„Witaj, majowa jutrzenko…”
Konstytucja 3 Maja stała się swego rodzaju duchowym testamentem Pierwszej
Rzeczypospolitej, a jednocześnie wspaniałym świadectwem umysłowego i moralnego
odrodzenia, jakie nastąpiło u samego kresu jej niepodległego bytu.
Ustawa Rządowa, zwana powszechnie Konstytucją 3 Maja, uchwalona przez Sejm
dwieście dwadzieścia lat temu, dotąd wywołuje niejednoznaczne oceny i odczucia.
Nie uratowała gasnącej Rzeczypospolitej, a być może wręcz przyspieszyła jej
upadek. Nie rozwiązywała wszystkich problemów społecznych i ustrojowych, z
jakimi borykało się wówczas państwo polsko-litewskie. Jej twórcy nie potrafili
nawet o nią do końca walczyć, ustępując przed brutalną przemocą jej
przeciwników. A jednak wciąż do niej wracamy i przywołujemy zawarte w niej
sformułowania, rocznica uchwalenia tego aktu jest zaś świętem całego Narodu.
Było to więc wydarzenie niezwykłej wagi, którego ponadczasowe przesłanie zawrzeć
można także i dzisiaj w słowach napisanych na jego temat w jednym z
konspiracyjnych pisemek wydawanych przed Powstaniem Styczniowym: "Polska,
wstępując do grobu, przekazała synom swoim: miłość, braterstwo i równość w
obliczu Boga i całego świata".
Próba naprawy państwa
Schyłek XVIII stulecia okazał się dla Rzeczypospolitej okresem przełomu. Wśród
wydarzeń, jakie się wówczas rozegrały, większość miała dla niej niepomyślne czy
wręcz tragiczne następstwa. Niewątpliwie za najbardziej brzemienne w skutki
należy uznać dwa kolejne rozbiory, w wyniku których przestała ona istnieć w 1795
r. jako odrębne państwo. Sąsiednie mocarstwa, które rozgrabiły między siebie jej
terytorium, dwa lata później w Petersburgu uznały jej los za przypieczętowany,
deklarując, że "imię Polski już nigdy wskrzeszone nie będzie". Dla Polaków
rozpoczął się okres ponadstuletniej niewoli i uporczywych prób odzyskania
niepodległości.
W początkach lat 90. XVIII w. losy państwa polsko-litewskiego nie rysowały się
jeszcze w tak czarnych barwach. Kuratela rosyjska, utrzymująca się nad nim przez
większą część tego stulecia, chwilowo zelżała w wyniku zaangażowania się państwa
carów w kolejny konflikt zbrojny z Turcją. Skłaniało to polskich polityków do
podjęcia próby modernizacji ustroju Rzeczypospolitej, której miał dokonać
zwołany jesienią 1788 r. Sejm. Do historii przeszedł on pod nazwą Sejmu
Wielkiego, nie tylko z powodu wyjątkowo długich, trwających aż cztery lata
obrad, ale ze względu na doniosłe zmiany, jakie przyniósł dla państwa i
społeczeństwa. Zdaniem inicjatorów tych reform, były one palącą koniecznością i
miały stanowić naj.eps"stronnictwem patriotycznym"), powstały warunki do
podjęcia bardziej istotnych decyzji. Wiosną 1791 r. ukazały się więc ustawy
ustalające na nowo zasady funkcjonowania sejmików ziemskich i poprawiające
status prawny mieszczan. Najważniejszym osiągnięciem legislacyjnym Sejmu okazała
się jednak Ustawa Rządowa, całościowo określająca w jedenastu artykułach ustrój
państwa. Jej uchwalenie 3 maja 1791 r. miało charakter swoistego zamachu stanu,
gdyż odbyło się pod nieobecność większości posłów sprzeciwiających się zmianom.
Dzięki temu sprzeciw ze strony malkontentów okazał się słaby, a do
radykalniejszych wystąpień nie zachęcały ich z pewnością zgromadzone pod Zamkiem
tłumy popierających Konstytucję mieszkańców Warszawy i oddziały gwardii
królewskiej.
