Gry wojenne w cyberprzestrzeni

W przypadku ataku z cyberprzestrzeni prezydent lub rząd będą mogli ogłosić
stan wyjątkowy lub wojenny – przewiduje prezydencki projekt nowelizacji ustawy o
stanie wojennym oraz o kompetencjach naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych. Tyle że
projekt nie dookreśla zakresu pojęcia zagrożenia cybernetycznego, co daje
szeroki wachlarz możliwości, jeśli chodzi o przesłanki do wprowadzenia stanu
wyjątkowego czy wojennego. Ingeruje też w dyspozycje zastrzeżone Konstytucją.

Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, które przygotowało projekt, jest przekonane o
konieczności wprowadzenia takich rozwiązań prawnych, które uwzględniałyby
zagrożenie atakami na systemy informatyczne. – Nie trzeba chyba w tej chwili
nikogo przekonywać, że to coraz ważniejsza dziedzina bezpieczeństwa – mówił
Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, na wczorajszym
posiedzeniu połączonych komisji sejmowych: Obrony Narodowej, Spraw Zagranicznych
oraz Administracji i Spraw Wewnętrznych, podczas pierwszego czytania
przedstawionego przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej projektu ustawy o
zmianie ustawy o stanie wojennym oraz o kompetencjach naczelnego dowódcy Sił
Zbrojnych i zasadach jego podległości konstytucyjnym organom Rzeczypospolitej
Polskiej. Koziej dodał, że jako państwo Polska jest przygotowana do obrony w
razie ataków z powietrza, wody, lądu lub kosmosu. Nadal jednak nie jest
przygotowana na wypadek ataku z przestrzeni wirtualnej. – Jej bardzo dynamiczny
rozwój niesie ze sobą wiele korzyści, ale też naraża nas na niebezpieczne
sytuacje – mówił Koziej. – Przykładem mogą być ataki hakerskie na ważne
instytucje państwa. Mogą poważnie zakłócić, a nawet sparaliżować jego
funkcjonowanie. Systemy teleinformatyczne mają dziś ogromne znaczenie dla
funkcjonowania państwa. Z czasem będzie ono jeszcze większe. Konieczne jest
zatem stworzenie mechanizmów właściwego rozpoznania zagrożeń istniejących w
cyberprzestrzeni – stwierdził. Jak zauważył, do tej pory cyberprzestrzeń i
płynące z niej zagrożenia dla państwa, społeczeństwa czy gospodarki nie były
uregulowane w polskim prawie. Koziej podkreślił, że projektowana ustawa to
dopiero początek zmian prawnych w tym aspekcie. Muszą jeszcze powstać akty
wykonawcze. Ministrowie, burmistrzowie i wojewodowie będą musieli uwzględnić
założenia tej ustawy w swoich planach kryzysowych. Autorzy projektu definiują
cyberprzestrzeń jako "przestrzeń przetwarzania i wymiany informacji tworzoną
przez systemy teleinformatyczne wraz z relacjami między nimi i ich
użytkownikami". Ustawa zakłada, że ta przestrzeń może być np. źródłem ataku
"godzącego w niepodległość, niepodzielność terytorium lub ważny interes
gospodarczy". Projekt określa zagrożenia z cyberprzestrzeni jako zewnętrzne
zagrożenia państwa. Dlatego – uważają autorzy projektu – prezydent lub rząd,
jeśli uznają, że są do tego przesłanki, będą mogli ogłosić stan wojenny,
wyjątkowy czy klęski żywiołowej.

Posłowie mają wątpliwości
Jak jednak zauważyli posłowie, projekt nie dookreśla zakresu pojęcia zagrożenia
cybernetycznego, co daje szeroki wachlarz możliwości, jeśli chodzi o przesłanki
do wprowadzenia stanu wyjątkowego czy wojennego. Przez zagrożenie zewnętrzne
państwa rozumie się tu m.in. działania zmierzające do zakłócenia wykonywania
przez organy państwowe ich funkcji, "podejmowane na lądzie, wodzie, w
przestrzeni powietrznej, przestrzeni kosmicznej lub cyberprzestrzeni". Ustawa,
kojarząc zagrożenia z cyberprzestrzenią, może naruszyć prawa obywateli, którzy
korzystając z sieci, nie mają intencji, by zakłócać funkcjonowanie organów
państwa. – Przecież użytkownikami internetu są też przyzwoici obywatele. Czy
atakiem cybernetycznym może tu być na przykład jakakolwiek dezorganizacja
systemu informatycznego? I na ile może to dezorganizować funkcjonowanie całego
państwa – dezorganizacja może mieć przecież tylko charakter lokalny. Można
wymienić dziesięć różnych przypadków zakłócania, łącznie ze strajkiem
okupacyjnym – mówił Marek Borowski (KP Socjaldemokracja Polska). Jak zauważyli
posłowie, projekt ustawy "wchodzi" też w kompetencje Ustawy Zasadniczej.
Wprowadzeniu stanów wyjątkowych Konstytucja RP poświęca cały XI rozdział,
łącznie siedem artykułów, które dookreślają przesłanki wprowadzenia stanu
wyjątkowego. – Proponowana ustawa wchodzi w zakres prawa konstytucyjnego,
dlatego pierwsze czytanie powinno odbywać się na plenum Sejmu, a nie na
posiedzeniu komisji – zauważył Ludwik Dorn (niezrzeszony). Projekt ustawy
pozostawia lukę dotyczącą daty wprowadzenia ustawy w życie. Jednak, jak zauważył
Koziej, propozycją jego autorów jest to, by vacatio legis nie przekraczało 14
dni. – Skąd ten pośpiech? Czyżby panu prezydentowi zależało na uchwaleniu tej
ustawy jeszcze w tej kadencji? Czy przyczyną nie jest przypadkiem aktywność
niektórych internautów krytykujących pana prezydenta? – pytał Stanisław Pięta
(PiS), nawiązując tym samym do wydarzeń związanych z publikacjami na portalu
AntyKomor. – Czy też może powstanie tego projektu nie było efektem inspiracji ze
strony przyjaciela pana prezydenta, pana Wojciecha Jaruzelskiego, który przecież
uczestniczy w posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa Narodowego? – ironizował. –
Każdy miesiąc zwłoki, nie mówiąc o roku, przy wprowadzeniu podstaw prawnych dla
działań cyberprzestrzeni jest czasem straconym. Im wcześniej, tym lepiej dla
państwa polskiego – ripostował Koziej. Jak wskazali posłowie, w projekcie
zabrakło opinii Biura Analiz Sejmowych oraz opinii konstytucjonalistów. Ponieważ
projekt dotyczy stanów nadzwyczajnych i jest interpretacją Konstytucji,
potrzebna jest opinia Trybunału Konstytucyjnego. Ostatecznie projekt trafił do
prac podkomisji wyłonionej z trzech komisji sejmowych, która ma te braki
uzupełnić.
 

Anna Ambroziak

drukuj