Dzielenie rodzin na cmentarzu w Katyniu

Rodziny części ofiar katastrofy smoleńskiej odwiedziły w sobotę Polski
Cmentarz Wojenny w Katyniu. Przemawiający w ich imieniu Roman Sariusz-Skąpski,
brat stryjeczny Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, zaapelował, by… nie łączyć ofiar
katastrofy smoleńskiej z ofiarami zbrodni katyńskiej. To wyraźna aluzja do
Stowarzyszenia Katyń 2010 i usunięcia pamiątkowej tablicy na miejscu katastrofy
ze względu na niewygodną treść o katyńskim ludobójstwie.

Na cmentarzu katyńskim odbyły się w sobotę po południu uroczystości z udziałem
rodzin katyńskich oraz uczestników pielgrzymki rodzin ofiar katastrofy Tu-154M,
który rok temu rozbił się pod Smoleńskiem. Uroczystości rozpoczęły się od
modlitwy w prawosławnej części cmentarza katyńskiego. Po niej prezydentowa Anna
Komorowska i przedstawiciel rodzin katyńskich złożyli wieńce pod prawosławnym
krzyżem. Kolejna część uroczystości odbyła się na Polskim Cmentarzu Wojennym.
Tam zaplanowano wspólną modlitwę ekumeniczną, zabrzmiał również Dzwon Pamięci. –
To dobrze, że Polacy, Polska, Rosja, Europa i świat wiedzą o Katyniu. Szkoda, że
cała prawda wydostaje się na światło dzienne powoli – powiedział w sobotę na
katyńskim cmentarzu Roman Sariusz-Skąpski, brat stryjeczny Andrzeja
Sariusza-Skąpskiego, prezesa Federacji Rodzin Katyńskich, który zginął w
katastrofie smoleńskiej. Jak się jednak okazało, wystąpienie miało na celu
również odcięcie się od tych, dla których zarówno pamięć o zbrodni na polskich
oficerach, jak i dążenie do poznania prawdy na temat katastrofy smoleńskiej są
spójną i nierozerwalną całością.
Roman Sariusz-Skąpski w swoim wystąpieniu podkreślał, że rodziny pomordowanych
przez NKWD przyjeżdżają do Katynia, by być bliżej bliskich, modlić się, prosić
"o dobre dla nich chwile po tej lepszej podobno stronie, rozmawiać, skarżyć czy
pochwalić się". – Po prostu pobyć z nimi – mówił. Dlatego wyraził żal, że prawda
o zbrodni katyńskiej przebija się powoli. Podkreślił jednak, że "dobrze, iż
władze Polski i Rosji razem z nami oddają honory tu pomordowanym". – Zasłużyli
na to – dodał. – Jesteśmy zadowoleni, że możemy tu przyjeżdżać także sami. Na
cmentarzach nie powinno być zgiełku. Wokół grobów ma panować cisza, skupienie
oraz zaduma nad kruchością i okrucieństwem losu – mówił. W tym miejscu nie
nawiązał jednak do ujawnionego kilkadziesiąt minut wcześniej skandalu z
demontażem tablicy w miejscu katastrofy w Smoleńsku. Tym bardziej że głównym
powodem tego były niewygodne dla strony rosyjskiej słowa o "bolszewickim
ludobójstwie" dokonanym w Lesie Katyńskim, na którego 70. rocznicę leciała przed
rokiem polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Roman Sariusz-Skąpski
apelował w tym miejscu, by oddzielić tragedię katyńską od tej, która wydarzyła
się rok temu w Smoleńsku. – Poza tym, że oba miejsca są równie daleko od kraju i
zginęli w nich członkowie polskiej elity, to więcej podobieństw nie ma –
zaznaczył. – Musicie tu przyjechać w małej grupie lub całkiem sami i oczywiście
w innej porze roku. Odwiedzajcie ich tu w ciszy, zadumie i w spokoju – oni
czekają na was – zakończył swoje przemówienie.
Ofiary zbrodni katyńskiej wspominał także podczas uroczystości upamiętniających
rocznicę tragedii smoleńskiej Maciej Komorowski, syn tragicznie zmarłego w
katastrofie wiceministra obrony Stanisława Komorowskiego. Mówił, że po
wydarzeniach sprzed roku wiele osób uświadomiło sobie, iż w Katyniu spoczywają,
obok polskich oficerów, prochy tysięcy bezimiennych ofiar wielu narodów byłego
Związku Sowieckiego, zamordowanych przez tych samych oprawców stalinowskiego
systemu masowych zbrodni.
Dzisiaj hołd pomordowanym w Katyniu oddadzą wspólnie prezydenci Polski i Rosji:
Bronisław Komorowski i Dmitrij Miedwiediew. Będzie to pierwsze spotkanie
prezydentów obu państw przy grobach polskich oficerów zamordowanych przez NKWD.
To właśnie ze względu na przyjazd prezydenta Rosji i zaplanowane złożenie w
miejscu katastrofy wieńców władze zdecydowały się na usunięcie pamiątkowej
tablicy ufundowanej przez rodziny ze Stowarzyszenia Katyń 2010.
 

Maciej Walaszczyk, Katyń

drukuj