Prezydencja Polski

Mija już prawie tydzień od rozpoczęcia prezydencji polskiej w Unii
Europejskiej, a jakoś nie widać, aby od tego miało się coś zmienić w Europie
albo w samej Polsce. Nawet pogoda jest jak zwykle, a klimat wcale nie ulega
żadnym zmianom – nie widać ani ocieplenia, ani ochłodzenia. Wszystko jest
normalnie i wszystkie decyzje – nie tylko te strategiczne, ale nawet te mało
ważne, trzeciorzędne – zapadają nie w Warszawie, ale w Brukseli, Berlinie i
Paryżu. Polska nie ma żadnego istotnego wpływu na decyzje podejmowane przez
najważniejsze państwa Unii Europejskiej. Prezydencji Polska nie otrzymała ani za
swe zasługi, ani dla swej chwały. Jest ona standardowa: co sześć miesięcy
zgodnie z procedurami każde kolejne państwo obejmuje przewodnictwo w UE. Dotyczy
to zarówno potężnych Niemiec, nadmiernie wpływowej Francji, jak też malutkiej
Estonii, a nawet Malty.

W UE panuje egoizm polityczny. Wbrew oficjalnym dokumentom, głoszonym
deklaracjom, uchwałom, wbrew oficjalnej polityce w UE są kraje, które powinny
odgrywać dużo większą rolę polityczną niż ta, na którą się im zezwala. To przede
wszystkim Wielka Brytania, ale również Polska, Szwecja, Dania marginalizowane są
przez tych, którzy mają nieproporcjonalnie wielkie wpływy w Unii. Taką właśnie
niewspółmiernie dużą rolę w UE odgrywa Francja, a także Belgia, Portugalia,
Hiszpania, Grecja i malutki Luksemburg.
Prezydencja Polski w Europie będzie trwała pół roku – do 31 grudnia 2011 roku.
Należy więc bronić polskich interesów! Dokładnie tak samo, jak robią to inni, a
zwłaszcza Francuzi, Belgowie, Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy albo Włosi. Nie
jesteśmy w niczym od nich gorsi ani głupsi, ani mniej rozwinięci cywilizacyjnie.
Jako społeczeństwo jesteśmy od nich bardziej pracowici i pobożni, ale jesteśmy
biedniejsi. Polska bieda wynika nie z tego, że Polacy są leniwi! Polska bieda
wynika z faktu, że byliśmy pod zaborami, okupacjami, byliśmy pozbawieni
niepodległości i suwerenności przez prawie trzysta lat! Zaborcy i okupanci
eksploatowali Polskę ekonomicznie, rabowali bez miłosierdzia i w sposób
drastyczny. Szczególnie Rosja i Niemcy niszczyły i eksploatowały ziemie polskie
w latach 1939-1945, a Związek Sowiecki przez pół wieku (1944-1991) tak bardzo,
że do dzisiaj nie możemy się pozbierać po tych rabunkach. Ojciec Święty Jan
Paweł II w swej słynnej i znaczącej wypowiedzi jednoznacznie przypomniał:
"Byliśmy i jesteśmy w Europie. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją
tworzyliśmy. Tworzyliśmy Europę z większym trudem aniżeli ci, którym się to
przypisuje albo którzy sobie sami przypisują patent na europejskość na
wyłączność".
Prezydencja Polski w Europie już raz była i trwała nie sześć miesięcy, ale ponad
sto lat. Był to Złoty Wiek Polski, niesłusznie przez pewnych historyków
ograniczany jedynie do wkładu Rzeczypospolitej w rozwój kultury i cywilizacji
europejskiej. Od końca XV wieku do roku 1620 Polska była potęgą od morza do
morza i najsilniejszym państwem Europy! To nie była dominacja, ale właśnie
szczególnego rodzaju europejska prezydencja Polski. To wcale nie Polacy, ale
Niemcy, Francuzi i Żydzi definiowali wtedy Rzeczpospolitą jako "państwo bez
stosów". I nie było przypadkiem, że władca tego najpotężniejszego państwa Europy
mówił w polskim parlamencie: "Nie jestem królem waszych sumień!". Całe bowiem
prawodawstwo, ale również cała praktyka Rzeczypospolitej opierały się na
tolerancji politycznej, wyznaniowej, a nawet obyczajowej. To tolerancja
spowodowała, że do Polski ciągnęli prześladowani w całej Europie Żydzi, a Wilno
określali jako polską Jerozolimę. Polska była bogata. Stopa życiowa wszystkich
Polaków była jedną z najwyższych w całej Europie. Polska była największym na
kontynencie producentem żywności, a zarazem największym eksporterem zboża do
innych krajów. To, co wyróżniało Polskę XVI-XVII wieku w Europie, to jej
demokratyczny system polityczny, Sejm, Senat, Konstytucje i prawa, w tym prawa
człowieka. Polska była republiką – Rzecząpospolitą, jedyną w całej Europie! Nie
była monarchią, chociaż miała króla, który był jedynie kimś w rodzaju
wybieralnego prezydenta państwa. To nie było byle jakie państewko europejskie,
ale ogromne, silne, potężne, zasobne państwo o terytorium ok. miliona km2.
Polska była przedmurzem Europy i przedmurzem chrześcijaństwa, co było wtedy
równoznaczne. Te określenia, podobnie jak "Polska tarczą Europy", wymyślili
inni. Polacy nie dali sami sobie tych tytułów. Przez ponad 200 lat Polacy
istotnie chronili inne państwa europejskie przed najazdami Turków, Tatarów,
Rosjan.
W apogeum realnej prezydencji Rzeczypospolitej miały miejsce trzy wydarzenia
polityczne, które były wspaniałym triumfem Rzeczypospolitej. Oto w 1525 roku w
Krakowie odbył się hołd pruski. Ostatecznie zostali pokonani Krzyżacy, zostało
zlikwidowane ich państwo, a ostatni wielki mistrz zakonu krzyżackiego Albrecht
Hohenzollern jako pierwszy władca Prus musiał uklęknąć przed królem Polski i
złożyć przysięgę na wierność i posłuszeństwo Rzeczypospolitej. Największym
triumfem w dziejach Rzeczypospolitej był hołd ruski 29 października 1611 roku.
Na Zamku Królewskim w Warszawie, w czasie posiedzenia Sejmu i Senatu, w
obecności króla, wszystkich biskupów i wojewodów zwycięski hetman wielki koronny
Stanisław Żółkiewski doprowadził wziętego do niewoli cara Rosji Wasyla IV oraz
dowódcę armii rosyjskiej wielkiego kniazia Dymitra. Musieli oni złożyć hołd
majestatowi Rzeczypospolitej i zaprzysiąc, że nigdy już Rosja nie będzie napadać
na Polskę. W 1569 roku doszło do utworzenia unii lubelskiej między Polską a
Litwą i była to realnie jedyna unia w Europie, która dokonała się absolutnie
pokojowo, zanim powstała Unia Europejska. Od realnej prezydencji Polski w
Europie XVI stulecia minęło ponad czterysta lat. Nie jesteśmy już od morza do
morza, jesteśmy zupełnie innym państwem w zupełnie innej Europie i Polska nie
będzie już nigdy zapewne od morza do morza, ale też Polacy nie powinni być tylko
od marzeń do marzeń!

 

Józef Szaniawski

drukuj