Cud daje pierwszeństwo
Z o. dr. Gabrielem Bartoszewskim OFMCap, referentem spraw beatyfikacyjnych
i kanonizacyjnych Kurii Metropolitalnej Warszawskiej przygotowującym "Positio
super virtutibus" w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego ks. kard. Stefana
Wyszyńskiego, rozmawia Małgorzata Bochenek
Proces w sprawie beatyfikacji ks. kard. Stefana Wyszyńskiego został
zainaugurowany na etapie diecezjalnym w maju 1989 r. i trwał do lutego 2001
roku. Dlaczego tak długo?
– To była bardzo żmudna praca, na którą złożyły się przesłuchania 65 świadków
oraz ocena teologiczna wszystkich pism drukowanych Sługi Bożego. Powołano
dwunastu cenzorów teologów. Dwóch z nich musiało przeczytać każdą pozycję,
obowiązani byli opracować swoje opinie i wyrazić ocenę teologiczną. Po księdzu
kardynale zostało wiele pism także niedrukowanych, te badała komisja
historyczna. Prymas Tysiąclecia był wielką osobistością i ma ogromny dorobek,
który w całości należało przestudiować i opracować.
Po zamknięciu procesu 8 lutego 2001 r. akta wysłano do Kongregacji Spraw
Kanonizacyjnych, która jeszcze z końcem 2002 r. wydała dekret ważności procesu.
Co dzieje się obecnie?
– Wówczas także mianowano relatora – urzędnika Kongregacji, pod którego
kierunkiem postulator i jego współpracownicy opracowują positio, czyli obszerną
dokumentację o heroiczności cnót. Znajdą się w niej zeznania świadków, opinie
cenzorów teologów o pismach Sługi Bożego, relacja komisji historycznej,
niezwykle szczegółowa, udokumentowana naukowo biografia z odpisami dokumentów,
począwszy od metryki ślubu rodziców ks. kard. Wyszyńskiego. W positio musi
zostać zamieszczone opracowanie o sławie świętości Sługi Bożego, a także o
istnieniu znaków nadprzyrodzonych, czyli łask otrzymanych przez wiernych za jego
wstawiennictwem. Potrzebne jest również studium dotyczące udowodnienia
heroiczności każdej z cnót teologalnych, czyli wiary, nadziei, miłości Boga i
bliźniego, kardynalnych: roztropności, sprawiedliwości, męstwa, umiarkowania, i
moralnych: czystości, ubóstwa, posłuszeństwa i pokory.
W jakim stopniu zaawansowane są prace nad positio?
– Mamy już poważne osiągnięcia, ale nie chcę gdybać odnośnie do zakończenia
naszych prac. Pod koniec listopada 2010 r. zawiozłem do Rzymu opracowane
zeznania świadków, ponad tysiąc stron. Zanim positio zostanie wydana, cały
zgromadzony materiał musi zatwierdzić relator Kongregacji, który już stopniowo
akceptuje jego poszczególne części. Musi on również napisać wprowadzenie i
wyrazić swoją aprobatę. Dopiero wówczas ten dokument może zostać wydrukowany, a
następnie złożony w Kongregacji, gdzie będzie czekać w kolejce na podjęcie nad
nim dyskusji przez gremium konsultorów teologów, a później kardynałów i
biskupów. Sprawy, które mają cud, cieszą się pierwszeństwem.
Została już wybrana łaska nosząca znamiona cudu otrzymanego za
wstawiennictwem ks. kard. Stefana Wyszyńskiego?
– Mamy wiele świadectw otrzymanych łask. Wśród nich bardzo ciekawy wydawał się
jeden przypadek – ślad cudownego uzdrowienia dziecka. Niestety, okazuje się, że
nie ma dokumentacji lekarskiej, gdyż została zniszczona. Ta bardzo interesująca
sprawa dotyczyła uzdrowienia poparzonego dziecka, które według kilkakrotnie
powtarzanej opinii lekarzy miało umrzeć. W dniu pogrzebu ks. kard. Wyszyńskiego
matka, widząc w telewizji transmisję z tych uroczystości, gorąco prosiła Boga za
wstawiennictwem Prymasa Tysiąclecia o uzdrowienie jej czternastomiesięcznej
córeczki. Z niedzieli na poniedziałek nastąpiła radykalna poprawa zdrowia. Gdy w
poniedziałek przyjechała do dziecka, lekarz stwierdził: "W środę zabiera pani
dziecko do domu". Tak się stało.
W tym miesiącu wydałem książeczkę "Wyprasza nam łaski z nieba". Zawiera ona opis
58 łask otrzymanych przez wiernych za wstawiennictwem ks. kard. Wyszyńskiego.
