Kadeci majora Krawcowa maszerują do Katynia
W Smoleńskim Korpusie Kadetów reporterzy "Naszego Dziennika" rozmawiają z
grupą uczniów o Katyniu i wspólnej historii. – To był błąd naszego kierownictwa.
Ale nie nam osądzać to, co znamy tylko z książek – stwierdza Kirył, dowódca
klasy. Szokująca dla polskiego dziennikarza jest reakcja nauczyciela, gdy pada
pytanie o kłamstwo katyńskie i jego żywotność wśród Rosjan.
Smoleński Korpus Kadetów ma siedzibę z daleka od miasta, pod lasem, w starych
budynkach po koszarach. Tę okolicę mieszkańcy Smoleńska bardzo sobie cenią.
Czerwony Bór to rejon ośrodków wypoczynkowych, w tym bardzo ekskluzywnych. Tylko
droga prowadząca tam z centrum miasta nie wygląda dobrze. Podobno premier
Władimir Putin publicznie zrugał kiedyś gubernatora z powodu jej opłakanego
stanu i przedłużającego się w nieskończoność remontu. Ta droga prowadzi ze
Smoleńska na zachód, czyli na Białoruś i dalej do Europy – jak mówią Rosjanie,
co jest jeszcze jednym przykładem pomieszania perspektyw i punktów widzenia
naszych narodów na świat.
Dla Polaków szosa prowadzi przede wszystkim do Lasu Katyńskiego. Niecałe 4
kilometry. W kwietniu 1940 roku nocami jeździły nią wojskowe autobusy ze stacji
kolejowej Gniezdowo do pobliskiego ośrodka wypoczynkowego NKWD. Razem 4410
Polaków zostało tu na zawsze. I jeszcze 96 tych z 10 kwietnia 2010 roku – oni
też mieli tędy jechać…
W tym roku po raz piąty tę drogę przejdą uczniowie kilku poznańskich szkół i
grupa młodych Rosjan ze Smoleńska. Współpracę zainicjowało Stowarzyszenie
Współpracy ze Wschodem Memoramus. Na tegoroczne wydarzenie z Wielkopolski
przyjedzie 130 młodych ludzi i 20 nauczycieli. – Głównym celem jest
upamiętnienie zbrodni katyńskiej i jej ofiar. Żeby ta pamięć nie zaginęła. Nasze
szkoły współpracują ze szkołami obwodu smoleńskiego nie tylko w związku z
marszem pamięci, ale także odbywają się wymiany młodzieży – wyjaśnia Alina
Siudzińska, wicedyrektor V Liceum Ogólnokształcącego w Poznaniu, biorącego
udział w inicjatywie. Z młodymi poznaniakami spotka się grupa polskiej młodzieży
ze Smoleńska i około 50 ich kolegów ze szkół rosyjskich. Jedną z nich jest
Korpus Kadetów.
Rozkazy i cnoty
To specyficzna szkoła. Oficjalnie ma charakter w pełni cywilny i podlega
smoleńskiemu wydziałowi oświaty, jednak mocno różni się od typowej rosyjskiej
szkoły średniej. Przypomina mały garnizon, w programie są ćwiczenie wojskowe, a
cała męska część kadry to oficerowie rezerwy. Od 2007 roku w Rosji podstawą
powszechnego nauczania jest jednolita szkoła jedenastoklasowa. Pierwsze cztery
klasy to odpowiednik naszego nauczania początkowego. Ostatnie dwie uważa się za
przygotowanie do matury i studiów. W Korpusie Kadetów są tylko klasy od 5. do
11., czyli dla uczniów w wieku od 10 do 18 lat.
Wszyscy chodzą w mundurach wojskowych. W holu przy wejściu mała dziewczynka w
galowym szyku z karabinem w ręku trzyma na zmianę z kolegą wartę przed gablotą z
insygniami szkolnymi i państwowymi. W budynku obowiązkowe portrety Miedwiediewa
i Putina. – Nauka odbywa się według specjalnego statutu Korpusu, który mówi o
dyscyplinie, umundurowaniu, posłuszeństwie. W zwykłej szkole wszystko jest na
zasadach demokratycznych. A tutaj obowiązują rozkazy. Dzieci uczą się wypełniać
obowiązki, nawet takie, które im się nie podobają. To zdrowe wychowanie
szczególnie dla dorastających mężczyzn – wyjaśnia wychowawca 11. klasy Władimir
Krawcow, major rezerwy. Uczniowie mieszkają obok w internacie powstałym z
likwidowanego domu dziecka. – Sami o wszystko muszą dbać. O jedzenie, ubranie,
porządek. Mają różne dyżury i służby. Uczą się w ten sposób samodzielności –
dodaje. Rzeczywiście, takie wychowanie przynosi efekty. Uczniowie w porównaniu z
dziećmi z typowej szkoły są wyjątkowo uprzejmi, spokojni, jakby dojrzalsi.
Skutki okresu błędów
Wychowankowie Krawcowa pójdą wkrótce w marszu razem z Polakami. – Dzieci
podchodzą do marszu bardzo poważnie, bo w katyńskim Memoriale pochowano nie
tylko Polaków, którzy zginęli przez tyranię, jaka była w tamtych czasach w
Rosji, ale i wielu Rosjan, ludzi z innych narodów radzieckich, którzy pod ten
miecz podpadli – tłumaczy nauczyciel. Wielokrotnie z rozmów z nim i z uczniami
przebija żal, że rosyjska część cmentarza nie jest tak zadbana jak polska. – Ten
obszar nie jest jeszcze dokładnie zbadany, więc uporządkowanie tych miejsc
pochówku jeszcze długo potrwa – słyszymy wyjaśnienie, które jednak nie do końca
przekonuje młodych Rosjan.
Sami dobrze znają prawdę o Katyniu i kiedy z nimi rozmawiam, widzę, że traktują
tę sprawę poważnie, tak jakby ich naprawdę dotyczyła. – Młodzież w Smoleńsku
jest bardzo świadoma tego, co działo się w okresie stalinizmu. W Smoleńsku nie
ma rodziny, w której ktoś nie zginąłby w Katyniu. Tak więc to nie jest dla nich
temat tabu. Chcą i umieją o tym rozmawiać, choć przywilejem młodzieży jest to,
by żyć tym, co się dzieje teraz – mówi Alina Sidzińska.
Rozmawiamy z grupą uczniów o marszu, o Katyniu i wspólnej historii. – To miejsce
po prostu tragiczne. Tylu ludzi tam zginęło. Czy to Polak, czy Rosjanin, Żyd
albo jeszcze inny, to przede wszystkim człowiek stał się ofiarą represji. W tym
pamiętnym miejscu odczuwa się to bardzo bezpośrednio – mówi Kirył, dowódca
klasy. Do okresu stalinizmu ma stosunek mniej więcej taki, jaki słyszymy w
wypowiedziach polityków najwyższego szczebla. – My nie możemy dokładnie ocenić
tamtych czasów, bo w nich nie żyliśmy. Ale oczywiście okres represji jest wielką
tragedią dla narodu. To był błąd naszego kierownictwa. Ale nie nam osądzać to,
co znamy tylko z książek i opowiadań – stwierdza.
Nic nie wiem o sowieckiej winie
Szokująca dla polskiego dziennikarza jest reakcja nauczyciela obecnego podczas
rozmowy, gdy pada pytanie o kłamstwo katyńskie i jego żywotność wśród Rosjan.
