Trzymajcie się! Nie dajcie się!
Nad Krakowem zabrzmi dziś dzwon Zygmunta, by obwieścić Polsce, że
odprowadzamy na wieczny spoczynek najstarszego polskiego Pasterza, śp. Księdza
Biskupa Albina Małysiaka. Przeżywszy 94 lata niestrudzonej ziemskiej wędrówki ku
zbawieniu, udał się po zasłużoną nagrodę do Domu Boga Ojca.
Sędziwy Pasterz dożył matuzalemowego wieku, niemal do ostatnich swoich dni żywo
interesował się sprawami Kościoła, własnej archidiecezji, a także sytuacją
społeczną i polityczną naszej Ojczyzny. Znakiem rozpoznawczym Biskupa Albina
Małysiaka było bowiem zaangażowanie. Wszystko, co robił, nacechowane było
stanowczością, odwagą i niczym niezmąconą chęcią głoszenia Dobrej Nowiny, którą
w ciągu długiego życia śp. Księdza Biskupa przychodziło Mu nierzadko poświadczać
własnym heroicznym przykładem i konkretnymi uczynkami. Doceniał to sam
błogosławiony Ojciec Święty Jan Paweł II, który w ostatniej oficjalnej depeszy
gratulacyjnej przesłanej 26 kwietnia 2003 r. z Watykanu na ręce Biskupa Albina
napisał m.in.: "Przez wiele lat Pan Bóg pozwolił mi patrzeć z bliska na Twój
duszpasterski zapał i podsycany nim nieprzerwany łańcuch różnorakich działań
podejmowanych dla uświęcania Ludu Bożego. (…) Z wdzięcznością wspominam tamte
lata, w których mogłem liczyć nie tylko na Twoją pomoc, ale także na serdeczne
zrozumienie i braterskie wsparcie".
Rodem z Żywiecczyzny
Albin Małysiak urodził się 12 czerwca 1917 r. w miejscowości Kocoń na terenie
parafii Ślemień należącej do archidiecezji krakowskiej. Jego rodzicami byli
Maria z Górnych Małysiakowa, która prowadziła gospodarstwo domowe i wychowywała
dzieci, oraz Antoni Małysiak, zaradny kupiec. Ksiądz Biskup Albin miał aż
dziesięcioro rodzeństwa, spośród których jeszcze starszy brat Albina, Marian
(zmarły w 2008 r.), przyodział sutannę kapłańską. Ksiądz Biskup Albin Małysiak
wspominał pod koniec życia, że swoją religijność zawdzięczał w dużej mierze
rodzicom i nabożnej atmosferze panującej w góralskim, rodzinnym domu. "Do dziś
noszę w pamięci obrazy naszej rodziny, klękającej za każdym razem, gdy w
odległym kościele rozbrzmiewał dźwięk dzwonu, oznajmiając Podniesienie. Wtedy,
za przykładem matki, wszyscy klękaliśmy pobożnie i w modlitwie adorowaliśmy
Najświętszy Sakrament" – taką opowieść Księdza Biskupa o jego dziecięcych latach
usłyszałem przed dwoma laty w jednej z rozmów.
W 1928 r. rodzice powierzyli swojego 11-letniego syna Albina Małemu (Niższemu)
Seminarium Zgromadzenia Księży Misjonarzy Świętego Wincentego á Paulo w
Krakowie. Tam kształcił się intelektualnie i duchowo do 1932 r., a następnie na
dwa lata wyjechał do zakonnego Seminarium Internum połączonego z nowicjatem w
Wilnie. W 1934 r. wrócił na dalszą naukę gimnazjalną i formację zakonną do
Krakowa, którą w 1936 r. zwieńczył ślubami w zgromadzeniu oraz egzaminem
dojrzałości w wersji poszerzonej według dawnego typu klasycznego przed Państwową
Komisją Egzaminacyjną. Następnie został przyjęty na studia
filozoficzno-teologiczne w Instytucie Księży Misjonarzy w Krakowie, które
ukończył w 1941 roku. W 1937 r. był tonsurowany, w 1939 r. przyjął cztery
święcenia niższe, a w 1940 r. krakowski biskup pomocniczy Stanisław Rospond
udzielił Mu święceń subdiakonatu i diakonatu. Kapłanem stał się w trakcie
święceń prezbiteratu, których podczas ciemnej nocy okupacyjnej udzielił Jemu i
innym klerykom diakonom ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy Świętego Wincentego á
Paulo również ks. bp Stanisław Rospond. Odbyło się to 1 maja 1941 r. w kościele
pw. Nawrócenia św. Pawła na Stradomiu w Krakowie.
