Klich: Tylko mówiłem przy Morozowie

W przypadku naruszenia dóbr osobistych gen. Andrzeja Błasika w
wypowiedziach różnych osób czy doniesieniach medialnych nie wykluczamy
kierowania pozwów do sądu – deklaruje mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik
wdowy po dowódcy Sił Powietrznych.

– Każdą wypowiedź analizujemy i jeżeli została przekroczona granica, która
będzie trudna do zaakceptowania, to będziemy podejmowali kroki prawne w tym
zakresie – podkreśla Kownacki.
Jako przykład takiej sprawy podaje niedawną publikację norweskiego tygodnika "Vi
Menn", który w reportażu stwierdził, iż za tragedię smoleńską byli
odpowiedzialni "pijany generał i prezydent, który kazał lądować mimo złej
pogody".
– Rozważaliśmy kroki prawne, ale doszliśmy do wniosku, że nasze możliwości
ścigania są dosyć ograniczone – przyznaje mecenas. Dodaje, że oznaczałoby to też
nagłośnienie tej kwestii, co raczej miałoby negatywne konsekwencje. Sprawę tej
publikacji mocno krytykował inny pełnomocnik rodzin smoleńskich Rafał Rogalski,
który stwierdził, że polski rząd pozwala na bezkarne szarganie munduru polskiego
żołnierza.
Kownacki krytykował już wcześniej publikacje prasowe dotyczące rzekomej kłótni
na lotnisku z udziałem gen. Błasika z dowódcą Tu-154M mjr. Arkadiuszem
Protasiukiem.
O tym, że naruszany jest honor jej męża, niejednokrotnie mówiła wdowa Ewa
Błasik. – Władze państwowe zupełnie nie są zainteresowane obroną honoru mojego
męża, a przecież doskonale wiedzą, że nie było na pokładzie Tu-154M możliwości
picia żadnego alkoholu i nie ma dowodów na to, że mąż naciskał na pilotów –
mówiła ostatnio podczas uroczystości związanych z obchodami rocznicy katastrofy.
– Widocznie wszystkim pasuje, by gen. Andrzej Błasik był uznany za winnego –
podkreślała Ewa Błasik. – Jak widać, nieważny jest honor. Ważna jest prawda –
tylko jaka prawda, ta rosyjska? Towarzyszka generał Tatiana Anodina haniebnie
kłamie, mówiąc, że winni są nasi piloci i mój mąż – konstatuje wdowa po dowódcy
Sił Powietrznych.
Ewa Błasik ma także żal do płk. Edmunda Klicha, który reprezentował polską
stronę przy komisji MAK. – Nie jestem w stanie wybaczyć płk. Klichowi. Pewnych
rzeczy nie powinien był wygadywać – podkreślała Błasik w wywiadzie dla "Super
Expressu". – Nie miał prawa biegać do TVN i wygadywać tych wszystkich bzdur!
Przecież on mówił już, że wie, na co patrzył mój mąż, stojąc w kokpicie! Pilotom
na ręce! Jego zachowanie było iskrą zapalną dla bomb, które wybuchały w mediach
– stwierdziła.
Według niej, wyjaśnianie przyczyn katastrofy smoleńskiej przerosło płk. Klicha i
innych urzędników. – Pułkownik Klich w czasach swojej kariery wojskowej
prawdopodobnie bardzo pragnął zostać generałem. Nie wyszło. I między innymi
dlatego, tak jak wielu innych, wyżywa się na moim mężu, który był dość młody jak
na generała i dowódcę lotnictwa, bo miał 48 lat – przypuszcza wdowa. –
Oczernianie męża przez "ekspertów" było często wyrazem własnych niespełnionych
marzeń, zazdrości i frustracji – podsumowuje.
Klich bronił się, stwierdzając, że "nie wmawia, że generał Błasik był w
kokpicie". – Ja nigdy nie powiedziałem, że generał wpływał na pilotów. Mówiłem o
swoich osobistych odczuciach. Że gdybym ja pilotował i wysoki rangą oficer stał
za mną, to czułbym nacisk – zaznaczył Klich w TVN 24. Podkreśla, że wnioskował,
aby w raporcie MAK nie zamieszczano informacji, że gen. Błasik był pod wpływem
alkoholu. – Powiedziano mi wtedy, że był w kabinie i mógł oddziaływać na
pilotów, i to było konieczne. To było małe nadużycie ze strony rosyjskiej –
stwierdził na antenie TVN 24.
Dopytywany przez "Nasz Dziennik", tłumaczy, że swoje obiekcje artykułował
podczas spotkania z przedstawicielami MAK. – To było mówione przy Morozowie, jak
nam przedstawiano te wnioski końcowe – mówi Klich. – Zwracałem uwagę, że to był
pasażer, że sprawa jest delikatna i żebym nie chciał informacji o alkoholu –
dodał.

 

Zenon Baranowski

drukuj