Kunktatorstwo premiera męczy
Z Mieczysławem Ziętkiem, ojcem kpt. Artura Ziętka, nawigatora na Tu-154M,
który zginął pod Smoleńskiem, rozmawia Marta Ziarnik
Usunięta w tajemnicy z miejsca katastrofy tablica upamiętniająca ofiary
tragedii smoleńskiej znalazła wreszcie godne miejsce.
– To prawda. Wraz z małżonką bardzo się cieszymy, że kolejnego 10., czyli w dniu
kolejnej, 15. już miesięcznicy od tragedii smoleńskiej, mogliśmy wraz z Rodziną
Radia Maryja i rodzinami smoleńskimi być tutaj, na Jasnej Górze. Dziś też
przynieśliśmy przed oblicze Jasnogórskiej Panienki tę tablicę, którą
Stowarzyszenie Katyń 2010 złożyło na miejscu katastrofy polskiego samolotu
rządowego, a którą Rosjanie tuż przed obchodami rocznicowymi wyrwali, by
zastąpić własną, "poprawną politycznie" tablicą. Na szczęście kilka tygodni temu
udało nam się tę tablicę odzyskać i sprowadzić do Polski. Wówczas narodził się
też pomysł, by ten wzgardzony przez Rosjan i polskie władze znak upamiętniający
naszych bliskich złożyć na ręce Ojców Paulinów. Wiemy, że tutaj ta tablica
znajdzie godne miejsce i że na Jasnej Górze pamięć o tych, którzy zginęli pod
Smoleńskiem, przetrwa. Wiemy, że przybywający przed oblicze Jasnogórskiej
Panienki pielgrzymi nie zapomną o tej tragedii i jej ofiarach i że nasi bliscy
będą tutaj godnie wspominani.
Część rodzin liczyła podobno, że tablica wróci jeszcze kiedyś do Smoleńska.
– Trudno jest mi ustosunkowywać się do tej kwestii. Nie wiadomo, jak to wszystko
rzeczywiście się potoczy. Rodziny po to właśnie złożyły tę tablicę na miejscu
katastrofy, by tam upamiętniała ich bliskich. Na to jednak nie wyraziła zgody
strona rosyjska, w konspiracji przed nami zastępując ją własną płytą. I na tę
tablicę strona polska w osobie obecnego prezydenta i premiera przystała.
Zgodzili się na to, by pominąć tak znaczący fakt, że 96 naszych bliskich z
prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele udawało się na cmentarz katyński, by
uczcić 70. rocznicę ludobójstwa na polskich oficerach. Nie rozumiem, jak rząd
może przystawać na pomijanie tak ważnych faktów. Przecież nasi bliscy zginęli
właśnie dlatego, że tę prawdę jechali rodakom i światu przypominać.
W tę listę znaków zapytania wpisują się też ostatnie rozbieżności w kwestii
tego, kto – polski czy rosyjski rząd – postawi wreszcie ogrodzenie wokół miejsca
katastrofy.
– W tej kwestii też jest mi ciężko się wypowiadać, ponieważ – podobnie jak kilka
innych rodzin – uważam, że mamy tutaj do czynienia z jakimś drugim dnem sprawy.
Pamiętam bowiem, jak jeszcze na początku mówiło się, że Rosjanie postawią tam
ogrodzenie i od razu cerkiew. Przecież gdy w Katyniu był premier Donald Tusk,
poświęcono już kamień węgielny pod tę cerkiew. A to rozmija się z naszymi
celami, ponieważ my nie należymy do cerkwi i nie należeli do niej nasi bliscy,
którzy tam zginęli. Jesteśmy katolikami i należymy do Kościoła katolickiego.
Wracając do pani pytania, o ogrodzeniu co jakiś czas się wspomina, ale poza
obietnicami nic w tym kierunku się nie robi. Tymczasem przez tyle miesięcy wrak
tupolewa leżał i niszczał, choć był najważniejszym dowodem dla wyjaśnienia
przyczyn tej katastrofy. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że to nie są
jedyne dotykające nas problemy. Do tej pory przecież nie mamy ani aktów zgonu,
ani też dokumentów z sekcji zwłok naszych bliskich. Pan premier poprzestaje
jedynie na ciągłych obietnicach, które niestety wcale nie są spełniane.
Nie znamy wciąż daty publikacji raportu Millera, termin jest przesuwany…
– To naprawdę bardzo niepokojące. Co mnie bowiem obchodzi tłumaczenie na język
angielski czy rosyjski? Ja jestem Polakiem, również pozostałe rodziny i pan
Miller, który ten raport przygotowuje. Rodziny chcą tę księgę przeczytać w
języku polskim. Chcemy wreszcie wiedzieć, na czym stoimy, bo przez te 15
miesięcy ciągle jesteśmy zwodzeni. Chciałbym w końcu dowiedzieć się, dlaczego
mój Syn musiał tam zginąć. Dlaczego to pan premier i prezydent decydują, czy i
kiedy – jeśli w ogóle – będziemy mogli poznać prawdę?! Powiedzmy sobie wreszcie
szczerze – dość już tych zagrywek taktycznych dla rozgrywania własnych spraw.
Osobiście, niestety, nie liczę już na to, że ten raport zostanie upubliczniony
przed październikowymi wyborami. Jest on specjalnie trzymany w ukryciu, żeby
przed wyborami nie bulwersować opinii publicznej. To jest standardowe zagranie
taktyczne, zagranie polityczne, tak dobrze nam z ostatnich miesięcy znane.
Podobno do raportu konieczny jest jeszcze jeden protokół.
– Tylko kiedy ten rzekomy protokół będzie? Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby
później okazało się, że po tym protokole potrzebny był jakiś kolejny. Pytam, ile
tych protokołów i umów ze stroną rosyjską jeszcze potrzeba do tego, żeby
przedstawić nam ten raport? Co tak naprawdę Rosjanom do tego? To ma być nasz
raport.
Jak Pan odbiera fakt, że po 15 miesiącach od katastrofy nadal nie ma decyzji
w sprawie pomnika upamiętniającego jej ofiary?
– To jest nie do pomyślenia. Przecież gdy w Radomiu rozbił się samolot
białoruski, to my – jako Polska – udzieliliśmy Białorusi wszelkiej niezbędnej
pomocy. Zrobiliśmy, co w naszej mocy, by odpowiednio zabezpieczyć miejsce
katastrofy i udzielić odpowiedzi na wszelkie pytania. Przypomnę, że w tej
katastrofie zginęło dwóch białoruskich pilotów. I w Radomiu stoi pomnik ku ich
pamięci. Dlaczego więc Rosjanie nie postąpili podobnie i nie postawili w
Smoleńsku pomnika upamiętniającego tragiczną śmierć polskiej delegacji? Mało
tego, całkowicie niezrozumiała jest postawa rządu, który sam nie tylko nie
wyszedł z taką inicjatywą, ale blokuje jeszcze wszelkie pomysły wysuwane przez
rodziny smoleńskie. Także ja pytam, dlaczego nasz rząd nie chce pomnika ani w
Smoleńsku, ani w Polsce?
I na zakończenie chciałbym zauważyć, że my – rodziny, przybyliśmy na XIX
Pielgrzymkę Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę nie tylko złożyć jako wotum
tablicę upamiętniającą naszych bliskich, ale także po to, by zawierzyć Matce
Przenajświętszej te wszystkie problemy, z którymi borykamy się od 15 miesięcy.
Sami nie jesteśmy w stanie nic zrobić, dlatego uciekamy się pod opiekę
Jasnogórskiej Panienki i prosimy Ją o pomoc.
Dziękuję za rozmowę.
