Trybunał zniweczył zamysły PO

Z Arturem Górskim, posłem PiS, rozmawia Maciej Walaszczyk

Orzeczenie Trybunału to sukces PiS czy klęska PO i PJN, które chciały
radykalnie zmienić zasady wyborów?

– To przede wszystkim sukces samych obywateli, choć niepełny, gdyż te
rozstrzygnięcia kodeksu wyborczego, które Trybunał Konstytucyjny uznał za zgodne
z Ustawą Zasadniczą, wciąż budzą wątpliwości. Zresztą liczne zdania odrębne
poszczególnych członków Trybunału wskazują na to, że obecne rozstrzygnięcie TK w
innym składzie mogłoby być zupełnie inne w kwestiach zaskarżonych przez PiS. Nie
ma wątpliwości, że to rozstrzygnięcie, które uznaje za niezgodne z Konstytucją
dwudniowe wybory i zakaz prowadzenia odpłatnej kampanii w mediach i kampanii
billboardowej, zepsuło koncepcję PO łatwej wygranej z PiS.

Gdy słuchało się sędziego Rzeplińskiego, można było odnieść wrażenie, że ten,
kto napisał tę ustawę, wyprodukował prawnego bubla godzącego w podstawowe prawa
polityczne. Chodzi o próbę zakazania telewizyjnych spotów wyborczych oraz
kampanii billboardowej. Jakie zagrożenie niosły ze sobą te ograniczenia?

– Uzasadnienie Trybunału było w tej kwestii jednoznaczne. Ograniczenie spotów
wyborczych i billboardów godziło w podstawowe prawo obywatelskie do swobodnej
debaty publicznej, prawo, które odnosi się zarówno do pojedynczych osób, jak i
związków obywateli – partii politycznych. Niewątpliwie w tym zakresie autorzy
kodeksu wyborczego chcieli zamknąć usta partiom opozycyjnym, a obywatelom
utrudnić dostęp do informacji o programach wyborczych i kandydatach. Gdyby tych
zapisów nie uchylił TK, cofnęlibyśmy się do okresu PRL, gdyż wyraźnie oznaczały
one ograniczenie wolności i demokracji, a kampanię wyborczą zamieniały w farsę.

Podobnie rzecz się ma z próbą organizacji dwudniowych wyborów. Nie trzeba być
prawnikiem, by zapisane w Konstytucji zdanie, że wybory odbyć się mogą w "dzień
wolny od pracy", odróżnić od formuły "dwóch dni". Co PO chciała uzyskać poprzez
przeforsowanie tej zmiany?

– To była świadoma, bezczelna próba złamania Konstytucji. Takie rozwiązanie mógł
zaproponować tylko ktoś, kto był przekonany, że Trybunał Konstytucyjny ma
politycznie "w kieszeni". Nie trzeba być konstytucjonalistą, aby wyczytać w
Ustawie Zasadniczej, że wybory przeprowadza się jednego dnia. Znane też jest
orzecznictwo Sądu Najwyższego, który stwierdza jednoznacznie, że sobota nie jest
dniem wolnym od pracy. Ale interes PO był po raz kolejny ważniejszy niż prawa
obywateli, niż prawa konstytucyjne. Nie ma wątpliwości, że dwudniowe wybory
zwiększały możliwości manipulacji i nieprawidłowości w procesie wyborczym i przy
liczeniu głosów. Teraz, po wyroku TK, niebezpieczeństwa zostały zmniejszone, ale
nie wyeliminowane. Przypomnę choćby niedawny przypadek znalezienia wielu kart
wyborczych w bagażniku jednego z komendantów warszawskiej policji.

Jednomandatowe okręgi wyborcze do Senatu zostaną. To dobre rozwiązanie?
– PiS podnosił tę kwestię jako niezgodną z Konstytucją, głównie ze względu na
tryb jej uchwalenia, ale TK nie uznał tego argumentu. Oczywiście z przymiarek,
jakie w wielu miejscach w kraju robią PO i SLD do wystawienia wspólnych
kandydatów do Senatu, widać wyraźnie, że z jednej strony partie te wspólnymi
siłami dążą do zminimalizowania mandatów senackich PiS, a z drugiej – cementują
ewentualną przyszłą koalicję. Zresztą swoisty handel fotelami senatorskimi
między PO i SLD to tylko jeden z elementów zbliżenia tych partii, inne to choćby
zaproszenie posła Bartosza Arłukowicza do rządu i Józefa Oleksego do Kancelarii
Prezydenta RP w charakterze eksperta od ochrony środowiska. Aż się dziwię, że
niektórzy dawni posłowie PiS tego nie dostrzegają i chcą legitymizować ten
układ.

A co z głosowaniem przez pełnomocnika? Zmiana jest – według Trybunału –
konstytucyjna, choć PiS argumentował, że przymiotnik o wyborach "bezpośrednich"
to wyklucza.

– Rozbawiła mnie argumentacja Trybunału, że osoba, która oddaje dodatkowe głosy
na podstawie pełnomocnictw, nie oddaje dwóch czy trzech głosów, tylko jeden swój
i kolejne w cudzym imieniu, a zatem de iure tylko jeden swój głos. Jednak de
facto pełnomocnik oddaje trzy głosy, bo choć formalnie, w świetle przepisów
prawa, powinien przy wrzucaniu kart wyborczych uwzględnić wolę osób, które dały
mu upoważnienie, to w praktyce może zrobić, co chce i jak chce, i nikt nie
skontroluje, czy wypełnił wolę wyborczą tych ludzi. Trybunał przyjął
niebezpieczne założenie, że wszyscy są uczciwi i prawi, i wnuczek zawsze
zagłosuje tak, jak babcia sobie tego życzy. Otóż ja, znając grzeszność i słabość
natury ludzkiej, nie wierzę, że wszyscy zachowają się tak, jak nakazują przepisy
prawa i życzy sobie tego Trybunał.

Podobnie rzecz się ma z korespondencyjnym głosowaniem przez Polonię.
Uzasadniali Państwo, że naruszyć to może tajność wyborów.

– Takiego rozstrzygnięcia się spodziewałem. Tutaj jednak rzecz tkwi w
szczegółowych regulacjach prawnych, w odpowiedzi na to, jak faktycznie to
głosowanie będzie przebiegało w świetle przyjętych procedur. Jeśli bowiem
rozstrzygająca o ważności głosu jest nie data jego wysłania, ale data jego
wpłynięcia do konsula, to daje to możliwość manipulacji. Nie zdziwiłbym się,
gdyby później się okazało, że wiele głosów wysłanych w Stanach Zjednoczonych czy
Kanadzie albo w Ameryce Południowej będzie uznanych za nieważne, gdyż zostaną
uznane za przysłane po terminie i zniszczone bez otwierania. Nawet bez
zaglądania do tych kopert z głosami będzie wiadomo, że większość z nich byłaby
oddana na PiS, bo takie są preferencje polskich wyborców na drugiej półkuli.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj