Hiszpanie mają dość socjalistów
Zgodnie z oczekiwaniami oraz przedwyborczymi sondażami zdecydowane
zwycięstwo w wyborach samorządowych w Hiszpanii odniosła opozycyjna
centroprawicowa Partia Ludowa (Partido Popular), na której czele stoi Mariano
Rajoy. Zwycięstwo to stanowi zapowiedź dalszych zmian na hiszpańskiej scenie
politycznej, jak również – na co liczą niepewni swojej przyszłości Hiszpanie –
gruntownych przeobrażeń w kraju, który znalazł się na krawędzi największego od
kilkudziesięciu lat kryzysu gospodarczego.
Skalę tego sukcesu docenił nawet prorządowy dziennik "El País". Sympatyzująca z
Partią Socjalistyczną gazeta porównała werdykt wyborczy do "tsunami", które
zmiotło kandydatów z ramienia PSOE (Partido Socialista Obrero Espaol), i
podkreśliła, że był to najgorszy wynik socjalistów od okresu transformacji
ustrojowej. Przyjrzyjmy się więc najważniejszym danym obrazującym skalę
wydarzenia.
10 procent więcej dla opozycji
W wyborach z 22 maja 2011 r. wzięło udział 66 proc. uprawnionych do głosowania,
którzy powierzyli samorządowe mandaty ponad 68 tysiącom przedstawicieli.
Zwycięska Partia Ludowa uzyskała 37,5 proc. głosów, Partia Socjalistyczna – 27,8
proc., a trzecia z hiszpańskich sił – Zjednoczona Lewica (Izquierda Unida) – 6,3
procent. Na uwagę zasługuje przede wszystkim olbrzymia, sięgająca 10 proc.
głosów, przewaga partii opozycyjnej nad rządzącą. Wzrost poparcia (zwłaszcza w
Madrycie) zanotowała postkomunistyczna IU. Obie partie lewicowe uzyskały jednak
łącznie mniej głosów niż Partido Popular. Z pozostałych ugrupowań (najczęściej
regionalnych) na podkreślenie zasługują dobre wyniki katalońskiej Convergencia i
Unió oraz baskijskich Bildu-Ea i EAJ-PNV (Euzko Alderdi Jeltzalea – Partido
Nacionalista Vasco), które pozwalają tym partiom na odgrywanie czołowej roli w
strukturach lokalnych.
Kilka słów warto w tym miejscu poświęcić ugrupowaniu Bildu-Ea, które stało się
drugą siłą polityczną w Kraju Basków. Jest to koalicja utworzona przez kilka
stronnictw: Eusko Alkartasuma, Alternatiba, Batasuna. Szczególna jest jej
sytuacja prawna. Sąd Najwyższy wydał zakaz działalności ugrupowania, innego
zdania był natomiast Trybunał Konstytucyjny, który zajął odmienne stanowisko w
tej sprawie.
Przy okazji warto jeszcze dodać, że trzy główne partie uzyskały łącznie ok. 70
proc. głosów, pozostałe 30 proc. zagospodarowały w różnym stopniu mniejsze i
większe regionalne ugrupowania działające w poszczególnych wspólnotach
autonomicznych. Na marginesie, i w kontekście polskim, dodam jeszcze, że
odnotowano zaledwie 1,5 proc. głosów nieważnych.
Przechodząc do konkretnych liczb, PP będzie reprezentowane w samorządach przez
26,5 tys. radnych, podczas gdy PSOE – 21,8 tysiąca. Partia Socjalistyczna
utraciła regiony, w których tradycyjnie dominowała, jak: Castilla-La Mancha,
Aragonia, Baleary, Asturia, prawdopodobnie nie wejdzie również do rządu
Kantabrii. Nawet w Estremadurze, gdzie zwyciężyła PP, socjaliści, chcąc utrzymać
władzę, muszą zawrzeć koalicję ze Zjednoczoną Lewicą. Absolutną większość PSOE
uratowała jedynie w Andaluzji, choć utraciła na rzecz populares jej stolicę –
Sewillę. Partia Ludowa będzie więc rządzić samodzielnie w następujących
regionach: Murcja, La Rioja, Madryt, Castilla-León i Walencja, a w koalicjach
również w Castilla-La Mancha, Aragonii i na Balearach. Szczególnie spektakularne
zwycięstwo odnieśli kandydaci PP w Murcji. Stojący na czele autonomicznego rządu
Ramon Luis Valcárcel będzie mógł liczyć na 33 radnych, podczas gdy miejscowi
socjaliści – zaledwie na 11. Z kolei burmistrz miasta Murcja Miguel Ángel Cámara
rozpocznie swoją piątą, kolejną kadencję. Na Wyspach Kanaryjskich decydujący
głos ma Coalición Canaria, która może utworzyć większość rządową z PP bądź PSOE.
