Przed tablicą była cerkiew

O budowie w pobliżu polskiego cmentarza w Katyniu cerkwi prawosławnej
strona polska nie została poinformowana przed rozpoczęciem prac. Jest to
niezgodne z podpisaną w 1994 roku przez ministrów spraw zagranicznych Polski i
Rosji umową o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji. Zastrzeżenia
co do legalności budowy zgłaszał Rosjanom w połowie marca ub.r. minister Andrzej
Przewoźnik, sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który miesiąc
później zginął na Siewiernym – ustalił "Nasz Dziennik". Świątynia, w stanie
surowym, stoi przy wjeździe na teren zespołu memorialnego, którego częścią jest
też Polski Cmentarz Wojenny. Siódmego kwietnia wmurowania kamienia węgielnego
pod jej budowę dokonał premier Donald Tusk wspólnie z Władimirem Putinem,
legitymizując w ten sposób złamanie umowy.

Z informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik", wynika, że w pierwszej połowie
marca ubiegłego roku Andrzej Przewoźnik, powołany przez ministra kultury na
pełnomocnika ds. 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, spotkał się w Sankt
Petersburgu z Jewgienijem Artjomowem, dyrektorem tamtejszego Muzeum Historii
Politycznej Rosji. Oddziałami tej placówki od roku 2004 roku są Kompleks
Memorialny "Katyń" i Państwowy Kompleks Memorialny "Miednoje". Podczas rozmów
strona polska zadeklarowała gotowość przeprowadzenia i sfinansowania prac
remontowych na cmentarzach w Katyniu i Miednoje. Miały się one zakończyć do
września ub.r., z uwagi na zaplanowane na początek tego miesiąca uroczystości
dziesięciolecia powstania Kompleksu Memorialnego "Miednoje". Ustalono, że
autorami planowanej na 3 września 2010 roku wystawy o zbrodni katyńskiej i
umieszczenie jej w memoriałach Katyniu i Miednoje będą pracownicy Rady Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa oraz Muzeum Historii Politycznej Rosji. Wystawa o
charakterze informacyjnym i faktograficznym miała być przygotowana w języku
polskim, rosyjskim i angielskim. Artjomow naciskał na "wzbogacenie" tej
ekspozycji zdjęciami z filmu Andrzeja Wajdy "Katyń".
W Sankt Petersburgu minister Przewoźnik został zaskoczony faktem, że w pobliżu
cmentarza w Katyniu, gdzie spoczywają szczątki polskich oficerów zamordowanych
przez Rosjan, są prowadzone zaawansowane prace (wykonano nawet częściowo
fundament) zmierzające do wybudowania tam prawosławnej cerkwi. Zamierzeniem
strony rosyjskiej było, aby kamień węgielny pod budowę świątyni wmurowali 7
kwietnia obaj premierzy: Władimir Putin i Donald Tusk. Ta deklaracja
zdenerwowała Andrzeja Przewoźnika. Rzucił Artjomowowi w twarz, że budowa cerkwi
w pobliżu polskiego cmentarza w Katyniu odbywa się bez jakiegokolwiek
porozumienia z władzami RP. A to jest niezgodne nie tylko z wypracowanym przez
lata konsensusem, ale i z podpisaną w 1994 roku przez ministrów spraw
zagranicznych Polski i Federacji Rosyjskiej umową o grobach i miejscach pamięci
ofiar wojen i represji.
Dokument ten (art. 1) precyzuje wszelkie kwestie związane z "rejestracją,
urządzaniem, zachowaniem i należytym utrzymaniem miejsc pamięci i spoczynku –
polskich w Federacji Rosyjskiej i rosyjskich w Rzeczypospolitej Polskiej –
żołnierzy i osób cywilnych, poległych, pomordowanych i zamęczonych w wyniku
wojen i represji". Ustawa zobowiązuje obie strony do wymiany wszelkich
informacji dotyczących miejsc pamięci i spoczynku, również w kwestii wznoszenia
w ich pobliżu jakichkolwiek innych upamiętnień (art. 2).
– Kiedy okazało się, że Rosjanie życzą sobie, by wizyty premiera i prezydenta
były rozdzielone, ustalono, że do Katynia poleci premier Tusk. Pamiętam, że
prasa nie podawała wtedy żadnych szczegółów, na jaką okoliczność premier Tusk
został przez Rosjan zaproszony. Automatycznie przyjęto, że chodzi tu o
uroczystości katyńskie – zauważa Zuzanna Kurtyka, wdowa po Januszu Kurtyce,
prezesie Instytutu Pamięci Narodowej. – Kiedy we wrześniu ubiegłego roku byłam w
Katyniu, zauważyłam, że w jednej z gablot znajdującej się tuż przed wejściem na
teren Memoriału Katyńskiego było umieszczone sprawozdanie z uroczystości z 7
kwietnia. Były to informacje wystawione przez muzeum Memoriału Katyńskiego, ze
zdjęciami obu premierów. Wtedy dowiedziałam się, że 7 kwietnia miała miejsce
uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowaną w pobliżu cerkiew. To
była wtedy główna uroczystość! – relacjonuje Kurtyka. – To nie były żadne
obchody zbrodni katyńskiej, ale obchody wmurowania kamienia pod budującą się tam
cerkiew, która notabene rośnie w oczach. Kiedy byłam w Katyniu w listopadzie
ubiegłego roku, był to już stan surowy zamknięty – ocenia.
Cerkiew stoi przy wjeździe na teren kompleksu memorialnego, którego częścią jest
też Polski Cmentarz Wojenny. – Rosjanie wielokrotnie stawiali nas w trudnej
sytuacji. Jedynym remedium byłaby twarda postawa Polski, a tej, niestety, brak –
kwituje Adam Lipiński (PiS), zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji
Łączności z Polakami za Granicą.

Był scenariusz bez cerkwi
Rozmowa, którą śp. Andrzej Przewoźnik przeprowadził z Artjomowem, nastąpiła w
pierwszej połowie marca ubiegłego roku. Ale jeszcze w drugiej połowie lutego
2010 r. o budowie cerkwi i wmurowaniu kamienia węgielnego przez obu premierów w
ogóle nie było mowy. Podczas rozmów z Siergiejem Kudriawcewem, zastępcą
naczelnika Zarządu ds. Kontaktów Międzynarodowych, Współpracy Regionalnej i
Turystyki administracji obwodu smoleńskiego, w której uczestniczył też Igor
Grigoriew, dyrektor Kompleksu Memorialnego w Katyniu, minister Przewoźnik
przedstawił koncepcję organizacji polskich uroczystości rocznicowych. Wtedy
jeszcze funkcjonowały dwa warianty: obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej z
jednoczesnym udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska
oraz wariant zorganizowania dwóch odrębnych uroczystości – pierwszej 7 kwietnia
(z udziałem premiera Tuska) oraz drugiej – 10 kwietnia (z udziałem prezydenta
Kaczyńskiego). Strona rosyjska wyraźnie preferowała drugą koncepcję.
Rozmowy dotyczyły przygotowań obu uroczystości. Zakładano, że jeśli doszłoby do
spotkania premierów 7 kwietnia, to mieli się oni pojawić w południe w części
rosyjskiej kompleksu Memoriału Katyńskiego. Zgodnie z planem szefowie rządów
Polski i Rosji mieli potem przejść na teren Polskiego Cmentarza Wojennego w
Katyniu, gdzie planowano modlitwy ekumeniczne. Po wygłoszeniu przemówień obaj
premierzy mieli udać się do Smoleńska, by wziąć udział w posiedzeniu Grupy do
Spraw Trudnych. Przewidziano, że Donald Tusk spotka się jeszcze z proboszczem
katolickiej parafii w Smoleńsku, a następnie wróci samolotem do kraju. Jak
widać, w tym scenariuszu Rosjanie ani słowem nie zająknęli się na temat cerkwi.
Andrzej Przewoźnik informował też stronę rosyjską, że na początku marca 2010 r.
do Smoleńska przybędzie grupa robocza, w skład której wejdą przedstawiciele
ROPWiM, MSZ, BOR, kancelarii premiera i mediów. Będzie ona miała za zadanie
ostatecznie ustalić wszelkie szczegóły dotyczące wizyt 7 i 10 kwietnia.
Pełnomocnicy rodzin ofiar smoleńskich zaznaczają, że do formalnego rozdzielenia
wizyt 7 i 10 kwietnia doszło na początku lutego ubiegłego roku. Odbywało się to
pod wpływem wyraźnej sugestii strony rosyjskiej. Jak wiadomo, jeszcze pod koniec
stycznia 2010 r. Agnieszka Wielowieyska, dyrektor Departamentu Spraw
Zagranicznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, podczas spotkania w sprawie
organizacji obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej informowała, że premier
potwierdził "wstępnie" swój udział w oficjalnych państwowych uroczystościach w
Katyniu, a co więcej – zaakceptował 10 kwietnia jako datę głównej ceremonii.
Jednak 30 marca polska ambasada w Moskwie otrzymała informację, że Tusk pojawi
się na obchodach 7 kwietnia.

