Prezydentura orderów i benefisów
Obóz dawnej Unii Wolności w prezydencie Bronisławie Komorowskim widzi
niezwykle użyteczne narzędzie do realizacji celów tego środowiska. Widać to
wyraźnie zarówno na przykładzie prowadzonej przez ośrodek prezydencki polityki
historycznej, jak i działań w obszarze międzynarodowym.
Polityka historyczna, jaką uprawia prezydent Bronisław Komorowski, miała być
prowadzona, wedle jego zapowiedzi, ponad podziałami, miała raczej łączyć
Polaków, niż konfliktować. Tymczasem już pierwsze odznaczenia Orderem Orła
Białego spowodowały, że z kapituły najstarszego polskiego orderu zrezygnowali
tak znani ludzie, jak Andrzej Gwiazda, Bogusław Nizieński czy Jan Olszewski.
Spór dotyczył wręczenia orderu Adamowi Michnikowi, czołowemu przywódcy ideowemu
obozu "Gazety Wyborczej", która od lat lansuje politykę historyczną spod znaku
grubej kreski.
Kontra dla IPN
Konsekwencja, z jaką Komorowski stara się wyróżnić środowisko z otoczenia
"Wyborczej", jest wielce zadziwiająca. Oprócz nieustannego szafowania orderami
prezydent pokazuje się na wszelakich uroczystościach organizowanych dla
sztandarowych postaci bliskich obozowi liberalnemu (np. 26 marca uczestniczył w
nadaniu Medalu św. Jerzego o. Ludwikowi M. Wiśniewskiemu OP i Jerzemu
Jedlickiemu, tego samego dnia był obecny na benefisie ks. Adama Bonieckiego i na
obchodach rocznicy "Tygodnika Powszechnego" itp.). Wszystkie te gesty mają
niejako "wynagrodzić" lata posuchy, jakie przeżywali przyjaciele Adama Michnika
za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego.
Polityka historyczna Komorowskiego skupiona jest na zasypywaniu w pamięci
pewnych wątpliwości, które się pojawiły przy okazji badań IPN-owskich co do
układów okrągłostołowych. Dla wielu osób książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra
Gontarczyka o Lechu Wałęsie nie tyle świadczyła o przeszłości przywódcy
"Solidarności" w latach siedemdziesiątych, gdy był jeszcze nikomu nieznanym
robotnikiem, ile wywołała mnóstwo pytań o jego rolę w 1989 roku i później, w
czasie prezydentury. Dlaczego Wałęsa mianował właśnie Adama Michnika naczelnym
redaktorem "Gazety Wyborczej"? Dlaczego Bronisław Geremek został delegowany do
ustalania kwestii politycznych przy Okrągłym Stole; dlaczego później właśnie on
został szefem Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego? Dlaczego Wałęsa zaproponował
Tadeusza Mazowieckiego na premiera? I tak dalej. Lawina pytań o wsparcie
środowiska postkorowskiego (lewicy laickiej) i marginalizację środowisk
prawicowych skłoniła wielu do nowej oceny tzw. ugody okrągłostołowej. Badania
IPN co do roli Wojciecha Jaruzelskiego w czasie stanu wojennego, demitologizacja
tej postaci również pośrednio obnażyły okrągłostołowy mit. Wszystko to zagrażało
polityce historycznej prowadzonej przez lata przez Adama Michnika. Upadały
różnorakie legendy, przez wymiar sprawiedliwości byli ścigani ludzie dawnego
aparatu władzy, w tym tak istotni dla środowiska "Wyborczej" jak Stefan Michnik.
Odmitologizowane postaci podniosły larum. Komorowski jako prezydent stał się
gwarantem przywrócenia mitologii lat dziewięćdziesiątych.
To właśnie obecny prezydent tuż po katastrofie smoleńskiej swoim podpisem
doprowadził do nowelizacji ustawy o IPN, na skutek czego już blisko rok Instytut
pozostaje bez normalnie wybranego prezesa. Nowelizacja ustawy, a także
różnorakie działania medialne miały zablokować plany Kolegium IPN rozpisania
konkursu w celu szybkiego wyboru prezesa. Bubel prawny w postaci noweli ustawy o
IPN doprowadził do chaosu, który owocuje dziś uwiądem działalności wydawniczej
Instytutu tak w wymiarze druku książek, jak i ich kolportażu. Do tego doszedł
atak na pion śledczy IPN, rzekomo za nadmierne wydatki na śledztwo
gibraltarskie, i próba zwolnienia dyrektora tego pionu. Wielu twierdzi, że
znacznie poważniejszym powodem ataku na pion śledczy było śledztwo przeciwko
generałowi Jaruzelskiemu czy przeciwko Stefanowi Michnikowi niż sprawa
gibraltarska. Można się spodziewać, że dzisiejszy zastój w działalności IPN
spowodowany bałaganem legislacyjnym spowoduje w przyszłym roku wnioski o
ograniczenie funduszy na Instytut w imię tezy, że przecież IPN nie wywiązuje się
ze swoich ustawowych obowiązków.
Degradowanie IPN wydaje się jednym z ważnych celów polityki historycznej obecnej
ekipy władzy, w tym prezydenta Komorowskiego. Z drugiej strony mamy promocję
bohaterów typowych dla środowiska "Wyborczej". Można powiedzieć, że Komorowski
nie ogranicza się jedynie do odznaczania środowiska dawnej lewicy laickiej, ale
nie zdarzyło się, aby dowartościował działaczy opozycyjnych przeciwnych jego
poglądom, działaczy prawicowej, antysystemowej opozycji. Niedługo będziemy mogli
mówić o stworzeniu czegoś w rodzaju panteonu ludzi uhonorowanych przez nowego
prezydenta, dodajmy – będzie to grupa osób bardzo bliska wizji Adama Michnika i
jego towarzyszy. Kiedyś zarzucano prof. Januszowi Kurtyce, że "pisze historię na
nowo", demitologizując wiele osób i wydarzeń. Dziś to właśnie Bronisław
Komorowski pisze na nowo historię, starając się zatrzeć w pamięci wiele ustaleń,
które zostały ukazane światu przez historyków IPN.
Reanimacja Unii Wolności
Oprócz polityki historycznej pojawia się w działaniu Bronisława Komorowskiego
wiele spraw bieżących. Od kilku lat obóz dawnej Unii Wolności był niejako na
marginesie polityki. Oczywiście za pośrednictwem "Wyborczej" czy TVN powiększał
swój wpływ na rząd Donalda Tuska, jednakże bezpośrednio w rządzeniu udziału nie
brał. Gotowość fizycznego powrotu do władzy środowisko to zadeklarowało, masowo
pojawiając się w postaci doradców Bronisława Komorowskiego. Najbardziej
symbolicznym wyrazem tego powrotu jest nominowanie Tadeusza Mazowieckiego.
W ten sposób prezydent spłaca dług z kampanii wyborczej, dopieszczając obóz UW,
ale z drugiej strony to środowisko Adama Michnika stara się kreować
Komorowskiego na męża opatrznościowego polityki polskiej, licząc na polityczne
zyski w niedalekiej przyszłości. O ile Donald Tusk pokazywany jest coraz
częściej w sytuacjach konfliktowych, o tyle Bronisławowi Komorowskiemu
organizowane są benefisy, uroczystości medalowe, pokazywanie się w otoczeniu
znanych sportowców itd. Rząd został zaatakowany przez głównego guru ekonomii
Leszka Balcerowicza za odebranie środków finansowych OFE, prezydent nie jest
wprowadzany do debaty publicznej na żaden ważny temat. Nie pokazuje się go
niemal w ogóle w sytuacjach konfliktowych. Oczywiście można sobie wyobrazić, że
pod wpływem nacisków zawetuje on ustawę o zmianach w OFE, bardziej jednak
prawdopodobne jest, że będzie dalej kreowany na postać łagodną, jednoczącą scenę
polityczną. W wypadku wszak pogłębienia się kryzysu gospodarczego w Polsce i
upadku gwiazdy Tuska Komorowski ma być tym, który swoją popularnością wyniesie
na powrót środowisko UW na szczyty władzy. Balcerowicz jako główna opozycja
wobec rządu PO, Komorowski jako główny mentor sceny politycznej – oto scenariusz
generowany przez otoczenie "Gazety Wyborczej".
Zapowiedź Komorowskiego, że kandydat zwycięskiej partii wcale nie musi być
desygnowany przez głowę państwa na premiera, jest ostrzeżeniem skierowanym
zarówno w kierunku Jarosława Kaczyńskiego, jak i Donalda Tuska. Ciągłe
dopieszczanie przez prezydenta obozu postkomunistycznego, czego symbolem jest
wielokrotne zapraszanie na różne imprezy Wojciecha Jaruzelskiego, jest
komunikatem pod adresem Tuska, że Komorowski może postawić zaraz po jesiennych
wyborach na Napieralskiego i Balcerowicza.
Posłuszne narzędzie
Różnorakie wpadki Bronisława Komorowskiego nie przeszkadzają włodarzom
liberalnych mediów pokazywać go w jak najlepszym świetle. Gdyby takie
kompromitujące błędy zdarzyły się politykom prawicy, nie pozostawiono by na nich
suchej nitki. Komorowskiego traktuje się wyjątkowo. Do wielkich sukcesów zalicza
się jego politykę międzynarodową. Tymczasem poza wpadkami nie pokazał żadnej
nowej myśli. Głowa państwa polskiego wprost deklaruje wpisanie Polski w
niemiecki projekt budowania sojuszy europejskich, nie zabiegając o większą rolę
w przestrzeni europejskiej. Tu również widać mocne związanie się Komorowskiego z
wizją charakterystyczną dla środowiska "Wyborczej". Sam prezydent nie zdradza
jakichś wielkich umiejętności politycznych, jednakże wydaje się dobrym
narzędziem w rękach tych, którzy od 1989 roku starają się animować polską scenę
polityczną i polską kulturę.
Wszystko to mówi nam bardzo jasno, że obóz dawnej UW zyskał po wyborach
prezydenckich niezwykle użyteczne narzędzie do realizacji celów zdefiniowanych
ponad dwadzieścia lat temu. Widać to wyraźnie na przykładzie prowadzonej przez
niego polityki historycznej, jak i działań w obszarze międzynarodowym. Wydaje
się jednak, że środowisko to nie bierze pod uwagę, że w międzyczasie w Polsce
się coś zmieniło, że wyrosło nowe pokolenie ludzi chociażby wychowanych na
książkach IPN, których bardzo trudno będzie wyeliminować z przestrzeni życia
społecznego. Komorowski zaś w sytuacjach przełomowych może się nie sprawdzić.
Już dziś widać, że nie ma nawet połowy tej sprawności w dziedzinie politycznej
gry, którą przejawiał niegdyś bliski Adamowi Michnikowi Aleksander Kwaśniewski.
Prof. Mieczysław Ryba
Autor jest kierownikiem Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i XX wieku
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, wykładowcą w WSKSiM,
członkiem Kolegium IPN.