Oto słowa skądinąd życzliwego Polsce i Polakom człowieka, współorganizatora
marszów pamięci: "A ja mam pytanie. Niemcy zajęli te ziemie w 1941 roku, a
sprawę katyńską ogłosili w 1943 roku. Czemu wcześniej milczeli? A po drugie, są
udokumentowane fakty, że Niemcy rozstrzeliwali tam wielu Polaków bardzo
aktywnie. Jeśli miały miejsce jakieś rozstrzelania jeńców wojennych z terenów
zachodniej Białorusi i Ukrainy, to przecież powinny być na ten temat dokumenty.
Ja takich nie widziałem".
Nie pozostało mi nic innego, jak odwołać się do niedawnych wypowiedzi prezydenta
Miedwiediewa na ten temat i publikacji akt katyńskich na oficjalnej stronie
internetowej Kremla. Rosyjski pedagog odpowiedział już nieco łagodniej: "To było
dawno. Jeśli chcemy budować nową historię, nowe stosunki między ludźmi, między
młodzieżą i starszym pokoleniem, to nie należy zapominać o przeszłości, ale
mówić o niej z szacunkiem, w atmosferze przyjaźni, zaufania, żeby się to nigdy
nie powtórzyło. Jednak jeśli będziemy wciąż znowu i znowu wracać do tamtych…
to będzie to rozdrapywanie rany, która się nigdy nie zagoi… Proszę wyłączyć
ten dyktafon!".
Ciekawe, co spowodowało ten wybuch i odwołanie się do sformułowań
najczarniejszego okresu propagandy stalinowskiej, każącego nazywać ziemie zajęte
po 17 września 1939 roku przez Sowietów zachodnią Białorusią i zachodnią
Ukrainą. Jeszcze większą manipulacją są twierdzenia o rzekomych niemieckich
ofiarach Katynia. – W Lesie Katyńskim leżą ofiary czystek sowieckich
dokonywanych przed II wojną na Rosjanach i innych narodach ZSRS, ale nic nie
wiadomo o ukrywaniu przez Niemców ofiar swoich zbrodni w bezpośrednim
sąsiedztwie miejsc pogrzebania ciał polskich jeńców wojennych w Lesie Katyńskim
– tłumaczy dr Witold Wasilewski z Instytutu Pamięci Narodowej, zajmujący się
Katyniem.
A skąd podobne poglądy? – To jest pokłosie sowieckiego, komunistycznego kłamstwa
katyńskiego. Podczas okupacji niemieckiej w tym rejonie mogły mieć miejsce
rozstrzeliwania obywateli sowieckich, ale nie Polaków, i nie ma to absolutnie
nic wspólnego ze zbrodnią katyńską. Premier Putin, przemawiając 7 kwietnia
zeszłego roku w Katyniu, wymienił, zdaje się, nawet Niemców jako jednych ze
sprawców zbrodni dokonywanych w tym rejonie, ale jest to część polityki celowego
rozmywania odpowiedzialności poprzez wywoływanie szumu informacyjnego –
uzupełnia polski historyk.
Nie ma też żadnego drugiego dna w terminie ogłoszenia przez hitlerowców
znalezienia ciał polskich oficerów w Lesie Katyńskim. Według historyków, to
efekt przegranej bitwy stalingradzkiej, który spowodował, że Niemcy wyciągnęli
kartę katyńską, licząc na spowodowanie rozdźwięków wśród aliantów, co się
zresztą nie udało.
Same pozytywne wrażenia
Smoleńscy kadeci oraz studenci akademii medycznej od pewnego czasu mają lekcje
języka polskiego. Prowadzi je Elżbieta Sokołowska, którą stowarzyszenie
smoleńskich Polaków "Dom Polski" zaprosiło, aby uczyła naszego języka w ramach
działalności organizacji. – Młodzi Rosjanie niewiele wiedzą o Polsce. Staram się
im o niej mówić. Jednak na lekcjach przekazuję teorię, która tak naprawdę do
końca nie przekonuje. Myślę, że bardzo dużo dał wyjazd. Żywy kontakt z Polską,
mieszkańcami Poznania, doświadczenie olbrzymiej życzliwości zmieniło ich
nastawienie. W Polsce podobało im się właściwie wszystko – opowiada pani
Elżbieta.
