Przymiarki do rosyjskiego werdyktu

Z Zuzanną Kurtyką, żoną prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Janusza
Kurtyki, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem, rozmawia
Mariusz Kamieniecki
 


Narasta coraz więcej emocji – przynajmniej w mediach – wokół obchodów
rocznicy tragedii smoleńskiej. Jak Pani rodzina zamierza przeżyć ten wyjątkowy
dzień?

– Nie rozumiem, skąd to całe zamieszanie wokół obchodów. Dla mnie osobiście
sprawa wygląda bardzo prosto. Dziesiątego kwietnia powinnam być przy grobie
mojego męża na cmentarzu Rakowickim w Krakowie, i tak planuję spędzić ten dzień.
Nie będę w stanie uczestniczyć w innych uroczystościach. Uroczystości państwowe
powinny się odbyć, i nie da się ich zastąpić czy sprowadzić do uroczystości
prywatnych, tak jak chciałyby to zrobić niektóre rodziny, bo tragedia, jaka
wydarzyła się przed rokiem, ma charakter ogólnonarodowy i powinniśmy o niej
pamiętać jako Naród. To nie jest tylko i wyłącznie tragedia rodzin, tylko i
wyłącznie nasz problem, ale tragedia całego polskiego Narodu. Charakter
państwowy wskazuje na to, czy nam się to podoba, czy nie, że w uroczystościach
tych powinny wziąć udział najwyższe władze państwa.
Moim zdaniem, uroczystość powinna się odbyć w Warszawie na placu Piłsudskiego,
ale delegacje państwowe powinny być także w Smoleńsku i Katyniu. Sądzę również,
że choć będzie to 71., a nie okrągła 70. rocznica zamordowania polskich
oficerów, zbrodni ludobójstwa w Katyniu, wcale nie oznacza to, że nie powinna
być obchodzona uroczyście przez polskie władze, że organizacje państwowe, i nie
tylko, nie powinny brać udziału w tych uroczystościach. Stąd próba
prywatyzowania także tej drugiej uroczystości, co zaczyna być coraz bardziej
widoczne, kiedy mówi się o udziale rodzin katyńskich i nikogo więcej, jest dla
mnie najgorszym rozwiązaniem z możliwych. Umniejszanie rangi tych wydarzeń i
prywatyzowanie uroczystości mających wymiar ogólnonarodowy oraz podawanie do
wiadomości publicznej, że rząd kontaktuje się z rodzinami i wybierze opcję przez
nie wskazaną, jest śmieszne i niepoważne.

W ciągu ostatnich dwóch dni Rosjanie zorganizowali dwie konferencje prasowe
na temat katastrofy smoleńskiej.

– Prawdę mówiąc, nie widzę żadnego celu w tego typu konferencjach, jak ta
zorganizowana przez rządową agencję RIA Novosti, oprócz zwykłego PR. Konferencja
ta była tylko i wyłącznie zabiegiem medialnym, który miał za zadanie kreowanie
nastrojów, głównie międzynarodowych. Zresztą właśnie w PR-owski sposób była ona
prowadzona. Wypowiedzi jej uczestników dotyczyły wyłącznie uchybień strony
polskiej, były próby manipulowania odbiorcami. Wszystko przemawia za tym, że
Rosjanom chodzi o stworzenie odpowiedniej atmosfery na forum międzynarodowym, a
tego typu propagandowe zagrywki mają właśnie uwiarygodniać ich racje. Myślę, że
taki był właśnie cel tej wideokonferencji – jeden z wielu zabiegów kreowania
międzynarodowego wizerunku Rosji w sprawie tragedii smoleńskiej, zresztą bardzo
skutecznych, i jeżeli takich spektakli strona rosyjska będzie organizować
więcej, to bez problemu zrealizuje swoje zamierzenia. Tym bardziej że strona
polska o ten aspekt praktycznie nie zadbała.

Jak wiemy, przedstawiciele polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy
nie otrzymali zaproszenia na czwartkową konferencję…

– Rosjanie traktują śledztwo zgodnie ze swoim interesem i patrząc z ich punktu
widzenia, jest to zrozumiałe. To Rosjanie prowadzą śledztwo od 11 kwietnia ub.r.
za wyraźnym przyzwoleniem strony polskiej. W związku z tym nie można od nich
oczekiwać, że nagle wyjdą poza swoje standardy i wyciągną rękę do Polaków. Nie
mają tego zwyczaju, a ponadto nie leży to w ich interesie. Przestańmy się
wreszcie oszukiwać, że jesteśmy dla Rosjan partnerem. Jesteśmy wyłącznie
petentem w tej i wielu innych sprawach, i dobrze to widać w tym właśnie momencie
po zachowaniu strony rosyjskiej. Może to wreszcie dotrze do niektórych naszych
polityków. Swoją uległością sami zasłużyliśmy sobie na takie traktowanie. Teraz,
niestety, musimy wypić piwo, którego sami nawarzyliśmy.

