Drogo zapłacimy za tanie państwo

"Platforma Obywatelska chce przywrócić blask tradycyjnym ideałom
republikańskim. Ideałowi Państwa jako dobra wspólnego i skutecznego strażnika
sprawiedliwości oraz bezpieczeństwa" – tak PO precyzowała swoje pryncypia w
deklaracji ideowej z 2001 roku. Przed wyborami w 2007 roku politycy mówili już
raczej o tanim i sprawnym państwie. Po 10 latach od przyjęcia deklaracji
programowej i blisko 4 latach rządów formacji, która skupiła niemal całą władzę
w państwie, samo przypomnienie tych zapowiedzi i zestawienie ich z działaniami
PO brzmi jak kpina.

Nieporadność i lęk, z jakim rząd Donalda Tuska zabrał się za wyjaśnianie
katastrofy smoleńskiej, a potem reagował, a właściwie nie reagował na raport
Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, dobitnie pokazały, że państwo rządzone
przez PO – PSL stało się nieskutecznym "strażnikiem", który nie potrafił zadbać
o bezpieczeństwo najwyższych urzędników z prezydentem na czele ani nawet
dopilnować, by sprawiedliwie wyjaśnić okoliczności tragedii. – Katastrofa
smoleńska w tragiczny sposób ujawniła słabość naszego państwa. Począwszy od
przyzwolenia na to, że inne państwo (Rosja) staje się czynnikiem kształtującym
dynamikę wewnętrznego sporu polsko-polskiego (gra zaproszeniami do Katynia), a
skończywszy na tragicznych w skutkach zaniedbaniach związanych z przygotowaniami
i organizacją samej wizyty – wskazuje Paweł Soloch, ekspert w dziedzinie
bezpieczeństwa narodowego i administracji z Instytutu Sobieskiego.
Co gorsza, szybko okazało się, że katastrofa, niezależnie od ostatecznych jej
przyczyn, stała się obrazem stanu całego państwa i swoistym memento.
Niestety, zamiast zadbać o podnoszenie skuteczności struktur państwowych, rząd
PO nadal próbuje popisywać się PR-owską ekwilibrystyką, żonglując
odpowiedzialnością za najpoważniejsze problemy kraju. – Rząd próbuje unikać
wzięcia bezpośredniej, politycznej odpowiedzialności za wyjaśnienie przyczyn
katastrofy i za rozładowanie olbrzymiego napięcia społecznego, co stało się
przyczyną dalszej erozji autorytetu państwa i pogłębienia podziału wśród Polaków
grożącego trwałym narodowym rozłamem – ostrzega Soloch.
Próżno szukać w szeregach rządu Donalda Tuska osób, których można by opisać
mianem "państwowca". W przypadku rządów ekipy Prawa i Sprawiedliwości nawet
polityczni oponenci przyznawali, że motorem działań osób pokroju śp. Władysława
Stasiaka, śp. Aleksandra Szczygły czy śp. Przemysława Gosiewskiego była budowa
silnego państwa.

