Sikorski nie wydobył dziennikarzy z aresztu

Z dr. hab. Karolem Karskim (PiS), wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji
Spraw Zagranicznych, specjalistą w zakresie prawa międzynarodowego, rozmawia
Paulina Jarosińska

Radosław Sikorski w TVP stwierdził, że wizyta dziennikarzy "Naszego
Dziennika" w Rosji była taką samą prowokacją jak "samowolne wywieszenie przez
wdowy tablicy" podmienionej potem przez Rosjan. Minister określił działania MSZ
w sprawie zatrzymania dziennikarzy jako interwencję i próbę pomocy…

– To w szerszym wymiarze pokazuje mentalność tego rządu, który każdą, nawet
największą porażkę chce za wszelką cenę pokazać jako sukces. Jeśli chodzi o
zatrzymanie w Rosji polskich dziennikarzy, to minister Sikorski nie operuje
podstawowymi faktami w tej sprawie. Nie chcę zarzucać mu złej woli, ale można
wyciągnąć wniosek, że nie posiada on w tym zakresie podstawowych informacji. W
przypadku tablicy w Smoleńsku Radosław Sikorski przez długi czas nie chciał się
w ogóle wypowiedzieć. Nie pojawiał się nawet na posiedzeniach sejmowej Komisji
Spraw Zagranicznych. Komentując dla TVN słowa wiceministra spraw zagranicznych
Henryka Litwina o tym, że zbrodnia katyńska była zbrodnią ludobójstwa,
stwierdził jednak, że to jest sprawa kontrowersyjna i nie do końca jednoznaczna.
Jakiś czas temu z kolei przedstawiciele MSZ tłumaczyli na posiedzeniu komisji,
jak ważne są działania służb konsularnych w zakresie pomocy polskim obywatelom
przebywającym za granicą. W kontekście zatrzymania dziennikarzy "Naszego
Dziennika" uznali, że były one standardowe, i nie wykluczali nawet podjęcia
dalszych działań w tej konkretnej sprawie. I nagle minister Sikorski występuje z
takimi stwierdzeniami! Nie mam pojęcia, dlaczego on w ten sposób odnosi się do
swoich współpracowników i jak w ten sposób może działać w ogóle MSZ. Czy mamy do
czynienia z ministrem, który sprawuje władzę w oderwaniu od reszty resortu?
Zaczynam mieć takie obawy, zwłaszcza po kolejnych publicznych wystąpieniach
Sikorskiego.

Według Sikorskiego, to interwencja MSZ "wydobyła dziennikarzy z aresztu"…
– Po pierwsze, dziennikarze nie byli aresztowani, ale przetrzymywano ich bez
uzasadnionego powodu w strefie celnej lotniska. MSZ ich nie "wydobyło", bo
przecież musieli całą noc czekać na wylot. Ostatecznie doszło do tego, że
Rosjanie osiągnęli wszystko, co chcieli – nie dopuścili, aby dziennikarze
wyjechali z Moskwy z nośnikami informacji. Interwencja polskiego konsula do
niczego więc nie doprowadziła. Utracili sprzęt. Został on na terenie Federacji
Rosyjskiej, a wrócił stamtąd po ponad miesiącu, w dodatku zmodyfikowany w
wysokim stopniu, zainfekowany wirusami monitorującymi pracę dziennikarzy, czyli
programami służącymi do inwigilacji. Pan minister jest z tego dumny? Nie widzi
on ingerencji w prawa własnych obywateli przez rosyjskie służby? Zamiast
reagować, chwali się, że skutecznie zareagował, choć tego nie zrobił. Czyli po
raz kolejny próbuje zamienić porażkę i zaniedbania w sukces.

Zatrzymanie dziennikarzy nazwał prowokacją, taką samą jak podpisy pod
zdjęciami na wystawie w Parlamencie Europejskim i "samowolne wywieszanie
tablicy" przez "wdowy", która potem została podmieniona w nocy, dzień przed
rocznicą, przez Rosjan. Wydźwięk jest więc taki: sami tego chcieliście, bo nie
bierzecie pod uwagę racji rosyjskich i zastawiacie pułapki na nasz rząd. Czy nie
jest to wywracanie sprawy do góry nogami?

– Oczywiście. Dziwne jest twierdzenie Sikorskiego, jeszcze nie tak dawno
specjalisty od dorzynania watah, że wszyscy zastawiają na jego rząd, na ten
biedny, pokrzywdzony rząd, pułapki. Ustawia się jako ofiara, biedny króliczek,
na którego co rusz ktoś zastawia pułapkę. To jakieś nieporozumienie.

Sikorski żąda, aby Polacy na każdym kroku debatowali nad tym, jak zareagują
Rosjanie. Wszystko w imię pojednania z państwem rosyjskim.

– Minister Sikorski absolutnie nie ma prawa zarzucać wdowom, które straciły w
katastrofie najbliższych, że planowały jakąś prowokację, wymierzoną czy to w
polski rząd, czy to w Rosję. To jest zupełnie kuriozalne stwierdzenie. Rosjanie
bez zgody strony polskiej, kilka godzin przed oficjalnymi obchodami rocznicy
katastrofy smoleńskiej podmieniają tablicę upamiętniającą ofiary tego
tragicznego wydarzenia. Owszem, rodziny ofiar to osoby prywatne. To jednak
państwo rosyjskie, nie uzgadniając z polską stroną treści, podmieniło tablicę.
Oderwanie katastrofy smoleńskiej od celu tamtej delegacji jest bardzo znaczące.
Przecież to właśnie katastrofa smoleńska w najszerszym zakresie wydobyła na
świat prawdę o Katyniu. Widać, że teraz Rosja z powrotem chce ją ukryć. Polskie
MSZ nie zareagowało w sposób należyty. Stwierdziło, że nie jest stroną w tej
sprawie.

Może Sikorski nie widzi nic złego w upokorzeniu Polski, do którego
doprowadziła jego polityka "pojednania z Rosją"?

– Obecny rząd przyjął za priorytet w swojej polityce zagranicznej pojednanie z
państwem rosyjskim, tyle że nie wzięto pod uwagę tego, że każde pojednanie musi
mieć niezwykle silny fundament, jakim jest prawda. Rosjanie nie chcą uznać
Katynia za ludobójstwo lub jakąkolwiek inną zbrodnię międzynarodową, wypierają
się tego. Dlaczego i co mamy więc im wybaczać? W czyim imieniu i jakim prawem,
skoro nie ma woli dążenia do prawdy? Mamy wybaczyć im coś, do czego się nie
przyznają? Czy mamy po prostu zapomnieć? W ostatnim czasie Polska otrzymała
kilka siarczystych policzków od Rosji – raport MAK, niszczejący wrak,
niezwrócenie czarnych skrzynek, podmiana tablicy. Oto, czym kończy się tak
hołubiona przez rząd Tuska polityka pojednania z Rosją. Upokorzeniem.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj