Gospodarka oparta na Dekalogu
Upadek systemu komunistycznego i gospodarki centralnie planowanej był
nieunikniony, co wykazywało wielu polityków, filozofów i ekonomistów na długo
przed tym, jak rzeczywiście upadek ten nastąpił. Znacznie mniej miejsca
natomiast poświęcano w czasach dominacji tego ustroju zagadnieniu, co się stanie
z życiem gospodarczym, gdy spodziewane bankructwo nadejdzie. Myśl Jana Pawła II
na tym polu jest bardzo ciekawa i – jak się okazuje – wciąż aktualna.
Przypomnijmy, na czym polegała istota "naj.eps", czyli komunizmu. Jego naczelną
zasadą była, i pozostaje do dziś, likwidacja własności prywatnej. Dopóki
istniały choćby jej strzępy, dopóty komunizm był dopiero w budowie. Gdy
natomiast własność została skutecznie wyeliminowana, dochodziło do takich
dramatów jak wielki głód na Ukrainie czy wielki "skok naprzód" w maoistowskich
Chinach, który zagłodził miliony istnień ludzkich. W Korei Północnej, która do
dziś buduje socjalizm, braki w żywności są na porządku dziennym.
Jan Paweł II doświadczył prób budowania socjalizmu w Polsce, dzięki czemu był
szczególnie uwrażliwiony na rzekomą zbawczą rolę tej ideologii. Warto
przypomnieć w tym miejscu, że Ojciec Święty, wespół z ówczesnym ks. kard.
Josefem Ratzingerem, powstrzymał rozwój tzw. teologii wyzwolenia, która w latach
80. ubiegłego wieku stała się znaczącą siłą i zaczęła wpływać na Amerykę
Południową. Jak się okazało, teologia wyzwolenia była zakamuflowaną wersją
socjalizmu, próbą pogodzenia tej ideologii z chrześcijaństwem, co szybko zostało
dostrzeżone i skutecznie powstrzymane przez Papieża.
Warto w tym miejscu przypomnieć o tym, co pisał Jan Paweł II na temat ideologii,
której próby wprowadzania w życie pochłonęły miliony ofiar. "Podstawowy błąd
socjalizmu – zauważał Papież w encyklice "Centesimus annus" – ma charakter
antropologiczny. Rozpatruje on bowiem pojedynczego człowieka jako zwykły element
i cząstkę organizmu społecznego, tak że dobro jednostki zostaje całkowicie
podporządkowane działaniu mechanizmu gospodarczo-społecznego (…). Skutkiem tej
błędnej koncepcji osoby jest deformacja prawa, które określa zakres wolności
człowieka, a także sprzeciw wobec własności prywatnej. Człowiek bowiem,
pozbawiony wszystkiego, co mógłby "nazwać swoim", oraz możliwości zarabiania na
życie dzięki własnej przedsiębiorczości, staje się zależny od machiny społecznej
i od tych, którzy sprawują nad nią kontrolę, co utrudnia mu znacznie zrozumienie
swej człowieczej godności i zamyka drogę do tworzenia autentycznej ludzkiej
wspólnoty".
Po pierwsze: własność
Upadek komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej, do którego w wielkim stopniu
przyczynił się sam Papież, zrodził jednak kolejne wyzwania. Należało bowiem
rozstrzygnąć, jak po pół wieku niszczenia relacji międzyludzkich, etosu pracy,
poszanowania cudzej własności, przedsiębiorczości i dobroczynności, pobudzić w
ludziach pozytywną energię w życiu gospodarczym. Jak zmienić mentalność, która
tkwiła w umysłach milionów ludzi. Pamiętajmy bowiem, że o ile system gospodarki
centralnie planowanej można zamienić na gospodarkę rynkową za pomocą ustaw, o
tyle zmian w ludzkiej mentalności, moralności i przyzwyczajeniach nie sposób
zadekretować.
Papieska myśl w tej materii nie odnosi się bezpośrednio do modeli ekonomicznych
dominujących w dzisiejszym świecie. Jan Paweł II w encyklikach społecznych
przedstawia spójny program tej zmiany oparty przede wszystkich na katolickiej
nauce społecznej, która uwzględniać ma specyfikę społeczeństw oraz opierać się
na zdrowym rozsądku i sprawdzonych wzorcach. Papież wznosi się ponad proste
schematy i ideologie kapitalizmu, europejskiego modelu państwa opiekuńczego czy
zbiurokratyzowanych społeczeństw. W encyklice "Sollicitudo rei socialis"
czytamy: "Nauka społeczna Kościoła nie jest jakąś "trzecią drogą" między
liberalnym kapitalizmem i marksistowskim kolektywizmem ani jakąś możliwą
alternatywą innych, nie tak radykalnie przeciwstawnych wobec siebie rozwiązań.
Stanowi ona kategorię niezależną".
Kościół nie proponuje zatem żadnych konkretnych modeli, lecz bliżej mu do
popierania konkretnych rozwiązań, które pomagają społeczeństwu wydobyć się z
biedy i pozbyć się mentalności socjalistycznej. W tym celu najważniejszym
nakazem chwili okresu przełomu było prawo każdego człowieka do własności oraz
prawo do inicjatywy prywatnej. Jeśli chodzi o to pierwsze, czyli prawo do
własności, Ojciec Święty argumentował, że nie powinna stać się ona źródłem
konfliktu, lecz powinna być wykorzystywana do poprawy ludzkiego bytu. Zwróćmy
uwagę, że w poprzednim ustroju to właśnie cudza własność wzbudzała pożądanie, co
było oczywiście sprzeczne z dziesiątym przykazaniem Dekalogu. Prawo do
inicjatywy gospodarczej jest z kolei – zdaniem Papieża – zaproszeniem człowieka
do wykorzystania talentów i współuczestniczenia w Boskim dziele budowy świata.
