Kresy na nowo odżyły

Z ks. Dariuszem Stańczykiem, duszpasterzem Polaków z Wilna, rozmawia
Maciej Walaszczyk

Skąd jest grupa, której Ksiądz-Druh przewodzi?
– Jesteśmy dwudziestoosobową grupą z Wilna. Są to harcerze z Wileńskiego Hufca
im. Pani Ostrobramskiej, a także pielgrzymi, którzy przychodzą na Antokol, gdzie
żyła św. Siostra Faustyna i gdzie była jej podyktowana koronka do Miłosierdzia
Bożego. Przybyliśmy do Smoleńska i Katynia już trzy dni temu.

Jeszcze przed rokiem przyjeżdżaliśmy tylko do Katynia…
– To oczywiście wielkie przeżycie uczcić zarówno zmarłych przed rokiem w
katastrofie smoleńskiej, jak też oficerów polskich sprzed 71 lat. Jesteśmy
ludźmi wiary i patriotyzmu i szczególnie my, ludzie z Wileńszczyzny, wiemy
dobrze, jak trudno jest zachować pamięć o historii, męczennikach polskiego
Narodu. Jak wiele wysiłku potrzeba, by Polacy, którzy pozostali na Kresach
Wschodnich, mogli obronić groby i mogiły tych, którzy zginęli za Polskę. Na
Wileńszczyźnie mamy często problem z zabezpieczeniem miejsc pamięci narodowej,
np. mogił żołnierzy Armii Krajowej. Środowisko litewskie jest bardzo
nieprzychylne takim działaniom.

Tym bardziej że nie ma na miejscu ich rodzin.
– Wielu rodzin już nie ma, dlatego obowiązek dbania o ich mogiły spada na tych,
którzy na Wileńszczyźnie jeszcze żyją. Będąc w Smoleńsku, czujemy takie
wewnętrzne wsparcie, że razem z nimi możemy bardzo wiele osiągnąć. Mamy
poczucie, że Kresy na nowo odżyły.

Mocniej zaistniały też w świadomości Polaków w kraju…
– Rzeczywiście, bo często gdy opowiadało się o tym, że kiedyś na tych ziemiach
była Polska, było to dla wielu zupełnie niezrozumiałe, jakieś odległe. Ale dziś
możemy powiedzieć, że przez tę ofiarę 96 osób ten kawałek ziemi stał się w jakiś
sposób naszą Ojczyzną. Ta ziemia jest już duchową własnością Narodu Polskiego.
Dlatego chciałbym, by Opatrzność Boża sprawiła, żeby te granice nigdy nie były
zamknięte i żeby nigdy nie doszło do tego, że nie będziemy mogli tutaj
przyjeżdżać.

Często Ksiądz odwiedza to miejsce?
– Jestem tutaj po raz dziesiąty. Wcześniej oczywiście przyjeżdżaliśmy modlić się
tylko nad grobami polskich oficerów w Katyniu. Natomiast na miejscu katastrofy
jestem już trzeci raz. Najpierw przyjechałem zaraz po katastrofie, a potem w
maju ubiegłego roku autokarem, teraz po raz trzeci przyjechaliśmy na pierwszą
rocznicę. Czujemy, że nie kto inny, tylko my, ludzie spod Ostrej Bramy, w której
świeci Matka Boża Ostrobramska, Patronka Narodów Wschodu, musimy tutaj być. Nie
jest to łatwe, bo wielu z nas na taki wyjazd po prostu nie stać. Ale dzięki
pomocy m.in. z Polski możemy tutaj przyjechać.

Powiedział Ksiądz, że ta ziemia duchowo należy do Polski. Tymczasem Rosjanie
zdjęli ukradkiem tablicę, którą ufundowały rodziny ofiar ze Stowarzyszenia Katyń
2010. Ta tablica odnosiła się również do zbrodni katyńskiej jako zbrodni
sowieckiego ludobójstwa.

– Znam tę tablicę. To jest taki stary, charakterystyczny dla rosyjskich władz
styl, że kiedy nie potrafią ludziom pomóc w biedzie i rozwiązać ich problemów,
to muszą pokazać im wroga. A więc sugeruje się, że Polacy zaczynają tutaj za
często przyjeżdżać, depczą po piętach. To taka działalność w stylu carskim i
stalinowskim – pokazywanie, że pojawiamy się tutaj, by coś przeciw nim zrobić.
Ale przecież zwykli Rosjanie są wciąż tym, co się stało, poruszeni i z nami
zjednoczeni. Oni sami wspominają wielu ludzi zamordowanych w czasach
stalinowskich przez władze komunistyczne.

Mówi się, że w Smoleńsku każda rodzina ma kogoś, kto leży w Katyniu – obok
mogił polskich oficerów, po stronie rosyjskiej.

– Oni już sami przyznają, że w tym lesie leży zamordowanych około 6500 Rosjan.
To dane oficjalne. Ale wciąż nie wiadomo, jaka jest prawda. Może to, co tutejsze
władze zrobiły z polską tablicą, skłoni rząd Donalda Tuska do działania. Może
nie będzie się cały czas zasłaniał jakąś poprawnością polityczną i zabraniał
myśleć o tym, co się wydarzyło również w kategoriach podstępu, wykluczając tezę
o zamachu albo przynajmniej o bardzo poważnych rosyjskich zaniedbaniach. To
kpina polskiego rządu z Narodu, bo to oznacza, że ktoś, kto taką decyzję podjął,
w ogóle nie zna historii stosunków polsko-rosyjskich i tych ziem. Trzeba dążyć
do poznawania wszelkich szczegółów tej katastrofy, a w ciągu ostatniego roku
wyszło na jaw, jak wiele spraw było ukrywanych i manipulowanych. Zaniedbania,
jakich dopuszczono się na lotnisku Siewiernyj, i lekceważące potraktowanie
wizyty polskiej delegacji z prezydentem Lechem Kaczyńskim mogły doprowadzić
właśnie do takiej tragedii.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj