W każdym calu należał do Boga
Z ks. bp. prof. dr. hab. Janem Śrutwą rozmawia Mariusz Kamieniecki
Szybkimi krokami zbliżamy się do beatyfikacji Jana Pawła II. Czym to
wydarzenie będzie osobiście dla Księdza Biskupa?
– Z pewnością będzie to spełnienie pragnienia serca i marzeń dotyczących samego
Papieża, którego miałem szczęście znać przez wiele lat osobiście. Miałem też
okazję rozmawiać z Janem Pawłem wiele razy, przede wszystkim jako biskup
zamojsko-lubaczowski, a wcześniej jako biskup pomocniczy lubelski, np. w czasie
wizyt ad limina Apostolorum. Z ramienia biskupa lubelskiego Bolesława Pylaka
przygotowywałem wizytę Papieża w Lublinie w 1987 roku. Z kolei w 1999 r. witałem
Ojca Świętego już jako biskup diecezjalny w Zamościu. Te wszystkie wydarzenia z
udziałem Jana Pawła II układają się jakby w jeden ciąg. Cieszę się ogromnie, że
tak oczekiwana beatyfikacja, która stanowi niejako przedłużenie wołania wiernych
z placu św. Piotra: "Santo subito!", niebawem stanie się faktem.
Które z wielu spotkań z Ojcem Świętym było szczególne?
– Myślę, że było to spotkanie w 1989 r., kiedy stanąłem przed Papieżem pierwszy
raz po odejściu z urzędu rektora Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Przy
przywitaniu Jan Paweł II od razu postawił pytanie: "Dlaczego ksiądz biskup
odszedł z tego urzędu?". Odpowiedziałem wówczas może szablonowo, schematycznie,
ale w gruncie rzeczy z głębokiego przekonania: "Ponieważ znalazłem lepszego na
swoje miejsce". I Papież tak jakby zrozumiał, bo nie kontynuował już tego wątku.
Potem się okazało, że przez 9 lat, trzy kadencje, wspaniale prowadził KUL ks.
abp Stanisław Wielgus. To był ten, o którym Ojcu Świętemu powiedziałem, że
znalazłem na swoje miejsce lepszego. To tkwi w mojej pamięci i tego się nie
wstydzę.
W pierwszą niedzielę dobiegającego już końca Wielkiego Postu wsłuchiwaliśmy
się w słowa listu pasterskiego polskich biskupów poświęconego zbliżającej się
beatyfikacji Jana Pawła II "Przyjaciel Boga i orędownik naszych spraw". Jak
rozumieć ten tytuł?
– Przyjaciel Boga to brzmi bardzo biblijnie. W Starym Testamencie Abraham
nazwany jest przyjacielem Boga. Tak też było z wielu innymi. Przywódcy
religijni, przyjaciele ludu, w sprawach Bożych także byli w ten sposób nazywani,
co z kolei tłumaczy związek tych słów zastosowany wobec Jana Pawła II. Jeżeli
zaś chodzi o drugą część: orędownik ludzkich spraw, to określenie jest też
zrozumiałe. Ojciec Święty był bowiem blisko Boga, ale też blisko ludzi jako
orędownik, pośrednik między Niebem i ziemią.
Co sprawiało, że Ojciec Święty ze swoim nauczaniem trafiał do tak wielu
ludzi?
– Jan Paweł II był w pełni Bożym człowiekiem. Stało za Nim ogromne doświadczenie
życiowe. Cieszył się łaską niezachwianej wiary. Żył na ziemi, ale w każdym calu
należał do Boga i to jest cała tajemnica. Dlatego tak pilno było Mu odchodzić,
kiedy na łożu śmierci wyszeptał: "Pozwólcie mi odejść do Domu Ojca". Powierzone
Mu zadanie wypełnił i jako Boży człowiek prosił, żeby z nadmiernej miłości
ludzkiej tego odejścia do Ojca zbytnio mu nie utrudniano.
Podczas czuwania przy umierającym Papieżu i podczas Jego pogrzebu
manifestowaliśmy swą wiarę. Wtedy byliśmy razem, a dzisiaj tej jedności znów nam
brakuje. Czy beatyfikacja może nas na nowo zjednoczyć?
– Owszem, jest taka szansa, ale tej szansie muszą pomóc sami ludzie. Konieczne
jest nawrócenie, nowa ewangelizacja, która obejmie zarówno tych, którzy Ojca
Świętego uważają prawdziwie za świętego, i tych, którzy stoją z boku, a może
nawet przeszkadzają. Podział w Polsce jest wynikiem błędów, niekiedy złej woli
konkretnych ludzi. Przeważnie ludzie ci do Papieża odnosili się bądź odnoszą z
dystansem. Droga do jedności prowadzi poprzez umiłowanie Ojczyzny, poprzez
czynne wyznawanie wiary i uczestnictwo w nabożeństwach. Najlepszym zwornikiem
dla nas, Polaków, na przestrzeni tysiącletniej historii okazał się chrzest
Mieszka I i wszystko, co z niego wynikało. To najlepszy zwornik i gwarancja
jedności. A ponieważ Jan Paweł II był otwarty na wszystkich, to w takiej
konwencji Kościoła, wiary zmieszczą się wszyscy: i ci, którzy wiarę posiadają, i
poszukujący. To, moim zdaniem, jest klucz do jedności. Pora zostawić za sobą
duchową małość, swoją złość, chęć odwetu na przeciwnikach – jacy by oni nie
byli, a czas myśleć tak, jak to sugerował nam Jan Paweł II.
Dziękuję za rozmowę.