Przywrócenie należnego miejsca w życiu gospodarczym przedsiębiorcy, którego
obraz w epoce socjalizmu został zdeformowany do miana "pasożyta społecznego",
prywaciarza, spekulanta czy oszusta, miało ogromną wartość. Mimo 20 lat, jakie
upłynęły od czasu transformacji, prywatni przedsiębiorcy wciąż pozostają jedną z
najbardziej niedocenianych i najmniej rozumianych grup społecznych. A przecież
jako wizjonerzy, obdarzeni praktycznymi instynktami, łączą oni klasyczne i
chrześcijańskie zalety w realizacji własnych i społecznych celów jednocześnie.
Siódme: Nie kradnij
Siódme przykazanie Dekalogu to pierwsze przykazanie w życiu
gospodarczo-społecznym – tak najkrócej można byłoby scharakteryzować papieską
myśl odnoszącą się do życia gospodarczego. Jeśli Jan Paweł II nawoływał do
przestrzegania Dekalogu i poszanowania własności, tym samym wzywał w życiu
gospodarczym do zaprzestania kradzieży i powstrzymania się od niej zarówno przez
obywateli wobec siebie nawzajem, jak i przez aparat państwa wobec obywateli. W
socjalizmie – jak wiadomo – kradzież była powszechna zgodnie z powiedzeniem, że
"co państwowe i większe niż wesz, do domu bierz". Skoro zatem po upadku
komunizmu zaczęła dominować własność prywatna, Papież wzywał do jej
poszanowania. Dziś to wezwanie jest wciąż aktualne, gdyż cały czas pojawiają się
zewsząd zakusy na cudzą własność. Aby uniknąć nieporozumień, warto zaznaczyć, że
kiedy Ojciec Święty mówił o własności, miał na myśli własność nabytą godziwie.
Patrząc z perspektywy polskiej transformacji ustrojowej, można powątpiewać, czy
sprzedaż własności państwowej, która przeszła w prywatne ręce np. w procesie
prywatyzacyjnym, była dokonana w sposób uczciwy. To już jednak problem etyki i
moralności zarówno tych, którzy sprzedawali, jak i tych, którzy kupowali. Fakt,
że często odbywało się to w niejasny i wielce podejrzany sposób, nie świadczy
źle o samej własności czy idei prywatyzacji, ale o tej słabości, o której
powiedziano powyżej.
Własność jest też jednym z fundamentów dobrze funkcjonującej rodziny, co było
przecież przedmiotem szczególnej troski Jana Pawła II. Ekonomiczne osłabianie
rodziny jako podstawowej i fundamentalnej komórki życia społecznego powoduje, że
państwo staje się trzecim rodzicem, w coraz większym stopniu zastępuje rodziców
naturalnych. Coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją, że to nie głowa
rodziny jest odpowiedzialna za warunki materialne w rodzinie, lecz różnego
rodzaju instytucje rządowe, które udzielają jej zapomóg. O tym, że aby przekazać
jakiekolwiek środki pieniężne, dobra czy usługi, państwo najpierw musi odebrać
tym samym rodzinom krocie dochodów w postaci podatków, rzadko się wspomina. A to
jest właśnie kwintesencja prawa własności – prawo do dysponowania wypracowanym
przez siebie dochodem. Przeciętna polska rodzina oddaje dziś państwu blisko 2/3
dochodów, nic więc dziwnego, że dzieci rodzi się coraz mniej, skoro ludzi
zwyczajnie nie stać na ich utrzymanie.
Okradanie rodzin z ich dochodów prowadzi również do wielu kolejnych następstw w
postaci zmniejszenia odpowiedzialności rodzicielskiej, rozpadu więzi, wreszcie
życia w uzależnieniu od pomocy zewnętrznej. Rozbudowana biurokracja, bezduszność
ustroju biurokratycznego, choćby i naj.eps"Centesimus annus": "Interweniując –
bezpośrednio i pozbawiając społeczeństwo odpowiedzialności – państwo opiekuńcze
powoduje utratę ludzkiej energii i przesadny wzrost publicznych struktur, w
których – przy ogromnych kosztach – raczej dominuje logika biurokratyczna,
aniżeli troska i to, by służyć korzystającym z nich ludziom".
Moralność
w życiu gospodarczym
Ekonomia, podobnie jak fizyka czy geografia, rządzi się swoimi prawami. Tak jak
w fizyce mamy do czynienia – czy nam się to podoba, czy nie – z prawem ciążenia,
tak w życiu gospodarczym podobnym zjawiskiem jest system cen czy prawo popytu i
podaży. Katolicka nauka społeczna i papieska myśl dotycząca życia gospodarczego
w żadnej mierze nie podważa tych praw, lecz wskazuje kierunki oraz warunki,
które mogą sprzyjać ich rozwojowi. Najważniejszym elementem jest moralność w
życiu gospodarczym. Jeśli społeczeństwo zostanie pozbawione kręgosłupa
moralnego, etyki chrześcijańskiej, to wówczas nawet naj.eps"Nie lękajcie się!",
pozostaje wciąż aktualne – nie lękajmy się uczciwości i nie lękajmy się
przestrzegania Dekalogu w życiu gospodarczym.
Paweł Toboła-Pertkiewicz
Autor jest wiceprezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju
Ekonomicznego PAFERE.
