Fiasko próby utrwalania dominacji

Z Janem Filipem Staniłką, ekspertem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia
Maciej Walaszczyk

Próba zmiany ordynacji wyborczej została w większości odrzucona przez
Trybunał jako sprzeczna z Konstytucją. W jakim świetle stawia to pomysłodawców
zmian – Platformę wspomaganą przez PJN? Jakie mieli intencje?

– Litera tych ustaw była po prostu niezgodna z Konstytucją. Jeśli Konstytucja
mówi o "dniu wyborów", to nie ma możliwości, by uzasadnić, że oznacza to to
samo, co "dwa dni wyborów". Co do motywów zmian stojących za proponowanym
kodeksem wyborczym, to można je sprowadzić do stwierdzenia, że była to próba
użycia większości parlamentarnej do wpisania w reguły wyborcze aktualnych i być
może tymczasowych mechanizmów dających przewagę stronie rządzącej dla
zagwarantowania sobie bardziej stabilnej i silniejszej pozycji w kolejnych
wyborach.

Na czym to miało polegać?
– Z jednej strony partia rządząca posiada nad opozycją przewagę polityczną,
kontrolując proces legislacyjny, oraz finansową, wynikającą z kontroli
redystrybucji funduszy publicznych. Z drugiej strony w Polsce w szczególności
posiada także większe zasoby medialne, poprzez polityczny patronat nad co
najmniej jednym znaczącym koncernem medialnym oraz jawną sympatię kilku innych.
Powstaje zatem istotna dysproporcja sił, bo polska opozycja nie ma ani dużych
pieniędzy, ani mediów. Więc na utrwaleniu tej nierównowagi polegała kalkulacja,
która przyświecała zakwestionowanej przez Trybunał zmianie.

A próba organizacji dwudniowych wyborów?
– Nie szedłbym tak daleko jak przedstawiciele PiS, którzy mówili, że groziły nam
fałszerstwa wyborcze, choć i tego nigdy nie można wykluczyć. Motyw, jaki
przyświecał dwudniowym wyborom, był raczej taki, że wyborcy PiS są bardziej
"gorący", a wyborcy Platformy bardziej "letni". I ci "letni" potrzebują więcej
czasu, by się zmobilizować, co miało zwiększać szanse na lepszy wynik.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest manifestacją tego, jak działa trójpodział
władzy. Trzecia władza zakwestionowała proces narastającej nierównowagi pomiędzy
władzami. Dominacja władzy wykonawczej nad ustawodawczą – w obecnej kadencji
niemal absolutna – ma na szczęście swoje granice, bo jest jeszcze jedna władza,
która ogranicza jej roszczenia. Dziś bez wątpienia rząd absolutnie kontroluje
parlament, choćby w tempie jego prac i treści tego, nad czym pracuje.
Trybunał wykonał to, co do niego należy. Zinterpretował odpowiednio Konstytucję,
tak jak stanowi jej litera, i wprowadził ponownie pewną równość szans, dokonując
krytycznej interpretacji ustaw, stwierdzając, czy przez przypadek nie powodują
nierównowagi w systemie politycznym.

Wyrok Trybunału można dziś interpretować w ten sposób, że jednodniowe wybory,
możliwość prowadzenia kampanii w mediach np. za pomocą płatnych ogłoszeń,
billboardy opłacane z pieniędzy partyjnych pochodzących z budżetu to trwały
element ustroju państwa? Bez zmiany choćby zapisów w Konstytucji tego rodzaju
zmiany nie są możliwe do wprowadzenia, a chciały tego niektóre ugrupowania
pozaparlamentarne.

– Forma reklamy wyborczej jest zależna od rozpowszechnienia danych technologii
komunikacyjnych. Jeśli ktoś znajdzie sposób, by poprzez internet docierać
skuteczniej niż poprzez plakaty, to go ten wyrok nie będzie ograniczał.
Jest także całkowicie oczywiste, że billboard jest formą wypowiedzi i jego
zakazanie byłoby jej ograniczeniem, a więc również ograniczeniem wolności słowa.
Obecna scena polityczna powstała w wyniku procesu rozpoczętego jakieś 10 lat
temu. Ta kadencja jest pierwszą, w której rząd sprawował władzę stabilnie przez
cały jej okres. Innymi słowy, ordynacja osiągnęła swój zamierzony skutek.
Myślę, że problem – i to poważny – istnieje dziś w wewnętrznym funkcjonowaniu
samych partii politycznych, a nie w systemie. To, na co narzekamy, to
patologiczne procesy w samych partiach – ich oligarchizacja, korporatywizacja,
narastający klientelizm itp. Powinno to być przedmiotem nacisku samych wyborców
na partie.
Polski system polityczny nie jest zbudowany na innych zasadach niż, powiedzmy,
skandynawski czy niemiecki. To, co go różni, to po prostu inne otoczenie
społeczne. Te same reguły wypełniamy po prostu gorszą treścią.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj