Ani śladu po zmyciach

Prokuratura wojskowa prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej
wykluczyła braną dotąd pod uwagę jako jedną z czterech hipotezę zamachu. Na
jakiej podstawie? Śledczy dysponowali wyłącznie rosyjskimi ekspertyzami z tzw.
zmycia wraku. Jak ustalił "Nasz Dziennik", próbki do badań i samą analizę
Rosjanie wykonali dopiero dwa dni po zdarzeniu, a więc 12 kwietnia. Strona
polska nie wnioskowała o zdublowanie próbek. Nie wiadomo też, jaką tzw. czułość
zastosowano do badań. Z ekspertyzy sporządzonej przez Zakład Ekspertyz
Kryminalistycznych Departamentu Spraw Wewnętrznych Obwodu Smoleńskiego
Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, do której dotarliśmy, wynika, że w trakcie
badania tampony z marli (bawełnianej gazy), na których był zabezpieczony
materiał, zostały w całości zużyte. Wniosek? Reanaliza niemożliwa.

Prokuratorzy zapowiedzieli przedłużenie śledztwa o kolejne sześć miesięcy. – To
było typowe polityczne wystąpienie mające na celu umorzenie tego wątku. Nie
wiemy, na jakiej podstawie można sformułować tezę, że zamachu nie było, skoro w
rękach polskich śledczych znajduje się bardzo skąpy materiał dowodowy –
podkreślają pełnomocnicy rodzin smoleńskich. Prokurator generalny Andrzej
Seremet deklarował, że prokuratorzy wojskowi "wyczerpali wszelkie czynności
dowodowe" mogące potwierdzić lub zaprzeczyć, by w trakcie lotu prezydenta Lecha
Kaczyńskiego i 95 innych osób do Smoleńska na uroczystości katyńskie doszło do
zamachu. – Prokuratorzy zakończyli badanie tego wątku, nadal badane są inne
ewentualności – oświadczył prokurator generalny. Potwierdził to szef Wojskowej
Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg. – Prokuratura nie
znalazła przesłanek, by stwierdzić, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem doszło do
"czynu o charakterze terrorystycznym". Takie stanowisko będzie potwierdzone w
dokumencie kończącym postępowanie – oświadczył Szeląg, zastrzegając zarazem, że
jeśli pojawiłaby się w tej materii jakaś nowa przesłanka, prokuratura wróci do
badania tej hipotezy, na potwierdzenie której – jak podkreślił – dowodów dotąd
nie stwierdzono. Szeląg powołał się w tej kwestii na opinie wykonane na potrzeby
śledztwa przez biegłych z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych, którzy
uznali, że paliwo lotnicze zatankowane przez rządowego tupolewa było prawidłowe,
biegłych z Instytutu Geologii Polskiej Akademii Nauk, którzy wypowiedzieli się o
warunkach klimatycznych i naturalnych w tym miejscu okolicznościach pojawienia
się i zniknięcia mgły nad lotniskiem w Smoleńsku, a także biegłych z Wojskowego
Instytutu Chemii i Radiometrii, którzy nie stwierdzili obecności w miejscu
katastrofy materiałów wybuchowych, toksycznych i radioaktywnych ani
ponadnormatywnego promieniowania (na podstawie próbek z ubrań). Szeląg
zaznaczył, że biegli do spraw nawigacji lotniczej zbadali już karty podejścia do
lotniska. Powołał się też ponadto na opinie kryminalistyczne Agencji
Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Komendy Głównej Policji dotyczące nagrań filmowych
z miejsca katastrofy. W ocenie prokuratora, nie stwierdzono, by słyszalne na
filmie dźwięki były wystrzałami z broni. Ale, zaznaczył Szeląg, dotąd nie
ustalono ich pochodzenia. Odpowiadając na pytanie "Naszego Dziennika", czy
wykluczenie hipotezy zamachu nie jest przedwczesne, skoro prokuratura nie
dysponuje kluczowym dla śledztwa materiałem dowodowym w postaci wraku, gen.
Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, stwierdził, iż żaden z
dotychczasowych materiałów dowodowych nie pozwala na postawienie takiej tezy.
Dodał przy tym, że natychmiast po otrzymaniu wraku Tu-154 polscy eksperci
poddadzą go badaniom. – Wrak jest przedmiotem naszego szczególnego
zainteresowania – deklarował Parulski. Przypomniał, że polska prokuratura
występowała o zwrot wraku nie tylko we wnioskach o pomoc prawną, ale zwracał się
o to także prokurator generalny oraz że Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej
stoi na stanowisku, iż do zakończenia śledztwa ten dowód rzeczowy jest im
niezbędny. Nie potrafił powiedzieć, kiedy wrak wróci do Polski.
Z kolei prokurator Szeląg zapewniał, że jest przygotowywana opinia specjalistów
dotycząca identyfikacji genetycznej ofiar katastrofy smoleńskiej. Jak mówił,
Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie przygotowuje opinię dotyczącą
profilowania genetycznego materiału pobranego podczas sekcji zwłok ofiar
katastrofy. Ekspertyza ma także weryfikować identyfikację genetyczną dokonaną w
ramach badań prowadzonych przez specjalistów powołanych przez śledczych z Rosji.
Prokuratura oczekuje także na opinię biegłych dotyczącą danych z tzw. polskiej
czarnej skrzynki, rejestratora parametrów lotu ATM.
– Dlatego dziwię się, że na podstawie tak skąpego materiału dowodowego, jakim
dysponują nasi śledczy, już wykluczono tezę o zamachu – stwierdza mec. Bartosz
Kownacki. – Materiał, jakim dysponuje polska prokuratura, jest bardzo ubogi.
Stwierdzenie, jakie padło na tej konferencji, że do zamachu nie doszło, powinno
paść dopiero po zakończeniu całego śledztwa, zbadaniu wszystkich dowodów – mówi
prawnik. Zdaniem pełnomocników rodzin smoleńskich, piątkowe wystąpienie
prokuratorów było wystąpieniem politycznym, mającym na celu umorzenie
ewentualnego wątku o zamachu.

