Zapałka Jana Pawła II
Jest w Rzymie taki kościół, w którym w posadzce widnieją odciśnięte ślady
stóp. Ufamy, że to ślady stóp Pana Jezusa, którego tu napotkał św. Piotr i
spytał: – Dokąd idziesz, Panie ? A wtedy Chrystus odpowiedział mu: – Powracam po
raz drugi do Rzymu, aby być ukrzyżowany…
Wielu ludzi zadaje sobie to pytanie: "Dokąd mam iść?", szczególnie w chwilach
trudnych, w momentach zwątpienia. I kiedy kościół, zwany "Quo vadis, Domine",
odwiedził Jan Paweł II, także on zadał pytanie: – Dokąd mam iść? Wystarczy
wierzyć i zaufać Jezusowi.
Pielgrzymować to znaczy iść w jasno określonym celu, z intencją serca, duszy.
My, we trójkę, jechaliśmy wtedy, w 1996 roku, jako ekipa filmowa TVP, by
zarejestrować pielgrzymkę Związku Harcerstwa Polskiego, w 85. rocznicę
utworzenia ZHR, a celem jej było dziękczynienie za przetrwanie tylu lat w tak
dramatycznych wstrząsach dziejowych. Mimo wojen światowych, totalitaryzmów
harcerze nieśli na swoich sztandarach dewizę: "Bóg. Honor. Ojczyzna", jako
istotę wychowywania polskiej młodzieży.
Prezes zmienia decyzję
Marcin, operator kamery, Sławek, dźwiękowiec, i ja, reżyser, żyliśmy
scenariuszem, kreacjami zdjęciowymi i oczywiście nadzieją na ujrzenie Ojca
Świętego, choć jako "robotnicy" mieliśmy zadanie zawodowe: filmowanie wielkiej
grupy harcerskiej, nadążanie za nią, nagranie wywiadów z instruktorami,
kapelanami. Kulminację stanowić miało spotkanie harcerzy z Janem Pawłem II przy
harcerskim ognisku! Bardzo czekaliśmy na to spotkanie, na wspólne śpiewy. Takie
były plany, starania organizatorów. A my, ekipa, mieliśmy filmować z daleka, tak
by wszyscy byli usatysfakcjonowani, w duchu pragnąc, że choć trochę pobędziemy w
jego pobliżu.
A jednak nasza delegacja też przeistaczała się w pielgrzymkę, jeszcze tu, na
Woronicza, w Warszawie. Gdy wszystko było gotowe, akredytacje, bilety, sprzęt,
zdjęcia już rozpoczęte, nagle odwołano nasz wyjazd, na dzień przed wylotem.
Prezes skreślił delegację! Zostało kilka godzin na interwencję, byliśmy niemal
bez szans, zabiegałam, by choć poznać przyczyny tak nagłej zmiany. Godziny
nieopisanego stresu, wystawałam w korytarzach, sekretariacie prezesa na słynnym
IX piętrze bloku "A", zdruzgotana ekipa trwała w napięciu na ławce pod magazynem
sprzętu. Prezes Ryszard Miazek nie miał wyraźnie ochoty na rozmowy z autorką,
wreszcie wysokie interwencje z kurii spowodowały, że znalazł dwie minuty…
Stało się jasne, że "życzliwi" donieśli mu, że autorka ma wygórowane wymagania,
zabiera aż dwóch operatorów i kto tam wie, co jeszcze mu naopowiadano,
podsunięto dokumenty do podpisu i skreślił ten wyjazd. Delikatnie wyjaśniłam, że
tak, jest dwóch operatorów – ale jeden to operator obrazu, a drugi to choć też
operator, ale dźwięku, inżynier. A wyjazd jest nie tylko do Rzymu, nie na
wycieczkę i plenery, a do Ojca Świętego. Natychmiast prezes zmienił decyzję, za
kilka minut już mogliśmy odbierać kamerę, sterty sprzętu dźwiękowego i gnać na
lotnisko.
