Przewrót majowy a Narodowa Demokracja

Kolejna, 85. rocznica przewrotu majowego uprawnia do refleksji nad
kosztami posłużenia się przemocą w sporze wewnętrznym o władzę, przypadek zaś
Narodowej Demokracji jest w tym kontekście szczególnie interesujący. Używając
współczesnego języka, jednym z większych jej problemów były kłopoty wizerunkowe.

Była to także jedna z najważniejszych przyczyn porażki w konfrontacji z
Piłsudskim w maju 1926 roku. Dla znacznej części opinii publicznej Narodowa
Demokracja była nie jednym z wielu obozów politycznych, ale swego rodzaju
zbiorową personifikacją zła. Trudno byłoby znaleźć zarzut, którego by jej
oszczędzono. Rynsztokowe epitety, którymi się posługiwali nawet ludzie skądinąd
dobrze wychowani, dokumentują skalę emocji. Rak na ciele Polski, trujące grzyby,
wieprzki, świnie – to tyle tytułem skromnej próbki. W środowiskach liberalnej
inteligencji związki z "endecją" traktowane były jak wstydliwa, kompromitująca
przypadłość. W dobrym tonie było natomiast podkreślanie dystansu i niechęci. W
niektórych wypadkach – na przykład przy określaniu polityki narodowościowej –
wystarczyło ono za program; naiwna wiara, że szowinizm "endecji" stanowi
przyczynę napięć i antagonizmów w relacjach z mniejszościami i że odsunięcie jej
od wpływów doprowadzi do poprawy, utrzymywała się po przewrocie majowym (a i
dziś śledzić można jej publicystyczne echa), chociaż problemy narodowościowe
jakoś nie zanikły. Równie trwały okazał się inny, zupełnie fałszywy w świetle
ustaleń współczesnej historiografii mit: że podjęta przez Piłsudskiego w maju
1926 r. akcja zbrojna uprzedziła przygotowywany zamach ze strony "endecji".
Zamach zaskoczył kierownictwo obozu narodowego. Kiedy wybuchły walki w
Warszawie, Roman Dmowski przebywał za granicą. 15 maja, kiedy dotarł do
Poznania, konflikt był militarnie rozstrzygnięty. Jak wspominał jeden z
miejscowych działaczy, Dmowski "od początku postawił tezę, że jeżeli można w
trzy dni rozegrać batalię z nadzieją zwycięstwa, można ją wydać. Na wojnę domową
trwającą kilka tygodni nie można sobie pozwolić, chociażby z uwagi na
niebezpieczeństwo niemieckie". Biorąc to pod uwagę, przeciwstawił się popularnym
na terenie dawnej Wielkopolski i Pomorza pomysłom autonomii, separującej
przywiązane do praworządności dzielnice zachodnie od szaleństw płynących z
centrum państwa. Z faktami godził się także odgrywający wówczas większą od
historycznego przywódcy rolę Stanisław Grabski. W jego wypadku na gorycz porażki
nakładało się poczucie osobistego upokorzenia: pół roku wcześniej,
przestrzegając przed zaostrzaniem walk partyjnych, a dostrzegając, jak
destrukcyjne są wzajemne podejrzenia o zamiary zamachu stanu, publicznie
ogłosił, że podejrzewanie Piłsudskiego o tego rodzaju zapędy jest
nieuzasadnione, gdyż jako polityk odpowiedzialny Marszałek z pewnością do
przewrotu nie dąży. Nie trzeba dodawać, że po maju przypomniano Grabskiemu jego
słowa. Spektakularny błąd w ocenie sytuacji kosztował go w przyszłości
odsunięcie od kierownictwa ruchu – czemu trudno się dziwić.
