Dogoniła ich przeszłość
Prokuratorzy Andrzej Kaucz i Leszek Pruski nie zostali powołani przez
prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta do Prokuratury Generalnej. Na
odrzuceniu ich kandydatur zaważyła ich przeszłość z czasów PRL, gdy jako śledczy
oskarżali w procesach politycznych działaczy opozycji.
Prokurator generalny Andrzej Seremet powołał w czwartek do Prokuratury
Generalnej 15 spośród 17 prokuratorów wnioskowanych przez Krajową Radę
Prokuratury. Powołania nie otrzymali prokuratorzy Leszek Pruski i Andrzej Kaucz.
– Prokurator generalny nie powołał prokuratorów Pruskiego i Kaucza, ma on
odmienną ocenę ich dotychczasowych dokonań zawodowych aniżeli KRP – powiedział
rzecznik Prokuratury Generalnej prokurator Mateusz Martyniuk. Jak zaznaczył, z
opinii prawnych, którymi dysponuje Prokuratura Generalna, wynika w sposób jasny,
że jej szef "odpowiada za kadry i musi mieć wpływ na obsadę kadrową w
prokuraturze". – Wśród opinii, którymi dysponuje Prokuratura Generalna, są
analizy dokonane przez profesorów Uniwersytetu Warszawskiego,
konstytucjonalistów Piotra Winczorka i Tomasza Staweckiego – dodał Martyniuk. –
To dobra decyzja – komentuje poseł PiS i prawnik Arkadiusz Mularczyk. W jego
ocenie, uwiarygodnia ona w jakiś sposób prokuratora Andrzeja Seremeta, choć
historia z uchyleniem zarzutów wiceministrowi finansów Andrzejowi
Parafianowiczowi pokazuje, przed jak trudnymi decyzjami stoi szef prokuratury.
Dlaczego jednak dochodzi do sytuacji, gdy KRP rekomenduje ludzi o
kompromitującej przeszłości?
O rekomendacjach Kaucza i Pruskiego do Prokuratury Generalnej oraz o
wątpliwościach Szeremeta informował 16 marca br. "Nasz Dziennik". – Do dziś nie
ma żadnych czytelnych i jasnych kryteriów eliminujących z kariery i mianowania
do pracy w Prokuraturze Generalnej tych prokuratorów, którzy w okresie stanu
wojennego odznaczyli się jako wyjątkowo przykładni realizatorzy zapotrzebowania
na polityczne zaangażowanie prokuratury w represje wobec ludzi, którzy walczyli
o wolną i niepodległą Polskę – ocenia Piotr Andrzejewski, senator i prawnik,
przed laty oskarżyciel posiłkowy w procesie oskarżonych o sprawstwo kierownicze
masakry robotników Wybrzeża w grudniu 1970 roku. W jego ocenie, decyzja
prokuratora Seremeta wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniu na jasno sformułowane
kryteria, które – jak stwierdził – "odsuną tego typu funkcjonariuszy państwa
komunistycznego od pełnienia tak ważnych funkcji, od których szczególnie dzisiaj
wymaga się wyjątkowej odpowiedzialności i niezawisłości w podejmowaniu decyzji".
W 2009 r. wyszło na jaw, że prokurator Leszek Pruski w stanie wojennym oskarżał
działaczy opozycji. Wtedy też podjął decyzję o rezygnacji z funkcji
wicedyrektora kadr w Ministerstwie Sprawiedliwości, kiedy resortem tym kierował
Andrzej Czuma. Z kolei prokurator Kaucz w latach 80. oskarżał działaczy
antykomunistycznego podziemia. W specjalnym oświadczeniu wyrażał żal i
ubolewanie i przepraszał osoby, którym zaszkodził.
Mimo tej wiedzy kandydatury obu prokuratorów zostały jednak pozytywnie
zaopiniowane przez Krajową Radę Prokuratury. Zdaniem senatora Andrzejewskiego,
decyzja prokuratora Andrzeja Seremeta, który nie uznał rekomendacji KRP za
wiążącą, stanowi kontrast z bezrefleksyjnymi wobec kryteriów i pochodzącymi z
przeszłości opiniami Krajowej Rady Prokuratury. – Wydaje się, że jest to
stosowne memento, które powinno wprowadzić korektę w formułowanie i opiniowanie
kandydatur przez tę instytucję – podkreśla senator Andrzejewski. Jak przypomina,
poseł Mularczyk jakiś czas temu na posiedzeniu komisji konstytucyjnej, podczas
którego prokurator generalny składał wniosek o to, by wpisać jej niezależność do
Konstytucji, zwracał uwagę na problem nominacji składanych przez KRP. – W mojej
ocenie, tak wątpliwe nominacje są świadectwem tego, że tak naprawdę nie jest ona
niezależna, bo promuje ludzi, którzy nigdy nie respektowali tych wartości, które
są dla jej niezawisłości istotne – uważa poseł PiS.
Maciej Walaszczyk
