Komorowski rehabilituje „krzesło” w Brukseli
Pracownicy Kancelarii Prezydenta sondują stanowisko unijnych urzędników
wobec obecności głowy państwa i jego roli podczas unijnych szczytów. To ciekawe,
bo podczas ostatniej kampanii wyborczej Komorowski deklarował, że wojny o
"krzesło w Brukseli" nie będzie. Był też brutalnym krytykiem prezydentury Lecha
Kaczyńskiego, odmawiając mu konstytucyjnego prawa do współodpowiedzialności za
politykę zagraniczną i bezpieczeństwo.
Pomiędzy obydwoma ośrodkami władzy: prezydenta i premiera, szykuje się powtórka
z "wojny o krzesła" i wpływ na politykę zagraniczną. O dziwo, Bronisław
Komorowski chce robić dokładnie to, za co ostro krytykował swojego poprzednika,
prof. Lecha Kaczyńskiego.
Czas polskiej prezydencji w Unii Europejskiej Bronisław Komorowski będzie chciał
wykorzystać do zaakcentowania własnej pozycji na scenie politycznej. Tym
bardziej że sytuacja w jego rodzimej Platformie Obywatelskiej pokazuje, iż w
polskiej polityce do końca tego roku wiele się jeszcze może wydarzyć. Urzędnicy
z otoczenia głowy państwa gorączkowo więc interesują się tym, co w drugim
półroczu planują instytucje europejskie. Nie chodzi jednak o spektakularne
akcentowanie polskich interesów politycznych czy gospodarczych, ale
bezkonfliktową próbę wpisania się w to, co w Unii się dzieje. Tym bardziej że
nie słychać, by prezydent deklarował walkę np. o zrównanie wysokości dopłat dla
polskich rolników albo w sprawie Gazociągu Północnego, którego budowa stała się
groźna nie tylko dla naszego bezpieczeństwa energetycznego, ale także dla
bałtyckich portów. Głosu prezydenta nie słychać też w kontekście prowadzonych
przez rząd Donalda Tuska negocjacji w sprawie pakietu klimatycznego, a dokładnie
tego, na jakich zasadach i po ile polskie elektrownie i elektrociepłownie będą
nabywały prawa do emisji dwutlenku węgla. Bo dziś to w Brukseli zapadają
decyzje, które już w 2013 roku będą miały wpływ na to, o ile wzrośnie cena
energii elektrycznej w Polsce. Nie chodzi tutaj tylko o podwyżki
kilkuprocentowe, ale sięgające być może nawet 100 proc. obecnej ceny. Czy
prezydent Komorowski chciałby postawić za jakiś czas na forum publicznym
problem, który za kilka miesięcy i tak uzyska rozstrzygnięcie na mocy np.
dyrektywy, by potem przedstawić go za własny sukces? To najnowszy pomysł
ministra Sławomira Nowaka, szefa Kancelarii Prezydenta.
Pracownicy Kancelarii Prezydenta sondują stanowisko unijnych urzędników wobec
obecności głowy państwa i jego roli podczas unijnych szczytów, które w czasie
polskiej prezydencji będą organizowane. To ciekawe, bo podczas ostatniej
kampanii wyborczej Bronisław Komorowski deklarował, że podczas trwania jego
prezydentury zanikną spory na linii rząd – prezydent. Jeszcze kilka miesięcy
temu w rozmowie z TVP Komorowski zapewniał, że kolejnej "wojny o krzesło nie
będzie". Jak mówił: "Była wojna o krzesło? Była. Była wojna o samolot? Była.
Było to kompromitujące dla Polski? Było. To się nie może już więcej powtórzyć i
się nie powtórzy. Odejście od tego stylu uprawiania polityki jest moim celem".
Dziś niekoniecznie musi być to prawda, bo przed nim kolejnych kilka lat
urzędowania, być może w kohabitacji z rządem zbudowanym przez inną większość
parlamentarną.
Zanim nadejdą wybory, premierem prawdopodobnie w dalszym ciągu będzie Donald
Tusk. I on również ma pomysł na to, by korzystając ze splendoru pokazywania się
w towarzystwie polityków największych krajów Unii: kanclerz Niemiec Angeli
Merkel i prezydenta Francji Nikolasa Sarkozy’ego, wzmacniać własną pozycję.
– To zupełnie naturalne, że prezydent będzie chciał odegrać jakąś rolę podczas
tej prezydencji. Pewnie w Kancelarii Prezydenta zorientowali się, że to, za co
krytykowali Lecha Kaczyńskiego, jest naturalnym prawem głowy państwa – komentuje
europoseł Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych.
Czy czeka nas więc walka między dwoma ośrodkami władzy? Już dziś widać, że
Bronisław Komorowski prowadzi coraz bardziej samodzielną politykę, szczególnie w
relacjach z Rosją. Wokół niego skupili się politycy już dawno zapomniani. Przez
kilka lat Komorowski był ostrym i bardzo brutalnym krytykiem prezydenta Lecha
Kaczyńskiego i to m.in. on odmawiał mu konstytucyjnego prawa do
współodpowiedzialności za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo.
Zaplecze polityczne Kancelarii Prezydenta zbudował w większości z byłych
polityków Unii Demokratycznej, takich jak: Jan Lityński, Jerzy Osiatyński czy
Henryk Wujec. Jej szefem jest również były działacz tej partii. I to ludzi
związanych z tym środowiskiem honoruje orderami i stanowiskami, choć z otoczenia
Donalda Tuska wywodzi się oczywiście minister Sławomir Nowak. Jednak narastający
konflikt w samej Platformie Obywatelskiej, krytyka polityki rządu ze strony
byłego ministra finansów Leszka Balcerowicza pokazują, że czas, gdy wszyscy
popierali Donalda Tuska, bezpowrotnie minął.
Maciej Walaszczyk
