Bliźniacze redakcje

Niedzielna papka dla przyszłych wyborców zawsze płynie w godzinach porannych.
Zawsze jest tak samo. Po kawce w Radiu Zet u Moniki Olejnik polityczna debata ma
ciąg dalszy w TVN przy ciasteczkach u Bogdana Rymanowskiego. A politycy i rządu,
i opozycji na wyprzódki biegają z jednego studia do drugiego…

Monika Olejnik niby makowa panienka otwiera regularnie okienko i daje innym
sygnał, w jakim kierunku mają wypuszczać ogary. Każdej niedzieli w Radiu Zet w
audycji "Siódmy dzień tygodnia" od godziny dziewiątej rano przyjmuje w
marchewkowym studiu (mikrofony Radia Zet mają kształt i kolor tego warzywa)
czołowych polityków rządu i opozycji. Niedawno goście odśpiewali gospodyni
studia sto lat, bo właśnie minęło dziesięciolecie jej audycji. Gdy trzeba było,
śpiewali też kolędy, malowali pisanki, przynosili prezenty i różne gadżety. Ale
przede wszystkim piją z Olejnik kawę i komentują. Wywołani do odpowiedzi spieszą
z puentą, co sprzyja mówieniu dużo, byle czego i byle jak. Pani redaktor ostro
pogania – choć nie zawsze i nie wszystkich. A kiedy ma lepszy humor, podstępne
pytania zadaje na koniec, zaznaczając, że została minuta do końca programu.
Ostatnią audycję (23 stycznia) rozpoczęła od pytania o 250 tys. zł, które
Prokuratoria Generalna w imieniu Skarbu Państwa zaproponowała rodzinom
poszkodowanym w katastrofie smoleńskiej.
Gdy padały odpowiedzi, pani redaktor, jak zwykle, wypowiedzi polityków ubogacała
w środku zdania. A szczególnie upodobała sobie posła Mariusza Błaszczaka. Gdy
ten rozwijał wywołaną kwestię, zawołała: "NATO powinno wkroczyć do Rosji!".
"Pani ironia jest nie na miejscu" – reagował poseł PiS, ale zaraz padło nowe
hasło, tym razem nawiązujące do posła Mariusza Kamińskiego i jego wypowiedzi
podczas debaty sejmowej o katastrofie smoleńskiej: "Człowiek bez honoru to
gorsze niż śmierć!". Gdy posłowie grzecznie i karnie wywołani do odpowiedzi
mówili o raporcie MAK, red. Olejnik wtórował poseł Stanisław Żelichowski: "Kiedy
sami ośmieszamy kraj, kto zechce przyjechać do tego kociołka i nas godzić?".
Poseł PSL, stały bywalec audycji, zwykle znajduje kawał z brodą na poparcie tez
redaktor, tym razem jednak niczym szczególnym nie błysnął.
Europoseł Marek Siwiec uznał, że Mariusz Kamiński to człowiek, który swoim
wystąpieniem "dał w pysk premierowi". W audycji wielokrotnie na różne sposoby
przywoływano słowa Jarosława Kaczyńskiego o Rosji jako podupadającym państwie.
Polityk SLD gromił prezesa PiS, nazywając jego słowa lekceważącymi i
uwłaczającymi zasadom dialogu. Nim jednak złapał oddech, red. Olejnik rzuciła
kolejne pytanie: "Co by było, gdyby Kaczyński został prezydentem?". Europoseł
Paweł Kowal po raz kolejny protestował, by audycja przez nieustanne powroty do
PiS i Jarosława Kaczyńskiego nie była tak rażącą reklamą tej partii, ale też
protestował przeciw "bennyhillowaniu PiS-u". Co to znaczy, pytała redaktor,
zwykle sama produkująca polityczne bon moty.
Bo to pytania pani redaktor w jej audycji są najważniejsze. Odpowiedzi można by
właściwie wymiksować. Jakie więc jeszcze pytania padły w programie? Ot,
chociażby: "Czy Rosja to podupadłe mocarstwo?", "Czy jesteśmy zaprzańskim
państwem?" (pisownia oryginalna), "Dlaczego Schetyna skrytykował Donalda
Tuska?", "Co panowie na to, co Kaczyński mówił w programie Rymanowskiego w TVN
24, że gdyby był premierem, zająłby się tymi dziennikarzami, którzy mówili, że
wina leżała po stronie pilotów?", "Skąd Jarosław Kaczyński miał wiedzę o tym, że
morderca działacza PiS był w PO?".
Posłowi Kowalowi red. Olejnik zadała nawet pytanie wprost: "Dlaczego pan chce,
żebym ja udawała, że nie ma posła Kaczyńskiego?". "Ktoś steruje Tuska z
zewnątrz? To nie pytanie, to taki żarcik!" – wołała na koniec audycji. Poseł
właściwie nie miał szansy ustosunkować się do tych słów, bo dziennikarka na
własne pytania często sama znajduje odpowiedzi. Gdy polityk zaczerpnie oddech,
redaktor woła: "Ja wiem, bo to jest agent wpływu!". Albo: "No tak, to Ruscy nam
