Pamięci nie zgasimy
Przemówienie prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego w Sali
Kongresowej w Warszawie podczas spotkania inaugurującego działalność Ruchu
Społecznego im. Lecha Kaczyńskiego, 10 kwietnia 2011 r.
Dziękuję za to powitanie, za ten entuzjazm, choć chwila tak smutna, choć
obchodzimy pierwszą rocznicę wielkiej tragedii.
Zebraliśmy się tutaj ku pamięci, ku pamięci prezydenta Rzeczypospolitej, jego
małżonki, ale też ku pamięci wszystkich, którzy przed rokiem odeszli od nas tak
niespodziewanie, tak nagle, tak gwałtownie.
Można o nich powiedzieć, tak jak powiedział o innych, o wielu innych, wielki
poeta: zostali zdradzeni o świcie. Niezależnie od tego, jaka była przyczyna tej
katastrofy, co ostatecznie doprowadziło do tego, że samolot się rozbił, to z
tego, co dziś już wiemy, możemy to powiedzieć: zostali zdradzeni. Zostali
zdradzeni o świcie.
Wszyscy, wszyscy zostali zdradzeni, wszyscy ci, którzy udawali się, podążali do
Katynia, by oddać hołd tam pomordowanym, wszyscy, którzy w ten sposób wchodzili
do wspólnoty pamiętających, tych, którzy pamiętają, którzy chcą pamiętać, którzy
wiedzą, że ta pamięć jest ważna, którzy wiedzą, że z tej pamięci wyrasta
zobowiązanie.
Zobowiązanie do załatwienia tych wszystkich spraw, o których była mowa choćby w
posłaniu świętej pamięci prezydenta Rzeczypospolitej, a które nie zostały
załatwione. Porzucić te sprawy to zrzec się czegoś bardzo ważnego, to zrzec się
szacunku do własnego Narodu, to zrzec się szacunku do pomordowanych, to zrzec
się szacunku do samego siebie. To zgodzić się na zło, które było, zło z
przeszłości, ale to jednocześnie oznacza – może oznaczać – zgodzić się na zło
przyszłe, to potencjalne, którego jeszcze nie ma. Ale które może być.
Powiedzieć: nie rezygnujemy, to domagać się szacunku dla pomordowanych, dla
innych, ale i dla siebie samych. To domagać się praw. Musimy powiedzieć sobie
jeszcze raz: nie rezygnujemy.
Rok, rok i jeden dzień temu, to "nie rezygnujemy" odnosiło się do ofiar Katynia,
Miednoje i wielu innych miejsc. Ale dziś to "nie rezygnujemy" odnosi się także
do Smoleńska. Trzeba powtarzać: nie rezygnujemy. Jeśli ktoś zapyta: "Dlaczego?",
trzeba powiedzieć: "Dlatego, że szanujemy Polskę, szanujemy nasz Naród. Siebie
samych szanujemy".
Jest w nas, jest, nie ukrywam, we mnie ten straszny ból. Ból, który wynika z
tęsknoty. Z tęsknoty, która nigdy nie zostanie ukojona, bo przecież ci, którzy
odeszli, ci, których kochaliśmy, już nie wrócą. Ale jest w nas także ból inny,
społeczny, narodowy. Na szczycie naszego państwa zabrakło ludzi, którzy swoje
polityczne kredo przedstawiali krótko: warto być Polakiem. I to "warto być
Polakiem" zmieniali w czyn. Dlatego musimy pamiętać do końca naszych dni, musimy
tę pamięć przekuwać w czyn, w dwojaki sposób. Musimy w uroczystościach, takich,
jak chociażby dziś, w piśmie, w kamieniu tę pamięć utrwalać. Ale musimy także
wykonywać ich testament, bo to "warto być Polakiem" musi być podstawą naszego
życia publicznego, tego wszystkiego, co Polska robi na arenie międzynarodowej.
To nasze zobowiązanie, to zobowiązanie, by kontynuować to wszystko, co w
dziejach naszego Narodu było mocne, wielkie, piękne. Przed chwilą usłyszeliśmy,
że Lech Kaczyński był kontynuatorem, czynnym kontynuatorem, tradycji polskiej,
przedwojennej inteligencji, to prawda, ale jego postawy, jego aktywności nie da
się do końca w ten sposób ująć. Mój świętej pamięci brat był przede wszystkim
kontynuatorem tego wszystkiego, co w naszej historii składało się na nurt
patriotyczny, niepodległościowy. A tego nie da się ująć w ramach jednej grupy
społecznej, bo w tym ruchu uczestniczyli ludzie wszelkich warstw i klas naszego
Narodu. Uczestniczyli także ludzie innych narodów, zamieszkali na terenie
Polski.
I był Lech Kaczyński do końca swych dni człowiekiem "Solidarności", był
człowiekiem tego ogromnego, największego w naszych dziejach i jednego z dwóch
największych w dziejach ludzkości ruchu społecznego ku niepodległości, ku
wolności. I pozostał tej drodze wierny. I my musimy iść dalej po tej drodze.
Pierwszy na niej krok to prawda o Smoleńsku. Musimy uczynić wszystko, by ta
prawda, niezależnie od tego, jaka jest i kogo będzie bolała, wyszła na jaw. Cała
prawda.
Tak, chcemy prawdy. Bez tej prawdy nie będziemy godnym Narodem. Chcemy prawdy.
Musimy pamiętać i o tym, że naszym obowiązkiem, o którym wspomniałem, bo
przecież to o pamięć chodzi, jest uczczenie tych, którzy tu zginęli, wszystkich.
Jest uczczenie prezydenta Rzeczypospolitej, godne uczczenie, jest uczczenie
wielu, wielu innych, których tu widzieliśmy, którzy byli z tej samej tradycji,
można powiedzieć z tej samej mąki i którzy mieli wielkie zasługi.
Pozwólcie, że wspomnę tylko dwie wielkie kobiety: panią Annę Walentynowicz,
legendę "Solidarności", i wspomnę Grażynę Gęsicką, osobę o pięknym życiorysie,
która dużo zrobiła dla polskiego rozwoju, która dokonała w tej dziedzinie
przełomu i którą tak ohydnie obrażano. Ale tych nazwisk można – trzeba –
wymienić w istocie więcej, bo naprawdę zginęło wielu, bardzo wielu ludzi
wybitnych, odważnych, tych z "Solidarności", ale także i tych, którzy szli inną
drogą, ale już po 89 roku – choćby jak generał Buk – wykazali, co to znaczy
walczyć w polskim interesie, walczyć za Ojczyznę.
Nie możemy o nich zapominać. Ale nie możemy zapomnieć także w żadnym razie o
innym sensie smoleńskiej lekcji. Ten sens, ta sytuacja, tak się składa, była
nam, naszemu środowisku znana, od wielu lat. Ale dziś trzeba mimo wszystko o tym
powiedzieć, powtórzyć te prawdy. Nasze państwo nie było w stanie ochronić nawet
swojego prezydenta, nie było w stanie, bo jest słabe. Bo zła i niesprawiedliwa,
i nieefektywna jest konstrukcja społeczna, na której się opiera.
Musimy to zmienić. Musimy to zmienić! Musimy to zmienić, dla nas, dla tych,
którzy przyjdą po nas, dla przyszłych pokoleń i żeby spłacić ten wielki dług,
który mamy. Dług wobec tych, których zdradzono o świcie przed wiekami, przed
dziesięcioleciami i przed rokiem. Musimy ten dług spłacić.
Tekst za PAP.
Tytuł pochodzi od redakcji.
