Szlaki Papieskie – między Ewangelią a życiem
Turystyka uprawiana przez ks. kard. Karola Wojtyłę była radosna, ale
wyciszona i refleksyjna. W górach czynnie odpoczywał, gdy wędrował pieszo lub
jeździł na nartach, kontemplował, podziwiał przyrodę i krajobrazy – piękno
Bożego dzieła. Wędrował sam lub w towarzystwie niewielkiej grupy młodej
krakowskiej inteligencji, znajomych księży, profesorów wyższych uczelni. Ksiądz
Karol Wojtyła na wszystkich turystycznych trasach swoich towarzyszy prowadził
przede wszystkim do Boga.
Czerwiec w Polsce to pora koszenia łąk. Kto zawędrował w tym czasie w góry,
nigdy nie zapomni aromatu schnącego siana – traw, kwiatów i ziół. Czy można
wyobrazić więc sobie piękniejszą oprawę spotkania Ojca Świętego z ukochanymi
górami i ich mieszkańcami – góralami, na których – jak mówił – "zawsze można
liczyć"? A tak właśnie było w Nowym Targu, w 1979 roku, w czasie I pielgrzymki
Jana Pawła II do Ojczyzny. Na zakończenie spotkania eucharystycznego, przyjmując
od delegacji GOPR symboliczny klucz do kaplicy Partyzanckiej pod Turbaczem,
wzruszony Ojciec Święty powiedział: "Pilnujcie mi tych szlaków".
Słowa tak proste – tylko nieliczni zwrócili na nie uwagę. Ale jesienią tego
samego roku, powtórzył je w innej formie, do odwiedzających go w Watykanie
przyjaciół ze "środowiska": "Dobrze by było, żeby Boniecki umieścił w biografii,
którą pisze, trasy, wszystkie trasy, na których byłem (…), żebym tak był
wrośnięty w polską ziemię". I jeszcze, w roku 1999, w czasie audiencji, do
wiernych z Niegowici: "Pamiętam ścieżki w Kobylcu, którymi przemierzałem do
Łapanowa. Zaznaczcie mi te ścieżki".
"Jestem góralem"
Karol Wojtyła urodził się w leżących u podnóża gór Wadowicach. O sobie mówił:
"Jestem góralem". Po górach wędrował od dziecka – z ojcem, bratem, kolegami z
klasy. Przyjaciele szkolni odnotowali w swych wspomnieniach wspólne wycieczki na
bliski Wadowicom Leskowiec, ale też w Tatry i na Babią Górę. Karol wykazywał
wiele zainteresowań, które zapełniały mu czas poza nauką, jednak kontakt z
przyrodą, wysiłek fizyczny przy pokonywaniu górskich ścieżek był jego ulubioną
formą wypoczynku. Lubił zwiedzać, a w ten sposób poznawać historię ojczystego
kraju. Na wycieczki szkolne przygotowywał się, sporządzając notatki, a potem
dzielił się z kolegami wiadomościami o miejscu, w którym się znaleźli.
Wychowany w patriotycznej i religijnej atmosferze domu i szkoły, całe życie
pozostał wierny ideałom młodości.
Ostatnie przed wojną wędrówki prowadziły z Wadowic przez Zawoję na Przełęcz
Krowiarki, gdzie jako junak pracował przy budowie drogi w Ochotniczym Hufcu
Pracy w Zubrzycy Górnej. W wolną od pracy niedzielę wychodził wtedy na Babią
Górę.
W młodzieńczej poezji Karola Wojtyły znajdziemy wiele śladów świadczących o Jego
wielkiej wrażliwości na piękno Bożego Dzieła – gór, przyrody. Już wtedy w
"Renesansowym psałterzu" pojawia się strumień.
Z tęsknot poczęte ziemi,
o żywiczne źródło,
nie ma dla ciebie opok,
nieprzebitych grani.
Najczystszych, smreczynowych
pragnień srebrna urno,
strumieni promienistych,
halnych upłazami –
W tobie się świt odbija,
rozżarzony Chrystus,
wstający promienistą Hostią
w swej monstrancji.
Takieś, jak pośród wierchów
poczęty strzelistych
złotolitych zapatrzeń
niebosiężny łańcuch.