Znaczna część jej postanowień odnosiła się do ustroju państwa, w którym znalazły
zastosowanie najbardziej nowatorskie w tamtej epoce rozwiązania, takie jak
trójpodział władzy czy suwerenność narodu. Znoszono fundamentalne zasady
dotychczasowego porządku prawnego, takie jak liberum veto, konfederacje i wolne
elekcje. Odtąd Rzeczpospolita stawała się monarchią dziedziczną pod panowaniem
saskiej dynastii Wettinów, a wybierany na dwuletnią kadencję Sejm miał
podejmować uchwały większością głosów. Królowi powierzona została władza
wykonawcza, którą miał sprawować wraz z nowym organem zwanym Strażą Praw.
Zachowana została dominująca pozycja religii katolickiej, przy zapewnieniu innym
wyznaniom pełnej tolerancji. Armia miała mieć charakter narodowy.
Pozostałe artykuły Konstytucji dotyczyły stosunków społecznych. Zachowano w niej
podział ludności na stany, ale złagodzono nierówności między nimi, poprawiając
położenie warstw nieszlacheckich. Szczególnie znaczące było po.eps"prawa i rządu
krajowego".
W zamyśle jej twórców Konstytucja nie kończyła procesu reform, lecz je
inicjowała. Wskazuje na to zapis mówiący o możliwości wprowadzenia do niej zmian
na mocy postanowień specjalnego Sejmu, który miał zbierać się w tym celu co 25
lat.
Pierwsza w Europie
Uchwalenie Konstytucji 3 Maja odbiło się szerokim echem w Europie i na świecie,
wywołało prawie wszędzie podziw i entuzjazm. Była to druga na świecie, po
amerykańskiej, a pierwsza w Europie (nie licząc postanowień odnoszących się do
ustroju Szwecji, oktrojowanych w 1775 r. przez jej króla Gustawa III) nowoczesna
Ustawa Zasadnicza, w sytuacji gdy ustrój konstytucyjny panujący w Wielkiej
Brytanii nie opierał się na jednorodnym akcie prawnym. Na uznanie w oczach
światowej opinii zasługiwały nie tylko zawarte w polskiej Konstytucji
nowatorskie rozwiązania ustrojowe, lecz także sposób jej uchwalenia, za
powszechną zgodą obradujących na Sejmie przedstawicieli Narodu, bez przemocy i
gwałtu. Takie postępowanie kontrastowało w sposób widoczny z wydarzeniami w
ogarniętej rewolucją Francji, gdzie stale narastał konflikt pomiędzy monarchą i
poddanymi. Wśród władców europejskich odosobnione stanowisko zajęła jednak od
początku caryca Katarzyna II, która kategorycznie potępiła przyjęte przez
Polaków rozwiązania ustrojowe, oskarżając ich o naśladowanie francuskich
rewolucjonistów. Wyjątkowo perfidnie zachowywały się wówczas także sprzymierzone
z Polską Prusy. Chociaż oficjalnie król Fryderyk Wilhelm II gratulował
Stanisławowi Augustowi Konstytucji, to jednak dwór berliński był przerażony
perspektywą wzmocnienia się Rzeczypospolitej. Czołowy pruski polityk Ewald
Friedrich von Hertzberg stwierdzał wprost: "Polacy zadali śmiertelny cios
monarchii pruskiej, wprowadzając dziedziczność tronu i konstytucję .eps".
Obawiając się w przyszłości podjęcia przez Polskę akcji rewindykowania
utraconych na rzecz Prus terytoriów, pytał: "W jaki sposób bronić naszego
państwa, otwartego od Kłajpedy po Cieszyn, przeciw narodowi licznemu i dobrze
rządzonemu?".