Piłsudski wyprowadził w pole wszystkich. Jego przeciwnicy uważali za pewne, że
nie zaryzykuje on konfrontacji narażającej Polskę na destabilizację i
interwencję ze strony sąsiadów. Przytoczona opinia Grabskiego, chociaż bieg
wydarzeń ją ośmieszył, odzwierciedlała szersze stanowisko. Z kolei zwolennicy
Marszałka wierzyli, że uprzedził on zamach ze strony "endecji", a dodatkowo, że
zrealizuje program społeczny lewicy. Nie zamierzając tego czynić, Piłsudski z
niezwykłą zręcznością wyzyskał żywe w obrębie środowisk lewicowych oraz
liberalnych fobie, strasząc widmem powrotu "endecji" do wpływów i domagając się
pozostawienia mu swobody ruchów. Była to taktyka skuteczna – gdy zwodzeni w ten
sposób partnerzy gry Piłsudskiego w końcu zaczęli orientować się w sytuacji,
było za późno. Wrogość wobec obozu narodowego sprawiła, że znaczna część opinii
publicznej – skądinąd ostentacyjnie podkreślająca swoje przywiązanie do
demokracji – nie tylko pogodziła się z obaleniem legalnego rządu w drodze
przewrotu wojskowego, ale także de facto zaakceptowała budowę struktur
autorytarnej władzy. Wyrażając się prościej: pogodziła się z tym, że zamiast
urojonej dyktatury Narodowej Demokracji wprowadzono dyktaturę rzeczywistą, że
wobec przeciwników politycznych zastosowano represje, a także że krąg owych
przeciwników rozszerzył się daleko poza granice obozu narodowego. Do czasu
przymykano oczy również na ograniczenia swobód obywatelskich: wolności prasy,
niezależności sądownictwa, autonomii uczelni. Zainteresowani milczeli: wielu
zapewne ze strachu – gdyż przeciwstawianie się umacniającemu swą władzę obozowi
Piłsudskiego było coraz trudniejsze. Dla innych wystarczającym powodem do
milczenia było to, że znienawidzona "endecja" protestuje… Z perspektywy czasu
widać, że przewrót majowy bynajmniej nie kierował się tylko przeciw Narodowej
Demokracji – zmiana systemu rządów w krótkim czasie doprowadziła do konfliktu
Piłsudskiego także z innymi środowiskami politycznymi. Niemniej jednak to
właśnie "endecja" poszła na pierwszy ogień, potem zaś jej aktywność stanowiła
dla rządzącego obozu dogodny pretekst do zaostrzania kursu.
Atakowane środowisko odczuło w pełni skutki tej sytuacji. Dla tworzących je
struktur – Związku Ludowo-Narodowego (do 1928 r., potem Stronnictwa Narodowego),
Obozu Wielkiej Polski (1926-1933), drobniejszych organizacji pozostających w
luźniejszym związku – przewrót majowy oznaczał polityczną katastrofę o
dalekosiężnych i sięgających głęboko konsekwencjach. Wpływowe środowisko
polityczne nie tylko utraciło szanse na uczestnictwo w sprawowaniu władzy, ale
znalazło się w obliczu konieczności toczenia walki o przetrwanie, w coraz
trudniejszych warunkach. Presja polityczna i medialna, wywierana przez zwycięski
obóz, korespondowała ze zmieniającym się systemem władzy. W wyniku przewrotu
ludzie związani bądź choćby tylko sympatyzujący z Narodową Demokracją byli
eliminowani z urzędów państwowych, wojska, służb, aparatu dyplomatycznego,
wymiaru sprawiedliwości, wypierani z instytucji społecznych, samorządów,
szkolnictwa. Jeśli nie chcieli lub nie mogli szukać sobie innych zajęć – musieli
swoje poglądy ukrywać, co najmniej zaś odciąć się od stronnictwa przedstawianego
jako wróg publiczny numer jeden. Zanim obóz rządzący, poszukując sposobów
zwiększenia społecznego poparcia, nie sięgnął do programowego arsenału
"endecji", już nawet przyznawanie się do kojarzonych z nią poglądów mogło
oznaczać usunięcie z pracy. Przekonał się o tym zatrudniony w aparacie MSZ
Jędrzej Giertych, działacz harcerski, w latach zaś 1931-1932 pracownik konsulatu
RP w niemieckim wówczas Olsztynie. Nie pomogły mu ani kompetencje, ani
doświadczenia zdobyte na trudnym mazurskim terenie. Pozbawiony możliwości pracy
dla państwa, oddał swą energię i umiejętności stronnictwu, z którym wcześniej
łączyły go zaledwie ideowe sympatie.