Jakie były przyczyny klęski socjalistów i historycznego sukcesu Partii Ludowej?
Z pewnością na wyniki wyborów złożyło się wiele czynników. Nie ulega jednak
wątpliwości, że decydujące znaczenie miały: stale pogarszająca się, mimo
optymistycznych deklaracji rządu, sytuacja gospodarcza, utrzymujące się na
wysokim poziomie bezrobocie i narastająca frustracja konsumpcyjnie nastawionego
społeczeństwa, które jest zmuszone do coraz większych oszczędności. Pewien wpływ
na wyborcze decyzje miało również zjawisko czy może raczej ruch społeczny – tzw.
indignados.
Pokolenie oburzonych i Ruch 15 Maja
Postępująca dezintegracja, dezorientacja i frustracja hiszpańskiego
społeczeństwa, zwłaszcza ludzi młodych, przybiera różnorodne postaci i wyraża
się w różnych formach. Przez długi czas formą biernego protestu wobec rozwoju
wydarzeń, sytuacji politycznej i gospodarczej było wycofanie się w obręb
prywatności, beztroska zabawa, później pojawiło się pokolenie kontestujące naukę
i pracę (tzw. generación ni-ni). W ostatnim czasie mamy do czynienia z nowym
zjawiskiem, tzw. indignados (rozczarowanych). Nazwa oraz "ideologia" tego ruchu
nawiązuje do głośnej broszury francuskiego dyplomaty i pisarza pochodzenia
żydowskiego Stephane’a Hessela (przetłumaczonej niedawno na język polski) pt.
"Czas oburzenia!". Hessel, w młodości uczestnik francuskiego ruchu oporu,
więzień obozu w Buchenwaldzie, a po II wojnie światowej współautor Deklaracji
Praw Człowieka i ambasador Francji przy ONZ, w "Czasie oburzenia" wylicza źródła
niepokojów współczesnego człowieka: niesprawiedliwość, prymat pieniądza i
niszczenie środowiska naturalnego. Wzywa oburzonych tym stanem rzeczy do buntu
przeciwko istniejącym porządkom. Przesłanie Hessela spotkało się z dużym
oddźwiękiem w samej Francji, ale również w Hiszpanii, gdzie trafiło na podatny
grunt społeczny i kulturowy. Już w kwietniu miałem okazję widzieć manifestację
indignados w pobliżu siedziby Kortezów. Na tydzień przed wyborami, 15 maja,
dziesiątki tysięcy ludzi, głównie młodzieży, wyległo na place hiszpańskich
miast, w tym Madrytu (Puerta del Sol) i Barcelony (Plaza de Catalua).
Protestujący oprócz haseł wyjętych z manifestu Hessela kierowali swe oburzenie
przeciwko głównym siłom politycznym Hiszpanii, choć, jak pisze "El País",
ideologicznie tzw. Ruch 15 Maja stoi najdalej od Partido Popular. Indignados nie
zaprzestali swej akcji nawet w okresie ciszy przedwyborczej i podczas samych
wyborów. Reakcja władz nastąpiła dopiero po wyborach, a najbardziej dramatyczny
przebieg miała w Barcelonie. 27 maja siły porządkowe przystąpiły do akcji w celu
usunięcia protestujących z placu pod pozorem umożliwienia pracy służbom
sanitarnym.
Władze uzasadniały swą decyzję potrzebą usunięcia niebezpiecznych przedmiotów,
które mogłyby zostać użyte na wypadek rozruchów po sobotnim finale piłkarskiej
Ligi Mistrzów z udziałem FC Barcelona. Doszło do regularnej bitwy pomiędzy
koczującymi a oddziałami Mossos d’Esquadra, w wyniku której rannych zostało
ponad 120 osób. Podobną akcję przeprowadzono w mieście Lérida. Nad rozwiązaniem
problemu zastanawiają się również władze Madrytu, które zwróciły się do ministra
spraw wewnętrznych z prośbą o usunięcie protestujących z jednego z głównych
placów i turystycznych wizytówek stolicy. Zamieszki na ulicach stolicy Katalonii
powtórzyły się również w sobotnią noc, tuż po efektownym zwycięstwie FC
Barcelona nad Manchesterem United w finale Ligii Mistrzów. Młodzi kibice i tzw.
radicales, jak eufemistycznie określa ich prasa, starły się z siłami
porządkowymi, niszcząc mienie publiczne i prywatne. Ponad 130 osób odniosło
obrażenia.
