Fanfary nad trumną
Z wielką pompą, zadęciem i słowami pełnymi zachęt do miłości (to już
znamy) i monolitowego wsparcia wizerunku III RP podczas jej prezydencji
rozpoczęliśmy swoją zwyczajną, przydziałową kadencję w eurokołchozie, pardon,
Unii Europejskiej. Medialny spektakl trwa, a za jego kulisami rozgrywa się
tymczasem planowe "dorzynanie watah" według recepty ministra Radosława
Sikorskiego.
Priorytety polskie na okoliczność naszej prezydencji są tak ogólnikowe, że żadne
(nie uwzględniono podstawowej sprawy – wyrównania dopłat dla rolników polskich).
Wśród fanfar podjęliśmy, tzn. podjęli nasi rządzący, ciężki trud pchania Europy
na nowe tory: "Dalej, bryło, z posad świata" itd. Polska natchnie Europę nowym
optymizmem, Polska jest krainą wszelkiej szczęśliwości itp. – lało się ze
złotoustych i wspomagających ich medialnych klakierów. Od ciekłego lukru
płynącego z ust Małgorzaty Wyszyńskiej i Piotra Kraśki w "Wiadomościach"
zbierało na mdłości. Na placu Defilad w Warszawie rozstawiono bajeczne dekoracje
(ile to kosztowało, warto zapytać w imieniu tysięcy polskich niedożywionych
dzieci), kto śpiewał, nie wiem, bo balu na Titanicu oglądać mi się nie chciało.
Dość, że było "fajowo", "w porzo", a minister Nowak Sławomir, król intelektu i
polszczyzny, wykrzyknął nawet w swoim wspaniałym stylu: "O kurde…".
Za głębokiego komunizmu i gierkowskiego raju Stanisław Barańczak napisał
historyczny tekst "Fasada i tyły". Nie chcąc się dalej zapożyczać, powiem
skromnie: dekoracje ładne, ale trumna za kulisami. W teatrze trumna wróży jak
najgorzej. Czego też życzę miłościwie nam panującym. Żeby ich wreszcie zmiotło
za kulisy.
Bo za kulisami trwa tymczasem planowe "dorzynanie watah" według recepty ministra
Radosława Sikorskiego. Może niekoniecznie własnej.
Wszyscy na jednego
Ale Sikorski ma i własne, nad wyraz oryginalne, pionierskie sposoby. Jako jedyny
w dziejach III RP minister poskarżył się Stolicy Apostolskiej na obywatela
swojego kraju o. Tadeusza Rydzyka, który ośmielił się skrytykować rząd w
Parlamencie Europejskim za blokowanie inicjatywy toruńskiej geotermii
(inicjatywy idącej w parze z unijnymi założeniami korzystania ze źródeł energii
odnawialnej).
Czy mąż Anne Applebaum, donoszącej na władze Węgier za rzekome łamanie wolności
słowa, zna coś takiego jak wstyd? Donos na człowieka, który najdosłowniej z
niczego – z datków permanentnie ośmieszanych ubogich ludzi, "moherowych beretów"
– zbudował radio, telewizję, dziennik i świetną patriotyczną uczelnię, jest
hańbą. Dołączył do chóru prześwietny brukselski karierowicz Michał Kamiński,
odgrzewając obrzydliwe kalumnie pod adresem o. Tadeusza Rydzyka. Ci ludzie,
biorący niewiarygodne pieniądze za reprezentowanie Polski w kraju i na świecie,
nierobiący dla Polski nic, ośmielają się rzucać oszczerstwa na człowieka, który
ze skromnych środków niezamożnych ludzi zbudował media będące znaczącym
antidotum na medialne kłamstwa salonu i mydlenie Polakom oczu. I nie ukradł
nawet złotówki, nie mówiąc już o milionie. Dyrektora Radia Maryja krytykują
niejednokrotnie ci, którzy budują swoje fortuny na karkach 13 mln Polaków
żyjących na granicy ubóstwa. I codziennie z nich kpią, sącząc "propagandę
sukcesu", która daleko przerosła czasy Gierka.