Jest to tylko mała część wypisów z oryginalnych listów, jakie nadeszły do kurii
warszawskiej. Znalazło się w niej m.in. przytoczone przeze mnie świadectwo.
Skoro dokumentacja interesującego przypadku została zniszczona, czy ma Ojciec
jakiś inny poważny ślad uzdrowienia za wstawiennictwem Sługi Bożego?
– Tak. Ta sprawa dotyczy uzdrowienia młodej dziewczyny z choroby nowotworowej.
Przypadek jest ciekawy. Jednak dziś nie umiem powiedzieć, czy właśnie ta łaska
zostanie wybrana. Otrzymujemy bardzo dużo listów ze świadectwami, które dotyczą
łask duchowych i fizycznych. Bardzo wiele podziękowań i próśb o wstawiennictwo
ludzie zostawiają przy grobie ks. kard. Wyszyńskiego, a także w miejscach jego
internowania.
Wybranie koniecznego do beatyfikacji cudu to kwestia kilku tygodni czy
miesięcy?
– Nie mogę prorokować. Jest wiele łask za przyczyną ks. kard. Wyszyńskiego,
niektóre są bardzo poważne i mogą stanowić podstawę do rozpoczęcia procesu o
cudownym uzdrowieniu. Jednak dopiero za jakiś czas będzie można mówić o
szczegółach. Nie ulega wątpliwości, że proces o cud zostanie wszczęty przed
ukończeniem positio, jednak zostawmy to przyszłości i Opatrzności Bożej.
Prymas Tysiąclecia – człowiek opatrznościowy. Co dziś symbolizuje ks. kard.
Stefan Wyszyński?
– Jego droga świętości zaczęła się w rodzinie, przejawiając się na wszystkich
etapach życia. Prymas Wyszyński jest symbolem wierności powołaniu
chrześcijańskiemu, kapłańskiemu i biskupiemu. Był bardzo gorliwym pasterzem
Kościoła, ale też gorącym patriotą, kochającym Polskę. Troszczył się o zdrowie
moralne Narodu. I dziś jest symbolem realnej oceny rzeczywistości Kościoła,
Ojczyzny.
Sługa Boży pełnił swoją posługę Prymasa Polski w okresie jawnego
prześladowania Kościoła w Polsce przez komunizm. Czy spodziewał się, że podzieli
los przywódców Kościoła katolickiego w innych krajach: na Węgrzech, w Czechach?
– Mocną, zdecydowaną obronę Kościoła i spraw Bożych przypłacił trzyletnim
więzieniem. Jako Boży człowiek patrzył na swoją sytuację od strony
nadprzyrodzonej. Skoro Bóg dopuścił niewolę, ma w tym swój cel. Wiedział, że
musi przyjąć Boży plan, zadania, które Pan mu powierza. Z dwojgiem swoich
współwięźniów zorganizował w Stoczku Warmińskim, a później również w Prudniku
życie klasztorne. Przebiegało ono według ściśle zaplanowanego harmonogramu, z
przeznaczeniem większości dnia na modlitwę. Dla współwięźniów głosił rekolekcje
wielkopostne, rozważania podczas nabożeństw różnych okresów liturgicznych. Takie
podejście do niewoli dowodzi, jak głębokiej wiary był człowiekiem. Spojrzenie na
koegzystencję życia w świetle nadprzyrodzoności świadczy o wielkich cnotach
Prymasa, zwłaszcza o cnocie wiary i męstwa. Jego dusza, jak sam stwierdził przed
śmiercią, zatopiona była w tajemnicy Trójcy Przenajświętszej.
Nawet w więzieniu ksiądz Prymas podejmował prace dla Kościoła i dla Polski.
– To była wizja Wielkiej Nowenny, odnowienia Ślubów Narodu Polskiego,
peregrynacji kopii Cudownego Obrazu Matki Bożej. Jednak mylą się ci, którzy
mówią o walce Prymasa z komunizmem. Jego walka polegała na tym, że będąc wierny
swojej misji, nauce Kościoła, Bogu, głosił prawdy Ewangelii, upominał się o
człowieka.
Znał Ojciec osobiście księdza kardynała. Jaki był w normalnych ludzkich
kontaktach?
– Był otwarty. Zawsze przy spotkaniu zauważał drugiego człowieka, umiał się
uśmiechnąć, powiedzieć dobre słowo. Zwykle to on prowadził rozmowę, był bardzo
szczery, opowiadał o licznych sytuacjach ze swojego życia.
Dziękuję za rozmowę.