Próba czasu wojny
Biskup jako kleryk i młody kapłan bardzo przeżywał II wojnę światową. Był
świadkiem i uczestnikiem dramatycznych dni września 1939 r., kiedy to bezbronną
Polskę zaatakowały od zachodu i południa hitlerowskie Niemcy, zaś po niespełna
trzech tygodniach – od wschodu, zdradziecko – sowiecki najeźdźca. Ewakuując się
wraz z tysiącami innych zdezorientowanych Polaków, na szosie pod Chełmem
Lubelskim 22-letni wówczas kleryk Albin o mało nie zginął podczas bombardowania
i ostrzeliwania przez niemieckie samoloty cywilnej polskiej ludności. W
październiku 1939 r. znalazł się znów w okupowanym już Krakowie, uciekłszy
wcześniej przed niemal pewnym sowieckim aresztowaniem.
Okupant hitlerowski robił wszystko, żeby zastraszyć i zgnębić duchowieństwo
katolickie i wiernych w Generalnej Guberni. Albin Małysiak wraz z innymi
klerykami kilka razy musiał oglądać, jak gestapowcy, przerywając seminaryjne
wykłady swoim barbarzyńskim wtargnięciem, brutalnie bili sędziwych profesorów
seminaryjnych. "Siedzieliśmy przerażeni i upokorzeni, bo na naszych oczach
wyżywano się na człowieku [ks. prof. Władysławie Stawinodze – dop. A.S.],
którego podobnie jak innych naszych wykładowców bardzo szanowaliśmy, a nawet
kochaliśmy. My zaś nic nie mogliśmy zrobić". Paradoksalnie jednak niemiecki
terror nie gasił ducha przyszłych księży, ale jeszcze bardziej podsycał w nich
ewangeliczną gorliwość, która pozwoliła przetrwać czarne lata wojny.
Nie dziwi więc, że gdy po wspomnianych święceniach kapłańskich w 1941 r. Ksiądz
Małysiak skierowany został do pracy w parafii w Zembrzycach, szybko zorganizował
tam masową akcję dożywiania setek Polaków wysiedlonych do GG z terenów
bezpośrednio włączonych do Rzeszy, w tym wielu dzieci. Również tam kilka razy –
jak wspominał – "cudem uniknął aresztowania przez gestapo". Wykorzystując zmysł
kupiecki, który wyniósł wraz z wychowaniem zaszczepionym przez ojca kupca,
Ksiądz Małysiak zdobywał dla swoich podopiecznych żywność i odzież, m.in.
rozdzielaną przez Radę Główną Opiekuńczą. Nie zaniedbywał przy tym opieki
kapłańskiej nad powierzonymi mu duszami, podkreślając we wspomnieniach niezwykłą
mobilizację duchową Polaków udręczonych wojną.
Od 1943 r. Ksiądz Małysiak posługiwał w Krakowie jako kapelan w Zakładzie dla
Osób w Podeszłym Wieku im. Ludwika i Anny Helclów. To tam pewnego wieczoru młody
kapłan został postawiony przed wielką próbą swojego człowieczeństwa i
Chrystusowego świadectwa. W przedsionku kaplicy ukrył się człowiek narodowości
żydowskiej. Brudny, w obdartym odzieniu, wyczerpany wielodniową zapewne
tułaczką, błagał teraz zauważonego księdza katolickiego o pomoc. Ksiądz Albin
doskonale wiedział, co grozi za ukrywanie Żydów, wszak niemiecki okupant już
wcześniej zatroszczył się, by ogłosić swoje nowe "prawo", w myśl którego każdemu
Polakowi za ukrywanie Żyda grozi kara śmierci. Nie namyślając się długo, Ksiądz
Małysiak zaprowadził owego Żyda do bezpiecznego pokoju, po czym po naradzie z
siostrą przełożoną Bronisławą Wilemską ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia
Świętego Wincentego á Paulo postanowił o dalszym ukrywaniu Żyda. Dzięki odwadze
i konkretnym czynom Księdza Biskupa ukrywającemu się przed Niemcami człowiekowi
wyrobiono fikcyjną metrykę chrztu św. oraz na jej podstawie kenkartę, dzięki
czemu mógł on pod fałszywą tożsamością przetrwać okupację, cały czas pozostając
pod opieką Księdza Albina i sióstr w Zakładzie Helclów. Podobnie głębokie
świadectwo chrześcijańskiego humanizmu Ksiądz Kapelan Małysiak okazał wobec
kolejnych czworga Żydów, którzy znaleźli tam schronienie do końca wojny – w
sumie uratował dwie kobiety i trzech mężczyzn.
