Zgrane chwyty Sikorskiego
Z Witoldem Waszczykowskim, byłym wiceministrem spraw zagranicznych i
negocjatorem w rozmowach ze Stanami Zjednoczonymi dotyczących tarczy
antyrakietowej, rozmawia Marcin Austyn
Zgadza się Pan z oceną ministra Radosława Sikorskiego, że dopiero rząd PO –
PSL w stosunkach z USA potrafił zadbać o interesy Polski?
– Mam na ten temat zupełnie odmienny pogląd, ponieważ obecny rząd do minimum
zredukował współpracę polsko-amerykańską, która swoje apogeum przeżywała w
czasie prezydentury George´a Busha. Wówczas współpracowaliśmy z Amerykanami na
kilku poważnych frontach, poczynając od tego, że byliśmy z nimi w Iraku,
Afganistanie (w dwóch prowincjach pod dowództwem amerykańskim), mieliśmy poważny
udział w operacjach pokojowych ONZ na Bliskim Wschodzie (na Wzgórzach Golan i
Libanie). Ponadto mieliśmy rozbudowane stosunki z państwami, z którymi
Amerykanie nie mieli kontaktów i w związku z tym wprowadziliśmy szereg programów
współpracy z USA w kwestii Iranu, Libii, Kuby czy Korei Północnej. Należy tu
także wymienić projekt tarczy antyrakietowej. W sumie w latach 2004- -2007 był
prowadzony poważny dialog określany mianem strategicznego dialogu
polsko-amerykańskiego.
Z kolei szef MSZ przekonuje na łamach jednego z dzienników, że "gdy dzisiaj
zaczyna się jakaś wojna, nie zawierzamy już bezrefleksyjnie decyzjom niektórych
naszych zachodnich partnerów, tylko wypracowujemy własne stanowisko". Tego
wcześniej nie było?
– Nie szliśmy bezmyślnie na wojny. Pan Sikorski zapomina, że kiedy poszliśmy na
wojnę w Afganistanie, to najpierw wysłane zostały oddziały sił specjalnych, a
następnie nasz udział kształtował się na poziomie tysiąca żołnierzy w dwóch
prowincjach amerykańskich, w których USA współfinansowały i zabezpieczały nas
logistycznie oraz bojowo. Jeśli chodzi o Irak, to mało kto pamięta, że
Amerykanie finansowali ponad 60 procent naszej tam obecności. Koszty udziału
żołnierza polskiego w Iraku po naszej stronie były na poziomie kosztów
utrzymania tego żołnierza na poligonie w Polsce.
Dzisiaj natomiast mamy taką sytuację, że musimy szukać atrap współpracy z
Amerykanami. Mówimy o demokratyzacji świata, ale to są niszowe rozwiązania. Mówi
się też głośno o gazie łupkowym. Cieszymy się, że firmy amerykańskie
zainwestowały w Polsce, ale badania potrwają wiele lat, a potem musi powstać
jeszcze baza produkcyjna. To wymaga czasu i sądzę, że te sprawy po stronie USA
będzie finalizował już inny prezydent.
Szef polskiej dyplomacji twierdzi, że to, czy tarcza antyrakietowa powstanie
zgodnie z harmonogramem, zależy od Stanów Zjednoczonych, a jego rząd
przewidział, że po zmianie prezydenta USA mogą zmienić tę koncepcję. Zarzuca też
poprzedniej ekipie myślenie życzeniowe…
– Pewną nieuczciwością jest sugerowanie, że w dalszym ciągu jest szansa na
realizację tarczy antyrakietowej w Polsce. Ona budowana jest w innych krajach, a
pałeczkę pierwszeństwa przejęła Rumunia. U nas tarcza powstanie – jak zapowiada
Barack Obama – być może w 2018 roku. Tylko trzeba pamiętać, że jeśli nawet
prezydent Obama wygra w kolejnych wyborach, to przestanie pełnić ten urząd w
styczniu 2017 roku. Zatem jeśli ktoś będzie chciał wykonać jakieś zobowiązania
przyjęte dzisiaj, to z pewnością nie będzie to Obama.
