Niech Rosjanie się tłumaczą
Z mec. Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem Ewy Błasik, żony dowódcy Sił
Powietrznych RP gen. Andrzeja Błasika, który zginął w katastrofie pod
Smoleńskiem, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
Jak odebrał Pan oświadczenie Aleksieja Morozowa, przewodniczącego Komisji
Technicznej MAK, uzasadniające pozostawienie na jej stronach części dokumentacji
sekcyjnej gen. Andrzeja Błasika?
– Trudno zrozumieć, jakimi kryteriami czy metodami cenzurowania kierowali się
Rosjanie, usuwając pewne fragmenty opisu sekcji zwłok gen. Błasika. Ale istotne
jest to, że najważniejsza część tego tekstu została z ekspertyzy usunięta. To
prawda – zostały pewne fragmenty, ale tych najbardziej drastycznych już nie ma.
Nie liczyłem na przykład na to, że uda się nam usunąć informacje na temat
zawartości alkoholu we krwi generała, bo to już jest osobna kwestia. Prosiliśmy
o usunięcie ze stron MAK tej ekspertyzy i choć Rosjanie zrealizowali naszą
prośbę w połowie, to uważam, że jest to nasz, może niepełny, ale sukces, bo
udało się tę opinię ocenzurować.
Informacja o 0,6 promila alkoholu etylowego we krwi gen. Błasika jednak
została.
– To już jest wynik zaniedbania rządu polskiego czy ewentualnie tych osób z
Polski, które współpracowały z MAK. Wtedy można było tego żądać, teraz raport
MAK jest już opublikowany i usuwać z niego pewne rzeczy jest trudniej. Wraz z
panią Ewą Błasik podnosiliśmy naruszenie postanowień załącznika 13 konwencji
chicagowskiej i upowszechnienie ekspertyzy sądowo-medycznej z sekcji zwłok jej
męża, która podłączona została pod ten raport. To częściowo udało się osiągnąć.
Sądzi Pan, że można by było więcej zdziałać, gdyby dysponował Pan wsparciem
ze strony polskiego rządu?
– To prawda. Przypomnę, że miesiąc temu kierowaliśmy w tej sprawie list do pana
premiera Tuska, lecz nie raczył odpowiedzieć w żaden sposób na naszą prośbę. Jak
widać, nie podjął żadnej interwencji w tym zakresie, skoro dopiero po naszym
liście MAK wykonał pierwszy ruch. Z pewnością, gdybym miał poparcie polskiego
rządu, ze stron MAK zniknąłby cały opis z sekcji generała, a nie tylko jego
fragmenty. W tej chwili uważam, że dalszych kroków w tym zakresie nie należy już
raczej podejmować. Nie zależy nam bowiem na tym, by opisem stanu zwłok generała
zainteresowało się więcej osób i pamięć o panu generale była szargana. Było
naruszenie prawa, bo opublikowane były informacje, które nie powinny być
powszechnie dostępne, ale po naszej interwencji uznano, że tak być nie powinno.
Usunięto je i wolałbym na tym poprzestać. To też jest dowód na to, że jeżeli się
stanowczo żąda czegoś od strony rosyjskiej, jeżeli nie boi się bronić swoich
praw, to można osiągnąć sukces. Jest to wskazówka dla tych, którzy podejmują
decyzje w ważnych kwestiach dotyczących katastrofy smoleńskiej.
MAK to potężna instytucja. To jednak zaskakujące, że z jednej strony
zignorowała wnioski komisji Millera, a błyskawicznie zareagowała na Pana list.
Morozow tłumaczył się z zamieszczenia ekspertyzy.
– Mogłoby tak być nie tylko w przypadku tej ekspertyzy medycznej, ale również
raportu MAK. Gdyby strona polska na początku, od 10 kwietnia 2010 roku, miała
bardziej stanowcze żądania, była pewna swoich racji, to byśmy więcej osiągnęli.
Wracając jednak do sprawy ekspertyzy medycznej dotyczącej gen. Błasika. Proszę
zauważyć, że niezależnie od usunięcia z niej części informacji, również tego
samego dnia ukazał się w prasie rosyjskiej dość szkalujący panią Ewę Błasik
artykuł, bardzo dla nas przykry. Jego autorzy odwoływali się do postawy
polskiego rządu, który nie zareagował na naszą prośbę o pomoc. Konkluzja jest w
nim taka, że po co MAK miałby reagować, skoro nawet polski rząd sprawą się nie
zajął.