Dopiero po 1990 r. o sprawiedliwe uhonorowanie Księdza Biskupa upomniała się
Mary Rolicka z Nowego Jorku, córka jednej z uratowanych Żydówek, Katarzyny
Styczeń. To dzięki jej inicjatywie w 1994 r. Ksiądz Biskup odebrał medal
"Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" przyznany przez izraelski Instytut Yad
Vashem. Początkowo wzbraniał się przed przyjęciem tego wyróżnienia, "gdyż nie
dla medali ratował w czasie wojny tych ludzi". Ale pani Rolicka – jak opowiadał
Ksiądz Biskup – przekonała Go wreszcie, że musi to uczynić dla dobra Polski,
gdyż w Stanach Zjednoczonych ciągle obarcza się Polaków mianem antysemitów. To
przekonało Księdza Biskupa. Zawsze odważnie bronił dobrego imienia swojej
Ojczyzny przed pomówieniami, jakich nie brakowało nigdy, a które nasilają się
szczególnie w ostatnich latach.
Wbrew komunistom
Po wojnie Ksiądz Albin Małysiak pracował w swoim zgromadzeniu, wypełniając w nim
różne ważne funkcje i ciesząc się zaufaniem swoich przełożonych, którzy
kierowali Go do coraz bardziej odpowiedzialnych zadań. W czasach zmagań
udręczonego Kościoła z wojującym ateistycznym komunizmem Ksiądz Małysiak był
niestrudzonym rekolekcjonistą, katechistą, wychowawcą młodzieży, płomiennym
kaznodzieją. W 1950 r. zdążył jeszcze doktoryzować się na zamykanym w tym czasie
przez komunistyczne władze Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego,
pisząc dysertację po nocach, gdy powinien wypoczywać pomiędzy codziennymi,
bardzo angażującymi obowiązkami kapłańskimi. W latach 1950-1954 był pracownikiem
i dyrektorem znanego Zakładu Wychowawczego im. ks. Siemaszki w Krakowie. Miał
pod opieką około 400 chłopców z trudnych rodzin i środowisk, którzy tutaj
znajdowali opiekę materialną, duchową i intelektualną. Zawziętość UB i innych
represjonujących kościelne placówki wychowawcze i oświatowe urzędów PRL
doprowadziła m.in. do likwidacji i tej zasłużonej jednostki. Mimo to całe
pokolenie chłopców wyniosło, także dzięki Księdzu Małysiakowi, znakomitą
formację z tego wartościowego, a zamkniętego w latach 50. przez komunistów
instytutu wychowawczego.
Wielkie sukcesy osiągał Ksiądz Biskup jako wikariusz i proboszcz parafii
Najświętszej Maryi Panny z Lourdes w Krakowie, gdzie posługiwał od 1954 roku.
Gdy na jej terenie powstało miasteczko akademickie, Ksiądz Małysiak dzięki
zapałowi, wielkiej duchowej intuicji i nowatorskim metodom ewangelizacyjnym
przyciągnął do swojego ośrodka duszpasterskiego tysiące studentów. Nie uszło to
uwadze arcybiskupa metropolity krakowskiego – a od 1967 r. ks. kard. Karola
Wojtyły. Obaj duchowni znali się jeszcze z lat 50., kiedy to spotkali się w
pociągu, gdy ksiądz doc. Wojtyła wracał z wykładów na KUL, a Ksiądz dr Małysiak
z rekolekcji. Ksiądz kardynał Wojtyła był urzeczony pracą Księdza Proboszcza
Małysiaka w krakowskiej parafii na Nowej Wsi i powierzał Mu coraz to
odpowiedzialniejsze zadania i misje. To właśnie on, kardynał i arcybiskup
krakowski, dziś czczony przez Kościół jako błogosławiony, wystąpił do Papieża
Pawła VI z prośbą o ustanowienie jego biskupem pomocniczym w Krakowie Księdza
Proboszcza Albina Małysiaka. Papież Paweł VI przychylił się do prośby ks. kard.
Wojtyły, który udzielił Księdzu Małysiakowi sakry biskupiej 5 kwietnia 1970 r.
na Wawelu. Jednocześnie wyświęcono też na biskupa ks. Stanisława Smoleńskiego,
zmarłego przed pięcioma laty. Trzeba tu dodać, że zarówno w okresie swojego
proboszczowania, jak i później, podczas posługi biskupiej, Ksiądz Małysiak był
aktywnie inwigilowany i represjonowany przez SB. Między innymi otrzymał kilka
wezwań do stawienia się w więzieniu na Montelupich, a nawet próbowano dokonać
zamachu na Jego życie.
Żył Kościołem i Polską do końca
W 1970 r. rozpoczął się piękny – mimo obiektywnych trudności i prześladowań –
okres pracy Księdza Biskupa Małysiaka w archidiecezji krakowskiej u boku
przyszłego Papieża i błogosławionego. Został On wikariuszem generalnym
archidiecezji krakowskiej, w której odpowiadał za opiekę nad zakonami,
katechizację oraz za sprawy gospodarcze, między innymi za kwestie budowy
kościołów. Po wyborze ks. kard. Wojtyły na Stolicę Piotrową Biskup Małysiak
pełnił te same funkcje u boku nowego metropolity krakowskiego, ks. kard.