Jak rozgrywali Rosjanie
Jeszcze w grudniu 2009 r. Mariusz Handzlik (który zginął w katastrofie),
minister w Kancelarii Prezydenta RP, w rozmowie z ambasadorem Federacji
Rosyjskiej Władimirem Grininem zaznaczał, że prezydent Lech Kaczyński zamierza
wziąć udział w uroczystościach w Katyniu. Ambasador szczegółowo o to wypytywał,
wtrącając zdawkowo, że strona rosyjska nie podjęła jeszcze decyzji co do udziału
w nich przedstawiciela władz Federacji Rosyjskiej. Handzlik poinformował o
rozmowie z Grininem prezydenta Kaczyńskiego. Minister podzielił się swoim
spostrzeżeniem, że głównym celem, jaki wyznaczył sobie rosyjski ambasador w
trakcie tej rozmowy, było wysondowanie zaangażowania prezydenta Kaczyńskiego w
zbliżające się uroczystości rocznicowe. Handzlik ostrzegł zarazem, że aby
uniknąć możliwości "rozgrywania" przez Rosję udziału najwyższych władz
państwowych Polski w uroczystościach katyńskich, trzeba pilnie opracować ich
scenariusz i ustalić rangę przedstawicieli, którzy wezmą w nich udział.
Jak pokazuje kazus z kamieniem węgielnym pod cerkiew, Donald Tusk w plan
"rozgrywania" wpisał się z zapałem. Andrzej Duda, były podsekretarz stanu w
Kancelarii Prezydenta, wiele razy podkreślał, że Lech Kaczyński o rozdzieleniu
wizyt dowiedział się z… mediów. – Było to na początku lutego 2010 roku. W
mediach pojawiła się wtedy informacja, że premier Putin zaprosił telefonicznie
premiera Tuska na obchody, które organizuje strona rosyjska, mówił o tym w
mediach minister Tomasz Arabski. Miesiąc później usłyszeliśmy – znów w mediach –
że będzie to 7 kwietnia. Jestem przekonany, że pan prezydent żadnej oficjalnej
informacji o tym z MSZ nie otrzymał – podkreśla Duda. – Nic mi nie wiadomo na
temat tego, by strona rosyjska jakiekolwiek konsultacje z Kancelarią Prezydenta
w tej sprawie prowadziła – dodaje. Jak zauważa, do kolejnej rozmowy Handzlika z
Grininen doszło po tym, gdy ambasador rosyjski zaprzeczał w mediach, jakoby
otrzymał pismo z Kancelarii Prezydenta z informacją, że Lech Kaczyński zamierza
wziąć udział w obchodach rocznicowych 10 kwietnia. Było to w lutym ubiegłego
roku. Andrzej Duda konkluduje, że ze strony prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie
było żadnych obiekcji, by nad mogiłami w Lesie Katyńskim pochylił się razem z
nim premier Donald Tusk.

 

Anna Ambroziak

drukuj