Zabraliśmy tak dużo sprzętu dźwiękowego, bo przecież każde słowo Papieża miało
być celem naszej drogi!
Spotkanie w Castel Gandolfo
Ojciec Święty przebywa właśnie na wypoczynku w Castel Gandolfo. W sobotnie
popołudnie spotka się z pielgrzymką ZHR, tylko z nimi, na dziedzińcu letniej
rezydencji. Atmosfera w grupie pielgrzymów podminowana. A co z ogniskiem? Gdzie
się odbędzie? Na pałacowym bruku?
Dwa autokary harcerzy w skwarze letniego dnia zwiedzają, podziwiają plenery nad
jeziorem nieopodal papieskiej rezydencji, odpoczywają w kawiarenkach. Wreszcie
uchylają się bramy Castel Gandolfo. My z kamerą wpychamy się niemal jako
pierwsi, chcemy uchwycić ciszę, pustkę dziedzińca tonącego w półcieniach.
Zamknięte przed żarem dnia okiennice, chłodny cień na bruku dziedzińca, smugi
słońca przenikające spomiędzy kolumnad… Na wzniesieniu stoi złocony fotel
kryty beżowym aksamitem. Pusty. Czeka, aż Ojciec Święty wyjdzie do nas.
Harcerska pielgrzymka zajmuje w ciszy rzędy krzeseł aż do połowy dziedzińca,
zostaje wolne przejście środkiem. Zapada cisza, czasem tylko ptaki zaśpiewają,
daleki szum miasta…
Ustawiliśmy się daleko, za plecami pielgrzymów, by filmować te sekundy, gdy
tylko przed zebranymi pojawi się On, Ojciec Święty. Stąd chcemy nagrać całe
przemówienie Jana Pawła II.
Jest! Powoli podchodzi do fotela, cały czas bacznie przyglądając się harcerzom,
z pogodnym uśmiechem, jak ojciec idący na spotkanie swoich dzieci, wychowanków.
Rozlegają się brawa, pielgrzymi wstają. W pierwszym rzędzie nestorzy ZHR, m.in.
o. Adam Studziński, kapelan spod Monte Cassino, prof. Tomasz Strzembosz,
honorowy przewodniczący ZHR, kapelan harcerstwa polskiego na uchodźstwie ks.
prałat Zdzisław Peszkowski.
Czuwaj!
Przewodniczący ZHR, hm. Feliks Borodzik, składa Papieżowi meldunek. 15 sierpnia,
przed wyruszeniem w drogę do Rzymu, harcerze złożyli Matce Bożej Królowej Polski
akt zawierzenia, w Jej ręce oddając losy swojego związku. – Przybyliśmy tu dziś
do Ciebie, Ojcze Święty, prosząc, abyś to zawierzenie i nas samych
pobłogosławił, abyśmy aktywnie walczyli ze złem, abyśmy umieli je dobrem
zwyciężać!
Słowa Jana Pawła II utrwaliło nasze nagranie filmowe, Ojciec Święty mówił m.in.,
że hasło "czuwaj!" przypomina o potrzebie bacznego rozróżniania prawdy od
fałszu, dobra rzeczywistego od złudnych pozorów. Wśród wielu błędnych tropów
trzeba umieć odnaleźć ślady Chrystusa i pójść za Nim. Wtedy, jak śpiewacie w
jednej z pieśni harcerskich, wasza pogoda – i jasny wzrok – rozjaśni ludziom
mrok – i innym szczęście da – harcerska dola radosna – braterski krąg łączący
dłonie wokół ogniska – to symbol jedności, solidarności i wierności przyjaźni.
