Bubel z polem do nadużyć

Masowe wyłudzanie zasiłków z opieki społecznej przez zaniżanie wysokości
osiąganych dochodów, składanie fałszywych oświadczeń w urzędach – to
najpoważniejsze konsekwencje ustawy deregulacyjnej, którą chce wprowadzić w
życie rząd. Ustawa będzie z tego powodu bardzo kosztowna dla budżetu państwa,
czyli dla podatników, bo o wiele milionów złotych wzrosną przede wszystkim
wydatki socjalne, a oszczędności zapowiadane przez rząd okażą się fikcyjne.
Tymczasem premier Donald Tusk mówi o korzyściach, jakie ma przynieść nowe prawo:
mniej biurokracji i pobudzenie działalności gospodarczej. Jednak mniejszymi
optymistami są eksperci.

Rząd przyjął tydzień temu cały pakiet projektów ustaw mających ułatwić życie
firmom i osobom fizycznym, a projekt ustawy o ograniczaniu barier
administracyjnych, czyli tzw. ustawy deregulacyjnej (autorstwa Ministerstwa
Gospodarki), to jeden z projektów zawartych w tym pakiecie. Zakłada on, że w
miejsce ponad 220 różnych zaświadczeń, odpisów oraz wypisów zarówno
przedsiębiorca, jak i każdy obywatel będzie mógł składać stosowne oświadczenia
dotyczące m.in. nadania numeru NIP, REGON, oświadczenia o niekaralności,
przebytych studiach, danych dotyczących urodzenia, zgonu czy zawarcia związku
małżeńskiego itp. Przepisy projektu nie zakładają w tym względzie
obligatoryjności. W praktyce oznacza to, iż potencjalny petent może, ale nie
musi rezygnować z zabiegania o zaświadczenie z urzędu.
Premier Donald Tusk uważa pakiet za jedno z ważniejszych dokonań swojego
gabinetu. Platforma Obywatelska przekonuje, że to jedna z tych obietnic, które
są realizowane, a były składane podczas sejmowego exposé premiera w listopadzie
2007 roku. Ale przede wszystkim nowe regulacje mają pobudzić rozwój gospodarczy
i ograniczyć biurokrację. – Zakładamy, że urząd w Polsce będzie traktował serio
obywatela i jego deklaracja będzie równie ważna dla urzędu, jak kiedyś
zaświadczenia i dokumenty – podkreślił premier Donald Tusk. Jak zaznaczył szef
rządu, wprowadzenie ustawy deregulacyjnej oznacza konieczność zmian aż 77 ustaw.
– Bo w tylu ustawach umocowana była zasada, która kazała obywatelowi legitymować
się rozmaitymi zaświadczeniami – mówił. Ponadto zmniejszenie biurokracji ma
przynieść spore oszczędności budżetowe.
Ale premier i rząd nie dostrzegają zagrożeń związanych z wdrażaniem nowego
prawa, o czym mówią eksperci. Bo skoro zaświadczenia wystawiane przez różne
instytucje zastąpią oświadczenia składane przez samego zainteresowanego, to
otwiera to przede wszystkim ogromne pole do nadużyć i fałszerstw. Rząd uspokaja,
że za przedstawienie fałszywych danych grozi przecież odpowiedzialność karna.
Ale specjaliści ostrzegają, że ogromnym problemem będzie egzekwowanie prawa oraz
tropienie i wykrywanie przestępstw. W efekcie ustawa może przynieść więcej szkód
niż korzyści.
Premier Tusk przekonywał też, jakie korzyści odniesie gospodarka po wprowadzeniu
deregulacji. Otworzy ona np. drogę do rejestrowania firm przez internet, co
będzie szybsze niż normalne postępowanie administracyjne i stosowanie przepisów
dotyczących Krajowego Rejestru Sądowego. Tusk obiecuje, że założenie firmy przez
internet będzie możliwe już od 1 października 2011 roku. Projekt – jak mówił –
umożliwi również osobom fizycznym korzystanie z leasingu konsumenckiego; do tej
pory dotyczył on tylko przedsiębiorców. Mieczysław Kasprzak, wiceminister
gospodarki, podkreślił na ostatnim posiedzeniu Senatu, że oświadczenia będą
zlikwidowane także w związku z tym, że 1 lipca br. ma być utworzona Centralna
Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej. Będzie to system
umożliwiający ewidencjonowanie działalności gospodarczej drogą elektroniczną i
udostępniający informacje o przedsiębiorcach. Prowadzenie CEIDG będzie
pozostawać w gestii Ministerstwa Gospodarki.
W związku z wejściem w życie ustawy deregulacyjnej rząd liczy również na spore
oszczędności – co najmniej 96 mln zł rocznie. To koszty, jakie według wyliczeń
resortu gospodarki budżet państwa ponosi na finansowanie całej procedury
związanej z wydawaniem zaświadczeń przez urzędy państwowe – w roku 2009 wydano
łącznie blisko 6 mln zaświadczeń tylko na tzw. potrzeby socjalne.
O ile rząd widzi same korzyści, o tyle eksperci nie są już tak entuzjastyczni. –
Rzeczywiście większość tych przepisów jest potrzebna, szczególnie jeśli chodzi o
przedsiębiorców. Projekt niesie jednak ze sobą także realne zagrożenia – uważa
Jacek Piecha, ekspert centrum analiz Fundacji Republikańskiej. Pierwszym jest
niebezpieczeństwo masowych wyłudzeń zasiłków z opieki społecznej w oparciu o
zaniżoną wysokość dochodów. Teraz, aby się starać o zasiłek, trzeba przedstawić
zaświadczenie o dochodach i wyłudzeń jest niewiele, bo dopuszczają się ich
osoby, które fałszują takie dokumenty. Gdy wystarczy oświadczenie, wiele osób
może się skusić, aby złożyć nieprawdziwą deklarację o dochodach i dostać
pieniądze. Tym bardziej że rząd od dawna nie podnosił kryterium dochodowego
uprawniającego do składania wniosków o zasiłki socjalne, a dodatkowo rosnące
koszty utrzymania i bezrobocie powodują, iż coraz więcej rodzin żyje bardzo
biednie lub nawet dotyka je głębokie ubóstwo. Dlatego liczba wnioskodawców
znacznie wzrośnie i ośrodki pomocy społecznej nie poradzą sobie z kontrolą
oświadczeń. – Mamy poważne wątpliwości, czy organy właściwe będą wnioskować do
urzędów skarbowych o kontrolę prawdziwości oświadczeń deklarowanych przez te
osoby oraz czy urzędy skarbowe są przygotowane do ich sprawdzenia – tłumaczy
Piecha. Specjaliści są też zdania, że jeśli nawet sfałszowane deklaracje będą
ujawniane, to i tak wiele osób uniknie kary. Bo mnóstwo takich spraw trafi do
już niewydolnego wymiaru sprawiedliwości i wiele z nich będzie ulegało
przedawnieniu. Prokuratorzy i sędziowie będą zapewne odkładać takie sprawy na
bok, traktując je jako czyny o niskiej szkodliwości. A rząd nie przeanalizował
nawet, ile pieniędzy trzeba będzie wydać na te postępowania z budżetu państwa. I
96 mln zł oszczędności może zostać w ten sposób "zjedzone" przez wymiar
sprawiedliwości. Zresztą i taka skala oszczędności jest podawana w wątpliwość.
Chodzi bowiem o to, że projekt nie eliminuje zupełnie zaświadczeń i część ludzi
na pewno będzie o nie występować. A ponadto kontrolowanie oświadczeń też wymaga
zatrudnienia do tego armii urzędników. Czyli w jednym miejscu oszczędzamy, a w
innym musimy wydać więcej. Zresztą sam rząd dowodzi, iż jest świadom negatywnych
konsekwencji deregulacji dla budżetu, gdyż w uzasadnieniu do projektu ustawy
napisano, że wydatki na pomoc społeczną zwiększą się "w istotny sposób".
"Istotny" to jednak termin bardzo nieostry, bo może to oznaczać zarówno
kilkadziesiąt, jak i kilkaset milionów złotych. Dlaczego więc mimo wszystko
premier Tusk mówi o oszczędnościach? Nie sposób tego wytłumaczyć inaczej jak
tylko urzędowym optymizmem, PR i kampanią przedwyborczą. A gdy na jaw wyjdą
nadużycia, to rząd zgłosi zapewne projekt ustawy, która będzie miała
przeciwdziałać prawnym patologiom. Państwo będzie więc walczyło z problemami,
które samo stworzy.

 

Anna Ambroziak

drukuj