Kto stoi za indignados i Ruchem 15 Maja? Jakie będą dalsze losy tej inicjatywy?
Czy spowodują destabilizację sytuacji politycznej w Hiszpanii przed wyborami
parlamentarnymi 2012 roku?
Konsekwencje wyborów
Odpowiedzi na te pytania udzieli czas. Warto natomiast zastanowić się, jakie
będą najbliższe i dalsze konsekwencje wyborów samorządowych. Już wiosną
bieżącego roku z kręgów zbliżonych do Partido Popular dały się słyszeć głosy, że
w przypadku zdecydowanego zwycięstwa PP Mariano Rajoy zwróci się do premiera
José L. Zapatero z wnioskiem o przedterminowe wybory. Uprzedzając tego rodzaju
inicjatywę, szef hiszpańskiego rządu zapowiedział tuż po ogłoszeniu wyników, że
nie zamierza skracać kadencji obecnego parlamentu. Z perspektywy PSOE tego
rodzaju deklaracja wydaje się oczywista. Partia przeżywa ciężkie chwile,
potrzebny jest więc czas na ustabilizowanie płynącej po wzburzonym morzu łodzi,
która coraz bardziej nabiera wody. Zapatero zdołał, jak się wydaje, zapanować
nad wojną, jaka rozgorzała pomiędzy socjalistycznymi "baronami" dzielącymi już
schedę po odchodzącym po wyborach 2012 roku premierze. Jak informuje dziennik "ABC",
Zapatero zaproponuje jako kandydata na szefa partii i ewentualnie przyszłego
rządu ministra spraw wewnętrznych Alfredo Péreza Rubalcabę. Wcześniej z
rywalizacji o przywództwo w PSOE zrezygnowała Carme Chacón, piastująca urząd
ministra obrony. Czy jednak socjalistom uda się uniknąć rywalizacji
zawiedzionych w swych nadziejach liderów?
Ze swej strony Partia Ludowa, celebrując historyczne zwycięstwo, ponowiła apel o
rozpisanie przedterminowych wyborów. W pierwszym wywiadzie udzielonym po
wyborach (dla dziennika "ABC") Mariano Rajoy stwierdził, że skupi się przede
wszystkim na problemie odbudowy hiszpańskiej gospodarki. Dodał również, że
podobnie jak większość obywateli jest zaniepokojony faktem, iż rząd premiera
Zapatero nie wzbudza zaufania ani w kraju, ani za granicą, i dołącza do głosu
swych rodaków, którzy oczekują rozwiązania parlamentu i nowych wyborów.
Dyplomatycznie podkreśla, że nic nie jest przesądzone. Jak się wydaje, zarówno
Rajoy, jak i jego stratedzy z calle Genowa, chcą spokojnie przygotować się do
tego wydarzenia, licząc na dalsze wpadki coraz bardziej nieporadnego rządu oraz
narastającą frustrację społeczeństwa, które prawdopodobnie jesienią czekają
ogromne podwyżki cen. O konsolidacji szeregów Partido Popular, zwłaszcza w
kontekście wcześniejszych nieporozumień w Asturii, gdzie polityk związany z PP
Álvarez Cascos założył własne ugrupowanie, świadczy fakt, że na stanowisku
sekretarza generalnego Partii Ludowej pozostaje María Dolores de Cospedal,
zwycięska szefowa struktur partyjnych w regionie Castilla-La Mancha. Wydaje się
więc, że Rajoy pragnie unikać zdecydowanie konfrontacyjnej retoryki, umacnia
partię od wewnątrz, przygotowując ją do decydującego starcia podczas wyborów
parlamentarnych. Jego podstawowym celem będzie z pewnością uzyskanie absolutnej
większości, która pozwoli na samodzielne rządy bez konieczności wchodzenia w
koalicje z partiami regionalnymi.
Od 2012 roku rozpocznie się więc nowy etap w najnowszych dziejach Hiszpanii. Czy
będzie nowy jakościowo? Czas pokaże. Aby jednak dokonać trwałego zwrotu, wielu
Hiszpanów, zwłaszcza młodych, którzy dziś "trzepoczą skrzydłami", musi "wzbić
się w górę" i podjąć wyzwania na miarę dokonań swych przodków z czasów królów
katolickich, św. Teresy z Avila, Cervantesa.
Prof. Cezary Taracha
Autor jest kierownikiem Katedry Historii i Kultury Krajów Języka Hiszpańskiego
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
