Analiza gleby rozstrzygnęłaby problem mgły

Z ekspertyzy biegłych z Instytutu Geografii i Przestrzennego
Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk sporządzonej na wniosek polskiej
prokuratury wynika jedynie, że mgła w Smoleńsku 10 kwietnia była i że mogła być
zjawiskiem naturalnym. Zdaniem pełnomocników rodzin ofiar katastrofy
smoleńskich, to jedynie wersja probabilistyczna. W ocenie prawników i geologów,
pełną wiedzę na ten temat dałoby zbadanie próbek ziemi z rejonu katastrofy.
Przeprowadzenie odpowiednich analiz pozwoliłoby na wykrycie wszelkich związków
nieorganicznych, w tym m.in. substancji chemicznych.

Na wniosek Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie biegli z Instytutu
Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk w czerwcu
ubiegłego roku przeprowadzili analizy obserwacji meteorologicznych w Smoleńsku z
ostatnich 30 lat. Na podstawie przeprowadzonych badań stwierdzili, że warunki
mgielne w rejonie katastrofy 10 kwietnia ubiegłego roku były typowe dla tego
obszaru i tego czasu. Jednocześnie naukowcy stwierdzili, że mgła, która 10
kwietnia spowiła lotnisko w Smoleńsku, w chwili katastrofy prezydenckiego
Tu-154M mogła być zjawiskiem naturalnym. Jak zaznaczają pełnomocnicy rodzin
smoleńskich, to teoria wysoce probabilistyczna. – Biegli stwierdzili tylko, że w
tym czasie i tym miejscu mgły mogą się pojawiać. Nie jest to opinia
jednoznaczna, w zasadzie nie wyklucza żadnej wersji. Pogoda w dniu katastrofy
mogła być taka lub inna. Ta opinia niczego nie przesądza ani nie eliminuje
żadnej możliwości – mówią prawnicy. Jak zaznaczają, z materiału dowodowego nie
wynika jednoznacznie, że mgła była pochodzenia naturalnego. W ocenie prawników
oraz geologów, istotne znaczenie dla wyjaśnienia m.in. kwestii pojawienia się
mgły nad Siewiernym miałoby zbadanie próbek gleby z rejonu katastrofy. Czy
polscy śledczy zlecili w ogóle takie badanie? Zwróciliśmy się z tym pytaniem do
Naczelnej Prokuratury Wojskowej, ale wczoraj nie uzyskaliśmy odpowiedzi.
Pełnomocnicy rodzin są jednak przekonani, że takich badań w ogóle nie było. –
Musiałby zostać skierowany w tej sprawie formalny wniosek o pomoc prawną do
strony rosyjskiej, a takiego nie było – twierdzą prawnicy. Próbki gleby ze
Smoleńska mogłyby być ewentualnie pobrane podczas oględzin miejsca zdarzenia.
Jak informuje prokuratura, "dokumentacja z oględzin miejsca zdarzenia,
dokonanego przy udziale prokuratora Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie
w trakcie wizyty polskich archeologów i geodetów w Smoleńsku w październiku 2010
r., dotychczas nie wpłynęła do WPO w Warszawie".

Rosjanie zadymiali lotniska
Jak podkreśla gen. bryg. rez. Jan Baraniecki, były zastępca dowódcy Wojsk
Lotniczych Obrony Powietrznej, już w latach 60. Rosjanie stosowali różne metody
maskowania lotnisk. Jedną z nich było zadymianie: baki samolotów napełniano
specjalnym olejem, po uruchomieniu silników z maszyny wydobywały się gęste
opary, które na pewien czas zadymiały lotniska. Z tego sposobu korzystały siły
Układu Warszawskiego, które do zadymiania lotnisk stosowały też specjalne świece
dymne. Ewentualnie rozpylone substancje musiałyby wniknąć w smoleńską ziemię.
Geolodzy podkreślają, jak ważne jest badanie próbek gleby z miejsca katastrofy.
Profesor Mariusz-Orion Jędrysek, kierownik Pracowni Geologii Izotopowej i
Geoekologii, Zakładu Geologii Stosowanej i Geochemii Instytutu Nauk
Geologicznych Uniwersytetu Wrocławskiego, zauważa, że przy badaniu wszelkich
próbek ważne jest zachowanie pewnej procedury badawczej, jak zachowanie
sterylności przy pobieraniu próbki oraz jej analizy. Jak podkreśla, zakładając
hipotetycznie, że mgła na Siewiernym mogła być wywołana przez rozpylenie środków
chemicznych, w glebie mogły zachować się pewne ślady tych substancji. – Ale
niekoniecznie. To mogły być związki, które bardzo szybko uległy biodegradacji –
zauważa naukowiec. Biodegradacji ulegają zarówno związki organiczne, jak i
nieorganiczne. Wiele substancji może ulegać szybkiemu utlenianiu w zetknięciu z
wodą deszczową. Jak zaznacza, bardzo istotne jest to, kiedy dokładnie próbka
została pobrana oraz w jakich warunkach była przechowywana do momentu jej
analizy. Profesor Jan Szyszko, minister środowiska w rządzie PiS, który z
biologii gleby zrobił doktorat i habilitację, podkreśla, że w przypadku
katastrofy smoleńskiej konieczne byłoby wykonanie badań na obecność określonych
mikroelementów nieorganicznych w glebie. Zaznacza, że eksperci są w stanie
przeanalizować proces rozkładu tych związków. Praktycznie nie istnieją tu żadne
ograniczenia czasowe. Niektóre ze związków chemicznych ulegają rozkładowi nawet
kilka tysięcy lat. Ta sama zasada dotyczy rozkładu związków organicznych, jak
m.in. związków węgla czy związków próchnicznych w glebie. W ocenie prof.
Szyszko, próbka ziemi z miejsca katastrofy powinna też być porównana z próbką
spoza terenu katastrofy. Pozwoliłoby to znaleźć różnice w zawartości obu próbek
i ustalić dokładnie, jakie nowe elementy znalazły się w ziemi pobranej z miejsca
zdarzenia. Badania gleby na zawartość mikroelementów (zarówno organicznych, jak
i nieorganicznych) powinny być wykonywane w specjalistycznych laboratoriach,
czas ich trwania zależy od tego, pod jakim kątem są one prowadzone. Metodyka
badań zależy od przedmiotu, który jest analizowany. I tak, bardzo szybko
wykonuje się analizy na zawartość w glebie węgla, dłużej – na zawartość w niej
metali ciężkich. Jak zaznacza prof. Szyszko, znaczenie dla jakości
przeprowadzonych badań ma czas, w jakim próbki zostały pobrane. Gleba jest wciąż
narażona na bezpośrednie działanie warunków pogodowych – wraz z wodą opadową
substancje te wnikają w głąb profilu glebowego, następuje jednocześnie ich
rozkład i przemieszczanie. – Ale specjaliści są w stanie zbadać ten proces –
uważa prof. Szyszko. Podkreśla, że standardowe badanie gleby na zawartość
wszelkich mikroelementów wykonuje się na głębokości dwóch metrów – proces
tworzenia tej warstwy gleby określa się na 16 tysięcy lat, czyli tyle, na ile
wyznacza się okres ostatniego zlodowacenia.

 

Anna Ambroziak

drukuj