Cameron wybuczany
Wielokrotne wybuchy buczenia wyrażające dezaprobatę parlamentarzystów
towarzyszyły wystąpieniu brytyjskiego premiera Davida Camerona przed Izbą Gmin,
dotyczącego afery podsłuchowej z udziałem koncernu medialnego Ruperta Murdocha.
Przedstawiciele firmy Murdocha są podejrzewani o podsłuchiwanie m.in. celebrytów
i członków rodzin poległych żołnierzy, a także o płacenie policjantom za
dostarczanie informacji. Szef brytyjskiego rządu nie miał sobie w tej sprawie
nic do zarzucenia. Twierdził, że również jego personel zachował się prawidłowo w
kontaktach z policją. Jednocześnie przyznał, iż skandal każe przyjrzeć się
kwestiom etyki wśród funkcjonariuszy policji.
Aby wygłosić swoje oświadczenie przed Izbą Gmin w związku z nagłym wybuchem
afery podsłuchowej, Cameron przerwał wizytę w RPA. Jak powiedział, śledztwo w
tej kwestii zostanie rozszerzone w taki sposób, aby wyjaśnić zachowanie
poszczególnych osób zarówno wśród przedstawicieli policji, jak i mediów oraz
polityków. Dodał, że nie należy skupiać się wyłącznie na jednej gazecie
Murdocha, dlatego śledztwo będzie uwzględniało także inne tytuły prasowe i media
elektroniczne.
Jednocześnie na wstępie brytyjski premier zaznaczył, że jego były doradca ds.
mediów Andy Coulson, który został aresztowany w związku z aferą, jest według
niego niewinny do czasu postawienia mu zarzutów. To wywołało pierwszą falę
buczenia ze strony posłów z Partii Pracy. Kolejne powtarzały się niemal przy
każdej próbie przedstawienia przez Camerona swojej wersji wydarzeń. Premier
zaznaczył, że mimo iż nie przesądza o winie swojego doradcy, to jednak, jeśli
okazałoby się, że ten skłamał, jest zdecydowany osobiście zająć się tą sprawą.
Jak dodał, z perspektywy czasu żałuje obsadzenia Coulsona w roli swojego
doradcy. – Żyjesz i codziennie się uczysz, i uwierzcie mi, ja się wiele
nauczyłem – mówił Cameron.
Z kolei przywódca laburzystów Ed Miliband odrzucił wszelkie wyjaśnienia Camerona
i nazwał zatrudnienie przez niego Coulsona "katastrofalnym błędem". Szef
opozycji zażądał od premiera przeprosin za ten fakt. Były doradca szefa rządu
jest obecnie przedmiotem największego ataku ze względu na fakt, iż był on w
przeszłości redaktorem naczelnym należącego do Murdocha tabloidu "News of the
World" ("NotW"). Miliband stwierdził, że wyjaśnienia premiera Camerona są
jedynie "umyślną próbą przykrycia faktów". Według jego wiedzy, już od dłuższego
czasu napływały ostrzeżenia co do osoby Coulsona, były one jednak zupełnie przez
władze ignorowane. Zaraz po wystąpieniach premiera i szefa opozycji rozpoczęła
się debata parlamentarna poświęcona, jak nazywają je komentatorzy na Wyspach –
"brytyjskiemu Watergate". Podczas niej Cameron wyjaśniał, że jego zdaniem nie
tylko nie należy odsądzać od czci i wiary jego byłego doradcy, ale także nie
wolno bezpodstawnie oskarżać członków jego gabinetu o niejasne kontakty z
policją. Jak zaznaczył, aby pokazać, że jego personel działał w sposób
całkowicie odpowiedni, kancelaria premiera zdecydowała się na opublikowanie
pełnej wymiany e-maili między szefem sztabu premiera a byłym zastępcą komisarza
Scotland Yardu Johnem Yatesem.
Część przedstawicieli władzy jest wyjątkowo sceptycznie nastawiona także do
wcześniejszych wyjaśnień Ruperta Murdocha i jego syna Jamesa. Brytyjski minister
ds. mediów Jeremy Hunt pytał, jak to jest możliwe, że do tak nagannych praktyk,
jakie miały miejsce w News International, dochodziło bez wiedzy Murdocha.
Minister stwierdził, że obecnie właściciele koncernu z całą pewnością ustawią
się w pozycji osób zwalczających patologie wewnątrz korporacji i przedstawią
plan wdrożenia przepisów, które zapobiegną powtórzeniu się podobnej sytuacji.
Zaraz po przesłuchaniu przed Izbą Gmin Murdoch oświadczył, że News Corp.
podejmuje działania mające zapewnić, że tak poważne problemy nie pojawią się
ponownie, a pracownicy, którzy nadużyli zaufania władz koncernu, zostaną
pociągnięci do odpowiedzialności. Jednocześnie w e-mailu rozesłanym do swoich
pracowników zapewniał, że cała firma wyjdzie z kryzysu silniejsza. Odpowiadając
także na zarzuty ministra Hunta, iż takie praktyki nie mogły odbywać się bez
jego wiedzy, Rupert Murdoch stwierdził, że była to zbyt mała operacja, aby był w
stanie ją dostrzec. Jak zaznaczył, "NotW" to zaledwie 1 proc. ogółu jego biznesu
zatrudniającego w świecie 53 tys. ludzi.
Jeszcze tego samego dnia telewizja Sky poinformowała, że koncern medialnego
magnata przestał płacić rachunki prawników Glenna Mulcaire´a, prywatnego
detektywa i hakera News Corp., który jest jedną z najważniejszych postaci w
aferze podsłuchowej. Mulcaire oskarżany jest m.in. o włamania do skrzynek
głosowych na zlecenie "NotW". Zarzuca się mu także namierzanie telefonów
komórkowych polityków, celebrytów, współpracowników dworu królewskiego (za to
już w 2007 r. został skazany na pół roku więzienia) oraz rodzin żołnierzy
poległych w Afganistanie i Iraku. Na początku tego miesiąca, po ujawnieniu
bulwersującej sprawy włamania do skrzynki głosowej 13-letniej dziewczynki, którą
uprowadzono i zamordowano, Mulcaire za pośrednictwem gazety "Guardian"
przeprosił wszystkich, których skrzywdził. Swoje działania tłumaczył "bezlitosną
presją" i "nieustającymi żądaniami wyników" pod jego adresem.
Łukasz Sianożęcki