Na początku była "rodzinka"
Ksiądz Karol Wojtyła powrócił do swych turystycznych zainteresowań po trudnym
czasie okupacji, po święceniach kapłańskich i studiach rzymskich. Były to
wczesne lata pięćdziesiąte, w Polsce – najcięższy okres stalinowskiego ucisku
(materialnego i ideologicznego), okres aresztowań i tortur szczególnie AK-owców.
Młody wikary, przeniesiony z Niegowici do Krakowa, otrzymał zadanie
poprowadzenia duszpasterstwa akademickiego przy kościele św. Floriana. W dość
krótkim czasie pewna grupa studentów i absolwentów wyższych uczelni
zaproponowała mu wspólne wyprawy – górskie, potem kajakowe.
Grupa ta, różniąca się wiekiem i zainteresowaniami, ale połączona pasją
turystyczną i poważnie podchodząca do spraw religijnych, przylgnęła do księdza,
którego ze względu na bezpieczeństwo nazywała "Wujkiem". Stworzono odpowiadającą
temu określeniu "rodzinkę"; później przyjęło się określenie "środowisko".
Należał do niej m.in. Sługa Boży Jerzy Ciesielski, wówczas student Politechniki
Krakowskiej i AWF.
Wędrówki z "Wujkiem"
Dla księdza Wojtyły wspólne wyprawy turystyczne tworzyły nowe pole działania
duszpasterskiego: w atmosferze oderwania się od codziennych spraw i problemów, w
bezpośrednim obcowaniu z przyrodą łatwiej jest o kontakt z Bogiem, a także z
towarzyszami wędrówki. Młodzi ludzie wędrowali pełni młodzieńczej werwy i
humoru, śpiewu i radości, a także sportowego ducha, ale rano była zawsze Msza
Święta, w południe odmawiano Anioł Pański, wieczorem – często przy ognisku –
była modlitwa i harcerskie pożegnanie dnia: "Idzie noc, Bóg jest tuż…". To
jakby "ustawiało" cały dzień.
"Nieraz w ciągu tych lat nachodziła mnie myśl – pisał ks. Wojtyła w "Homo Dei" –
czy korzystając z różnych sposobności do uprawiania takiego duszpasterstwa
turystycznego nie rozmieniam jakoś swojego kapłaństwa na drobne. (…) Zawsze
jednak po długiej refleksji, po dniach skupienia i modlitwie dochodziłem do
wniosku, że mogę, a nawet powinienem to czynić, jest to bowiem działalność
kapłańska, może nawet wręcz pionierska. Tworzy się w niej pewne nowe formy,
wychodzi się na spotkanie temu, czym żyje współczesny człowiek i jakoś się to
wiąże z Chrystusem".
W latach 50. XX w. świat różnił się znacząco od czasów współczesnych. Z obawy
przed konsekwencjami politycznymi, jak też możliwością "zgorszenia" żaden ksiądz
nie mógł wtedy otwarcie chodzić w góry czy pływać na kajakach z młodzieżą. A
ksiądz w stroju turystycznym, z plecakiem, stawał się od razu kimś bardzo
bliskim, towarzyszem wędrówki; Msza Święta nad brzegiem jeziora czy w lesie była
czymś fascynującym nie tylko przez pewien nastrój konspiracji, piękną scenerię,
ale przede wszystkim przez bezpośrednie zbliżenie się do Pana Boga przy ołtarzu
z odwróconego kajaka czy związanych gałęzi.
"Wielki Wujek" – tak dziś o nim mówią członkowie "środowiska" – był prosty,
bezpośredni w kontaktach, a jednak każdy czuł, że jest dla "Wujka" w jakiś
sposób ważny. Na wyprawach dźwigał ciężki plecak, mył naczynia, śpiewał wspólnie
wesołe piosenki, żartował jak wszyscy; bywało, że grał w piłkę. Jednak jego
niezwykła osobowość i ogromny autorytet, połączone ze świadomością, że to jest
ksiądz, stwarzały granicę, której nie sposób było przekroczyć. Przy nim trzeba
się też było dobrze zachowywać: dotyczyło to stroju, języka, odnoszenia się do
siebie chłopców i dziewcząt, starszych i młodszych.
Jerzy Rieger, uczestnik wycieczek i spływów kajakowych, wspomina: "Nic nie
narzucał, ale w sposób naturalny wychowywaliśmy się przy Nim, jakby nasiąkając
sposobem myślenia, wartościowania. Uczyliśmy się – cały rok, a na wycieczkach
widać to było w sposób bardzo wyraźny – że na wszystko w życiu powinien być czas
i miejsce – na pracę i odpoczynek, na swobodę i skupienie, na zabawę i na
modlitwę. Ta bezpośredniość, prostota wzajemnych kontaktów, w połączeniu z
naturalnym dystansem, to było takie idealne ustawienie stosunku mistrz – uczeń".
Wędrówki, zarówno górskie, jak i kajakowe, były nieraz sporym wyzwaniem
fizycznym, a ksiądz Wojtyła był bardzo wytrawnym, wytrzymałym turystą. Dziś jest
dla nas oczywiste, że trudne warunki, długie trasy, cały trud włożony w
wędrowanie – to wszystko wynikało nie tylko ze sportowego ducha, ale było
świadomym kształtowaniem własnego rozwoju fizycznego jako części osobowości.
Przy nim rodziły się też – wtedy pewnie nie przez wszystkich uświadamiane –
skojarzenia, że w życiu tak jak w górach: warto się zmęczyć, żeby osiągnąć cel;
warto wytyczać sobie ambitne cele, żeby dojść na szczyt; warto mieć dobrego
przewodnika i przyjaciół zdążających w tym samym kierunku.
Sposób, w jaki ksiądz Wojtyła odprawiał Mszę św., modlił się i rozmyślał,
wywoływał wrażenie na uczestniczących w Eucharystii. Mówił, że w górach jest
bliżej do Boga – dziś już można przypisać takiemu stwierdzeniu znaczenie
mistyczne i warto o tym pamiętać, wybierając się na wycieczkę Papieskimi
Szlakami.
Dla osób ze "środowiska" ksiądz Wojtyła pozostał "Wujkiem" nawet jako biskup,
potem kardynał, a wreszcie Papież. Serdeczna, rodzinna więź z górskich ścieżek i
wypraw kajakowych podtrzymywana była do końca.
W góry wędrował kardynał Wojtyła m.in. z młodzieżą z Katolickiego Uniwersytetu
Lubelskiego. Ale na kajakach – jak sam powiedział – pływał tylko z krakowskim
"środowiskiem".
W wycieczkach górskich czy też wyprawach narciarskich księdzu kardynałowi
Wojtyle towarzyszyły także zaprzyjaźnione z nim osoby z innych środowisk: księża
(najczęściej ks. Tadeusz Styczeń, ks. Marian Jaworski, ks. Stanisław Dziwisz),
oraz profesorowie uczelni (Stefan Swieżawski, Janina i Jerzy Janikowie) czy
małżeństwo Półtawskich. Wielu z nich uczestniczyło później w seminariach
naukowych organizowanych co dwa lata w Castel Gandolfo.
Wizytacje duszpasterskie
Można powiedzieć, że wizytacje stanowiły osobny rozdział posługi duszpasterskiej
księdza kardynała Karola Wojtyły. Jednak był on metropolitą archidiecezji
krakowskiej – szczególnej, obejmującej wyjątkowej urody obszar Polski. Góry,
pogórza, głębokie doliny, obfitość lasów, liczne rzeki tworzą tu harmonijny
obraz, działający na wyobraźnię. A ksiądz kardynał Wojtyła miał wrażliwość poety
i nim był. W swej papieskiej homilii, cytując wieszcza, mówił o polach
"malowanych zbożem rozmaitem, wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem". Kto
znał go wcześniej, nie dziwił się, bo również w swych biskupich kazaniach
zauważał piękno okolicy czy drogi, którą właśnie przyjechał, dziękował Bogu za
pory roku i każdą pogodę – upatrując w słońcu i deszczu Boże błogosławieństwo.
Ale zarówno do przemówień, kazań, jak też obszernych sprawozdań powizytacyjnych
wplatał wątki historyczne dotyczące miejscowości, początków parafii, powstania
kościoła. Jakby pragnął utrwalić w świadomości słuchaczy związki z przeszłością,
ochronić od zapomnienia. Przypominał przy wielu okazjach, że korzenie, z których
wyrasta Naród Polski sięgają tradycji chrześcijańskich, i wołał, jako
metropolita krakowski i jako Papież: "Brońcie Krzyża!".
Wszystko, o czym mówił z wielką żarliwością całemu światu jako Papież,
niejednokrotnie przekazywał już wcześniej wiernym w swojej archidiecezji, ale
też w innych miejscach w Polsce, dokąd jako duszpasterz przybywał.
