Zawsze wiedziała, czego chce

Z Janiną Jaroszyńską, aktorką i artystką estradową, rozmawia Mariusz Bober

Długo znała Pani śp. Irenę Kwiatkowską?
– O tak, poznałyśmy się jeszcze w latach 60. Grałyśmy razem m.in. w audycji
radiowej "Podwieczorek przy mikrofonie". Miałyśmy nawet wspólny skecz. Pani
Irena grała osobę o temperamencie jak "petarda", a ja – dla opozycji –
rozkojarzoną panią. Zaproszenie do tej roli potraktowałam jak duży zaszczyt,
ponieważ Ona nie zgadzała się na grę z osobami, których nie akceptowała.
Ostatnio widziałam się z panią Ireną jakieś dwa miesiące temu w domu aktora w
Skolimowie, gdzie występowałam wraz z innymi aktorami na zaproszenie aktorów
weteranów w Skolimowie. Po koncercie poprosiliśmy panią Irenę o recytację
jakiegoś wiersza. Spełniała każdą naszą prośbę. To było naprawdę niezwykłe –
recytowała z pamięci…

Jak zapamiętała Ją Pani jako artystkę?
– Była wspaniałą aktorką, tworzyła niepowtarzalne kreacje i miała niezwykłą
osobowość… Każda Jej rola była bardzo dopracowana. Aż trudno uwierzyć, że
człowiek mógł dojść do takiej perfekcji. Na tym polegało jej specyficzne
aktorstwo. To, co robiła np. z "Ptasim radiem", wydawało się wręcz niemożliwe.
Także Jej wokalne interludia, którymi ubogacała swoje role, były wprost
niezwykłe.

Miała jakieś niespełnione pragnienia osobiste lub zawodowe – role, których
nie dane Jej było zagrać?

– Nigdy nie skarżyła się ani nie wypowiadała na ten temat. Prawie każdy z nas,
aktorów, miał takie niespełnione pragnienia dotyczące jakichś ról, których nie
dane nam było zagrać. Ale nie dotyczyło to pani Ireny. Nawet nie przyszłoby nam
do głowy, by pytać Ją o to. Pewnie byłaby tak zaskoczona, że nie wiedziałaby
nawet, o co nam chodzi. Ona po prostu przyjmowała role, które Jej proponowano, i
robiła z nich prawdziwe arcydzieła.

Wiadomo, że Irena Kwiatkowska była osobą głęboko wierzącą.
– Kiedyś, gdy jeszcze mieszkała na Powiślu, odprowadzałam Ją późnym wieczorem po
Mszy św., w której uczestniczyłyśmy w kościele pw. Świętego Krzyża.
Rozmawiałyśmy wtedy trochę o wierze. Ona często modliła się, dlatego bardzo
ceniła modlitwy w Radiu Maryja. Była bardzo związana z toruńską rozgłośnią.
Słuchała tylko tego radia, niemal "na okrągło", i nie miała żadnych wątpliwości
co do tego radia. Nie była jednak wylewna. Mówiła dość lakonicznie. Nie lubiła
jakiegoś "zwierzania się". Nie potrzebowała utwierdzać się w swoich
przekonaniach ani w wierze. Zawsze wiedziała, o co Jej chodzi, do czego dąży i
konsekwentnie to realizowała. Tak było zarówno na scenie, jak i w życiu. Jeśli
podjęła się czegoś, to przychodziła np. na przedstawienia perfekcyjnie
przygotowana.

Wydaje się, że miłość do sztuki wypełniała całkowicie życie Ireny
Kwiatkowskiej, nie pozostawiając wiele miejsca na sprawy osobiste.

– Starała się być miła dla innych, miała "gest". Pamiętam, że na swoje imieniny
przynosiła do teatru ciasteczka z Grand Hotelu i częstowała nimi wszystkich. A
gdy wyjeżdżała na występy zagraniczne, przywoziła drobne upominki, które dawała
koleżankom i kolegom, garderobianym itd. Do samej choroby niemal wszędzie
chodzili razem z mężem. Był bardzo opiekuńczy. Ale gdy on sam zachorował, pani
Irena również bardzo troskliwie nim się zajmowała.

Dziękuję za rozmowę.

 

 

**************************************

 

Żyliśmy w wielkiej przyjaźni

Jan Kobuszewski, aktor Teatru Kwadrat w Warszawie:
Ostatni raz widzieliśmy się dość dawno, kilka lat temu. Miałem spotkanie z
publicznością, Irka była na widowni, a potem się do mnie dosiadła. Mówię "Irka",
dlatego że miałem ten honor i zaszczyt być z Nią po imieniu od wielu lat.
Dlatego też pozwalam sobie teraz tak o Niej mówić. Wszystkie wspomnienia, jakie
mnie łączą z Irką, są radosne. Była moją starszą koleżanką, żyliśmy w wielkiej
przyjaźni. Znałem także Jej męża, Bolka Kielskiego, z nim także się
przyjaźniliśmy.
Była to świetna koleżanka, niezwykle solidna aktorka, uroczy, prawy człowiek.
Znaliśmy się pięćdziesiąt kilka lat, pracowaliśmy razem zarówno w kabarecie
Dudek i w wielu spektaklach telewizyjnych, jak również na scenie teatru. W
spektaklu "Harvey" Mary Chase grałem Jej brata. Jeszcze niedawno wspominaliśmy
te chwile jako bardzo miłe i przyjemne.
Irka wycofała się ze sceny już parę lat temu, niemniej Jej śmierć to wielka
strata dla teatru polskiego, a szczególnie dla komedii polskiej. Była to aktorka
niesłychanie solidna, uczciwie i odpowiedzialnie traktująca publiczność. Zawsze
mówiła, że publiczność jest surowym egzaminatorem i należy się postarać, żeby
zasłużyć na dobrą ocenę.
Był to człowiek wielkiej prawości, uczciwości, pracowitości. Bardzo dobra osoba
i wspaniały przyjaciel. Była także wielką patriotką. Dopiero niedawno się
dowiedziałem, że brała udział w Powstaniu Warszawskim. Nie wiedziałem o tym
wcześniej, Irenka nigdy się tym nie chwaliła. Grała wiele ról, nie wiem, czy
którąś z nich lubiła szczególnie, do każdej przygotowywała się najlepiej, jak
tylko było można. Była człowiekiem bardzo wierzącym, praktykującym. Mam
nadzieję, że Pan Bóg przytuli Ją do swojego Serca.

 

not. AŻ

 

**************************************

 

 

Była pełna optymizmu

Halina Łabonarska, aktorka:
Irena Kwiatkowska była wspaniałą aktorką. Wychowała kilka pokoleń widzów. Kilka
pokoleń dzięki Niej mogło się uczyć, bawić i wzruszać. Była tak silną
osobowością, że pozostała w każdym z nas chyba już na zawsze. Była osobą, której
nie da się zastąpić – tak w kabarecie, kinie, jak i w teatrze. Z równym
powodzeniem odnajdywała się w formach komediowych i dramatycznych. Była kimś
niezwykle bogatym wewnętrznie, tętniącym pasją. Taki był Jej stosunek do życia i
do pracy – myślę, że to jest niezwykle istotne. Nie miałam niestety tego
szczęścia, żeby wspólnie z panią Ireną zagrać w jednym przedstawieniu, ale w
Teatrze Polskim pracowałam bardzo blisko Niej. Pani Irena wnosiła zawsze
niesamowity ładunek optymizmu. Kiedy widziało się Ją, człowiek od razu się
uśmiechał. Jej obecność napełniała wszystkich wokół radością. I tak Ją
zapamiętamy – jako kogoś dobrego i pełnego optymizmu.

 

not. AŻ

 

 

**************************************

 

Publiczność Ją kochała

Barbara Dobrzyńska, aktorka Teatru Polskiego w Warszawie:
Ostatnim spektaklem, w którym wystąpiła na scenie Teatru Polskiego, mając ponad
90 lat, była "Zielona Gęś" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Pamiętam, że
przychodziła do teatru na dwie godziny przed rozpoczęciem przedstawienia, mimo
że przecież znała rolę perfekcyjnie. Do każdego spektaklu przygotowywała się
starannie, żeby się nie pomylić. To był dowód na Jej niezwykły szacunek dla
publiczności.
Nigdy nie przekraczała granic dobrego smaku, mimo że estrada często prowokuje do
tego, żeby "podlizać się publiczności". Kiedy wychodziła na scenę, słychać było
szept: "Kwiatkowska, Kwiatkowska, Kwiatkowska…". Nigdy nie wpadała na scenę
nieprzygotowana. Zawsze dbała o to, żeby dać wyraz swojego najwyższego kunsztu
artystycznego, którym była obdarowana przez Pana Boga.
Irena Kwiatkowska była osobą niezwykle religijną, niezwykle otwartą na Pana
Boga. Często występowała na antenie Radia Maryja. Była także jego wierną
słuchaczką. Mawiała, że zawsze czeka na to, kiedy usłyszy w Radiu modlitwę i
kiedy anioł ukołysze Ją swoimi skrzydłami do snu.
Dopóki mieszkała w okolicach bazyliki Świętego Krzyża, przychodziła tam na Msze
Święte i często Ją spotykałam. Wyreżyserowała także genialny spektakl "Grube
ryby" w seminarium duchownym. Wszystkie role – zarówno męskie, jak i żeńskie –
grali w nim klerycy. W życiu nie śmiałam się tak jak wtedy – a widziałam wiele
spektakli komediowych. Był to majstersztyk Jej reżyserii. Umiała wydobyć z
aktorów amatorów to, co najlepsze.
Bardzo mi żal, że nie ma Jej już z nami. Wiążą mnie z Nią także osobiste
wspomnienia. Przy Jej boku debiutował w teatrzyku "Eterek" Jeremiego Przybory
także mój wuj, Tadeusz Fijewski. Teatrzyk ten był bardzo popularny w latach
czterdziestych. Jako dziecko miałam okazję jeszcze trochę go poznać.