Franciszka Macharskiego, aż do swojego przejścia na emeryturę w 1993 roku.
W przesłaniu ogłoszonym po śmierci Księdza Biskupa Małysiaka krakowski biskup
pomocniczy Jan Szkodoń przywołał słowa Jana Pawła II opublikowane w książce
"Wstańcie, chodźmy!": "Ceniłem Biskupa Albina za jego dynamizm. Pamiętam go
jeszcze jako proboszcza w Nowej Wsi, jednej z dzielnic Krakowa. Czasami
nazywałem go "Albin gorliwy"". Zachowana korespondencja pomiędzy Księdzem
Biskupem Małysiakiem a Papieżem Janem Pawłem II z lat 1978-2005, zarówno ta
oficjalna, jak i bardziej prywatna, dowodzi głębokiej, braterskiej i
przyjacielskiej więzi między tymi silnymi osobowościami zapatrzonymi w Chrystusa
i w Maryję. Obaj w swoich herbach mieli maryjne hasła – "Totus Tuus" ("Cały
Twój" – Jan Paweł II) i "Ave Maria" ("Zdrowaś Maryjo" – Ksiądz Biskup Małysiak).
Obaj zawierzali Matce Najświętszej liczne sprawy, zarówno te zanoszone przed Jej
oblicze w skrytości ducha, jak i te przedstawiane Jej publicznie. Dla obu ważną
i niezbędną modlitwą był Różaniec. Wreszcie obaj przyjęli szkaplerz. Jest
niezwykle wymowne, że Biskup Małysiak odszedł do Pana w sobotę, 16 lipca, kiedy
Kościół obchodzi liturgiczne wspomnienie Matki Bożej Szkaplerznej.
Przez ostatnie 18 lat Biskup Albin Małysiak przebywał na kanonicznej emeryturze.
Praktycznie nie ograniczyła ona Jego aktywności – jeszcze w ubiegłym roku
udzielał młodzieży sakramentu bierzmowania, przewodniczył Eucharystiom, święcił
pomniki, wystąpił w filmie na Jego temat zrealizowanym przez TVP Kraków i
Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie oraz zgodził się na zorganizowanie
uroczystości związanych z 40. rocznicą Jego sakry biskupiej.
Przez całe życie Księdza Biskupa pochłaniała ewangelizacja, kształtowanie
sumień, postaw chrześcijańskich i patriotycznych. Głośno i bezkompromisowo
domagał się prawdy w życiu publicznym, piętnując wszystkie schorzenia
współczesnego społeczeństwa. Jego "oczkiem w głowie" były media: "Bez silnych
mediów katolickich zginiemy" – mawiał często. Do ostatnich dni czytał wszystkie
gazety katolickie, które otrzymywał, zawsze był na bieżąco w sprawach ważnych
dla Kościoła i Polski. Na Jego biurku stale gościł też "Nasz Dziennik". Był
bardzo przywiązany do Radia Maryja i innych dzieł wyrosłych obok Radia pod
kierownictwem o. Tadeusza Rydzyka i Ojców Redemptorystów. Regularnie słuchał tej
rozgłośni, a przez wiele lat miał w niej swoją audycję, w której w sposób
nieskrępowany żadną obłudną dyplomacją czy politycznymi serwitutami głosił swoje
poglądy i dawał świadectwo prawdzie. Podczas jednego ze spotkań z Księdzem
Biskupem Małysiakiem dowiedziałem się, że już od lat 90. rozmawiał z Ojcem
Świętym o Radiu Maryja podczas licznych wizyt w Watykanie, kiedy to Papież pytał
o tę rozgłośnię w obliczu coraz częstszych na nią ataków. Mając świadomość
kłopotów, jakie niesie laicyzacja i niejedna antykościelna kampania, Ksiądz
Biskup Małysiak zawsze jednak kończył swoje wypowiedzi optymistycznym
zawierzeniem Matce Bożej.
* * *
Każdy, kto znał śp. Księdza Biskupa Albina Małysiaka, pamięta nie tylko Jego
znane poczucie humoru i pogodę ducha, ale i słynną frazę, wypowiadaną dziarskim,
pełnym energii głosem: "Trzymajmy się! Nie dajmy się!". Można powiedzieć, że to
proste i często powtarzane wezwanie jest najlepszą kwintesencją ewangelicznego
zapału, jaki towarzyszył Księdzu Biskupowi przez długie lata Jego bohaterskiego
oraz oddanego Bogu, Kościołowi i ludziom życia, a które pozostawił nam ku
pokrzepieniu serc na trudne czasy.
Wieczny odpoczynek racz Mu dać, Panie…
Adam Suwart