Na pasku Katarzyny II
Takie postawy mogły zaowocować w niedalekiej przyszłości otwartym atakiem na
reformującą się Rzeczypospolitą. Ale jako pierwsi wystąpili przeciwko niej
przeciwnicy nowego ustroju rekrutujący się z kręgów rodzimej magnaterii.
Wspomniani przywódcy sejmowego obozu "hetmańskiego" nie mieli zamiaru pogodzić
się z Konstytucją, gorączkowo szukając możliwości jej obalenia. Bez trudu
znaleźli poparcie dla swych zamiarów w Petersburgu, dając Katarzynie II
wyśmienity pretekst do zaatakowania Polski. Ich zabiegi o rosyjską pomoc
przyniosły efekty wiosną 1792 roku. 17 kwietnia podpisano w carskiej stolicy
konfederację, którą w następnym oficjalnie ogłoszono już na terenie
Rzeczypospolitej, w przygranicznym miasteczku o nazwie Targowica. Nastąpiło to
na polecenie Katarzyny II, której zależało na wywołaniu w Europie wrażenia, że
Polacy sami na własnej ziemi podejmują akcję przeciwko swojej władzy, a Rosja
udziela im tylko życzliwego wsparcia, czego następstwem było rozpoczęcie przez
nią 18 maja wojny z Rzeczpospolitą.
W ten sposób grupa zaślepionych pychą i zacietrzewionych malkontentów by
osiągnąć swoje cele, ściągnęła na własny kraj nieszczęście obcego najazdu.
Osobnicy ci wykazali się niebywałą krótkowzrocznością i naiwnością, sądząc, że
Katarzyna II poprzestanie na obaleniu konstytucyjnego rządu, po czym przekaże im
władzę w Rzeczypospolitej. Początkowo te rachuby zdawały się pomyślnie spełniać.
Chociaż świeżo sformowane armie – koronna i litewska – stawiały agresorom
dzielny opór, Stanisław August nie widział szans w zbrojnej konfrontacji z
przytłaczającymi siłami wroga. Aby choć w części uratować dzieło Sejmu
Wielkiego, na kategoryczne żądanie Katarzyny II zgłosił swój akces do Targowicy,
co zaowocowało przerwaniem działań wojennych. Dzięki temu konfederaci mogli
przejąć kontrolę nad krajem i przywrócić w nim tak pożądany przez nich stary
ustrój. Rychło jednak ku swemu osłupieniu spostrzegli, że ich protektorka nosi
się z zamiarem dokonania nowego rozbioru Polski, a Prusy skwapliwie szykują się
do udziału w tym przedsięwzięciu. Żałośnie pobrzmiewające deklaracje
konfederackich przywódców w obronie integralności terytorialnej państwa mogły
budzić już tylko politowanie. Większość z nich, widząc fiasko swoich naiwnych
oczekiwań, opuściła Polskę, udając się na emigrację. Na zawsze jednak ich
działania zostały okryte piętnem hańby jako symbol zdrady Ojczyzny.
Duchowy testament I RP
Jak się okazało, zasady ustrojowe wprowadzone w Konstytucji 3 Maja, które
obowiązywały zaledwie przez rok, a potem zostały przekreślone przez obcą przemoc
i rodzime zaprzaństwo, nie były w stanie uchronić Rzeczypospolitej od upadku.
Pamięć o nich stała się jednak niezwykłym dobrodziejstwem dla Polaków, których
kolejne pokolenia musiały walczyć o wybicie się na niepodległość. Konstytucja
stała się swego rodzaju duchowym testamentem Pierwszej Rzeczypospolitej, a
jednocześnie wspaniałym świadectwem jej umysłowego i moralnego odrodzenia, jakie
nastąpiło u samego kresu jej niepodległego bytu. Nastąpiło wówczas przebudzenie
dużej części społeczeństwa, coraz bardziej świadomego swojej wartości, które
zaczęło organizować się jako suwerenna siła będąca w stanie podjąć trud odbudowy
utraconej państwowości.
Całe generacje Polaków żyjących w niewoli mogły odwoływać się do tego
dziedzictwa, chlubiąc się nim także przed innymi narodami. Warto bowiem
pamiętać, że w drugiej połowie XVIII stulecia szlachecka Rzeczpospolita była
uważana w Europie za państwo zupełnie zdegenerowane, opanowane przez anarchię,
wręcz niezdolne do samodzielnej egzystencji. Taki wizerunek Polski był zresztą
celowo propagowany przez jej sąsiadów chcących w ten sposób uzasadniać przed
opinią Zachodu swoje zakusy na jej suwerenność. Jej największy wróg w tym
okresie, król pruski Fryderyk II, w liście do francuskiego filozofa Jeana
d´Alemberta nazywał Polaków Irokezami Europy, podkreślając konieczność ich
"ucywilizowania", do czego miały prowadzić zabory. Po uchwaleniu Konstytucji 3
Maja tego rodzaju opinie nie miały już racji bytu. Polska schodziła z areny
politycznej pokonana, ale jako ofiara obcej przemocy, a nie wewnętrznego
rozkładu.
Uchwalenie Konstytucji musi być też brane pod uwagę w ocenie
ponadtrzydziestoletniego panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ten
niefortunny monarcha, który z jednej strony był człowiekiem światłym i pełnym
dobrych chęci, z drugiej zaś obarczonym wieloma słabościami i wadami charakteru,
aż po dzień dzisiejszy budzi skrajne odczucia – od bardzo pozytywnych, aż do
niezwykle krytycznych. Nie ulega jednak wątpliwości, że zaangażowanie w
przygotowanie i ogłoszenie wspomnianego aktu trzeba uznać za jedną z
najjaśniejszych kart w biografii naszego ostatniego władcy.
Żywa pamięć
W okresie zaborów pamięć o 3 Maju dodawała Polakom otuchy i nadziei na
odzyskanie wolności. Do tego wydarzenia nawiązywano już w początkach XIX
stulecia, gdy powstał zalążek polskiego państwa pod nazwą Księstwa
Warszawskiego. Nieprzypadkowo w jego rocznicę w 1807 r. urządzono uroczystość
wręczania Wojsku Polskiemu bojowych sztandarów, zwanych wtedy "orłami", nadając
temu wydarzeniu bardzo podniosłą oprawę patriotyczno-religijną. Do idei 3 Maja
odwoływali się przywódcy i ideolodzy wielu ugrupowań, nurtów i obozów
politycznych, jakie powstawały na ziemiach polskich i na emigracji w okresie
narodowej niewoli.
Po upadku Powstania Listopadowego środowiska emigracyjne różnie odnosiły się do
Konstytucji 3 Maja. Najbardziej przychylnie, wręcz entuzjastycznie, oceniał ją
obóz skupiony wokół księcia Adama Czartoryskiego, który starał się kontynuować
jej założenia i dokonania. Zawarta w niej idea monarchii konstytucyjnej miała
być w przyszłości urzeczywistniona w wolnej Polsce, a kandydata na tron
królewski widziano w samym księciu Adamie. Inaczej zapatrywano się na dzieło
Sejmu Czteroletniego w szeregach lewicy emigracyjnej głoszącej program
demokratyczno-rewolucyjny. Chociaż wielki autorytet tego nurtu, którym był
wybitny historyk Joachim Lelewel, pisał o Konstytucji w sposób umiarkowanie
pozytywny, to wielu działaczy i publicystów zarzucało jej uprzywilejowanie stanu
szlacheckiego, a jednocześnie brak radykalizmu i zaniechania reform, szczególnie
w kwestii chłopskiej.
