Nie należy odpuszczać tematu Smoleńska
Z Jakubem Zielińskim, doktorantem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu
Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Paulina Jarosińska
Trwa debata medialna na temat hipotetycznych – bardziej lub mniej
prawdopodobnych – koalicji, które mogą powstać po najbliższych wyborach. Czy
uważa Pan, że już dziś można prognozować, która z opcji ma największe szanse?
Najczęściej wymienia się koalicję PO – SLD, ale nie brakuje głosów wskazujących
na możliwość PO – PiS czy nawet PiS – SLD…
– Na chwilę obecną najbardziej prawdopodobną koalicją wydaje się koalicja
Platformy Obywatelskiej z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, w której PO będzie
partią zwycięską. Czy możliwe jest, aby SLD wygrał wybory? Tak, ale do tego
konieczne musiałoby być zmasowane medialne pompowanie poparcia dla Sojuszu. Czy
Prawo i Sprawiedliwość ma obecnie zdolność i narzędzia do utworzenia rządu? To
jest bardzo złożona sprawa. Z jednej strony poparcie, które ucieka Platformie,
przenosi się na PiS tylko w pewnej części, ale z drugiej strony trudno nie
zauważyć, że nastrój wokół PiS poprawia się i jego pozycja powoli, ale jednak
się stabilizuje. Na ważne pytanie: z kim PiS mogłoby stworzyć rząd? – nie ma tu
jednej odpowiedzi…
Ponieważ wielu komentatorów, a nawet polityków PiS zdaje sobie sprawę, że
nawet gdyby partia Jarosława Kaczyńskiego wygrała wybory, to jej pole koalicyjne
jest ograniczone. Opcja egzotycznej koalicji z SLD dla wielu wyborców PiS jest
nie do wyobrażenia, z drugiej strony realizację deklaracji prezesa PiS o
możliwości koalicji z PO, ale bez Donalda Tuska, trudno sobie dziś wyobrazić…
– Niekoniecznie. Jest prawdopodobne, że Platforma w pewnym momencie odstawi
Donalda Tuska w zamian za poprawę wizerunku, ale jeśli ma on być zastąpiony
Grzegorzem Schetyną, to w kontekście tego, co ostatnio w Telewizji Trwam i Radiu
Maryja na temat tego polityka mówił Grzegorz Braun, taka zamiana nie jest
optymistyczną perspektywą dla Polski. Co do zdolności koalicyjnej partii
Jarosława Kaczyńskiego to rzeczywiście funkcjonuje taka koncepcja, że koalicja
PiS z SLD jest możliwa na zasadzie analogii z układem w mediach publicznych,
czyli byłaby to bardziej cicha koalicja, a nie oficjalna.
Walka pomiędzy PiS a PO toczy się o elektorat niezdecydowany. Kto ostatecznie
tę batalię może wygrać, biorąc pod uwagę również obecny układ medialny? Ostatni
sondaż Homo Homini wskazuje na zaledwie dwuprocentową przewagę PO nad PiS.
– Jeśli chodzi o sondaże, to prawdopodobnie jest tak, że Prawo i Sprawiedliwość
jest w większości niedoszacowane. Osoby popierające partię Jarosława
Kaczyńskiego często nie deklarują tego w badaniach, ponieważ wydaje im się to
niepopularne. Siłę tego zjawiska widzieliśmy w czasie wyborów prezydenckich,
kiedy wiele sondaży znacząco odbiegało od rzeczywistości. Natomiast jeśli chodzi
o elektorat tzw. niezdecydowany, to można snuć przypuszczenia, że jakaś część
niezadowolonych wyborców PO zwróci się do PiS, jednak nie liczyłbym na
"masowość" tego procesu. Czy oznacza to automatyczny wzrost szans wyborczych
Sojuszu? W jakimś zakresie tak, z drugiej jednak strony, nawet jeśli jakaś część
wyborców PO zagłosuje na SLD, to obecne poparcie dla SLD wymagałoby, aby była to
znacząca grupa byłych zwolenników Platformy. Pytanie o to, jak zachowają się
osoby niezdecydowane, w dużej mierze rozbija się o to, jak poszczególne partie
będą budowały swój wizerunek.
Czy właśnie teraz, gdy Platforma przeżywa nieciekawy dla siebie i swojego
wizerunku czas, Prawo i Sprawiedliwość nie powinno przejmować powoli tych
zmarnowanych przez Donalda Tuska "nisz"? .
– Myślę, że tak, ale trudno na razie określać, jakie są plany strategiczne
zaplecza PiS. Niewątpliwie ważne jest, aby odwojowywać tereny zaprzepaszczone
przez PO. Opracowanie planu tych działań wydaje się głównym zadaniem
intelektualnego zaplecza PiS w tej chwili.
Walka o te tereny nie oznacza zdobywania za wszelką cenę wyborców PO, ale
właśnie walkę ideową o tych, którzy nie są zdecydowani. I rodzi się w tym
miejscu pytanie o formę: jak walczyć o poparcie? Pomimo starań wciąż PiS jest
przedstawiane jako partia jednego tematu…
– Nie należy odpuszczać tematu Smoleńska – to zbyt ważna sprawa, aby ją zostawić
w imię zmiany wizerunku. Jednak ta sprawa nie może być jedyną. Partia Jarosława
Kaczyńskiego powinna konsekwentnie wskazywać, że tak naprawdę to właśnie
Platforma instrumentalnie wykorzystuje temat Smoleńska, aby realizować swoje
partykularne interesy. Z czymś takim mieliśmy do czynienia w przypadku pomysłu
Hanny Gronkiewicz-Waltz na przeprowadzenie referendum w sprawie pomnika
upamiętniającego ofiary katastrofy smoleńskiej w Warszawie – jest to przykład
tego, jak członkowie Platformy działają, aby jątrzyć, dzielić i wykorzystywać
ważne sprawy jako wrzutki medialne mające przykryć kolejne niepowodzenia rządu.
PiS mogłoby udowodniać, że to Platforma jest partią instrumentalizującą
Smoleńsk. Jednak do tego potrzebne są media, które nie ucinają wypowiedzi
polityków "niepoprawnych" w pół zdania albo wyrywając je z kontekstu. Bez mediów
trudno byłoby taką grę podjąć, choć nie należy też poprzestawać na takiej
obserwacji. Politycy PiS powinni pamiętać, że w każdym koncernie medialnym
pracują różni dziennikarze. I w najszczelniejszym, wydawałoby się, murze
ograniczającym komunikację ze społeczeństwem można znaleźć szczeliny pozwalające
na docieranie do elektoratu.
Dziękuję za rozmowę.
