Klich sam wchodził do kokpitu
Z gen. Waldemarem Skrzypczakiem, byłym dowódcą Wojsk Lądowych i szefem
Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe operującej w Iraku, rozmawia Paulina
Jarosińska
Podczas sejmowej debaty nad wotum nieufności dla szefa MON padło wiele
zarzutów pod jego adresem. Ale Bogdan Klich nie poczuwa się do odpowiedzialności
absolutnie za nic.
– Minister Bogdan Klich uprawia od początku demagogię – puste słowa, które nic
nie znaczą, tezy bez pokrycia. Tak naprawdę jakakolwiek dyskusja w mediach, a
teraz okazuje się, że również w Sejmie, nie ma sensu. Aby rozwiać wszelkie
wątpliwości, czy Bogdan Klich nadaje się na stanowisko ministra obrony, należy
powołać niezależny zespół, komisję ekspertów, którzy merytorycznie ocenią to, co
zrobił on dla polskiej armii, czego nie zrobił, a powinien. Wówczas taki bilans
byłby najlepszą oceną "dokonań" obecnego ministra. Otóż, nie tylko według mojej
opinii, Bogdan Klich niewiele zrobił, a jeśli już coś zrobił, to źle. Jest kilka
niezwykle ważnych obszarów dla polskiej armii – na wszystkich tych polach widać
zaniedbania ministerstwa obrony, które ostatecznie doprowadziły do zapaści w
polskiej armii. Tylko niezależna komisja mogłaby rzeczowo ocenić trzy lata
rządów Klicha w resorcie obrony, a miałkie dywagowanie nad tym w mediach nie ma
sensu.
Panie Generale, ale Pan dobrze zna sytuację w wojsku i może również rzeczowo
ocenić Bogdana Klicha…
– Tak, znam dobrze i jeżeli słyszę, że mówi o profesjonalnej armii, to chciałbym
zapytać, czy on w ogóle wie, o czym mówi!
Bogdan Klich twierdzi, że w ciągu dwóch lat dokonał nie tylko uzawodowienia,
ale MON przeprowadziło "to, co zostało zapisane w programie profesjonalizacji".
– To jest nie do pojęcia. Proces profesjonalizacji armii w Wielkiej Brytanii
trwa już dziesięć lat, a Klich uważa, że u nas on się już dokonał? To jest
niepoważne.
Według Klicha, to właśnie dzięki niemu polska armia ma nowy sprzęt.
Jednocześnie robił on aluzje, że śp. Aleksander Szczygło nic nie zrobił dla
wyposażenia armii.
– Proszę, niech wymieni ten sprzęt, oczywiście oprócz samolotów bezzałogowych,
które i tak miały być kupione. W dodatku ten zakup zajął mu aż trzy lata.
Programy, które za jego kadencji są realizowane, były zatwierdzane jeszcze przed
nim, a jego "zasługą" jest jedynie sianie histerii, podejrzliwości, seria
niezrealizowanych przetargów. To wszystko za jego rządów. Do bezmyślnych zakupów
można dorzucić jeszcze ostatni zakup – landrowerów.
Czy Klich cieszy się w wojsku uznaniem?
– Generalnie dobrze by było, gdyby pan minister słuchał tego, co wojsko o nim
mówi. Być może wtedy zrozumiałby, co to jest honor.
Dla "Naszego Dziennika" wypowiadali się piloci, którzy krytycznie odnosili
się do szefa resortu obrony…
– Nigdy wcześniej żołnierze nie pozwalali sobie na tak otwartą krytykę, jaka ma
miejsce dzisiaj. To znamienne. Proszę pani, o czym to świadczy? To już bardzo
wiele mówi o kompetencjach Klicha. Pamiętam wielu ministrów i nigdy wcześniej
nie było tylu krytycznych głosów pod kierunkiem szefa resortu obrony.
Klich powiedział, że nie przesądza o roli gen. Andrzeja Błasika na pokładzie
tupolewa, który rozbił się na Siewiernym, jak również zapewniał, że od pogrzebu
bronił jego honoru. Czy pamięta Pan konkretne oświadczenia ministra obrony
narodowej, oprócz wypowiedzi tuż po ogłoszeniu raportu MAK, które można
określić, jako obronę honoru generała?
– Nie pamiętam czegoś takiego. Proszę pani, po pierwsze – nie można ferować dziś
żadnych wyroków i wmawiać opinii publicznej, że gen. Błasik naciskał na pilotów.
Po drugie – obecność dowódcy sił powietrznych w kabinie pilotów nie powinna być
żadnym novum dla Bogdana Klicha, ponieważ minister nieraz latał z dowództwem i
doskonale wie, że takie sytuacje się zdarzały. Sam byłem świadkiem kilku
sytuacji, w których minister widział, że generałowie wchodzą do kokpitu. Nie
reagował wówczas, ponieważ dla nikogo nie było to czymś dziwnym.
A czy zdarzało się, że sam minister Klich wchodził do kokpitu? Czy był Pan
świadkiem takiej sytuacji?
– Najprawdopodobniej wchodził. Jeśli dobrze pamiętam, to było tak, gdy
lecieliśmy do Afganistanu. Powtórzę: takie sytuacje nikogo nie dziwiły. Wchodził
również generał Błasik i nie może być mowy o tym, że było to coś nadzwyczajnego
albo że powodowało to jakieś napięcia. Ja sam nie wchodziłem nigdy do kokpitu,
ponieważ moja obecność nie była tam potrzebna. Wracając na moment do sprawy
generała Błasika, chciałbym powtórzyć to, co już kiedyś mówiłem, a co jest dla
mnie bardzo ważne i zadziwiające zarazem. Otóż Ministerstwo Obrony Narodowej
dobrze wiedziało o tym, że są takie ekspertyzy wskazujące na alkohol we krwi
generała, i nie wykazali się wyczuciem w tej sprawie. Nie uprzedzili opinii
publicznej. To jest skandal i świadectwo tego, w jaki sposób funkcjonuje obecnie
MON. Zero reakcji, zero przewidywania. Poza tym zadałem pytanie i nadal je
podtrzymuję: dlaczego pozwolono, aby sprawa alkoholu, która w mojej ocenie,
nawet przy założeniu, że był to alkohol "konsumpcyjny", nie jest problemem,
została w ten sposób przedstawiona? Ktoś pozwolił, aby w mediach zrobiono z tego
właśnie "problem". To wszystko obrazuje, że w Ministerstwie Obrony Narodowej pod
rządami Klicha nie ma żadnej strategii długofalowej – jest tylko tymczasowe,
doraźne działanie.
Tak naprawdę nie było prawdziwej determinacji, aby honoru gen. Andrzeja
Błasika bronić.
– MON swoją drogą nie bronił jego honoru i pozwolił, aby taka nagonka miała
miejsce. Ale proszę zauważyć, jak niewielu pilotów – przyjaciół gen. Błasika –
to uczyniło! Dlaczego nie chcą się oficjalnie wypowiedzieć? Boją się? Co nimi
kieruje? Czy Dowództwo Sił Powietrznych wydało oficjalne pismo w obronie swojego
generała i pilotów? Kto chce, może na nich pluć, a Dowództwo milczy! Jeśli
chodzi o Klicha, to on ma tę przewagę, że ma dostęp do mediów. Nie wszyscy,
którzy mają wiedzę, mogą się z nią "przebić".
Dziękuję za rozmowę.
