Bezpieczeństwo na pstrym koniu jeździ
Wydawało się nam, mieszkańcom Europy Środkowej i Wschodniej, że wraz z
wejściem do NATO i Unii Europejskiej zawinęliśmy do bezpiecznego portu
chroniącego nas przed sztormami i zawieruchą historii. Eksperci zajmujący się
polityką międzynarodową, nawet ci "salonowi", przebąkiwali co prawda, że w
warunkach członkostwa w NATO obowiązywała niepisana zasada "3x 'no’": nie dla
broni atomowej, nie dla stacjonowania wojsk sojuszniczych i nie dla instalacji
NATO na terenie nowych państw członkowskich. Mówiąc lapidarnie, przypadło nam
członkostwo drugiej, niższej kategorii.
Unia Europejska zbudowana w oparciu o żelazną zasadę solidarności jej członków,
współdziałania zamiast antagonizmu, zapewniła kontynentowi europejskiemu długie
lata pokoju i dobrobytu. Ekonomia skali pozwalała łagodzić normalne w
gospodarkach rynkowych okresy recesji, nawet kryzysu. Świętej pamięci prezydent
Lech Kaczyński powtarzał, że była najbardziej udanym, wieloletnim projektem
stabilizacyjnym w najnowszej historii. Kiedy rozpoczęła się erozja tej
konstrukcji?
Pamiętam wściekły jazgot, który podjęły poprawne politycznie media po naszych
stwierdzeniach w 2007 roku, że "suwerenność nie bywa dana na zawsze", że trzeba
ją chronić, poszerzać, bronić jej. Uczestniczyliśmy w zamkniętych, ekskluzywnych
spotkaniach rządzących na forum NATO, UE, OBWE, ONZ. Dostrzegaliśmy we
wszystkich tych gremiach tendencje, które w pewnych warunkach mogły nieść Polsce
i innym państwom regionu zagrożenie. "Pewne warunki" to np.: niekompetentny,
naiwny, nastawiony wyłącznie na utrzymanie władzy lub pozbawiony patriotyzmu
rząd. Ostra, zdecydowana reakcja na próby narzucenia godzących w nasze interesy
decyzji budziła złość i reakcję partnerów. Co gorsza, umocnionych poparciem
ówczesnej opozycji i głównych mediów. W tej wszechogarniającej atmosferze
krytykowania polityki zagranicznej nawet we własnym obozie mogliśmy usłyszeć
głosy, że przecież można robić to samo, tylko w lepszym stylu, nie wymachując
szabelką, bez zaciskania zębów, z uśmiechem. A wówczas partnerzy, zachwyceni
naszą kompetencją, czarem, zdobytą na kursach wizerunku umiejętnością noszenia
drogich garniturów i kostiumów, wycofają się, poddając naszej woli. Rosja
przestanie uprawiać neoimperialną politykę, dla której silna Polska jest
przeszkodą. Niemcy powstrzymają swoją potrzebę narzucenia przynajmniej jednemu z
wymienionych gremiów UE swojej dominacji, a większość wielkich demokracji
świata, włączając Stany Zjednoczone, już nie będzie chciała, jak rząd Donalda
Tuska, "współpracować z Rosją taką, jaką jest". Nad naszymi głowami, nad naszymi
trumnami. Wiem, miało nie być o trumnach, przecież mamy karnawał.
Kto skorzystał na zmianie?
Nawet my nie zdawaliśmy sobie sprawy, że wydarzenia mogą potoczyć się aż tak
dramatycznie. Że Rosji nie przeszkadza już silna Polska, lecz Polska suwerenna.
Że potrzeba niemieckiej dominacji dopuszcza, w przypadku mrzonek państw regionu
o równości "w granicach traktatów", kompletne przewartościowanie struktur i
sojuszy. Że to, co było ostrzeżeniem wobec niepokornych, powstanie Europy "dwóch
prędkości", przy asyście pokornych staje się faktem.
Kiedy negocjowaliśmy z Amerykanami umieszczenie tarczy antyrakietowej w kraju i
za jego granicami, towarzyszyły nam powszechne obawy, że niepotrzebnie drażnimy
Rosję. Platforma Obywatelska i administracja prezydenta Obamy miały inną wizję
bezpieczeństwa i zaniechano projektu. Po tej decyzji, mimo braku zagrożenia,
Rosja przeprowadziła manewry "Zapad" i rozmieściła więcej broni ofensywnej w
Kaliningradzie.