Rzeczywiście, wspomnienia kadetów z Polski są pełne zachwytu i entuzjazmu. –
Mieliśmy same pozytywne wrażenia, wspaniałe przyjęcie, program, wycieczki,
spotkania – chwali gospodarzy Kirył. Nawet wychowawca tym razem wypowiada się
życzliwie. – Robi wrażenie ochrona zabytków, pieczołowita troska o utrzymanie
starych budowli, na przykład tych uliczek na starówce. A nowe budynki raczej
dopełniają tego obrazu, uzupełniają go, a nie tworzą kontrast. To świadczy o
tym, że mieszkańcy bardzo kochają tradycję i swoje miasto – ocenia. Jego
uczniowie szybko nawiązali kontakty z rówieśnikami z Poznania. – Początkowo była
bariera językowa, ale jakoś się porozumieliśmy. Trochę po rosyjsku, po polsku,
po angielsku… i na migi – mówi Kirył.
Doświadczenie tego rezolutnego młodzieńca w mundurze z biało-niebiesko-czerwoną
plakietką przydałoby się także jego nieco starszym rodakom, którzy mają o wiele
więcej do powiedzenia w rosyjskim państwie. Nie chodzi tylko o zachwyt nad
pięknem architektury. Zachodnie wartości powoli torują sobie drogę do
świadomości Rosjan. Prawo do wolności słowa, poszanowanie podmiotowości
społeczeństwa, szacunek dla prawdy i troska o narodową pamięć potrzebne są i
nam, i im. Pokolenie smoleńskich kadetów już niedługo przejmie ster decydowania
o Rosji. Jeżeli na czele państwa staną ludzie tacy jak ci, których spotkaliśmy
na drodze Smoleńsk – Katyń, to chyba można być spokojnym. Tylko czy tak się
stanie?
Piotr Falkowski, Czerwony Bór
*****************
Nie jeździmy tam w celach politycznych
Z Wincentym Dowojną, prezesem Stowarzyszenia Współpracy ze Wschodem
MEMORAMUS, głównym organizatorem marszów pamięci, rozmawia Piotr Falkowski
Jak zrodziła się idea marszów pamięci?
– To wyszło prawie samoistnie. W 2005 roku wicemer Smoleńska był w Poznaniu na
spotkaniu z sybirakami i wtedy zaprosił naszą młodzież na obchody rocznicy
wyzwolenia Smoleńska we wrześniu [1943 roku]. Wtedy uczniowie dwóch poznańskich
gimnazjów: nr 5 i nr 50, pojechali do Rosji. Byli też w Katyniu. I w drodze
powrotnej postanowiliśmy robić to co roku. A ponieważ mieliśmy już kontakt ze
szkołą nr 8 w Smoleńsku, to ją, jak również Korpus Kadetów, w tę inicjatywę
zaangażowaliśmy. Odtąd tak do siebie jeździmy. Kadeci byli u nas w ubiegłym
roku, przyjadą znowu w maju. Szkoła nr 8 będzie we wrześniu. Ci młodzi ludzie
bardzo się ze sobą zżywają. Odwiedzają się. Znikają bezsensowne stereotypy,
dotyczy to szczególnie naszej młodzieży. Każdy, kto stamtąd wraca, zmienia
zdanie o Rosji i o młodzieży rosyjskiej. Pierwszy marsz z nimi był trochę
sztywny – oni patrzyli na nas, nie wiedzieli, co powiedzieć. My też baliśmy się
powiedzieć coś, co ich urazi.
Którędy przebiega trasa marszu?