Po zakończonej wizytacji udawał się często na krótką wycieczkę w góry, aby
ucieszyć oczy ich pięknem i odpocząć. W Nowym Targu w 1979 r. mówił w homilii
tak: "Od-począć" – napisał kiedyś Norwid – to znaczy "począć na nowo". Otóż,
duchowy odpoczynek człowieka – jak słusznie wyczuwają to tak liczne środowiska
młodych – musi prowadzić do odnalezienia i wypracowania w sobie owego "nowego
stworzenia", o którym mówi św. Paweł.
Szlaki Papieskie
W zamyśle twórców mają one łączyć sprawy bliskie Janowi Pawłowi II, wyrażone
przez niego samego 10 czerwca 1997 r. na krakowskim lotnisku w Balicach: "Święty
Wojciech przypomniał nam o obowiązku budowania Polski wiernej swoim korzeniom
(…). Wierność korzeniom nie oznacza mechanicznego kopiowania wzorów z
przeszłości. Wierność korzeniom jest zawsze twórcza, gotowa do pójścia w głąb,
otwarta na nowe wyzwania, wrażliwa na "znaki czasu". Wyraża się ona także w
trosce o rozwój rodzimej kultury, w której wątek chrześcijański obecny był od
samego początku".
Pierwszy Szlak Papieski oznaczyli górale w 1983 r. po wizycie Ojca Świętego w
Tatrach i jego wycieczce żółtym szlakiem turystycznym od schroniska PTTK na
Polanie Chochołowskiej (nazwanego obecnie jego imieniem), do Doliny Jarząbczej.
W 2003 r., w 25. rocznicę pontyfikatu Papieża Polaka, rozpoczął się w Krakowie
wielki społeczny ruch wytyczania i oznakowania Szlaków Papieskich we wszystkich
polskich górach – od Sudetów po Bieszczady. Proces ten nadal trwa. Ojciec
Święty, powiadomiony o tworzeniu szlaków, przysłał swoje błogosławieństwo.
Szlaki Papieskie są autentycznie związane z naszym największym rodakiem.
Opracowane zostały na podstawie dokumentów, a przebiegają najczęściej wzdłuż
tradycyjnych szlaków turystycznych wytyczonych przed II wojną światową jeszcze
przez Polskie Towarzystwo Turystyczne. Obecnie ruch "szlakowy" obejmuje już całą
Polskę – także jeziora, gdzie ksiądz kardynał Wojtyła pływał na kajakach, oraz
miejsca posługi duszpasterskiej również poza archidiecezją krakowską. Oznaczane
są też tereny z nim związane, odnawiane kaplice i kapliczki, przy których modlił
się z wiernymi.
Istnieje wśród ludzi jakby tęsknota za wielkim przewodnikiem, który prowadził
tyle lat, i za Jego słowem – umacniającym i prostującym ścieżki do Boga. Cieszą
się, że przy pomocy pamiątek-symboli mogą mieć go bliżej siebie. Oznakowanie
Szlaków Papieskich jest więc głównie zasługą mieszkańców terenów, przez które
przebiegają szlaki, wspomaganych przez władze administracyjne (gmin, powiatów),
parafie i fundatorów.
Szlaki Papieskie mają swój znak turystyczny, logo, mapki poglądowe, sposób
oznaczania etapów szlaku (kamień i papieski krzyż), stronę internetową i są
formalnie zarejestrowane.
Przekazem najtrwalszym jest jednak zapis, bo pamięć ludzka bywa zawodna. Od
ubiegłego roku ukazały się w Edycji Świętego Pawła w Częstochowie trzy z
dwunastu tomów przewodnika po Szlakach Papieskich pod wspólnym tytułem "Jestem
synem tej ziemi". Są to: "Tatry", "Podhale" oraz "Orawa-Spisz-Pieniny". W
przygotowaniu – "Beskid Żywiecki". Przewodniki są wynikiem starań wielu osób –
budowniczych Szlaków Papieskich – żywego pomnika pamięci Jana Pawła II.
Wędrówka Papieskimi Szlakami połączona ze zgłębianiem przesłania Ojca Świętego
zawartego w jego nauczaniu nie kończy się na nas. Idea ta narodziła, się, aby
żyć w przyszłości, w następnych pokoleniach. Taka jest nadzieja twórców i taki
jest cel powstania Szlaków Papieskich.
Urszula J. Własiuk
Autorka jest przewodniczącą Fundacji Szlaki Papieskie.
