Ekspertyzy bez badań
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie wciąż nie dysponuje pełną
dokumentacją sądowo-medyczną dotyczącą generała Andrzeja Błasika. W rękach
polskich śledczych znajduje się tylko ekspertyza sądowo-lekarska oraz ekspertyza
chemiczna sporządzona przez biegłych rosyjskich, do której nie dołączono
istotnych załączników w postaci wykresów dotyczących analiz i kalibracji
urządzeń, na których prowadzono badania.
– Tak naprawdę nic konkretnego nie wiemy. Mamy tylko opinię, ale nie mamy jej
źródeł. Nie ma zapisów wyników tej metody, którą prowadzono badanie krwi gen.
Błasika. Powinien być wydruk z tego chromatografu, żeby można było zobaczyć, czy
poziom alkoholu był wysoki, niski. Nie wiemy też, czy ta próbka krwi była
właściwie zabezpieczona – mam co do tego wątpliwości, zważywszy na bałagan, jaki
panował choćby przy identyfikacji ciał ofiar tej katastrofy – podkreśla mecenas
Bartosz Kownacki, pełnomocnik Ewy Błasik. Wątpliwości co do wiarygodności
ekspertyzy rosyjskiej rodzi to, że próbka krwi gen. Błasika nigdy nie była
badana przez polskich biegłych. Stąd pełnomocnicy rodzin nie wykluczają, że
mogło dojść do celowej lub przypadkowej zamiany próbek. – W przysłanym przez
Rosjan materiale brakuje informacji, o której godzinie zostało znalezione ciało
oraz jak było transportowane. Wątpliwe, by ciało leżało w chłodni, mogło więc
dojść w pewnym stopniu do jego rozkładu – zauważa Kownacki. Według załączników
dołączonych do raportu MAK gen. Błasik miał przebywać w chwili katastrofy w
kokpicie samolotu, mimo że jego ciało znaleziono w środkowej części wraku.
Rosyjska komisja uzasadnia swoje twierdzenia tym, że na obecność w kabinie
pilotów mają wskazywać obrażenia ciała dowódcy Sił Powietrznych. Biorąc pod
uwagę te sprzeczności i rodzące się w związku z tym wątpliwości, pełnomocnik Ewy
Błasik podkreśla, że zlecenie badań traseologicznych przez prokuraturę byłoby
konieczne.
– Nie wyobrażam sobie, żeby nie było takiej analizy – podkreśla adwokat.
Zaznacza przy tym, że do jej wykonania w sposób niezależny od Rosjan konieczne
byłoby, by strona polska dysponowała wrakiem Tu-154 i pełną dokumentacją, m.in.
protokołami oględzin z miejsca zdarzenia i ekspertyzami sekcyjnymi, czego nadal
brakuje. – Dlatego na tym etapie zlecenie takich badań nie jest możliwe –
ocenia. Prokuratura dopytywana, czy w ogóle przewiduje przeprowadzenie własnych
analiz traseologicznych, czyli identyfikacji osób w oparciu o ślady
przemieszczania się na miejscu zdarzenia, odpowiedziała enigmatycznie, że na
razie jest na etapie zbierania całej dokumentacji sądowo-medycznej. – Będziemy
czekać na to, co nam Rosjanie przyślą. Oczywiście nie są wykluczone dodatkowe
badania, ale dopiero w momencie, gdy będziemy mieli całość. Tego typu ekspertyza
miałaby sens, gdybyśmy mieli szczątki wraku – mówi kpt. Marcin Maksjan z biura
rzecznika Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Jak zapowiadał niedawno prokurator
generalny Andrzej Seremet po spotkaniu z szefem Komitetu Śledczego Federacji
Rosyjskiej gen. Aleksandrem Bastrykinem, przygotowania do sprowadzenia wraku
Tu-154M ze Smoleńska do Polski rozpoczną się na przełomie sierpnia i września
br. Operację w całości mają przeprowadzić polscy specjaliści. Jak deklaruje
prokuratura wojskowa, eksperci dopiero ocenią, jak logistycznie przygotować tę
operację. Natomiast kiedy szczątki samolotu dokładnie wrócą do kraju – nie
wiadomo. – Musi być wydana na to zgoda prokuratury rosyjskiej, a na razie takiej
zgody nie ma – komentuje Maksjan.
Anna Ambroziak
