oprócz tego ma też inne
zalety. Na przykład, był tajnym współpracownikiem AWO [Agenturalnego Wywiadu
Operacyjnego], który w takim charakterze miał być przerzucony na terytorium
wroga i tam dokazywać. Najwyraźniej prezydent Komorowski musi wiązać z Józefem
Oleksym wielkie nadzieje – i nie wiemy tylko, czy na przekonanie Komisji
Europejskiej, że eksploatacja gazu łupkowego w Polsce żadnemu środowisku
naturalnemu nie zagraża, czy przeciwnie – na przekonanie polskiej opinii
publicznej, że eksploatacja gazu łupkowego wszystkich nas wytruje i surowy zakaz
jest słuszny, czy wreszcie – na przekonanie do stanowiska kompromisowego, że
eksploatacja gazu łupkowego w Polsce nie będzie szkodliwa pod warunkiem, że w
ramach restytucji mienia złoża zostaną oddane w arendę konsorcjum
izraelsko-rosyjskiemu.
Stanisław Michalkiewicz