– Idziemy od stacji kolejowej Gniezdowo, na której wysadzano polskich jeńców z
Kozielska, do Lasu Katyńskiego. Tam są przemówienia i modlitwa ekumeniczna w obu
częściach cmentarza: rosyjskiej i polskiej. W ubiegłym roku pojechaliśmy zaraz
po tym na lotnisko oddać hołd ofiarom katastrofy. Tak będzie i w tym roku. Mamy
dobry kontakt z gubernatorem, który patronuje temu przedsięwzięciu. Jest pomoc
ze strony miejscowych władz w organizacji marszu.
A co rosyjscy uczniowie myślą naprawdę o Katyniu i o naszej historii?
– Podczas naszego marszu padają słowa ostre i zupełnie jednoznaczne. Mówimy o
tym, co było. I że tylko prawda może nas wyzwolić. Oni się wstydzą tego, co się
stało podczas wojny. Chociaż ci młodzi ludzie, zwykli Rosjanie, żadnej
odpowiedzialności przecież nie ponoszą. Zresztą Stalin wymordował więcej Rosjan
niż Polaków. Rozmawiamy z nimi o zbrodniach stalinowskich, o historii II wojny
światowej, pakcie Ribbentrop – Mołotow.
Ale kiedy rozmawiałem z kadetami, ich nauczyciel przerwał rozmowę i
zaatakował mnie argumentami typowymi dla propagandy sowieckiej. Czyżby nawet ta
młodzież wierzyła w kłamstwo katyńskie?
– Oni pana nie znali. Kiedy z nami rozmawiają, są zupełnie inni. A ludzie w
Rosji muszą uważać, co mówią do dziennikarzy. Gdyby pan napisał coś złego o
Rosji i wyszłoby, że nauczyciel nie zareagował, to mógłby mieć kłopoty. Kadeci
naprawdę są bardzo otwarci. Oni sami z własnej inicjatywy po powrocie z Polski
pojechali sprzątać polski cmentarz w Katyniu. Ale to musiało kilka lat potrwać,
żebyśmy nabrali do siebie zaufania i zaczęli rozmawiać szczerze. Od kiedy
zrozumieli, że nie jeździmy tam w jakichś celach politycznych, tylko naprawdę
przyjacielskich, to nie boją się mówić nawet o Rosji współczesnej, o Putinie i
Miedwiediewie.
Można liczyć na to, że ta postawa się upowszechni i Rosjanie na nowo spojrzą
na swoją historię?
– Myślę, że małymi kroczkami uda się dojść do wszystkiego i całą prawdę
wyświetlić. Tak mówią nam ci uczniowie ze Smoleńska. Oni albo ich rodzice i
nauczyciele byli wychowywani w tamtym systemie i muszą się oswoić ze zmianą
spojrzenia, dojrzeć do prawdy, która jest dla nich szokiem. To nie jest tak, że
oni się nie chcą z tym wszystkim zmierzyć celowo, złośliwie. Nie mówię tu o
władzy, która ma swoją politykę, obawia się odszkodowań itd. Podczas
uroczystości w Lesie Katyńskim przedstawicielka smoleńskiej organizacji
zrzeszającej represjonowanych w okresie stalinowskim zawsze wyraża żal z tego
powodu, że na polskiej stronie cmentarza groby są imienne, a na rosyjskiej tylko
zbiorowe, nieuporządkowane. To też, mam nadzieję, kiedyś się zmieni.
Na czym powinno polegać pojednanie polsko-rosyjskie?
– Sam jestem sybirakiem i należę do Rodzin Katyńskich, mój ojciec leży w Lesie
Katyńskim, mam też za sobą sześcioletni pobyt w Kazachstanie, tam zmarły moja
matka, babka i prababka. Ale nie pałam wielką nienawiścią do Rosjan, nie zależy
mi na żadnych odszkodowaniach. Chodzi o prawdę i pamięć. Dlatego jeżdżę do
Rosji, do Kazachstanu, spotykamy się, rozmawiamy.
Dziękuję za rozmowę.
Wywiad nie został autoryzowany.