Oleg Smirnow, były wiceminister lotnictwa cywilnego ZSRS, stwierdził, że
gdyby na wieży lotniska Siewiernyj w ogóle nie było kontrolera, a informacje
załodze przekazywał szympans, to nawet ten absurd nie mógłby stanowić przyczyny
katastrofy.

– To tylko utwierdza w przekonaniu, jak jesteśmy traktowani przez Rosjan.
Najwyższy czas zrozumieć, że dalsze czekanie z założonymi rękami działa na naszą
szkodę i zagraża interesom naszego kraju. Postępowanie Rosjan wskazuje wyraźnie,
w jakim kierunku zmierza ich śledztwo. Do tych faktów nie można podchodzić z
obojętnością, a tym bardziej nie można ich lekceważyć. Ta konferencja to wyraźna
wskazówka, jak Rosjanie mają zamiar to postępowanie zakończyć. Wszystko świadczy
o tym, że jest to pewna forma przygotowania nas na ostateczny rosyjski werdykt w
śledztwie. Niczego innego nie powinniśmy się spodziewać. Powstaje tylko pytanie
– co zamierzamy z tym fantem zrobić?

A co powinniśmy zrobić?
– Pozostaje jedno wyjście. Podważyć wiarygodność rosyjskiego śledztwa. Wykazać
na niezbitych dowodach, w których momentach Rosjanie kłamali, w których
sfałszowali dowody. I nagłośnić to na forum międzynarodowym, prosząc
jednocześnie o pomoc wykwalifikowanych w katastrofach lotniczych ekspertów
organizacji międzynarodowych. Ale do tego trzeba wykazać się odwagą. Trzeba
umieć powiedzieć: dosyć. Takich odważnych ludzi w polskim rządzie niestety nie
widzę.

Rosyjscy eksperci brną w swoje tezy, jakoby mjr Arkadiusz Protasiuk nie miał
dużego doświadczenia, a kontrolerzy z Siewiernego nie mogli zamknąć lotniska.

– W jednym i drugim przypadku to absurdy. Dowódca Protasiuk miał duże
doświadczenie, chociaż rzeczywiście w odróżnieniu od rosyjskich pilotów nie
walczył nad Afganistanem. A sprawa lotnisk? Na całym świecie są zamykane z
powodu złych warunków meteorologicznych, wieża kontrolna nie zezwala samolotom
lądować. Dlatego Rosjanie, wyciągając na światło dzienne taki argument, powinni
się bardziej zastanowić, by nie kompromitować się w oczach opinii
międzynarodowej. Zachowania ocierające się o manipulacje, a wręcz zakłamujące
rzeczywistość są nie do przyjęcia w standardach cywilizowanych krajów.

Podczas konferencji "internetowych" ekspertów padły też sugestie co do
rzekomego wywierania presji na załogę…

– To świadczy tylko o tym, że podczas moskiewskiego spotkania mieliśmy do
czynienia z wierną kopią raportu MAK, który – jak już powiedziałam – będzie
podstawą sformułowania wyników rosyjskiego śledztwa w sprawie katastrofy. Pewne
struktury w Federacji Rosyjskiej są tak skonstruowane, że raport MAK jest i
pozostanie ostatecznym głosem w śledztwie, i to bez względu na to, jak długo
będzie trwało postępowanie prokuratorskie. Nie łudźmy się, że będzie inaczej.
Jestem przekonana, że rosyjskie śledztwo jest prowadzone tylko teoretycznie, bo
tak naprawdę już nic oprócz raportu MAK nie zostanie do niego dołączone.
Wystarczy tylko spojrzeć na strukturę polityczną w Rosji, na to, w jakich
strukturach jest osadzona szefowa MAK gen. Tatiana Anodina, by wyciągnąć
odpowiednie wnioski. Nie oczekujmy zatem, że werdykt rosyjskiej prokuratury w
śledztwie smoleńskim cokolwiek zmieni.

Minister Jerzy Miller, pytany o termin opublikowania polskiego raportu,
stwierdził, że nie pośpiech, a dokładność jest ważna.

– To prawda. Jednak odwlekając z różnych względów ogłoszenie wyników polskiego
postępowania, dajemy Rosjanom czas na manipulowanie w dowolny sposób
międzynarodową opinią publiczną. Im dłużej będziemy im stwarzać takie możliwości
i im dłużej Polska nie zajmie jednoznacznego stanowiska, tym dla nas gorzej.
Należałoby się zastanowić, czy obrana opcja ewidentnie na przeczekanie jest dla
Polski korzystna. Według mnie nie jest.
Osobiście zależałoby mi na skróceniu oczekiwania na raport tak bardzo, jak tylko
jest to możliwe, oczywiście bez uszczerbku dla jego rzetelności czy
wiarygodności, co też jest ogromnie ważne.

Dziękuję za rozmowę. 

drukuj