O 3 Maja pamiętali też literaci i artyści, sławiąc słowem, muzyką i obrazem ten
wiekopomny dzień. Poeta Rajnold Suchodolski w czasie Powstania Listopadowego
napisał wiersz zaczynający się od słów "Witaj, majowa jutrzenko", do którego
dołączono melodię mazurka. Powstała w ten sposób pieśń zdobyła wkrótce dużą
popularność i stała się najbardziej znanym utworem wśród wielu dzieł
poświęconych temu wydarzeniu. W jego setną rocznicę najsławniejszy z polskich
malarzy Jan Matejko poświęcił mu jeden ze swoich obrazów, wyrażając życzenie,
aby w przyszłości, gdy Polska odzyska niepodległość, dzieło to zostało
umieszczone w Sali Sejmowej na Zamku Królewskim w Warszawie. Przedstawił na nim
pochód zdążający z Zamku do kolegiaty (obecnej archikatedry) św. Jana. Scenę tę
ukazał nie do końca zgodnie z prawdą historyczną, osadzając w niej także osoby i
epizody nieobecne na tej ceremonii. Stworzył jednak na swój sposób wizję dzieła
Sejmu Czteroletniego i jego następstw.
"Te Deum" Narodu
Oprócz aspektów ideowo-politycznych czy kulturalno-artystycznych tradycja
Konstytucji 3 Maja od miała posiadała też niezwykle istotny wymiar religijny.
Już samo jej ogłoszenie król przypieczętował w sali sejmowej złożeniem
uroczystej przysięgi na Ewangelię, a w kolegiacie św. Jana odśpiewano zaraz
potem hymn "Te Deum". Dwa dni później Sejm w oddzielnej uchwale zalecił
zorganizowanie 8 maja w całym kraju specjalnych nabożeństw "na podziękowanie
Bogu za zdarzoną chwilę pomyślną wydobycia Polski spod przemocy obcej i nieładu
domowego, za przywrócenie rządu, który najskuteczniej wolność naszą prawdziwą i
całość Polski zabezpieczyć może", a także podjął decyzję o wzniesieniu w stolicy
Świątyni Opatrzności Bożej jako wotum za to dzieło. Miała ona stanąć na terenie
należącym do króla w pobliżu Łazienek, w obrębie dzisiejszego Ogrodu
Botanicznego. Kamień węgielny wmurowano uroczyście w pierwszą rocznicę
uchwalenia Konstytucji, ale wznoszenie budowli zostało wkrótce wstrzymane przez
niepomyślne dla Polski wydarzenia. Ostatecznie zbudowano w tym miejscu jedynie
niewielką kapliczkę, która w czasach zaborów była świadectwem nieziszczonych
nadziei i przypominała o wielkim dziele Sejmu Czteroletniego.
Zamiar czczenia kolejnych rocznic uchwalenia Konstytucji w formie odrębnego
święta można było zrealizować przed upadkiem państwa tylko raz. W 1792 r. Papież
Pius VI na prośbę Stanisława Augusta przysłał brewe z błogosławieństwem dla
króla i kraju, wyrażając też zgodę na przeniesienie uroczystości ku czci św.
Stanisława – patrona zarówno Królestwa Polskiego, jak i samego monarchy – z 8 na
3 maja. Wówczas też odbyły się w stolicy i w całym państwie podniosłe obchody z
udziałem duchowieństwa, władz i rzesz ludności. W następnych latach w obliczu
katastrofy Rzeczypospolitej nie mogło być już mowy o oficjalnym świętowaniu tego
dnia.
Dopiero odbudowane w 1918 r. po 123 latach niewoli własne niepodległe państwo
stworzyło Polakom godziwe warunki do godnego czczenia kolejnych rocznic
Konstytucji. Już nawet nieco wcześniej, podczas I wojny światowej, na ziemiach
zaboru rosyjskiego zajętych przez Niemcy i Austro-Węgry władze okupacyjne
pozwoliły na urządzanie obchodów upamiętniających to wydarzenie, gdyż chciały
zaskarbić sobie przychylność polskiej ludności. 3 maja 1916 r., w jego 125.
rocznicę, podniosłe uroczystości patriotyczno-religijne odbyły się w wielu
polskich miastach. Szczególnie masowy charakter przybrały one w zajętej przez
Niemców Warszawie. Społeczność odrodzonego Uniwersytetu Warszawskiego
zgromadziła się w tym dniu w Ogrodzie Botanicznym przy kaplicy upamiętniającej
miejsce planowanej Świątyni Opatrzności Bożej. Obelisk z pamiątkowym napisem
został też wówczas ustawiony na placu Litewskim w Lublinie.
