Dlaczego nie rozmawiam z „Wyborczą”
Z Zuzanną Kurtyką, żoną prezesa IPN Janusza Kurtyki, który zginął w
katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem, prezesem Stowarzyszenia Rodzin
Katyń 2010, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak przyjęła Pani wybór dr. Łukasza Kamińskiego na nowego prezesa IPN?
– Bardzo pozytywnie. Myślę, że z całej czwórki był to najlepszy kandydat na ten
urząd.
Co za tym przemawia?
– Przede wszystkim fakt, że Łukasz Kamiński od wielu lat jest ściśle związany z
IPN i wie, na czym polega praca w tej instytucji. Zna zakres działalności
Instytutu, nieobce są mu jego struktury i mechanizmy. Ponadto jest historykiem,
a zatem znane są mu dobrze metodologia i sposób prowadzenia badań naukowych.
Wszystko to są bardzo poważne argumenty, które przemawiają właśnie za tym
wyborem.
To Pani mąż mianował Łukasza Kamińskiego szefem Biura Edukacji Publicznej
IPN.
– Tak. Ewidentnie go doceniał.
Po roku tymczasowych rządów IPN potrzebuje szefa z prawdziwego zdarzenia.
– Musimy sobie zdać sprawę, że instytucja państwowa, a taką jest IPN, może
działać prężnie wyraźnie w oparciu o budżet. Jeżeli środki na działalność będą
sukcesywnie obcinane, z czym niestety mamy do czynienia, to wystarczy, by
chociażby sprawy badawcze czy działalność dotyczącą wydawania książek czy też
działalność edukacyjną sprowadzić do minimum. W tej sytuacji nawet pełen dobrej
woli prezes IPN nie będzie w stanie wyczarować czegoś z niczego. Drugą, równie
istotną sprawą jest to, że instytucja ta zaczyna w tym momencie działać w
oparciu o znowelizowaną ustawę o IPN. Ustawę niestety wadliwą, kwestionującą
podstawowe zasady, dla których ten Instytut został powołany przez parlament
Rzeczypospolitej Polskiej na mocy ustawy z 18 grudnia 1998 roku. Jak zatem
będzie wyglądało wdrożenie w życie postulatów wynikających ze znowelizowanej
ustawy, czas pokaże.
Minister Marek Sawicki (PSL) powiedział, że wierzy, iż pod kierownictwem
Łukasza Kamińskiego IPN wróci do swoich funkcji ustawowych i wyłączy się z
polityki. Czy Janusz Kurtyka upolitycznił IPN?
– Niestety, tak już utarło się od paru lat, że media ciągle wracają do dość
popularnego twierdzenia o upolitycznieniu IPN. Tymczasem jest to twierdzenie
niepoparte żadnymi dowodami. Osobiście bardzo chciałabym usłyszeć argumenty, na
podstawie których takie tezy są formułowane. Przypomnę, że każdy głos mojego
męża w mediach, który usiłował wytłumaczyć ludziom, że IPN jest apolityczny, że
jest suwerenną strukturą podlegającą wyłącznie parlamentowi RP i przez parlament
jest rozliczany z działalności, był niestety głosem wołającego na pustyni,
którego nikt nie chciał usłyszeć. Tymczasem gdyby ktokolwiek próbował się nad
tym zastanowić, to doszedłby do przekonania, że zarzucający upolitycznienie IPN
tak naprawdę nie mają argumentów. Mamy tu do czynienia z klasycznym mechanizmem,
kiedy rzucone wielokrotnie hasło, nieważne czy prawdziwe, czy nie, zaczyna żyć
swoim życiem, i to bez względu na to, czy to jest prawda, czy kłamstwo. Nikt też
nie zastanawia się za bardzo nad argumentacją takiego czy innego twierdzenia,
tylko biernie je powtarza. Niestety, to zjawisko dominujące w świecie
mainstreamowych mediów, klasyczna próba manipulowania społeczeństwem. Udaje się
m.in. dlatego, że część ludzi nie bierze w ogóle pod uwagę faktu, że media,
takie jak telewizja publiczna czy chociażby informacyjne portale internetowe,
mogą kłamać w żywe oczy. Po prostu ludzie uważają, że tego typu instytucje nie
mają prawa tak postępować.
