Oskarżać pilotów i nie pytać o raport
Z Witoldem Waszczykowskim, dyplomatą, byłym wiceministrem spraw
zagranicznych, rozmawia Marcin Austyn
Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski ujawnił, że w rozmowach z
zagranicznymi partnerami dzieli się prywatną opinią na temat katastrofy
smoleńskiej. Jego konkluzja jest jednoznaczna – zawinili piloci. Czy takie
zachowanie przystoi wytrawnemu dyplomacie, za jakiego chce uchodzić Sikorski?
– Niestety, minister Sikorski narzuca nam taką opinię na temat katastrofy
samolotu Tu-154M już od półtora roku. Czyni to wbrew śledztwu, które jest
prowadzone. Jestem w stanie zrozumieć, że tego typu opinię można było
nieopatrznie wygłosić w emocjach w pierwszych dniach po katastrofie. Kiedy
jednak znamy już wiele ustaleń wstępnych strony polskiej, znamy ustalenia
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), które mimo stronniczości
rosyjskiego raportu po części zawierają wiarygodne ustalenia na temat
katastrofy, tego rodzaju oceny nie powinny mieć miejsca.
To są opinie członka rządu. Z tytułu zasiadania w Radzie Ministrów Radosław
Sikorski powinien zdawać sobie sprawę, jak wygląda status badania wypadku
lotniczego czy też śledztwa, i na pewno ma też na ten temat jakieś informacje.
Proszę również pamiętać, że był on ministrem obrony narodowej i wie, jak
funkcjonuje armia, jednostki obsługujące specpułk oraz sam 36. Specjalny Pułk
Lotnictwa Transportowego. Stąd też zadziwiająca jest sytuacja, w której minister
Sikorski kontynuuje złą praktykę wypowiadania się na temat katastrofy
smoleńskiej.
Tego typu wypowiedzi budują – także na forum międzynarodowym – fałszywy obraz
dotyczący katastrofy i umacniają tezy postawione w raporcie MAK o wyłącznej
odpowiedzialności strony polskiej za katastrofę…
– Oczywiście. Taka postawa jest także wbrew stanowisku premiera, który przecież
ostatnio dość brutalnie upomniał wicepremiera Waldemara Pawlaka, gdy ten
publicznie tylko zapytał o termin publikacji raportu. Wicepremier Pawlak nie
snuł żadnych scenariuszy, ale otwarcie pytał, dlaczego tak długo trwa
tłumaczenie raportu i kiedy go poznamy. Jako członek rządu i koalicjant ma prawo
stawiać takie pytania, skoro nie jest informowany w tym zakresie przez szefa
rządu. Tymczasem w tym samym dniu inny członek rządu kategorycznie stawia tezę
na temat przyczyn katastrofy, którą zresztą sukcesywnie podtrzymuje od kwietnia
2010 roku. Mało powiedzieć, że jest to sytuacja niezręczna… A swoją drogą, to
ciekaw jestem, jak premier Donald Tusk zareagował na taką działalność pana
Sikorskiego.
Analiza dokumentacji zapewne wskaże na zaniedbania chociażby w resorcie
obrony. W tej strategii może chodzić o rozmycie odpowiedzialności za katastrofę?
– Niewykluczone. Szczególnie że z informacji, które do mnie docierają, wynika,
iż opóźnienia w publikacji raportu Millera nie są związane ze żmudnymi
tłumaczeniami tego dokumentu, ale toczy się ostra dyskusja nad sposobem jego
opublikowania. W Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego są
zaangażowani w dużej mierze znakomici fachowcy, którzy prowadzą śledztwo de
facto przeciwko wojsku. Wiele ustaleń negatywnych komisji dotyczy właśnie sfery
wojskowej. O ile wiem, zarówno "wojsko", jak i minister Bogdan Klich, szef
resortu obrony, nie zgadzają się na taki scenariusz i czynione są próby obrony.
Słyszałem, iż pojawiają się nawet opinie, że jeśli odpowiedzialność zostanie
złożona wyłącznie na barki ministra Klicha, to on sam na dno nie pójdzie. Także
wojskowi uważają, że odpowiedzialność za katastrofę nie zamyka się w szeregach
armii i MON. Stąd trwa ostra dyskusja o tym, jak ten raport pokazać. Skoro w tym
czasie minister Sikorski publicznie głosi taki, a nie inny scenariusz, to może
odgrywa tu jakąś rolę?
Minister spraw zagranicznych posługuje się tezami wypływającymi wprost z
raportu Tatiany Anodiny, który przecież został skrytykowany przez stronę polską
za stronniczość. Sikorski nie mówi nic o roli rosyjskich kontrolerów. Czyje więc
stanowisko reprezentuje?
– Słuszna uwaga. Osobiście wielokrotnie powtarzałem, że szefem dyplomacji
powinien być człowiek nieuwikłany w rozgrywki wewnętrzne, który ma charakter
koncyliacyjny, skupia się na łagodzeniu sporów wewnętrznych i zabiega o
konsensus wobec swojej polityki zagranicznej. My jednak mamy ministra, który
działa zupełnie odwrotnie. Znamy przecież całą paletę inwektyw, którymi pan
Sikorski obrzuca swoich przeciwników politycznych. To on dzieli Polskę na
optymistów i ponuraków, zamiast więcej zajmować się polityką zagraniczną. Mało
kto zauważył, że minister Sikorski poniósł w ostatnich dniach spektakularną
klęskę na posiedzeniu rady ministrów ds. polityki zagranicznej UE, gdzie kilka
państw, a głównie Wielka Brytania, odrzuciło firmowaną m.in. przez niego
konkluzję w sprawie stworzenia stałego dowództwa operacyjnego UE. Być może
wypowiedzi na temat Smoleńska nie są i w tym kontekście przypadkowe, a może mają
przykryć inne przykre sprawy, jak choćby to, że trzeba zwalniać ludzi w resorcie
spraw zagranicznych?
Naprawdę trudno zrozumieć, w jakim celu minister wchodzi w publiczną dyskusję na
temat raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej, zwłaszcza że dokument ten ma być
przecież lada chwila publikowany. O tym minister powinien wiedzieć ze źródeł
rządowych. Ponadto szef polskiej dyplomacji naprawdę ma co robić. Ma przecież
prowadzić trwającą już polską prezydencję w UE, słyszymy też o jego udziale w
radzie programowej Platformy Obywatelskiej, a zatem jego uwagę zapewne zajmą też
zbliżające się wybory parlamentarne.
Dziękuję za rozmowę.