Można powiedzieć, że była to walka Dawida z Goliatem, bez żadnego wsparcia ze
strony polskiego rządu. Mówię to jako adwokat, który wielokrotnie w swojej
praktyce spotyka się z arogancją czy butą władzy i pomijaniem przez nią praw,
interesów obywatela i nieinteresowaniem się nimi. To klasyczny przykład tego, że
choć można coś zrobić, to administracja państwowa pozostaje bezczynna, nie chce
reagować. Przykre jest to, że bardziej skutecznie reaguje MAK, bo udziela
jakichś odpowiedzi, a premier Polski milczy. Nie liczyliśmy na to, że napisze do
nas jakieś oświadczenie, ale nie raczył nawet skontaktować się z nami i
powiedzieć, jakie kroki podejmie, żeby tę sytuację wyjaśnić, a jeżeli nie
podejmie, to dlaczego.
Morozow zaznaczył, że publikacja ekspertyzy nie naruszała załącznika 13
konwencji chicagowskiej.
– Moim zdaniem, zamieszczenie tej ekspertyzy na stronach MAK było naruszeniem
zapisów konwencji chicagowskiej. To widać również po decyzji Rosjan, którzy
zdecydowali się ją ocenzurować. Jak rozumiem, Rosjanie nie chcieli się przyznać
do naruszenia załącznika 13, wybrali więc taką pokrętną formułę. Dla mnie liczy
się skutek. Osobiście cały czas będę bronił stanowiska, potwierdzonego przez
polskich ekspertów z tytułami naukowymi z zakresu prawa międzynarodowego, że
było to złamanie przepisów prawa.
Morozow przekazał pani Błasik wyrazy szacunku i szczerego współczucia.
– Takie ogólne sformułowania są normalnie przyjęte i nie można tu mówić o
jakiejś szczególnej, nadzwyczajnej szczerości. Te słowa traktowałbym więc jako
czysto formalne. Sam nie zmieniam w żadnym zakresie swojego stanowiska co do
działania MAK i jego raportu. Choć stanowisko Komitetu wobec naszej prośby, w
zestawieniu z milczeniem polskiego rządu, to i tak dużo. Nie przeceniałbym
jednak jego roli, pamiętajmy, że informacje z sekcji generała były na stronach
MAK przez miesiąc.
W ekspertyzie jest informacja, że fiolka z krwią gen. Błasika była
nieopieczętowana. Czy na tej podstawie można kwestionować jej zgodność
identyfikacyjną?
– Tak. Fakt nieopieczętowania fiolki to jeden z tych elementów, na podstawie
którego kwestionujemy wiarygodność przeprowadzonej ekspertyzy. Zresztą to jest
nie pierwszy przypadek nieopieczętowania fiolki, nieprawidłowego jej
zabezpieczenia, a ona musi być prawidłowo przygotowana, żeby wynik badania był
wiarygodny. Co więcej, mieliśmy wcześniej pamiętne przykłady sytuacji, kiedy
pomylono części ciał zabezpieczane do badań – tkanki miękkie z włosami, kości z
mięśniami, dlatego wynik ekspertyzy krwi gen. Błasika uważam za mało wiarygodny.
O tym jednak można już rozmawiać nie na poziomie raportu MAK, który jest
zamknięty – na to mieliśmy czas – lecz ustaleń polskiej prokuratury. Jestem
przekonany, że prokuratorzy zachowają się adekwatnie do sytuacji, zgodnie z
wymogami prawa.
To znaczy?
– Po pierwsze, można kwestionować w tym wypadku wartość takich opinii,
przedstawionych przez stronę rosyjską. Po drugie, warto zastanowić się, czy w
ogóle informacja, że jeden z pasażerów miał we krwi alkohol, niezależnie od
tego, gdzie on się znajdował, jest istotna dla śledztwa. Podkreślmy, że nie ma
jednoznacznych dowodów na to, jakoby pan gen. Błasik mógł znajdować się w
kokpicie. Nie można tylko na podstawie faktu, że nie był zapięty pasami,
formułować opinii, że był w kabinie pilotów. My od początku kwestionowaliśmy
wiarygodność tego wyniku o obecności alkoholu w jego krwi. Nie wiemy, z jakiego
źródła pochodzi, jak było przeprowadzone badanie. Ponieważ fiolka nie była
zabezpieczona, mogło być ono wykonane nierzetelnie, mogły tu być istotne
uchybienia.
Strona polska zlecała badanie krwi gen. Błasika pod kątem obecności alkoholu?
– Z tego, co wiem, takiego zlecenia nie wydawała. Z zasady przy badaniu
sekcyjnym wszystkim pasażerom bada się krew na zawartość alkoholu we krwi, to są
standardowe badania. Każdy, kto miał do czynienia z protokołami z sekcji zwłok,
wie, że takie badania nie są czymś nadzwyczajnym. Nadzwyczajny jest natomiast
fakt ogłaszania czegoś takiego publicznie. To nie powinno się wydarzyć.
Dziękuję za rozmowę.