Za naszych czasów panowała wrzawa, mówiono o wstydzie i głupocie, insynuowano
chorobę umysłową, ale nikt Polski nie obrażał bezkarnie, groźba pozostawała
tylko groźbą, przysyłano kwiaty, nie iskandery. Nasze interesy były brane pod
uwagę, kwitły finanse, zatrudnienie i inwestycje, i nie spadał samolot z
prezydentem. Kto skorzystał na zmianie? Na pewno nie Polska.
Prezydent Dmitrij Miedwiediew konsekwentnie na przemian namawia i straszy NATO,
aby uzyskać decyzję o współpracy w sprawie tarczy antyrakietowej. Nie chcieliśmy
tarczy amerykańskiej, PO "twardo negocjowała", już w expos� premiera rozluźniała
współpracę wojskową. To może się okazać, że będziemy mieli rosyjską. I
przyjmiemy ją bez negocjacji. W Monachium wymieniono dokumenty ratyfikacyjne
układu START II, wszedł więc w życie. Czy Monachium to przypadkiem nie d�jş vu?
Francja podpisała kontrakt z Rosją w Saint-Nazaire na sprzedaż ofensywnych
okrętów desantowych klasy Mistral. Wszystkie opisane wydarzenia powinny wzbudzić
w Polsce natychmiastowy alert. W kraju trwa jednak karnawał, nie miał kto pisać
o jakichś mistralach.
Na larum zagrano w Szwecji
Podzielił nas "potop", połączyli Anna Wazówna, Napoleon, a także okręty "Sęp",
"Żbik", "Ryś" i "Batory". Podaję kilka symbolicznych przykładów wspólnych,
sąsiedzkich losów. To wojny napoleońskie i duńskie spowodowały jednak, że
Szwecja jako najwyższy priorytet polityki państwowej od ponad 150 lat traktuje
utrzymanie pokoju. W kraju, w regionie i w miejscach konfliktów, które stara się
stabilizować w ramach systemu ONZ, UE i we współpracy z NATO. W 1966 roku po
raporcie prestiżowej Królewskiej Komisji, której przewodniczyła Alva Myrdal,
powołano Sztokholmski Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI). Czy wyniki jego badań
podobają się nam, czy nie, należy do czołówki międzynarodowych think tanków
świata. Głównym narzędziem utrzymania pokoju pozostała szwedzka neutralność, po
latach określona jako "nieuczestniczenie w sojuszach wojskowych, które umożliwia
zachowanie neutralności w przypadku wojny". Doświadczenia ostatnich lat
pozwoliły Szwecji nadać nazwę "funkcjonalnej obrony" swojej doktrynie obronnej.
Platońska sentencja: "Chcesz pokoju, szykuj się do wojny", znalazła swój
współczesny wyraz w polityce bezpieczeństwa naszego nordyckiego sąsiada zza
Bałtyku. Te przygotowania są po szwedzku solidne, systematyczne, konsekwentne.
Planowanie obronne obejmuje nie tylko sprawy strategiczne, wojskowe, ale także
obronę cywilną, gospodarczą i obronę w wojnie psychologicznej. Jesteśmy państwem
natowskim, jak wiele jednak moglibyśmy się od Szwecji nauczyć!
Położona znacznie korzystniej geopolitycznie niż Polska Szwecja ma wykute w
skale bazy marynarki wojennej wielkości miasteczka, z warsztatami, dokami,
budynkami administracji, szpitalem, restauracjami, zapasem strategicznym. Ponad
20 tys. przedsiębiorstw to zakłady pracujące na potrzeby obronności, o
charakterze strategicznym. Społeczeństwo jest edukowane, efekty tej edukacji
poddawane nieustannym sondażom. Skutkiem tego procesu jest powszechna akceptacja
przygotowania wojskowego wszystkich zdolnych do służby mężczyzn. Ponad 85 proc.
respondentów w ogólnopaństwowym badaniu widzi potrzebę obrony kraju z bronią w
ręku w przypadku agresji, bez względu na rezultat przedsięwzięcia. Tak
wychowanego społeczeństwa nie można poddać zbiorowej hipnozie "polityką
miłości".