Harcerski krąg
Ojciec Święty wstaje, udziela błogosławieństwa. Kapelan ZHR ks. hm. Zbigniew
Formela, salezjanin, wraz z wiceprzewodniczącym ZHR hm. Markiem Różyckim
wręczają akt zawierzenia. Jest pięknie oprawiony, za szkłem i w złocistych
ramach. Papież kreśli na nim znak krzyża. Harcerze wręczają Ojcu Świętemu
przewodnik po polskich cmentarzach wojennych, ustawiają się w długim szpalerze
krok za krokiem po błogosławieństwo. Jan Paweł II kreśli znak krzyża na ich
czołach, a gdy przyklękają, podaje każdemu różaniec. Do każdego coś mówi
serdecznie, o coś pyta, choćby: – A skąd jesteś? O, z Warszawy, z Krakowa! Jakby
miał to być jedynie pretekst, by zajrzeć każdemu w oczy, głęboko, przyjrzeć się
każdemu tak, jakby to on był tym jedynym, najważniejszym pielgrzymem na świecie.
Podchodzi do Ojca Świętego o. Dominik, kapucyn z Krakowa, harcmistrz i kapelan
lotnictwa, nazywany Podniebnym Orlikiem. Już wiemy, że nie będzie żadnego
"ogniska" w lesie ani na łące, ale za to – symboliczna świeca, ozdobna, wysoka.
Orlik podaje Papieżowi pudełko zapałek, mówi: – To jeszcze przedwojenne zapałki,
takie długie, solidne!
I natychmiast przy Ojcu Świętym wyrasta jego osobisty ochroniarz, dyskretnie
przejmuje od harcmistrza-kapelana pudełko z zapałkami, wyjmuje jedną i podaje
już zapaloną Papieżowi, by uroczyście rozpalił świecę.
Na ten moment z kamerą przybiegliśmy jak najbliżej, obiektyw tuż przy ramieniu
harcmistrza, dłoń Ojca Świętego z płonącą zapałką jest w centrum kadru, na
pierwszym planie, jakby zapalał harcerskie ognisko. Kamera rejestruje cichutkie
jęknięcie Papieża: – Oj, coś nie chce… Harcmistrz: – Co jest?! Świeci się?!
Papież: – Jakoś nie chce… Jednak płomień zapałki jest tak silny, że wreszcie
świeca płonie, wszyscy się cieszą, nikt już nie myśli, by zabrać tę zapałkę
płonącą jak pochodnia z dłoni Jana Pawła II. Ojciec Święty "dyskretnie" rzuca ją
na bruk, wprost pod swoje buty. Wtedy daję nura do jego stóp, leżę na bruku przy
butach Papieża, gaszę zapałkę dłonią i porywam, chowam do kieszonki spódnicy.
Zmykamy, zanim ochrona się spostrzegła. Mam tę "świętą relikwię", taką moją,
osobistą, własną, nic nikomu nie mówię, nie zauważyli! (Dziś, gdy jakiś
specjalny smutek przychodzi przeżywać, przytulam tę zapałkę do serca, a ono
uspokaja się natychmiast.)
Czym prędzej wracamy na koniec długiej kolejki harcerzy wędrujących ku
Papieżowi, z największą cierpliwością i spokojem kreślącemu znak krzyża,
pochylającemu się nad każdym z pielgrzymów.
Najpiękniejsza nagroda
Filmujemy kolejne pary harcerskich wibramów kroczących po bruku Castel Gandolfo,
ku widniejącej w oddali białej postaci. Powstaje piękna filmowa scena, jakby oni
wszyscy szli dostojnie ku temu Ojcu, który czeka na każde swoje ukochane
dziecko, wypatruje u kresu drogi… Aby scena filmowa wyszła "monumentalnie",
Marcin ustawił kamerę na ziemi, wprost na bruku, spięty z nią kablami
dźwiękowiec musiał także przywrzeć do ziemi, ja, aby widzieć nagrywany obraz w
wizjerze kamery, ubrana odświętnie, w białej spódniczce i kremowej marynarce,
leżałam niemal przy bruku. Obserwowaliśmy, jak kolejne pary harcerzy powstają z
krzeseł i oddalają się ku Ojcu, ku tej białej małej postaci w oddali. Gdy już
wędrowali ostatni i niknęli przy nim, Marcin jęknął: – No tak, o "fizycznych",
takich jak my, to nikt już tam nie pamięta. Już się nie załapiemy… Usiłowałam
go pocieszyć: – Taka nasza dola, my tu od roboty, ale przecież błogosławił
wszystkich, nie narzekaj, nas też.