W suwerennej II Rzeczypospolitej, począwszy od jej zarania, można było czcić
kolejne rocznice tego wydarzenia w sposób godny i nieskrępowany. Już 29 kwietnia
1919 r. Sejm Ustawodawczy ogłosił ustawę "o święcie narodowem trzeciego maja",
ustanawiając jego obchodzenie "po wieczne czasy". Kilka lat później, 12
października 1923 r., Kongregacja Obrzędów w Rzymie wprowadziła w dniu 3 maja
święto Matki Bożej Królowej Polski, które od 1925 r. miało być obchodzone we
wszystkich polskich diecezjach. Samo ogłoszenie Maryi Królową Polski, którego
dokonali polscy biskupi podczas najazdu bolszewickiego w lipcu 1920 r.,
nawiązywało do lwowskich ślubów Jana Kazimierza. Powrócono też do idei
wzniesienia świątyni-wotum pod wezwaniem Opatrzności Bożej, którą chciano
ulokować na Polu Mokotowskim. Plany te przekreślił wybuch II wojny światowej, a
w zajętym przez okupantów kraju społeczeństwo zostało pozbawione możliwości
jawnego czczenia rocznic narodowych.
Wyklęte święto
Po zakończeniu wojny w Polsce rządzonej przez komunistów tradycje 3 Maja zostały
oficjalnie skazane na zapomnienie. Jest to dość zastanawiające, bowiem
pielęgnowanie pamięci o Konstytucji, która zwiększała prawa mieszczan i chłopów,
a na dodatek została obalona przez reakcyjnie nastawionych magnatów, mogło być
przydatne ideologom "władzy ludowej". Komuniści chętnie odwoływali się przecież
do tych polskich tradycji historycznych, które uznawali za "postępowe", przez co
nawet zyskali miano "złodziei szyldów". Jednak 3 Maja nie znalazł się wśród dat,
które chcieli upamiętniać. Co więcej, już w 1946 r. brutalnie tłumili
uroczystości organizowane w różnych miejscach Polski dla uczczenia tego święta,
które miały szczególnie dramatyczny przebieg w Krakowie. W latach następnych
władze kategorycznie zabraniały jego obchodzenia, lecz pozostało ono w
kalendarzu kościelnym jako święto Matki Bożej Królowej Polski. Wrogość
komunistów wobec pamięci o Konstytucji 3 Maja była tak wielka, że nie zgodzili
się nawet na opublikowanie jej tekstu przygotowanego w 1971 r. przez Państwowe
Wydawnictwo Naukowe ze wstępem prof. Bogusława Leśnodorskiego. Mógł się ukazać
dopiero dziesięć lat później, w warunkach zwiększonych swobód politycznych,
jakie wywalczyła legalnie działająca wówczas "Solidarność".
Zasadnicze zmiany w tym zakresie przyniósł dopiero upadek systemu
komunistycznego. Od 1990 r. 3 maja jest świętem kościelnym, a jednocześnie
świętem narodowym, oficjalnie wprowadzonym ustawą sejmową. Po raz kolejny
została też podjęta idea wzniesienia Świątyni Opatrzności Bożej, którą
ostatecznie usytuowano na Polach Wilanowskich. Gorącym orędownikiem jej
zbudowania okazał się Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp, a jego inicjatywę
poparł w 1998 r. specjalną uchwałą Sejm RP. W 2002 r. został uroczyście
wmurowany kamień węgielny pod budowlę, która po ukończeniu będzie stanowić
wotum, jakie pragnęli złożyć Bożej Opatrzności twórcy tamtej Konstytucji.
Prof. Jan Ptak
Autor jest kierownikiem Katedry Historii Średniowiecznej Katolickiego
Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.
