Dobre samopoczucie nie opuszcza Janickiego
Szef BOR gen. Marian Janicki jest zadowolony z funkcjonowania kierowanej
przez siebie formacji. Jeśli chodzi o zabezpieczenie wizyty prezydenta Lecha
Kaczyńskiego w Smoleńsku, uważa, że nie ma sobie nic do zarzucenia. I nie
wyciągał ze sposobu organizacji ochrony głowy państwa podczas wizyty w Katyniu
żadnych wniosków. Wczoraj BOR nawiązało oficjalną współpracę z Secret Service
oraz Diplomatic Security Service.
Obie amerykańskie instytucje zajmują się ochroną ważnych urzędników państwowych
tak na terenie Stanów Zjednoczonych, jak i poza ich granicami. Generał Marian
Janicki wspominał wczoraj m.in. rolę, jaką agenci DSS odegrali w obronie gen.
Edwarda Pietrzyka, ambasadora RP w Iraku. W sierpniu 2007 roku w wyniku zamachu
bombowego gen. Pietrzyk został ranny, a z powodu odniesionych ran zmarł
funkcjonariusz BOR ppor. Bartosz Orzechowski. – To potwierdzenie współpracy,
która już trwa. Podczas zamachu na ambasadora Pietrzyka to oni zabrali rannego
ambasadora i rannych kolegów. Dziś, dzięki tej współpracy, nie jesteśmy sami w
Iraku, choć nie ma tam teraz polskich żołnierzy – podkreślał Janicki. Współpraca
ma obejmować ochronę placówek dyplomatycznych, wymianę informacji oraz wspólne
szkolenia. – Rozmawialiśmy o pomocy w warunkach ekstremalnych, funkcjonariusz,
który ochrania ambasadora, musi wiedzieć, kogo prosić o pomoc – tłumaczył
Janicki. Dotyczy to współpracy nie tylko w Afganistanie i Iraku, ale również w
krajach Afryki Północnej, w których ostatnio doszło do poważnych zmian
politycznych. Dotychczas polscy funkcjonariusze przechodzili w Stanach
Zjednoczonych 3-4-miesięczne kursy, które kierownictwo Biura ocenia jako
wyśmienite i najwyższej jakości. Podobne szkolenia i wymiana mają również
odbywać się na terenie polskich ośrodków.
Generał Janicki chwali się, że zabezpieczenie wizyt prezydenta Baracka Obamy, a
także wcześniejsze wizyty wiceprezydenta Joe Bidena oraz sekretarz stanu
Condoleezzy Rice wypadły wzorowo. Komentując z perspektywy czasu zabezpieczenie
wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, uważa, że wszystko było
zorganizowane należycie. – Funkcjonariusze byli do końca z prezydentem, tak jak
brzmi rota przysięgi. Oni tę rotę wypełnili do końca. Biuro przygotowało wizytę
na kilka miesięcy wstecz. Zgodnie z ustawą i obowiązującymi nas procedurami w
BOR. Wypełniliśmy wszystkie nasze zadania, bo miały się one rozpocząć od
wylądowania samolotu na miejscu. Od tego momentu zaczynamy działania ochronne –
mówił gen. Janicki. Podkreślił, że jako szef Biura Ochrony Rządu nie ma sobie w
sprawie katastrofy smoleńskiej nic do zarzucenia.
– To skandaliczna wypowiedź w ustach człowieka, który oddał los prezydenta w
ręce rosyjskiej Federalnej Służby Ochrony, bo żadna obowiązująca w Polsce ustawa
nie powierza bezpieczeństwa prezydenta w ręce obcej służby – komentuje Antoni
Macierewicz, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn
Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku. W jego ocenie, to właśnie na gen.
Janickim spoczywała całkowita odpowiedzialność za organizację tej wizyty. –
Ustawa o ministrze spraw wewnętrznych ceduje odpowiedzialność za prezydenta
bezpośrednio na ministra, ustawa o BOR normuje obowiązki szefa BOR, instrukcja "Head"
z 2009 roku wydana przez szefa MON nakłada na BOR obowiązek pilnowania samolotu
i przygotowania go, włącznie z zabezpieczeniem dwóch samolotów przed wylotem na
wypadek np. awarii – wylicza Macierewicz. Zaznacza, że w przypadku wizyty
prezydenta Kaczyńskiego wszystkie te przepisy zostały złamane. – Poza tym – jak
podkreśla – BOR ani razu nie dokonało rekonesansu lotniska Siewiernyj.
– Oni wcześniej nie widzieli ani pasa, ani wieży kontroli lotów, ani tego, jacy
ludzie będą sprowadzali samolot z prezydentem na ziemię – dodaje Macierewicz.
Uroczystości z okazji święta BOR rozpoczęły się Mszą św. w katedrze polowej
Wojska Polskiego. Następnie na terenie siedziby BOR przy ulicy Podchorążych
złożono kwiaty przed obeliskiem upamiętniającym funkcjonariuszy Biura, którzy
polegli na służbie. Wręczono także odznaczenia i nominacje na wyższe stopnie
służbowe.
Maciej Walaszczyk