SLD nie wziął udziału w głosowaniu nad wyborem nowego szefa IPN. Zdaniem tej
partii, to instytucja niepotrzebna…
– Na szczęście zdanie tej partii nie ma w tym wypadku większego znaczenia.
Owszem, każdemu wolno mieć swoje zdanie, bo takie prawo daje demokracja.
Niestety, prawdopodobnie gros działaczy SLD czy osób związanych z tym
ugrupowaniem jest ciągle jednak napędzana strachem przed ujawnieniem własnej,
niechlubnej przeszłości, w którą byli uwikłani. Dlatego istnienie IPN, który
wielokrotnie demaskował działania wielu z nich, jest temu ugrupowaniu nie na
rękę.
Nowa ustawa o IPN ogranicza pole manewru nowego prezesa. W jakim kierunku,
Pani zdaniem, powinien rozwijać się Instytut?
– Uważam, że cztery piony: Biuro Edukacji Publicznej, Komisja Ścigania Zbrodni
przeciwko Narodowi Polskiemu, Biuro Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów oraz
Biuro Lustracyjne, które wytyczają kierunki działania IPN, powinny być
sukcesywnie i w miarę równolegle rozwijane. Myślę, że preferencja któregokolwiek
z tych pionów byłaby niekorzystna dla działalności całego Instytutu. Z pewnością
zachowanie tej równowagi nie będzie łatwe. Nie sądzę też, żeby obyło się bez
nacisków na prezesa Łukasza Kamińskiego, żeby np. nie podnosił spraw trudnych.
Natomiast jak to będzie wyglądało w realizacji, pokaże przyszłość.
Co jest dziś najważniejsze dla IPN?
– Sądzę, że wśród wielu ważnych spraw dla IPN ogromnie ważna jest działalność
edukacyjna. Wielokrotnie, w różny sposób i przy różnych okazjach podkreślał to
mój mąż, który ogromnie tę działalność rozwinął. Tymczasem proszę zauważyć, że
praktycznie w ogóle ten problem nie interesował mediów. Były organizowane
spotkania, konferencje, wykłady, publikowano szereg materiałów, książek i w
zasadzie nikt o tym nie wiedział. Nie były to materiały, które nadawałyby się na
sensacje medialne, godne nagłośnienia. Była to działalność IPN różna od tej,
którą zakładała np. "Gazeta Wyborcza", bardzo nie na rękę tej gazecie i
niektórym środowiskom. W związku z tym tego typu informacji nie podawano do
publicznej wiadomości i były one celowo przemilczane lub wyciszane. Natomiast
jeżeli uda się dr. Łukaszowi Kamińskiemu, dalej, z podobnym rozmachem prowadzić
działalność edukacyjną, którą zresztą kierował jako szef Biura Edukacji
Publicznej, to z pewnością będzie to duże osiągnięcie IPN i wielka korzyść dla
polskiego społeczeństwa.
Jest jeszcze pytanie o stopień niezależności nowych władz IPN od interesów i
fobii elity rządzącej, która chociażby przy publikacji Sławomira Cenckiewicza i
Piotra Gontarczyka o współpracy Lecha Wałęsy z SB pokazała, że bardziej zależy
jej na partykularnych interesach niż na obiektywnej prawdzie.
