Odwaga odmowy współpracy ze złem

Z zawodu elektryk, Tim Roach jest żonaty, ma dwoje dzieci i mieszka
godzinę drogi od Minneapolis. Jest na bezrobociu od czasu, kiedy stracił pracę w
lipcu 2009 roku. Po ponad 1,5-rocznym okresie poszukiwania nowego zajęcia, w
lutym 2011 roku koledzy ze związku zawodowego zadzwonili do niego nie z byle
jaką ofertą pracy, ale taką, o której marzy każdy bezrobotny: posada na
odpowiedzialnym stanowisku, z rocznym wynagrodzeniem rzędu 70 tysięcy dolarów.
Koniec końców Tim ofertę odrzucił, bo dowiedział się, że wiązała się z
nadzorowaniem prac elektryków przy budowie nowo powstającego tzw. centrum
planowania rodziny (ang. Planned Parenthood) w mieście St. Paul na University
Avenue. Świadomy, że będzie się tam dokonywać zabiegów aborcji, mężczyzna
wiedział, że przez tę pracę będzie "współpracować ze złem" – i odważnie odmówił
wzięcia w tym udziału.

Istotne problemy natury moralnej pojawiają się, gdy świadomie współuczestniczymy
w złych działaniach innych, mimo że to nie my sami je wykonujemy. Przez kolejne
stulecia katolicka tradycja moralna wypracowała kilka pomocnych "zasad
współpracy" pozwalających ocenić, w jaki sposób unikać, ograniczać lub trzymać
się z dala od działań złych, zwłaszcza tych uznanych za wewnętrznie złe. W
szczególności zasady te pomagają nam zrozumieć, w jakich konkretnych sytuacjach
życiowych nasza odmowa współpracy jest absolutnie konieczna.
Prosty przykład pomoże nam zobaczyć, na czym polegają niektóre z tych zasad.
Wyobraźmy sobie pielęgniarkę, która ma podać przyrządy lekarzowi wykonującemu
aborcję lub włączyć maszynę, która wyssie nienarodzone dziecko w kawałkach.
Jeśli pielęgniarka chce dokonać tej aborcji, dopuszcza się formalnej współpracy
ze złem. Lecz nawet w przypadku, gdyby osobiście sprzeciwiała się aborcji i nie
podzielała zamiaru lekarza wykonującego dany zabieg, to jej współpraca budzi
obiekcje moralne. Z racji tego, że brałaby udział w czynnościach niezbędnych do
przeprowadzenia procederu aborcji, np. podając przyrządy czy uruchamiając
maszynę ssącą, jej współpraca jest niemoralna i należałoby ją uznać za
bezpośrednią współpracę materialną.
Trzeba tu zatem podkreślić, że oba typy współpracy (formalna oraz bezpośrednia
materialna) są moralnie nie do przyjęcia. Kiedykolwiek stajemy w obliczu pokusy
podjęcia współpracy w czynnościach wewnętrznie złych, takich jak: aborcja,
niszczenie embrionów w celu prowadzenia eksperymentów na komórkach
macierzystych, eutanazja, samobójstwo wspomagane czy sterylizacja bezpośrednia,
musimy odmówić ze względów moralnych. Należy to odróżnić od działań, które
teologowie nazywają "zdalną współpracą" w złu dokonywanym przez inne osoby,
czego przykładem jest doręczanie przez listonosza poczty do kliniki aborcyjnej:
być może mdli go na myśl, co tam się dzieje, ale dostarczanie poczty nie jest
podstawową składową niegodziwego niszczenia życia ludzkiego, do jakiego tam
dochodzi.
Inaczej jest jednak w przypadku, gdy ktoś podwozi kobietę do placówki
aborcyjnej, by tam uśmiercono jej dziecko, asystuje na sali operacyjnej podczas
zabiegu podwiązywania jajowodów lub rozmraża embriony z ich zlodowaciałego
stanu, żeby naukowiec mógł dokonać na nich wiwisekcji i pobrać potrzebne mu
komórki macierzyste – nawet jeśli jesteśmy przeciwni tym praktykom, wszystkie te
działania stanowiłyby przykłady bezpośredniej materialnej współpracy ze złem.
Prawdziwe, codzienne decyzje odnośnie do współpracy mogą nas przerażać i
powodować trudności. Aptekarze na przykład nie mogą z czystym sumieniem wydać
pigułki poronnej kobiecie, która po współżyciu chce uniknąć ciąży. Pigułka
poronna działa jak środek antykoncepcyjny i może doprowadzić do zmian w
środowisku macicy, zapobiegających zagnieżdżeniu się zarodka (powodując w ten
sposób obumarcie dziecka, czyli aborcję). Nawet jeśli dany aptekarz osobiście
jest przeciwny zarówno antykoncepcji, jak i aborcji, to wydanie tabletki ze
świadomością, w jakim celu będzie użyta, jest działaniem uważanym za współpracę
ze złem w sposób bezpośredni i materialny.
De facto aptekarz w takich okolicznościach nie mógłby nawet zlecić obsłużenia
kobiety swojemu współpracownikowi, bo gdyby to zrobił, czyn ten również byłby
istotnym czynnikiem sprawczym w łańcuchu wydarzeń prowadzących do zapobieżenia
lub zakończenia ciąży. Musiałby jej jedynie odmówić, zmuszając kobietę, by sama
zainicjowała kolejną sekwencję decyzji i czynności, z których on byłby
wyłączony, czyli na przykład by zwróciła się do innego aptekarza, który mógłby
jej wydać ten środek. W takiej sytuacji wybór uznany za moralnie poprawny
wymagałby od aptekarza nie tylko hartu ducha, ale mógłby go narazić jego
przełożonemu, właścicielowi apteki czy też jego współpracownikom, zwłaszcza
jeśli wcześniej nie omówiono, jak postąpić w takim przypadku.
Współczesna służba zdrowia obfituje w sytuacje, które kuszą nas do niemoralnej
współpracy ze złem. Pewne działania, jak aborcja, nie mają nic wspólnego z
autentyczną medycyną, a są jedynie aktami niemoralności schowanymi pod
przykrywką protokołów placówek i profesjonalizmu białych fartuchów. Musimy się
wykazać wielką troską, ostrożnością i odwagą w unikaniu podejmowania współpracy
w środowisku medycznym, które niemoralne praktyki nie tylko toleruje, lecz
czasem wręcz nam je narzuca.

 

Ks. dr Tadeusz Pacholczyk

drukuj