Ewangelia

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

Wieczorem w dniu zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. Przyszedł Jezus, stanął pośrodku, i rzekł do nich: „Pokój wam!”. A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzeki do nich: „Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: „Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

J 20, 19-23

 

*******************************

 

Zjednoczeni w Duchu

"Każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku…".
Nie tylko chodzi tu o fizyczną zdolność do rozumienia obcej mowy. Wyrażenie ma
głębokie znaczenie metaforyczne: usłyszeć odpowiednio dobrane i zmodulowane
dźwięki to nie to samo, co przyjąć treść w nich zawartą. Można wiele widzieć,
słyszeć, nawet rozumieć, ale zarazem być obojętnym na Boży głos, odrzucić
Chrystusa. Zesłanie Ducha Świętego sprawiło, że całe bogactwo zbawczego
działania Trójcy Świętej znalazło się nie obok, ale w sercach ludzi, którzy go
doświadczyli. Stało się początkiem nawrócenia. Zmobilizowało do działania: "Co
mamy czynić, bracia? – zapytali Piotra i zebranych uczniów. – Nawróćcie się –
powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa
Chrystusa" (Dz 2, 37-39).

Spektakularność znaków, jakie towarzyszyły wydarzeniu Pięćdziesiątnicy, ma
znaczenie wtórne – najważniejsze było to, że w tym właśnie momencie Kościół
wszedł w nowy etap swojej historii. Otrzymał moc, która odtąd będzie mu
towarzyszyć aż do końca czasu, uświęcając jego działanie, utwierdzając jego
członków w wierze, nadziei i miłości.
Skłonni jesteśmy postrzegać działanie Ducha Świętego jako coś totalnie
nieweryfikowalnego, wirtualnego, coś, co tak naprawdę ma minimalny wpływ na
życie. Wystarczy popatrzeć, jak młodzi ludzie (i ich rodzice, bliscy) przeżywają
sakrament bierzmowania. Powinno to być wielkie święto, kolejny etap inicjacji
chrześcijańskiej – często jest farsa. Niestety. Bóg hojnie obdarowuje człowieka,
pod warunkiem, że on tego pragnie – jest w stanie otworzyć się na zbawcze
działanie. Tego zbyt często brakuje.
W jaki sposób obecność Bożego Ducha manifestuje się w naszym życiu? On jest w
nas sprawcą chcenia i działania – napisał św. Paweł. "Nikt też nie może
powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: Panem jest Jezus" (1 Kor 12, 3). Jest
źródłem mocy. Wystarczy popatrzeć, co się stało, gdy św. Piotr, dotąd niepewny i
wylękniony, napełniony nią wygłosił pierwszą katechezę. Jakaż musiała być siła w
jego słowach, skoro, jak notuje św. Łukasz w Dziejach Apostolskich, trzy tysiące
ludzi nawróciło się i przyłączyło do apostołów? Tego człowiek sam o własnych
siłach nie zdołałby uczynić (por. Dz 2).
Duch Święty ciągle działa. Jego obecność "jest inną wiedzą niż wiedza oczu".
Przemawia do człowieka w głębi jego serca: w sobie tylko znany sposób przekłada
Ewangelię na język ludzkiej egzystencji, pomaga mu usłyszeć Słowo Boże. Nasz
problem polega na tym, że pokładamy nadzieję w swojej aktywności, wzmagamy
działania. Słyszymy tylko siebie. Gdy wysiłek nie przynosi oczekiwanych efektów,
załamujemy się, skarżymy na milczenie i bierność Boga. Zanadto ufamy sobie. Za
mało jest też w nas otwartości na działanie Ducha Świętego, za dużo
posłuszeństwa terrorowi poprawności, który każe w określony sposób zachować się,
milczeć, kiedy trzeba dać świadectwo prawdzie, stać obojętnie, gdy trzeba
działać. Gdyby apostołowie chcieli być "poprawni", głosić Dobrą Nowinę tak, aby
się nikomu nie narazić, pewnie nie wyszłaby ona poza Jerozolimę.
Kościół był, jest i będzie miejscem, gdzie życie objawia się w całej swojej
pełni, pod warunkiem wszakże, że ciągle będzie się w nim dokonywała
Pięćdziesiątnica, że pozwolimy, aby Duch Święty nas prowadził i umacniał.

 

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj