Życzyłbym każdemu takiego dowódcy

Z płk. rez. inż. Lechem Kownackim, byłym szefem logistyki 2. Brygady
Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler

Pamięta Pan swoje pierwsze spotkanie z gen. Andrzejem Błasikiem?
– To był rok 2001. Generał Błasik został wtedy szefem szkolenia w 2. Brygadzie
Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu. Ja byłem wówczas szefem służby
inżynieryjno-lotniczej w tej brygadzie, czyli personelu technicznego, który
bezpośrednio obsługuje samoloty. Nasza bliższa współpraca przypadła na lata
2005-2006, gdy generał był dowódcą 2. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu.
Zasadniczo nie miałem nigdy problemów w służbie z przełożonymi. Podobnie było z
gen. Błasikiem, bo nasza współpraca układała się bardzo dobrze.

W jaki sposób był oceniany jako dowódca?
– Generał Błasik był bardzo porządnym człowiekiem. Bardzo dobrze z nim się
pracowało, gdyż jako dowódca jasno stawiał zadania. Wiadomo było, co należy
zrealizować i kiedy. Owszem, był wymagający, ale mi nigdy to nie przeszkadzało,
zresztą miałem samych wymagających dowódców. Generał Błasik nie oczekiwał nigdy
rzeczy niemożliwych, twardo stąpał po ziemi. Jednocześnie szanował ludzi i
doceniał wysiłek żołnierski. W życiu nie spotkałem się z najmniejszą
złośliwością z jego strony. Zresztą w lotnictwie obowiązują kultura, fachowość i
kompetencja. Generał Andrzej Błasik posiadał wszystkie te cechy.

Motywował ludzi do pracy?
– Bardzo. Bo co znaczy zmotywować? Po pierwsze, trzeba przekonać ich do swoich
koncepcji i wytyczyć kierunek działań, bo ludzie muszą wiedzieć, co mają robić.
Jeśli podwładny nie wie, czego przełożony od niego oczekuje, to trudno osiągać
cele. Generał Błasik był człowiekiem inteligentnym, pracowitym, solidnym,
rzetelnym, który nie znosił prowizorki. On inspirował ludzi do pracy, stawał na
wysokości zadania, by byli zmotywowani do pracy. Generał jako dowódca oczywiście
sprawdził, jak sobie radzę na swoim stanowisku, nie miał zastrzeżeń do mojej
pracy, a współpraca z nim była dla mnie przyjemnością. Przyznam, że taki
charakter dowódcy, jakim się odznaczał, bardzo mi odpowiadał, bo sam miałem
wielu podwładnych i wymagałem od nich podobnych rzeczy. Dobrze z nim się
rozumiałem. Nie lubił tematów zastępczych, ja również, więc nie zajmowaliśmy się
sprawami nieważnymi. Pan generał dokładnie wiedział, czym się zajmujemy,
właściwie nami kierował, nie znosił bylejakości.

Za co konkretnie Pan odpowiadał w 2. Brygadzie Lotnictwa Taktycznego w
Poznaniu?

– Większość służby zajmowałem się techniką lotnictwa, a więc sprawnością
samolotów, ich obsługą itd. Jako szef logistyki odpowiadałem, począwszy od
najdrobniejszych rzeczy, będących na uzbrojeniu armii, po samolot, jego obsługę,
personel techniczny. Jeżeli chodzi o technikę lotniczą, stanęliśmy na wysokości
zadania i do dzisiaj zresztą tak jest, bo mam swoich wychowanków, za których nie
muszę się wstydzić. Dziś ani 31. Baza Lotnictwa Taktycznego w
Poznaniu-Krzesinach, ani 32. Baza Lotnictwa Taktycznego w Łasku wstydu nie
przynoszą.

Brał Pan udział w operacji Nato Air Meet w 2003 roku w Krzesinach?
– Bardzo dobrze to pamiętam. To było duże przedsięwzięcie, gen. Błasik był
wówczas dowódcą 31. bazy i na nim spoczywał ciężar przygotowania i
zabezpieczenia tego ćwiczenia. Ale to nie było jedyne jego duże przedsięwzięcie.
Generał Błasik musiał przecież ciężko pracować na nienaganną opinię i kolejne,
wyższe stanowiska. Nie co roku i nie co dwa lata wprowadzamy nowy typ samolotu
na wyposażenie Sił Zbrojnych, a przecież na lata 2005-2006 przypadło wdrożenie
samolotów F-16 i gen. Błasik podołał temu zadaniu. Jego wkład w rozwój naszych
Sił Powietrznych musiał być ewidentny, skoro został przez swoich przełożonych
zauważony i stale był doceniany. Miałem to szczęście w życiu, że pracowałem ze
wspaniałymi dowódcami, przynajmniej przez okres ostatnich 10 lat, zanim
odszedłem do rezerwy. Z gen. Błasikiem przyszło mi realizować najpoważniejsze
zadania, które były niewspółmierne do tych, jakie wykonywałem z innymi
dowódcami. Było ich też znacznie więcej. Dowódca był zawsze bardzo zaangażowany
w pracę, nie potrafił pracować powierzchownie.