zabili prezydenta". Na jedno z pytań miał odpowiedzieć Mariusz Błaszczak, ale
ubiegła go, wyjaśniając: "Pan za chwilę będzie reagował na to, co sam pan mówi,
stanie się pan w dwóch osobach" (gramatyka oryginalna).
Miało to być bardzo śmieszne, choć redaktor jedynie powtórzyła szyderstwa pod
adresem posła autorstwa Krzysztofa Materny, wypowiedziane dzień wcześniej w
programie TVN 24 "Drugie śniadanie mistrzów".
"Ja wychodzę z tego programu, to jest jakieś szaleństwo" – mówił Paweł Kowal na
koniec audycji. Jak powiedział, tak zrobił. Za godzinę siedział już w studiu TVN
24 w programie "Kawa na ławę" Bogdana Rymanowskiego. A tam już się nie
denerwował, bo zestaw pytań, jaki przygotował politykom gospodarz programu,
pokrywał się z tymi, które już słyszał od red. Olejnik. Do fonii doszedł jednak
obraz. Redaktor Rymanowski rozpoczął audycję pytaniem o marszałka Grzegorza
Schetynę, który nieoczekiwanie przyznał, że premier Tusk zareagował za późno na
raport MAK ("Czy podpisują się panowie pod tym, co powiedział Grzegorz
Schetyna?"). Drugą część programu – po reklamach – otworzyło pytanie, a jakże, o
250 tys. zł odszkodowania dla rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Inny wątek
audycji stanowiło pytanie o działania polskich służb specjalnych, które zdobyły
nagrania z wieży lotów. Rymanowski postawił pytanie o to, jakie są szanse na
umiędzynarodowienie smoleńskiego śledztwa. Redaktor też – podobnie jak Olejnik –
przypomniał zdanie Jarosława Kaczyńskiego o Rosji jako mocarstwie słabnącym.
Konstatacja prezesa PiS w sprawie kraju Władimira Putina musiała – z tego, co
widać po uporczywym wracaniu do tej kwestii – bardzo zaskoczyć redaktorów obu
redakcji. Ale pewnie i tak jej nie przyjmują.
Po audycji Rymanowskiego w TVN 24 był kolejny program – Małgorzaty Łaszcz "Loża
prasowa". Nietrudno zgadnąć, jak brzmiał temat numer jeden, który otworzył
dyskusję zaproszonych dziennikarzy. Znów chodziło o sprawę 250 tys. zł dla
rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Wątkiem towarzyszącym dyskusji były debaty
o katastrofie smoleńskiej w parlamencie i podczas komisji sejmowej. Były też
klipy i obrazy premiera Tuska i prezesa Kaczyńskiego. Padły także – już po raz
trzeci – słowa Mariusza Kamińskiego z sejmowej debaty: "Człowiek bez honoru to
gorsze niż śmierć". Dziennikarze programu "Loża prasowa" zgodnie określili
debatę jako festiwal nienawiści, nikczemne obrażanie premiera (Adam Szostkiewicz
"Polityka"). W każdej sprawie pili sobie z dzióbków – nawet ich sprzeczki były
pozorne: Paweł Lisicki ("Rzeczpospolita") kontra Piotr Stasiński ("Gazeta
Wyborcza"). Andrzej Stankiewicz ("Newsweek") nie posiadał się z oburzenia, gdy
mówił o posłance PiS: "Beata Kempa rano robi make-up i wymyśla przy tym
idiotyzmy". Przyznać trzeba, że pani poseł ostatnio w audycjach TVN jest
gorliwie obrzucana wyjątkowo gęstym medialnym błotem. Padło też pytanie, które
wcześniej wybrzmiało u Moniki Olejnik, o słowa Jarosława Kaczyńskiego dotyczące
dziennikarzy, m.in. ekspertów z różnych pism lotniczych.
Praktyka redakcyjna pokazuje, że redaktorzy w programach wybrane wątki akcentują
przez ich wydłużanie czy wielokrotne do nich powracanie. W tym wypadku pokrywała
się jednak nie tylko treść pytań, ale i redaktorskich akcentów. Jakby ktoś pisał
schemat tych trzech programów przez kalkę. Można się więc tylko zastanawiać, czy
redaktorzy TVN i Radia Zet przypadkiem myślą jak bliźnięta syjamskie, czy może
padli ofiarą reaktancji – podstępnego prania mózgu, przebiegającego wolniej i
opierającego się na działaniach niezauważalnych, przez co w ogóle nawet nie mają
jego świadomości? A może scenariusz dla Radia Zet i telewizji TVN pisze ta sama
redakcja? I można tylko zgadywać: jej siedziba znajduje się przy ul. Żurawiej
(Radio Zet) czy Wiertniczej (TVN 24)?

 

Dr Hanna Karp
 

Dr Hanna Karp jest medioznawcą, wykładowcą w Wyższej Szkole
Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

drukuj