I wtedy w kamerze dostrzegliśmy jakiś dziwny zamęt przy Papieżu. Nachylał się do
swoich ochroniarzy – wyraźnie wskazywali jakoś podejrzanie na nas. Jeden, bardzo
wysoki, ze słuchawkami w uszach, ruszył gwałtownie w naszą stronę. Zamarliśmy.
No tak, etykieta na pewno nie zezwala, żeby tak leżeć na bruku, na dziedzińcu
pałacu papieskiego, na oczach wszystkich! Ale ujęcie było tak piękne, że nie
przerywaliśmy filmowania. A jak nas wyrzuci ochrona, to trudno, ale chociaż
ujęcie będzie dokończone.
Ochroniarz stanął nad nami: – Ojciec Święty prosi, abyście i wy podeszli!
Obładowani sprzętem, zaskoczeni kompletnie, szliśmy niczym we śnie, a tam stał
on, uśmiechnięty, serdeczny. Czekał…
Stanęłam przed nim. Położył prawą dłoń na moim ramieniu, zajrzał w oczy i…
wydawało mi się, że nagle zniknął cały świat. Znalazłam się w świetlistym kręgu,
w absolutnej ciszy, i tylko oczy Ojca Świętego jakby wyczytywały z głębi duszy
cały ból mojego życia, a w sercu zapanowywał nieznany dotąd spokój. Powiedział
do mnie: – To ty jesteś ta jedyna kobieta, generał dyplomowany, z Warszawy,
prawda? Pochyliłam głowę, by ucałować jego dłoń, pierścień papieski. Podał mi
różaniec. Ochroniarz podprowadził Marcina obładowanego kamerą, za nim podszedł
Sławek z konsoletą i tyką mikrofonową, z kablami. Im obu Papież także przyglądał
się tak serdecznie, każdemu z osobna.
Odeszliśmy w zupełnym milczeniu. Zawróceni z innego świata.
Jeszcze dzieje się dużo, piękne chwile, wspólne śpiewanie harcerskie z Ojcem
Świętym, wyprawa na Monte Cassino… Dopiero późną nocą, po zakończeniu zdjęć,
nasza "ekipa TVP" poszła do ogrodu odpocząć, gdy pielgrzymka już układała się
spać. My, we troje, opowiedzieliśmy sobie dokładnie, sekunda po sekundzie, co
kto z nas czuł i widział, gdy stawaliśmy kolejno przy Janie Pawle II. Każde z
nas opisywało to tak samo: jasny, świetlisty krąg, wchodzę do środka tego kręgu,
w nim stoi on, kładzie dłoń na moim ramieniu, wtedy zapada zupełna cisza, znika
świat realny, a w sercu pojawia się nieznany dotąd spokój, absolutne
bezpieczeństwo. Dane nam było znaleźć się w tym nieznanym wymiarze. Tam, gdzie
jest Ojciec. Dalej niż kres drogi.
I to była najpiękniejsza nagroda filmowa, jaką otrzymaliśmy.
Potem jeszcze modlitwa "Anioł Pański" i krótkie rozważanie wygłoszone do ZHR i
wielu innych zgromadzonych Polaków. Zaśpiewali Papieżowi na powitanie "Harcerski
krzyż". Jan Paweł II powiedział: – Napawa bólem fakt, iż w naszej Ojczyźnie,
która tyle ucierpiała w czasie drugiej wojny światowej, wciąż żywy jest dramat
śmierci tysięcy bezbronnych i niewinnych istot ludzkich, którym odmawia się
prawa do życia. Nie ma praworządności w państwie, które zezwala na zabijanie
niewinnych. Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości.
Modląc się za naszą Ojczyznę, aby szanowano w niej prawo do życia każdego
człowieka, od poczęcia aż do naturalnej śmierci, prośmy miłosiernego Boga o
przebudzenie sumień naszych rodaków…
Anna T. Pietraszek