Klichstrowanie armii

Katastrofa smoleńska w sposób dobitny ukazała m.in. nieudolność ministra Bogdana
Klicha w kierowaniu strukturami wojskowymi. Po trzech latach jego rządów 36.
Pułk Lotnictwa Transportowego nadal nie miał czym wozić najważniejszych osób w
państwie, a pozostałe służby nie potrafiły w należyty sposób zorganizować i
zabezpieczyć lotu rządowego Tu-154 z prezydentem na pokładzie. – Minister Klich
i rząd prowadzą świadomą politykę likwidacji armii i systemu obronnego
Rzeczypospolitej. Bogdan Klich mówi o reformie polskich Sił Zbrojnych, a robi
coś odwrotnego – wskazuje Antoni Macierewicz, były szef Służby Kontrwywiadu
Wojskowego i były minister spraw wewnętrznych. W wyniku tak zwanej reformy
zredukowano liczebność armii do niespełna 100 tys. żołnierzy (stan na koniec
stycznia), co stało się już powodem dowcipów o tym, że można ją niemal zmieścić
na większym stadionie. Mimo tych redukcji nadal brakuje pieniędzy na szkolenia i
zakup nowoczesnego uzbrojenia, a to oznacza, że drastycznie ją zmniejszając, nie
zapewniono jednocześnie warunków do profesjonalizacji i środków do skutecznej
obrony kraju ani do sprawnego wypełniania bieżących obowiązków.
Antoni Macierewicz wskazuje ponadto, że kierownictwo MON podjęło działania
osłabiające osłonę kontrwywiadowczą armii i jej zdolności do przeciwdziałania
zagrożeniom. – W ostatnich czasach zlikwidowano pion analityczny w Służbie
Wywiadu Wojskowego, w sytuacji gdy dział ten we wszystkich służbach na świecie
zajmuje najważniejsze miejsce – podkreśla, dodając, że dziś problemem służb
specjalnych nie jest brak informacji, ale ich nadmiar, a w związku z tym
konieczna jest umiejętność ich analizowania i wybierania tych istotnych dla
bezpieczeństwa państwa.
Kumulacja tych zaniedbań każe postawić pytanie, czy jest to jedynie efekt
nieudolności, bezwzględnych i niezważających na wszystko cięć wydatków MON,
czy… celowej polityki?

Powódź niekompetencji

Były minister spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego wskazuje, że
podobna sytuacja panuje w służbach podległych obecnemu Ministerstwu Spraw
Wewnętrznych i Administracji. – Mamy do czynienia z dramatyczną, nawet na skalę
20-lecia III RP, zapaścią w strukturach bezpieczeństwa państwa, nadzorowanych
przez MSWiA. Zapaść w finansowaniu policji, brak koncepcji jej szkolenia, aby
była nowoczesnym, broniącym obywateli narzędziem bezpieczeństwa państwa, jest
przykładem totalnej katastrofy polityki MSWiA – mówi Antoni Macierewicz.
Z kolei ujawnione w trakcie prac komisji śledczej w sprawie uprowadzenia i
zabójstwa Krzysztofa Olewnika skandaliczne i podejrzane zaniedbania, a nawet
matactwa policji wskazują na patologie występujące w tej służbie.
Odpowiedzialnością za obecną sytuację w służbach podległych MSWiA poseł Antoni
Macierewicz obciąża przede wszystkim szefa resortu Jerzego Millera, choć – jak
zaznacza – część odpowiedzialności ponosi także jego poprzednik Grzegorz
Schetyna, który podał się do dymisji po wybuchu afery hazardowej.
Schetynę obciążają również zaniedbania w budowaniu systemu zarządzania
kryzysowego państwem. W resorcie trudno dostrzec długofalową myśl państwową, a
zamiast tego jest doraźność działań skupiona na propagandzie. Obrazki ministra
Millera na wałach w zalanych miejscowościach zastępują działania.

Rozkład kolei i dróg

Bezpieczeństwo drogowe i komfort jazdy Polaków, i to już do przyszłorocznych
mistrzostw Europy w piłce nożnej, obiecywał zapewnić – prócz premiera – minister
infrastruktury Cezary Grabarczyk. Jednak niedawno, na kilka miesięcy przed
końcem kadencji rządu, przyznał z rozbrajającą szczerością, że… w czasie gdy
do Polski przyjedzie najwięcej kibiców w ciągu przynajmniej ostatnich 20 lat,
nie będzie całkowicie ukończony żaden z budowanych odcinków autostrad.
Jeszcze gorzej będzie z drogami ekspresowymi. Gwoździem do trumny było
wyrzucenie przez resort infrastruktury projektów budowy wielu kluczowych dla
rozwoju kraju dróg, co już wywołuje protesty w wielu rejonach kraju. Choć Polska
uzyskała z UE na budowę dróg i linii kolejowych miliardy euro, w ostatnich
latach resort infrastruktury nie potrafił wykorzystać nawet zarezerwowanych na
ten cel pieniędzy. Co zaniedbania w budowie infrastruktury drogowej oznaczają
dla państwa rozumiał, obejmując władzę, nawet premier Donald Tusk. – Obecny stan
infrastruktury drogowej w Polsce to nie tylko bariera w rozwoju, lecz także
realne zagrożenie spójności terytorialnej naszego kraju. Zrobimy wszystko, żeby
to zmienić, przyspieszymy budowę obwodnic i autostrad – obiecywał w swoim exposé
przed 4 laty. Nieudolny minister Grabarczyk trzyma się jednak mocno. Partyjne i
koleżeńskie układy okazały się ważniejsze niż wyciąganie wobec niego
konsekwencji. Bariery w rozwoju kraju i zagrożenie jego spójności terytorialnej
narastają, a Grabarczyk po oddaleniu votum nieufności otrzymuje kwiaty.
W dodatku niedawno Polacy zrozumieli, że na państwową kolej pod nadzorem
ministra Grabarczyka także nie mogą liczyć.
Jerzy Polaczek, były minister transportu w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i
Jarosława Kaczyńskiego, mówi wprost, że nie dostrzega żadnej spójnej koncepcji
państwa, którą miałaby realizować Platforma Obywatelska: – To jest efekt
ciągłego zarządzania państwem na zasadzie tymczasowości, obliczonego na zabiegi
PR.

Tu i teraz

Włos z głowy nie spadnie także szefowi resortu finansów Janowi V. Rostowskiemu,
choć to pod jego rządami dziura budżetowa i długi państwa urosły do rozmiarów
nieznanych w historii III RP.
Mimo że rząd płaci z naszych kieszeni coraz więcej za obsługę rosnącego wciąż
długu publicznego, nie przeprowadza żadnych ważnych reform uszczelniających
finanse publiczne. Za to dokonuje kolejnych skoków na kasę ostatnich instytucji
mających jeszcze na kontach jakieś pieniądze, jak Fundusz Rezerwy Demograficznej
czy Lasy Państwowe (choć te na szczęście udało się obronić).
Odkładanie porządków w finansach publicznych i zadłużanie Polaków dobitnie
pokazuje, że aby utrzymać władzę, PO jest w stanie prowadzić państwo na skraj
bankructwa.
– Zasada "tu i teraz" jest ewidentnie szkodliwa nawet dla jutra, a cóż dopiero
dla naszych perspektyw rozwojowych – wskazuje prof. Zyta Gilowska, była minister
finansów w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego.

Jakie państwo?

Dla PO państwo jest tak naprawdę jedynie narzędziem realizacji celów
politycznych partii oraz jej "zaplecza" w postaci "zaprzyjaźnionych
biznesmenów". Afera hazardowa pokazała, że dla prominentnych polityków PO
interesy takich kolegów biznesowych były ważniejsze nawet niż wpływy do
deficytowego budżetu. Ukutemu sloganowi "taniego państwa" Platforma nadała formę
państwa niewydolnego, niebędącego w stanie wywiązywać się z obowiązków względem
obywateli. Zamiast sprawnych struktur mamy słabe organa, paraliżowane strachem
przed konsekwencjami za świadome czy nieświadome naruszenie interesów Platformy.
W takiej rzeczywistości brakuje nawet namysłu nad perspektywami rozwoju kraju.
Zdaniem naszych rozmówców, pewnym wyjątkiem są zespoły ekspertów opracowujące
analizy warunków rozwoju państwa. – Dokonuje się to w strukturach kierowanych
przez ministra Boniego i – w niektórych aspektach – w MSWiA, kierowanym przez
ministra Millera. Jednak wobec ponadtrzyletniej bierności trudno przypuścić, aby
rząd podjął jakieś radykalne reformy w ostatnim półroczu swojej kadencji –
zastrzega Paweł Soloch.
Trudno jednak traktować te projekty poważnie, skoro sam rząd je lekceważy.
Zwykle, jak np. w przypadku skoku na nasze pieniądze gromadzone w OFE, zwycięża
doraźna polityka łatania dziury budżetowej. W efekcie opracowywane koncepcje,
podobnie jak wcześniejsze obietnice PO, stają się jedynie listkiem figowym
przysłaniającym atrofię polskiego państwa pod rządami PO.
 

Mariusz Bober

drukuj