Pamiętniki osób związanych z Narodową Demokracją – parlamentarzystów, działaczy
społecznych, nauczycieli – utrwaliły przygnębiający obraz środowiska poddanego
represjom, atakowanego w mediach, niepewnego jutra, rozdzieranego przez
wewnętrzne konflikty. Dostępna dokumentacja policyjna potwierdza ten obraz:
informatorzy odnotowywali wycofywanie się z aktywnej działalności osób o
poglądach umiarkowanych, a także wrażliwych na naciski z powodu pozycji
społecznej, prowadzonego przedsiębiorstwa, podeszłego wieku, choroby, obaw o
członków rodzin zatrudnionych w aparacie urzędniczym lub szkolnictwie, którym
zaszkodzić mógł związek z "endekiem". Pozostawali ludzie niemający nic do
stracenia, z reguły młodzi, borykający się z trudnościami znalezienia pracy. Z
ich punktu widzenia przywrócenie status quo sprzed maja 1926 r. nie było ważne.
Na własnej skórze przekonywali się, jak kruche i delikatne są demokratyczne
procedury, jak łatwo je naginać stosownie do potrzeb grupy rządzącej. Przede
wszystkim jednak uważali za niewystarczające programy ograniczone jedynie do
sfery politycznej – od ruchu, w którym uczestniczyli, oczekiwali zdecydowanych
działań na rzecz wcielenia w życie porządku, w którym tacy jak oni znajdą dla
siebie pracę i chleb. Poczucie krzywdy, wstręt wobec kierowanych przeciw nim
manipulacji propagandowych, potrzeba solidarności wzmacniana przez represje
tworzyły solidną pożywkę dla radykalizmu postaw i zachowań. W rezultacie w ciągu
kilku lat po przewrocie atakowane środowisko zmieniło oblicze. W swoim nowym
kształcie okazało się zdolne do działania w obrębie autorytarnego państwa.
Jakkolwiek konfrontacja z wojskiem i policją – bez czego mowy nie było o
przejęciu władzy – była wciąż daleko poza jego możliwościami, potrafiło
utrzymać, a nawet rozbudowywać wpływy wśród politycznego elektoratu.
Zmiany te w stopniu wybitnym przyczyniły się do utrwalenia negatywnego wizerunku
Narodowej Demokracji – także we współczesnej historiografii dominują negatywne
ich oceny. Wskazuje się na nasilenie się antysemityzmu w propagandzie
środowiska, demagogię, skłonność do posługiwania się przemocą, adaptowanie do
struktur organizacyjnych wzorców zaczerpniętych z włoskiego faszyzmu. Można
powiedzieć, że zarzuty i obawy przyczyniające się do izolacji "endecji" przed
przewrotem majowym w końcu się zmaterializowały. Odnotowując skutki, pamiętajmy
i o przyczynach. Sygnalizowaną ewolucję spowodowała nie tyle niezdrowa
fascynacja dla skrajności, ile konieczność dostosowania się do reguł gry
narzuconych przez agresywne poczynania obozu rządzącego. Podobne zmiany w
dziedzinie organizacyjnej czy analogie w sferze programowej (na lewicy
odpowiednikiem zainteresowania faszyzmem były sympatie dla totalitarnego
komunizmu) dały się dostrzec także w obrębie pozostałych nurtów politycznych,
aktywnych na polskiej scenie – takich jak ruch ludowy czy socjalistyczny…
Cezurą był tu przewrót majowy i podjęta później przez współpracowników
Piłsudskiego budowa autorytarnej dyktatury.

Prof. Krzysztof Kawalec (IPN Opole)

drukuj