– Obecna władza nie lubi być poddawana krytyce. Zresztą powiedzmy sobie szczerze
– kto lubi, kiedy słusznie wytyka mu się jego błędy, zwłaszcza błędy z
przeszłości, o których chciałoby się zapomnieć? Jest to na pewno trudne i trzeba
być nad wyraz wielkim człowiekiem, żeby taką prawdę przyjąć z pokorą i
godnością. Takich ludzi w świecie jest bardzo niewielu i jeżeli się zdarzają, to
zasługują na wielkie uznanie. Dlatego nie może dziwić, że sprawy czy fakty z
przeszłości niewygodne dla elity władzy są w Polsce odsuwane czy ukrywane. Tak
czy inaczej są to fakty, fakty historyczne, i od tego się nie ucieknie, nie da
się też tego zmienić. Trzeba było myśleć o tym wcześniej i inaczej postępować.
Teraz już niewiele da się z tym zrobić, oprócz tego, że można próbować to ukryć.
Książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "SB a Lech Wałęsa.
Przyczynek do biografii" jest publikacją, która przedstawia fakty historyczne z
życia Lecha Wałęsy nawet bez próby ich interpretacji. Podstawowy problem z tą
książką stanowi niestety to, że nie da się jej zanegować, powiedzieć, że coś tam
jest źle udokumentowane, sfałszowane czy źle zinterpretowane. To sprawia, że ta
publikacja funkcjonuje w życiu publicznym naszego kraju niczym ładunek
wybuchowy, który stanowi ciągłe zagrożenie.
Z faktami się nie dyskutuje…
– Owszem, ale można próbować te fakty ukryć. I niestety, z tym właśnie
zjawiskiem mamy do czynienia.
Nowy prezes nie będzie miał łatwego zadania, łatwiej go będzie można odwołać
niż do tej pory…
– Według mnie, cały problem tkwi w ograniczaniu władzy prezesa IPN. Niestety,
wygląda na to, że zakres władzy nowy szef IPN będzie musiał sobie ciężko
wywalczyć. To z kolei stawia w dość trudnej sytuacji dr. Kamińskiego, który jest
człowiekiem młodym. Powstaje pytanie, czy wytrzyma trudności i czy się nie
złamie, bo takie próby ograniczania roli prezesa z pewnością będą miały miejsce.
Mówię to w dobrej wierze, bo sama byłam świadkiem takich prób na moim mężu.
Powiem tylko, że mało kto jest w stanie je wytrzymać.
"Gazeta Wyborcza" wywiad z nowo wybranym prezesem IPN opatrzyła tytułem: "Nie
będę nowym Kurtyką". Jak Pani to odbiera?
– O manipulacji związanej z wywiadem w "GW" świadczy chociażby sam tytuł.
Czytając treść tej rozmowy, nie znalazłam nigdzie słów o tej samej czy podobnej
treści wypowiedzianej przez Łukasza Kamińskiego, które można byłoby wybić na
czoło. Jest to w mojej opinii tytuł wzięty z sufitu, myślenie życzeniowe autorów
wywiadu, który de facto jest bardzo napastliwy i powiedziałabym nawet agresywny.
Podziwiam pana Łukasza Kamińskiego, że na taki wywiad się zgodził, bo ja z
dziennikarzami "Gazety Wyborczej" nie rozmawiam z założenia.
W TVN 24 wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski wybór Łukasza Kamińskiego
opatrzył komentarzem: "Mam nadzieję, że pan Kamiński nie będzie drugim
Kurtyką"…
– Wcale mnie nie dziwi takie zachowanie pana Niesiołowskiego. Dla mnie to jest
jasne i nawet wiem, dlaczego marszałek Niesiołowski ma taką nadzieję. Sądzę
również, że większość osób wie, o czym mówię. Tych, którzy nie wiedzą, odsyłam
do historii życia Stefana Niesiołowskiego.
Czy chce Pani powiedzieć, że wraz z odejściem Janusza Kurtyki marszałkowi
Niesiołowskiemu spadł kamień z serca?
– Myślę, że można tak powiedzieć, ale jak będzie, czas pokaże. Na szczęście nikt
z nas nie ucieknie od rzeczy ostatecznych i od prawdy.
Dziękuję za rozmowę.