Tuż przed sławetnym objęciem prezydencji na ulicach Warszawy protestowała
"Solidarność", 80 tys. osób z transparentami: "Polityka wasza, bieda nasza". I
nic. Premiera przy tym nie było. Może grał gdzieś w piłkę?
Przecież to tylko kulisy, potiomkinowska fasada objawiła całą swoją moc 1 lipca,
kiedy "zapłonął" Pałac Kultury im. Józefa Stalina.
Medialny spektakl miał też swoją inną odsłonę. Oto ze składu sędziowskiego
sprawy Janusz Kaczmarek vs. Jarosław Kaczyński odsunięto sędziego, który
skierował prezesa PiS na badania psychiatryczne. Ale od czegóż "merdia"? W Radiu
Zet natychmiast zorganizowano "sondę". Według jej wyników 43 proc. Polaków
uznało, że pan premier Kaczyński powinien się poddać badaniom psychiatrycznym! A
te zapewne wykażą u niego, jak niegdyś w Sowieckim Sojuzie u tysięcy
zadręczonych w "psychuszkach" i u cudem ocalałego Władimira Bukowskiego,
"schizofrenię bezobjawową" według diagnozy sowieckiego lekarza kagiebisty. To
jest właśnie kolejny pokaz "polityki miłości" i wielkiej demokracji, którą
Polska Tusków, Sikorskich, Komorowskich, Kutzów, Niesiołowskich zadziwi Europę.
W nowym opakowaniu starego, czerwonego totalitaryzmu.
Ta prześwietna prezydencja, która w tym wykonaniu nic nie znaczy i Polsce nic
nie przyniesie, służy przede wszystkim jako znakomite narzędzie wyborcze.
Patrzcie i słuchajcie młodzi, wykształceni z dużych miast (dla których pracy w
kraju nie stało), kto do nas przyjechał! Droga Angela, drogi Władimir Putin, a
potem, po raz drugi może Van Rompuy. Patrzcie i podziwiajcie, ile tokaju i
szampana wypijemy za wasze pieniądze, jak świetnie będziemy się bawili wraz z
Jakubem Wojewódzkim, Moniką Olejnik i innymi "pociesznymi zabawnisiami". I nie
psujcie nam "wizerunku" Polski jakąś krytyką, narzekaniem, jakąś "białą księgą"
katastrofy smoleńskiej, zawracaniem głowy o ruinie kraju (stocznie,
infrastruktura, dług publiczny, jawna kradzież na przyszłych emerytach).
Niech żyje bal!
A żeby tego balu nikt nie zakłócał, "Rzeczpospolita" trafi w ręce biznesmena
mocno niewiadomej proweniencji Grzegorza Hajdarowicza. Współpracownikiem
biznesowym tego pana jest niejaki Kazimierz Mochol, były zastępca szefa
Wojskowych Służb Informacyjnych. No i sami swoi. Do tego jeszcze jedyny
prawicowo-konserwatywny, regionalny "Dziennik Polski" w Krakowie przeszedł w
ręce niemieckiej spółki. No, ale przecież "droga Angela" jest naszą
przyjaciółką, przyjaciółką Donalda Tuska.
Nie słyszałam, aby jakikolwiek lewicowy czy prawicowy dziennik we Francji czy w
Niemczech był w rękach obcego kapitału. To jest ewenement, podobnie jak oddanie
przed laty niemalże wszystkich polskich banków w obce ręce. To wynalazek nowego
totalitaryzmu. Cóż, do "młodych, wykształconych z dużych miast" mam tylko jeden
apel – uważajcie, ten bal może być ostatni. Jak śpiewała wasza ulubienica Maryla
Rodowicz: "Drugi raz nie zaproszą was wcale".
Dr Elżbieta Morawiec
Autorka jest krytykiem teatralnym i literackim, publicystką, członkiem
Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