Rosjanie przyjadą do Polski
Rosyjscy śledczy prowadzący sprawę katastrofy przyjadą w kwietniu do Polski, aby
uczestniczyć w czynnościach śledztwa. – Na zasadzie wzajemności, tak jak nasi
prokuratorzy uczestniczyli w lutym w czynnościach rosyjskich śledczych, tak
prokuratorzy Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej w drugiej połowie kwietnia
przyjadą do Polski – mówił Parulski. Zaznaczył przy tym, że z Rosji do polskiej
prokuratury wpłynęło do tej pory siedem wniosków o pomoc prawną. Polska
prokuratura, wykonując jeden z tych wniosków, wysłała Rosjanom 21 tomów akt
sprawy. Parulski przypomniał, że do Rosji polska prokuratura skierowała siedem
wniosków o pomoc prawną. Do dzisiaj brak materiałów z czynności przeprowadzonych
w Rosji przez polskich prokuratorów w lutym – chodzi o protokoły zeznań
przesłuchanych wówczas w Moskwie kontrolerów. Prokuratura oczekuje ciągle także
m.in. na dokumenty z badań miejsca katastrofy przez polskich archeologów w
październiku zeszłego roku. W ostatnim czasie polscy prokuratorzy złożyli
wnioski o pomoc prawną do trzech państw: Stanów Zjednoczonych, Danii i
Białorusi. Generał Krzysztof Parulski nie ujawnił jednak, czego te wnioski
dotyczyły. Zdaniem prawników, widoczne jest ogromne zaangażowanie strony
polskiej, by nie padły pod jej adresem żadne zarzuty ze strony Rosjan, że w
jakimkolwiek stopniu Polacy śledztwo utrudniają, podczas gdy ze strony śledczych
rosyjskich nie ma właściwie żadnego zaangażowania w pomoc stronie polskiej.