To, co mówi minister Sikorski na temat podejścia poprzedniego rządu do umowy w
sprawie tarczy, nie ma pokrycia w rzeczywistości. Uważam, że umowa podpisana w
sierpniu 2008 roku mogła być realizowana jeszcze z administracją poprzedniego
prezydenta USA, a prezydent Obama nie chciał od niej odejść. Warto tu
przypomnieć kilka faktów. Prezydent Obama zostawił z "bushowskiej administracji"
sekretarza obrony Roberta Gatesa właśnie po to, by realizował ten projekt. Gates
przyjechał do Polski w lutym 2009 roku na szczyt ministrów obrony państw NATO w
Krakowie, gdzie spotykał się z Bogdanem Klichem, szefem MON, i publicznie
apelował, abyśmy ratyfikowali to porozumienie i wprowadzili je w życie. Kilka
miesięcy później do Polski przyjechał Carl Levin, szef komisji sił zbrojnych
Senatu USA (spotkał się on także ze mną, co zresztą ujawniono w WikiLeaks) i
także pytał o to, co nam przeszkadza w realizacji tarczy. Do lata 2010 roku nie
było zatem jeszcze przesądzone, że tarcza nie będzie realizowana. To z naszej
strony nie było zielonego światła, bo strona polska nie ratyfikowała umowy.
Radosław Sikorski zarzuca rządowi PiS, że pozwolił na to, by Stany
Zjednoczone przysłały ofertę w sprawie tarczy razem z napisanym przez Amerykanów
projektem polskiej odpowiedzi. To prawda?
– To jest standardowe działanie dyplomacji na całym świecie. Także Polska w
podobny sposób postępuje w niektórych przypadkach i nie ma w tym nic
nadzwyczajnego. Proponuje się jakieś porozumienie i równocześnie przedstawia się
jego projekt. Amerykanie przysłali nam projekt, który zresztą odrzuciliśmy, bo
uznaliśmy, że sprawa jest tak ważna, iż wymaga dyskusji i negocjacji. Ta kwestia
była już wyjaśniana w 2007 roku. Czyniłem to m.in. w Sejmie po interpelacji
ówczesnego posła Bronisława Komorowskiego. Jeszcze raz zaznaczę, że nie była to
odpowiedź polska, tylko projekt umowy.
Minister twierdzi jednak, że dziś Stany Zjednoczone nie postąpiłyby w ten
sposób…
– Wszystkie dyplomacje, proponując jakieś rozwiązanie, prezentują projekt i on
jest podstawą dalszych negocjacji. I tak się stało w tym przypadku.
Prowadziliśmy negocjacje w sprawie tarczy od początku 2007 do sierpnia 2008
roku. Słowa ministra Sikorskiego to przypominanie czegoś, co może być ciekawe i
co może zadziwiać ludzi nieznających zasad dyplomacji.
Sukcesem jest uzyskanie zapisu o pierwszeństwie jurysdykcji wobec żołnierzy
USA stacjonujących w Polsce?
– Minister Sikorski inaczej podszedł do rozmów z Amerykanami. My traktowaliśmy
je jako strategiczne porozumienie, w którym istotnym elementem było to, że
Amerykanie wpisali do porozumienia, iż będą gwarantowali bezpieczeństwo naszego
kraju. Minister Sikorski uznał, że nie interesuje go papierowe porozumienie o
bezpieczeństwie, i domagał się rekompensaty materialnej, większego łożenia USA
na nasze wojsko. Tego nie dało się uzyskać, zatem pan minister wymyślił, że
zmusi Amerykanów, iż w porozumieniu prawnym o statusie żołnierzy USA
stacjonujących w Polsce wynegocjuje rzekomo lepsze warunki dla Polski, i tu
pojawił się zapis o pierwszeństwie jurysdykcji. Jest to mit, bo Amerykanie nigdy
sobie nie pozwolą na takie rozwiązanie. Ponadto upieranie się przy tym zapisie
doprowadziło do tego, że umowa prawna była długo negocjowana i została podpisana
w 2010 roku, a zatem dodatkowo wstrzymała realizację porozumienia z 2008 roku.
Oczywiście można wśród ludzi niezbyt interesujących się tematem ten zapis
sprzedawać jako sukces, ale to nieuczciwe zachowanie.
To będzie martwy przepis?
– A jaką mamy korzyść z tego, że np. kiedy żołnierz USA popełni przestępstwo, to
my go wsadzimy za kratki? Ważniejsze było negocjowanie z Amerykanami
rekompensaty za to, co on popełnił. Co poszkodowany np. w wypadku, którego
sprawcą będzie żołnierz amerykański, będzie miał z tego, że ten żołnierz trafi
do polskiego więzienia? I tak w końcu będziemy musieli go przekazać USA.
Ważniejsze było to, by strona amerykańska wzięła odpowiedzialność materialną za
tę szkodę. Moim zdaniem, ten przepis nie będzie wykorzystywany.
Dziękuję za rozmowę.
