Opozycja nie składa broni

Opozycja planuje strategię działań, po tym jak sejmowa Komisja Obrony
Narodowej odrzuciła wniosek o dezyderat w sprawie publikacji "białej księgi"
zawierającej kalendarium oraz dokumentację działań i decyzji rządu związanych z
badaniem przez stronę polską i rosyjską przyczyn i okoliczności katastrofy
smoleńskiej. Zdaniem posłów Prawa i Sprawiedliwości, istotne jest, żeby środki
przez nich podejmowane były częścią dobrze zorganizowanej i spójnej akcji.

– Nie składamy broni, pomimo tego, że koalicja rządząca – niestety razem z
Sojuszem Lewicy Demokratycznej – odrzuciła nasz dezyderat. Chodziło nam przecież
o zwykły spis faktograficzny. Nie było to nic groźnego dla obecnych rządów.
Okazało się jednak, że oni coś przed nami ukrywają – ocenia odrzucenie
dezyderatu przez sejmową Komisję Obrony Narodowej poseł Marek Opioła (PiS).
Parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości zastanawiają się obecnie nad sposobami
uzyskania od rządu informacji, które miała zawierać proponowana przez nich
"biała księga". – Są to rzeczy dla nas bardzo ważne i zamierzamy je
skonsultować. Istnieje przecież Parlamentarny Zespół ds. Zbadania Przyczyn
Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r., więc chcemy skoordynować wzajemne
działania – zauważa Opioła. Podkreśla, że istotne jest, żeby były one spójne,
"jak to miało miejsce do tej pory".
Ludwik Dorn (niezrzeszony), który uzasadniał na środowym posiedzeniu komisji
wniosek o dezyderat dotyczący "białej księgi", wskazuje na szereg możliwości
podjęcia dalszych działań. Jego zdaniem, jeszcze jesienią ubiegłego roku można
było powołać rodzaj "zespoliku poselskiego, ale nie tylko poselskiego, i żądać
bardzo konkretnych informacji". – Jeżeli większość rządowa odmawia opublikowania
"białej księgi", wtedy można dopytywać o pewne konkretne sprawy, o których się
wie, lecz niejasno, bądź podejrzewa, że one istnieją – informuje Dorn. W jego
opinii, takie możliwości stwarza tryb interpelacji i zapytań poselskich. –
Byłoby to rolą posłów, ale mogą również w te działania angażować się osoby
niebędące parlamentarzystami w trybie dostępu do informacji publicznej –
konkluduje poseł.
Autorami wniosku o uchwalenie dezyderatu zwracającego premierowi uwagę, by
doprowadzić do opublikowania dokumentu podającego m.in. podłoże podejmowanych
decyzji w sprawie wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, są posłowie PiS. Próbowali
go przeforsować na środowym posiedzeniu sejmowej komisji. Dorn, uzasadniając
wniosek, podkreślił, że część opinii publicznej, środowisk eksperckich,
politycznych nie podziela pozytywnej oceny, jaką wystawił sobie premier Donald
Tusk w sprawie jego działań dotyczących wyjaśnienia przyczyn katastrofy, w
której zginął prezydent Lech Kaczyński wraz z całą delegacją 10 kwietnia 2010
roku. – Chcielibyśmy, żeby w "białej księdze" znalazł się całokształt decyzji
podejmowanych przez rząd. Mamy bowiem na ten temat do czynienia z ostrym sporem
i kontrowersją. Problem polega na tym, że do dziś zbiór bezspornych faktów na
ten temat jest bardzo niewielki – argumentował Dorn.
Zaznaczył, że wciąż premier do tej pory nie udzielił informacji, na jakich
rekomendacjach i ekspertyzach opierał się, m.in. gdy zadecydowano, że podstawą
prawną dla prowadzonego dochodzenia będzie "konwencja chicagowska i jej 13
załącznik".
Zabiegi posłów PiS o uchwalenie dezyderatu nie spodobały się parlamentarzystom
PO. Poseł Czesław Mroczek (PO) próbował zbagatelizować problem, uzasadniając, że
ten temat katastrofy smoleńskiej i zastosowanych procedur prawnych był już
wielokrotnie wyjaśniany na posiedzeniach komisji sejmowych oraz przez samego
szefa rządu. – Premier mówił, że bierze na siebie odpowiedzialność za wybór
konwencji chicagowskiej. Może to wam się podobać lub nie – stwierdził. Posłowie
PO próbowali zablokować rozpatrywanie dezyderatu. Mroczek postawił w tym celu
wniosek formalny, by zakończyć dyskusję. Jednak Mariusz Kamiński, poseł PiS,
wskazał, powołując się na ekspertyzy Biura Analiz Sejmowych, że podczas
posiedzenia komisji nie można zabronić części dyskusyjnej podczas rozpatrywania
dezyderatu. Jego opinię potwierdził Stanisław Wziątek (SLD), przewodniczący
komisji.
– Wniosek, jaki przedłożył poseł Dorn, ma doniosłe znaczenie. Nie reprezentuje
on żadnej ze stron debaty. To wniosek, którego spodziewałbym się m.in. po
przewodniczącym komisji – starał się przekonać parlamentarzystów PO do
uchwalenia dezyderatu poseł Antoni Macierewicz (PiS). Zaznaczył, że niepokój
budzą m.in. zadziwiające przecieki do mediów sugerujące winę załogi za
spowodowanie katastrofy oraz zwlekanie z ujawnieniem polskiego raportu końcowego
Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego Jerzego Millera,
ministra spraw wewnętrznych i administracji, która ma wyjaśnić, co wydarzyło się
10 kwietnia pod Smoleńskiem. Dodał jednocześnie, że oczekuje również
wytłumaczenia, dlaczego nie zaangażowano w śledztwo Sojuszu
Północnoatlantyckiego. – Prosimy o jawną dokumentację obrazującą proces
podejmowania decyzji w trybie administracyjnym – mówił Macierewicz. Wyraził
opinię, że ewentualne odrzucenie dezyderatu będzie świadczyło, że posłowie PO
chcą chronić rząd premiera Tuska, "który ma coś do ukrycia".
Niestety jego obawy potwierdził dalszy przebieg posiedzenia. Wziątek zarządził
głosowanie. Zwyciężyli przeciwnicy uchwalenia dezyderatu. Większość – 15 posłów
– była przeciw uchwale, w stosunku do 12 popierających ją.

 

Jacek Dytkowski

drukuj