Przykład obrony psychologicznej kraju poddaję pod rozwagę w przeddzień
konferencji edukacyjnej PiS "O polską szkołę". Obrona gospodarcza kraju wiąże
się z całą pewnością z pojęciem patriotyzmu gospodarczego, o którym dwa tygodnie
temu, podczas konferencji gospodarczej, mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński. To
nie są puste hasła, z których może się śmiać platformerski jastrząb w stylu
Sławomira Nowaka. Całkiem spory, nowoczesny, europejski kraj wciela je w życie z
dobrym skutkiem.
W ustawie z 2010 r., przyjętej już po wejściu w życie traktatu lizbońskiego,
mówiącej o "funkcjonalnej obronie", szwedzkie władze powołują się na art. 222
Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (definiuje klauzulę solidarności,
którą Szwecja objęła kraje UE, Norwegię i Islandię). W kraju, który tak kocha
swoje niezaangażowanie, z niebywałą siłą wybuchła debata na temat sprzedaży
francuskich mistrali Rosji. To w toku tej debaty przywoływany był art. 222
Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TUE).
Szwedzkie zasługi
Sytuacja państw Europy Środkowej i Wschodniej wzbudziła w kraju wyczulonym na
kwestie bezpieczeństwa niepokój. Nasz partner jest zainteresowany regionem,
zachowaniem suwerenności nowych państw powstałych po rozpadzie bloku
sowieckiego. Szwedzi zawsze angażowali się w nasze sprawy. Nie dostrzegałam w
tym, jak w przypadku Niemiec, potrzeby narzucenia swojego porządku.
Współpracowałam z dwoma ministrami spraw zagranicznych: Janem Eljassonem i
Carlem Bildtem – do dziś pełniącym swoją funkcję. Obydwaj są wybitnymi
politykami i dyplomatami. W obydwu przypadkach nasze relacje wspominam bardzo
dobrze. Szwecja była jednym z pierwszych państw, które odwiedziłam po objęciu
funkcji ministra spraw zagranicznych. Moja nominacja musiała być dla Szwedów
rozczarowaniem. Inna zastępczyni Stefana Mellera, również w randze sekretarza
stanu, Barbara Tuge-Erecińska, była skandynawistką, w "Solidarności" zajmowała
się kontaktami ze Szwecją, w latach 80. pracowała w Szwedzkiej Agencji
Konsularnej, a po 1989 r. była w tym kraju ambasadorem. Liczyli na jej
nominację, bardzo chcieli rozwijać polsko-szwedzkie relacje. Chcieli tego
również śp. prezydent Lech Kaczyński, premier Jarosław Kaczyński, i ja, jako
człowiek polskiej północy. Szwedzi docenili to i współpracowali bardzo lojalnie.
Carl Bildt ma wielkie zasługi w pomocy "Solidarności" w stanie wojennym. Do dziś
pamiętam wspólną konferencję prasową w czasie jego wizyty w Warszawie, chwilę po
wręczeniu wysokiego polskiego odznaczenia. Żaden dziennikarz, a było ich wielu,
nie zadał mu pytania. Oby to się zmieniło.
Rząd Donalda Tuska dezinformuje (to przyczynek do obrony psychologicznej), że za
czasów władzy PiS postępował projekt Gazociągu Północnego. To jest nieprawda.
Przy naszym bardzo zdecydowanym sprzeciwie minister obrony Szwecji mówił
publicznie, że stanowi on zagrożenie bezpieczeństwa (nie tyle energetycznego, co
militarnego), to samo stwierdzali głośno wysocy przedstawiciele Riksdagu
(szwedzki parlament) i eksperci. Efekt kuli śnieżnej tworzy się konsekwencją,
nie ustępstwami.
Szwedzka wizja roli naszego regionu nie jest identyczna z naszą. My chcemy
więcej niż stabilizacji. Musimy więc zachować własne, dwustronne i wielostronne
relacje z państwami regionu należącymi do UE i z państwami Partnerstwa
Wschodniego. W sytuacji gdy USA tracą zainteresowanie Europą, przy ściskającej
nas obręczy rosyjskiego neoimperializmu i niemieckiego hegemonizmu, Szwecja
jest, przy zachowaniu realizmu, dobrym rozwiązaniem.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Anna Fotyga
Anna Fotyga w latach 2006-2007 była ministrem spraw zagranicznych w rządach
Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, w latach 2007-2008 – szefową
Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