Będzie odrębne śledztwo w sprawie Jaka-40
Jak powiedział Parulski, 25 marca br. wydano postanowienie odnośnie do
zawiadomienia dowódcy Sił Powietrznych gen. Lecha Majewskiego, złożonego pod
koniec lutego. Zawiadomienie dotyczyło lądowania samolotu Jak-40 w Smoleńsku 10
kwietnia 2010 r. przed katastrofą Tu-154M. Samolotem tym przylecieli
dziennikarze, którzy mieli obsługiwać wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w
Katyniu. Zawiadomienie, jak stwierdził Parulski, dotyczy "sprowadzania
bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym". Piloci Jaka-40
mieli wylądować poniżej minimalnych warunków pogodowych i przy braku zgody
kontroli naziemnej.

Cywile w innym postępowaniu
Prokuratura zdecydowała też o wyłączeniu z postępowania prokuratorów wojskowych
wątku odpowiedzialności urzędników cywilnych za przygotowywanie lotów do
Smoleńska 7 kwietnia i 10 kwietnia ubiegłego roku. Tym wątkiem ma się zająć
warszawska prokuratura okręgowa Praga Południe. Szeląg przyznał, że prokuratura
wojskowa nadal bada organizację lotu z 10 kwietnia w zakresie, który dotyczy
wojskowych. Generał Parulski wskazał przy tym, że postępowanie to będzie
dotyczyć okresu od września 2009 r. do 10 kwietnia 2010 roku. Chodzi tu o
ewentualność niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez
urzędników i funkcjonariuszy publicznych Kancelarii Prezydenta, Kancelarii
Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Obrony
Narodowej, a także polskiej ambasady w Moskwie i Biura Ochrony Rządu w związku z
wizytami w Katyniu premiera Donalda Tuska 7 kwietnia 2010 r. i prezydenta Lecha
Kaczyńskiego 10 kwietnia. Jak powiedział Parulski, akta z tego wątku, łącznie 35
tomów, zostały na razie przekazane do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Ona
formalnie zdecyduje, która konkretnie prokuratura ma prowadzić odrębne,
autonomiczne śledztwo w tym zakresie i czy będzie to Prokuratura Okręgowa
Warszawa-Praga, której prokuratorzy zapoznawali się już z aktami tego śledztwa.
Prokurator Seremet, pytany przez dziennikarzy, czy przesłuchani zostaną najwyżsi
rangą funkcjonariusze państwowi, odpowiedział enigmatycznie, że nic mu na ten
temat nie wiadomo. Dodał, że do takich czynności z udziałem ministra Tomasza
Arabskiego i szefa resortu obrony Bogdana Klicha już doszło. W opinii prawników,
zważywszy na szczególny charakter tragedii z 10 kwietnia 2010 roku, powinna ją
badać jedna instytucja nadzorcza. – To nie jest etap właściwy na dzielenie tej
sprawy. Wziąwszy pod uwagę fakt, iż cały czas czekamy na szereg informacji z
Rosji – do dziś do prokuratury nie wpłynęły dokumenty kluczowe dla tego
śledztwa: protokoły oględzin miejsca katastrofy czy dokumenty związane z
infrastrukturą lotniska Siewiernyj, śledztwo powinno być w rękach jednej
instytucji – prokuratury wojskowej. Jest to "jakimś" gwarantem tego, że
postępowanie będzie się toczyć w spójny sposób, pod okiem jednego organu
śledczego – mówi mec. Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik prawny części rodzin
smoleńskich. – Można oczywiście mieć zastrzeżenia co do prac prokuratury
wojskowej. Ale szatkowanie sprawy, przenoszenie akt z jednej instytucji do
drugiej tylko jeszcze bardziej skomplikuje i opóźni to i tak przedłużające się
śledztwo – dodaje prawnik.

 

Anna Ambroziak

drukuj