 

not. AŻ

 

**************************************

 

Coraz więcej tych wspaniałych odchodzi…

Katarzyna Łaniewska, aktorka teatralna i filmowa:
Tak niedawno, bo przecież jeszcze jesienią, pani Irena obchodziła wspaniały
jubileusz w Skolimowie, a dzisiaj [w czwartek – przyp. red.] na planie zastała
mnie ta wiadomość, że już Jej nie ma wśród nas… Całe Jej życie było nastawione
na pracę w teatrze, szczególnie po śmierci męża – który najpierw przez wiele lat
opiekował się Nią, a potem Ona z kolei wspaniale opiekowała się nim. Całe Jej
życie wypełniał teatr. W życiu była osobą bardzo poważną, a przecież w swojej
pracy wszystkich nas rozśmieszała, bawiła. Przez kilka lat prowadziłam program
"Ziarno". Pewnego dnia zaprowadziłam dzieci do Skolimowa, żeby zobaczyły Dom
Aktora Weterana. Chciałam, żeby dzieci spotkały się z panią Ireną. Było to chyba
w Dniu Teatru. Pani Irena bardzo się ucieszyła, widząc dzieci. Powiedziałam:
"Pani Irena zawsze mówiła w radiu piękne wiersze dla dzieci". I pani Irena
zaczęła mówić "Ptasie radio". To przecież taki trudny wiersz, a powiedziała go
pięknie, artykułując starannie wszystkie głoski. A potem zaczęła z tymi dziećmi
swobodnie rozmawiać. Pani Irena była wzruszona wizytą dzieci, tym, że dostała od
nich kwiaty… Od siebie z kolei ofiarowała im próbkę pięknej gry aktorskiej.
Tak Ją zapamiętałam.
Poza tym była uroczą panią, kimś wielkim. Myślę, że w Skolimowie zapanował
ogromny żal. Opiekowałam się tym domem z ramienia naszego związku przez 17 lat i
wiem, że jeśli ktoś odchodzi, bardzo się tam taką stratę przeżywa. Kiedy
odchodzi ktoś taki, jak pani Irena, na pewno w Skolimowie panuje wielka żałoba.

Pani Irena była także wielką patriotką. Pod koniec życia zapisywała swoje
oszczędności Telewizji Trwam, gdzie także występowała. Była osobą bardzo
religijną. Miała wielu przyjaciół wśród księży, którzy odwiedzali Ją w
Skolimowie.
Była prawą osobą, dla której praca była czymś bardzo ważnym. Nigdy nie
traktowała pracy jako chałtury, nigdy nie była ona dla Niej jedynie sposobem na
zarabianie pieniędzy.
W Skolimowie stoi ławeczka pani Ireny. Można tam usiąść, nacisnąć guzik i
posłuchać Jej monologu czy recytacji wierszy. To po Niej zostało i zostanie –
miejmy nadzieję – na bardzo długo.

 

not. AŻ

**************************************

 

Miała niezwykły talent

Z Andrzejem Rosiewiczem, kompozytorem, choreografem i satyrykiem, rozmawia
Mariusz Bober

Świętej pamięci pani Irena Kwiatkowska zostanie zapamiętana przede wszystkim
jako…

– …kobieta o niezwykłej sile talentu. Widziałem Ją w różnych rolach –
filmowych, kabaretowych, monologach scenicznych itd., i w każdej czuła się
świetnie. Jest niewiele tak dobrych aktorek komediowych. Irena Kwiatkowska była
aktorką komediową w pełnym tego słowa znaczeniu.

Prezentowała nie tylko wysoki poziom artystyczny, ale też kulturalny.
– Miała niezwykły talent, i nie chodzi wyłącznie o zdolności aktora komediowego,
ale też bardzo dobre poczucie smaku, tego, co rzeczywiście jest śmieszne. Dzięki
temu nawet poprawiała niektóre scenariusze bardzo dobrych autorów. Miała zarówno
talent, jak i wysoką klasę! Jej talent nie ograniczał się zresztą tak naprawdę
do komedii.

Mogłaby równie dobrze grać role dramatyczne?
– Oczywiście! To trochę tak, jak mówiono o Adolfie Dymszy, uważanym za świetnego
komika, że był wielkim aktorem dramatycznym, a talent komediowy to tylko
"śmietanka", niewielki fragment wielkich możliwości aktorskich. Podobnie było z
Ireną Kwiatkowską. Gdyby dano Jej taką możliwość, na pewno zagrałaby także
świetne role dramatyczne. A był na to czas, bo została obdarzona przez Boga
długim życiem, które przeżyła bardzo aktywnie. Byłem zaszczycony, gdy zaprosiła
mnie na 85-lecie swoich urodzin uświetnionych występami w Teatrze Polskim. Jej
odejście jest wielką stratą, zwłaszcza dla aktorów komediowych.

Dziękuję za rozmowę.

**************************************

 

 

 

 

drukuj