Zanim Napieralski policzył ząbki
Z dr Hanną Karp, medioznawcą i wykładowcą WSKSiM, rozmawia Paulina
Jarosińska
Oglądała Pani niedzielny przekaz na temat pielgrzymki Rodziny Radia Maryja na
Jasną Górę w głównym wydaniu "Wiadomości"?
– Owszem. W tej relacji można było zaobserwować zadziwiającą rzecz. Wydawcy
"Wiadomości" uznali, że pielgrzymka Rodziny Radia Maryja zasługuje na to, aby
być tak zwanym newsem numer jeden. Do tej pory najczęściej informacja o
pielgrzymkach Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę pojawiała się jako któraś z
kolei i z założenia nigdy nie traktowano jej priorytetowo. Media komercyjne
potraktowały niedzielne uroczystości jeszcze inaczej: TVN w ogóle je
zignorowała, natomiast Polsat komentował jedynie "incydent" dotyczący rzekomego
pobicia dziennikarki tej stacji przez mężczyznę obecnego na jasnogórskim placu.
Inaczej było w przypadku telewizji publicznej – "Wiadomości" przygotowały
obszerny materiał z wypowiedziami polityków i politologa, pozorując obiektywizm
dziennikarski.
Dlaczego "pozorując"?
– Najpierw wyemitowano komentarz polityków związanych z lewicą: Marka Siwca i
Jana Lityńskiego, a dziennikarze przygotowujący materiał nie ustrzegli się
schematycznego spojrzenia przebiegającego wedle tej samej kliszy od lat: na
Jasnej Górze polityk Jarosław Kaczyński intensyfikuje kampanię wyborczą,
przygotowuje elektorat słuchaczy Radia Maryja, który – jak podkreślano –
szacowany jest na "półtora miliona ludzi". W materiale próbowano wykazać
wykorzystywanie przez prezesa PiS Radia Maryja do celów politycznych. Tymczasem
spotkanie 10 lipca w ogóle nie rozgrywało się według takiego schematu. Brat
prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego (tak został przedstawiony na jasnogórskich
błoniach przez o. Tadeusza Rydzyka oraz w Telewizji Trwam) przybył na Jasną Górę
jako jeden z bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej i jako taki po uroczystej
Mszy św., wraz z innymi, wziął udział w przekazaniu jako wotum jasnogórskiemu
sanktuarium tablicy ze Smoleńska. Jarosław Kaczyński nie występował w
Częstochowie jako polityk, ale jako równoprawny uczestnik pielgrzymki. Nie
występował w roli najważniejszego "gościa", jak sugerowano w materiale. Zabrał
głos na samym końcu i miał, w porównaniu z innymi, krótkie wystąpienie. Widz
"Wiadomości", który nie oglądał relacji np. w Telewizji Trwam, nie miał
możliwości dowiedzieć się, jak naprawdę przebiegała pielgrzymka, został więc
wprowadzony w błąd. Cały materiał skonstruowany był wokół kwestii politycznych.
To "Wiadomości" chciały, żeby spotkanie było bardzo upolitycznione, i tak
zaprezentowały je swoim widzom.
O czym świadczy taki przekaz?
– O tym, że telewizja publiczna już rozpoczęła kampanię wyborczą. Zasadniczo
polega ona na spychaniu głównej partii opozycyjnej do narożnika,
marginalizowaniu jej, budowaniu wokół niej negatywnych i skrajnych skojarzeń.
Proszę zauważyć, że chwilę później w "Wiadomościach" pojawił się również osobny,
obszerny materiał o Grzegorzu Napieralskim (na placu zabaw z dziećmi, liczącym
ząbki malucha w wózku) prowadzącym kampanię wyborczą. Materiał ten wyglądał jak
produkcyjniak z czasów gierkowskiej propagandy sukcesu. To wszystko pokazuje,
jak daleka od standardów dziennikarskich, od zasady obiektywizmu i rzetelności
dziennikarskiej jest praca wydawców "Wiadomości". I spodziewać się należy, że
tendencje te będą się nasilać.
Dziękuję za rozmowę.
