Nieskazitelny charakter sędziów?

Wprawdzie cały świat chrześcijański żyje już radością Zmartwychwstania, to
jednak owa radość pomaga w lepszym ogarnięciu spojrzeniem sensu wydarzeń, które
doprowadziły do zwycięstwa nad śmiercią i ludzką podłością. Po drodze do tego
zwycięstwa Chrystus doznał skrajnej niesprawiedliwości aż od dwóch sądów,
Sanhedrynu i rzymskiego, i skazano Go na śmierć z całkowitym przekonaniem
sędziów o jego niewinności. Wiele też innych skrajnie niesprawiedliwych wyroków
sądowych przypomina nam historia, dość przypomnieć skazanie na śmierć niewinnego
Sokratesa za jakoby "psucie młodzieży" i bezbożnictwo. O niesprawiedliwy wyrok
śmierci otarł się także Arystoteles, ale nie będąc obywatelem Aten, uciekł z
tego miasta, "nie chcąc, aby po raz drugi zamordowali filozofa". My wprawdzie
także mamy pokaźną armię ofiar sądowych mordów, ale dokonanych rękami naszych
okupantów i zaborców, a zatem przez mianowanych przez nich urzędników,
nielegitymujących się pochodzeniem od władzy, która mogłaby sprawować pieczę nad
naszym Narodem.

W każdym z tych przypadków niesprawiedliwych wyroków sądowych doskwierała
sędziom nie tyle jakaś niewiedza, ile brak dostatecznej życzliwości wobec
podsądnych. Nade wszystko o tę życzliwość powinni się starać sędziowie,
przekonywał św. Tomasz z Akwinu. Przypominając słowa Chrystusa: "Nie sądźcie, a
nie będziecie sądzeni", wskazał jednak na właściwą ich interpretację: "Pan Jezus
wzbrania tu sądów pochodzących ze zgorzkniałości duszy, a nie z życzliwości" (ST
II-II, q. 60, a. 2, ad. 1). Na tym fundamencie życzliwości Tomasz opiera
wszystkie inne moralne obowiązki sędziów, w tym i zakaz sprawowania sądów przez
"publicznych grzeszników" pozostających w znanych wszystkim (bo np.
rozgłaszanych przez samych zainteresowanych) ciężkich przewinieniach. Jeśli te
wykluczają dobre sprawowanie swojej władzy przez sędziego, bo uniemożliwiają
zachowanie sędziowskiego autorytetu mającego przekonywać do sensu kary, to
prywatne ciężkie grzechy wprawdzie dopuszczają sprawowanie sądzenia, ale "w
pokorze i z bojaźnią" (ST II-II q. 60, a. 2, ad 3). "Pokora i bojaźń" to warunki
sine qua non życzliwego wzięcia w swoje ręce życia drugiego człowieka.
Z postulatu życzliwości wobec podległych władzy sędziego św. Tomasz zdaje się
wyprowadzać wszystkie inne postulaty wobec władzy sędziowskiej, a między innymi
sądzenie na korzyść oskarżonego: "Inaczej należy sądzić o rzeczach, a inaczej o
ludziach. W sądach bowiem o rzeczach (…) nie przynosimy im żadnej szkody,
cokolwiek byśmy o nich mniemali". Stąd też "lepiej częściej się mylić, mając
dobre mniemanie o złym człowieku, niż rzadziej się myląc, żywić złe mniemanie o
człowieku dobrym".
Nic zatem dziwnego, że pod adresem władzy sądowniczej stawia się zawsze
najwyższe moralne wymagania, które w polskim prawie określa się jako posiadanie
"nieskazitelnego charakteru", a co zawarto w ustawie "Prawo o ustroju sądów
powszechnych". Wprawdzie ten sam wymóg kieruje się także między innymi zarówno
do prokuratorów, adwokatów, radców prawnych, notariuszy, jak i pracowników
urzędów państwowych (ale już nauczyciele powinni tylko przestrzegać
"podstawowych zasad moralnych"), to jednak sędziów dotyczy w sposób szczególny.
Spełniając funkcję sędziowską, trzeba maksymalnego stopnia życzliwości. Stąd też
w Zbiorze Zasad Etyki Zawodowej Sędziów mowa jest już w paragrafie 2, iż "Sędzia
powinien zawsze kierować się zasadami uczciwości, godności, honoru, poczuciem
obowiązku oraz przestrzegać dobrych obyczajów", a niektóre z tych moralnych
ogólników zostały uszczegółowione dalej w tekście tego kodeksu. I tak czytamy w
paragrafie 16, iż "Sędzia nie może żadnym swoim zachowaniem stwarzać nawet
pozorów nierespektowania porządku prawnego", a w paragrafie 17: "Sędzia powinien
unikać kontaktów osobistych i jakichkolwiek związków ekonomicznych z innymi
podmiotami, jeśli mogłyby one wzbudzać wątpliwości co do bezstronnego
wykonywania obowiązków bądź podważać prestiż i zaufanie do urzędu
sędziowskiego". Nie wystarczy jednak, aby sędzia sam starał się o osiągnięcie
tego najwyższego moralnego poziomu, ale – jak czytamy w paragrafie 18 – powinien
także starać się o taki sam poziom swojej rodziny: "Sędzia powinien dołożyć
należytej staranności, żeby takie zachowanie nie było udziałem jego
najbliższych".
Niezakończone porządki po PRL dotyczą oczywiście także wymiaru sprawiedliwości.
Nie trzeba się zatem dziwić, że bez problemów funkcjonują u nas sędziowie,
którzy nie przejmują się nie tylko wspomnianymi najwyższymi wymaganiami
moralnymi, ale także wymaganiami elementarnymi. Dość przypomnieć, że próbuje się
finansowo wykończyć Radio Maryja przy pomocy sędziego, który w 2003 r. miał
postępowanie dyscyplinarne za wszczęcie ulicznej burdy pod wpływem alkoholu i
zniewagę interweniujących policjantów. Jakże zatem środowisko polskich sędziów
wytrzymuje w takim towarzystwie, skoro w swoim kodeksie zawodowym sędziowie
zobowiązali się wzajemnie do "wymagania od innych sędziów nienagannego
zachowania i kierowania się zasadami etyki zawodowej, a na naganne zachowania
odpowiednio reagować". Bez respektowania tych standardów ciągle będziemy mieli
problemy z wyjściem z PRL.

Marek Czachorowski
 

drukuj