Kładł duży nacisk na bezpieczeństwo lotów?
– Oczywiście. Całe życie przepracowałem w lotnictwie, więc sam doskonale zdaję
sobie sprawę z tego, jak ważne jest bezpieczeństwo. Gdy gen. Błasik był dowódcą
2. Brygady Lotnictwa Taktycznego w Poznaniu, zdecydowanie temat bezpieczeństwa
był u niego priorytetem. Odpowiadałem w tamtym czasie za całą technikę lotniczą,
infrastrukturę, wyszkolenie ludzi, a więc całą gamę rzeczy. Generał zawsze
wymagał ode mnie, żeby wszystko w obszarze, w którym pracowałem, było rzetelnie
przygotowane. Tutaj zasady bezpieczeństwa były zawsze przestrzegane. Generał
Błasik dbał o bezpieczeństwo m.in. poprzez zatrudnianie właściwych ludzi do
określonych zadań. Muszę podkreślić, że nie było nigdy nieszczęść z winy
niewłaściwej obsługi technicznej.

W jaki sposób dowiedział się Pan o katastrofie Tu-154M?
– Robiłem akurat z żoną zakupy w sklepie. O katastrofie poinformowała nas
ekspedientka. Szybko się dowiedziałem, że samolotem, który uległ katastrofie,
leciał gen. Błasik. Nie były to przyjemne chwile. Uważam, że Polska straciła
ważnego generała, o którym powinno się zachować dobrą pamięć. Tym bardziej że
nie tylko był szanowany w kraju, ale i za granicą. Nie bez powodu dostał Legię
Zasługi od prezydenta Stanów Zjednoczonych, to o czymś świadczy.

Jak odbiera Pan medialne ataki na gen. Błasika, sugestie, że w jakiś sposób
przyczynił się do katastrofy?

– Jest mi ciężko i przykro. On w ogóle nie był człowiekiem konfliktowym, jak
dziś chce się go przedstawiać. Nie pamiętam ani jednej sytuacji konfliktowej z
jego udziałem. Jeszcze raz powtórzę: był człowiekiem konkretnym, wiedział, czego
chce, tak zapamiętałem pracę z nim w Poznaniu. Nie doświadczyłem też nigdy z
jego strony żadnych nacisków, zresztą tak jak ze strony innych dowódców, z
którymi pracowałem. Otrzymywałem od niego konkretne zadania, wymagał, bym je
dobrze wykonał, to wszystko. Generał do niczego mnie nie zmuszał. Wie pan, co
jest szczególnie ważne u każdego dowódcy? Umiejętność komunikowania się z
ludźmi. Generał Błasik w stu procentach ją posiadał, mało tego, zawsze odnosił
się do drugiego człowieka z pełną kulturą. Był bardzo komunikatywny, a więc siłą
rzeczy przyjmował argumenty innych osób, w żadnym razie nie był człowiekiem
konfliktowym. On ufał ludziom, nie paraliżował pracy swoich podwładnych, dawał
im odpowiednią swobodę. Istotne dla niego było to, by na określonych
stanowiskach znajdowały się kompetentne osoby, którym mógł powierzać ważne
zadania.

Jak będzie Pan wspominał współpracę z gen. Błasikiem?
– Zawsze bardzo ciepło będę wspominał tę współpracę. Nasłuchałem się różnych
opowieści o tym, jak z niektórymi dowódcami w wojsku ciężko się pracuje. W jego
przypadku tak nie było. Z gen. Błasikiem można było porozmawiać na każdy temat,
nie tworzył żadnych sztucznych barier, był bardzo koleżeński. Zawsze biła od
niego energia katalizująca się w realizacji konkretnych zadań, a nie tematów
zastępczych. Życzyłbym każdemu takiej współpracy. Jak mówiłem, potrafił
zmotywować ludzi do pracy i doceniał to, jak pracują. Jeżeli nie mógł
wynagrodzić ich trudów w inny sposób, to chociaż zwracał się do nich dobrym
słowem. Nie promował nigdy nierobów, tylko tych, którzy ciężko pracowali. Myślę,
że stosunki między nim a podwładnymi były bardzo zdrowe, każdy chciałby mieć
takiego szefa. Pana gen. Błasika znałem z jak najlepszej strony i zawsze będę go
mile wspominał. Gdy odszedł z Poznania, spotykałem się z nim okazjonalnie,
zdarzały się wspólne przedsięwzięcia. Usłyszałem od niego wiele dobrych słów,
nigdy ich nie zapomnę.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj