Przesunięcie to doraźne rozwiązanie
Mit "zielonej wyspy" rozpada się na naszych oczach. Zbilansowanie finansów
publicznych w tym roku i latach następnych jest niemożliwe bez przesunięcia
środków emerytalnych z OFE do ZUS. Zdaniem ekspertów, narastania długu
publicznego nie da się powstrzymać nawet za pomocą głębokich cięć. Ekonomiści
apelują do rządu o przedstawienie rzeczywistego stanu finansów państwa.
– W wyniku reformy emerytalnej rządu Jerzego Buzka w ZUS powstała powiększająca
się z roku na rok dziura finansowa, która w 2011 r. sięga ok. 24 mld zł –
twierdzi dr Zbigniew Kuźmiuk, ekonomista, wykładowca Politechniki Radomskiej.
Deficyt ten spowodowany jest przekazywaniem części składki emerytalnej do OFE, a
jego wzrost nakręca rosnąca liczba osób zobligowanych do uczestnictwa w OFE,
która sięga obecnie blisko 15 mln ubezpieczonych. Od 1999 r., tj. od startu
reformy, do 2010 r. ZUS przekazał do OFE około 160 mld złotych. – Aby
sfinansować bieżące emerytury ZUS wypłacane w systemie repartycyjnym, tj. z
bieżących składek osób pracujących, państwo musiało pożyczyć te pieniądze na
rynku, a koszt tych pożyczek wyniósł ok. 67 mld zł i również powiększył dług –
wyjaśnia Kuźmiuk. – Jeśli system emerytalny nie zostanie skorygowany, to nawet
najgłębsze cięcia wydatków budżetowych, takie jak obniżenie płac budżetówki czy
odebranie ludziom zasiłków chorobowych oraz waloryzacji świadczeń, nie będą w
stanie zrównoważyć narastania długu publicznego – mówił w Sejmie premier Donald
Tusk. – Nie można poświęcać ludzi, którzy żyją tu i teraz dla tych, którzy będą
pobierać emerytury w przyszłości – tłumaczył.
– Szkoda, że rząd zabiera się za reformy dopiero wtedy, gdy dług sięga 55 proc.
PKB – komentuje Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Przesunięcie środków
jest, jego zdaniem, nie do uniknięcia, ale towarzyszyć temu powinna głęboka
reforma ZUS oraz utworzenie Państwowego Banku Emerytalnego, konkurencyjnego dla
OFE, który zajmowałby się inwestowaniem tej części składek emerytalnych w złoto,
waluty, akcje i inne walory. – Bank jako instytucja państwowa nie kreowałby
długu publicznego, a jednocześnie pomnażałby kapitał emerytalny – przekonuje
ekonomista.
– Od czasu utworzenia OFE fundusze wygenerowały już 206 mld zł długu
publicznego, a każda kolejna pula pieniędzy składkowych przekazywanych do
funduszy powoduje dalszą kumulację zadłużenia – przekonuje minister Michał Boni,
szef doradców premiera. Koszty OFE szacowane są na 1,8 proc. PKB. Ich udział w
zadłużeniu publicznym Polski wynosi ok. 13 procent. Przepisy UE powodują, że
składki gromadzone w filarze kapitałowym obciążają dług publiczny, podczas gdy
te same pieniądze – gdy trafiają do ZUS – nie powiększają zadłużenia. Rząd
postanowił więc przekierować część pieniędzy z OFE do ZUS. Z 7,3 proc. składki
do funduszy – ZUS ma przejąć 5 proc., pozostawiając w OFE 2,3 procent. Dzięki
temu ma zmniejszyć się presja pieniędzy odkładanych w funduszach na dług
publiczny i deficyt budżetowy.
– Rząd powinien najpierw odwołać propagandowe hasło, jakobyśmy byli "zieloną
wyspą", i podać prawdziwy stan finansów państwa. Potem możemy rozmawiać o
reformach i przesunięciach – zauważa Jerzy Bielewicz, finansista, szef
Stowarzyszenia "Przejrzysty Rynek".
Po 2012 r. pula środków trafiających do OFE ma być znów stopniowo zwiększana,
ale już nie wróci do pierwotnej stawki 7,3 procent. W 2017 r. OFE będą
otrzymywały środki na poziomie 3,5 proc., a więc mniej niż połowę tego, co
dotychczas. Z rozwiązania tego jest niezadowolona Izba Gospodarcza Towarzystw
Emerytalnych. – Wolelibyśmy, żeby składka do OFE została czasowo zawieszona –
mówią przedstawiciele IGTE.
Przekierowanie części składek emerytalnych do ZUS ma tę zaletę, że pozwoli
zatrzymać pieniądze w kraju. – Spodziewamy się wkrótce wyroku Europejskiego
Trybunału Sprawiedliwości, który – odwołując się do obowiązującej w Unii zasady
swobody przepływu kapitału – nakaże Polsce zlikwidować limity inwestowania OFE
za granicą – powiedziała minister pracy Jolanta Fedak. To oznaczałoby, że
pieniądze przyszłych emerytów zostałyby wyprowadzone z kraju na zagraniczne
rynki kapitałowe, a Komisja Nadzoru Finansowego praktycznie straciłaby nad nimi
kontrolę. W dobie kryzysu w eurostrefie byłoby to groźne zarówno dla naszej
gospodarki, jak i przyszłych emerytur. Wkrótce w strefie euro ma być wprowadzony
mechanizm kontrolowanego bankructwa państw, który stratami będzie obciążał nie
tylko budżety krajów, ale także instytucje prywatne, które nabyły obligacje
bankruta. Na całym świecie głównymi nabywcami obligacji skarbowych są fundusze
emerytalne i to one mogą być główną ofiarą bankrutującej eurostrefy. Rząd
obiecuje zachować dziedziczenie środków OFE w części idącej do ZUS, ale
zastanawia się nad takim rozwiązaniem, które pozwoli uniknąć zaliczania
dziedziczonego kapitału do długu publicznego. W ciągu ostatnich dziesięciu lat
dziedziczeniem w ramach OFE objęta była kwota 800 mln złotych. Waloryzacja
pieniędzy przekierowanych do ZUS ma się odbywać według wskaźnika rentowności
obligacji skarbowych.
Zdaniem przedstawicieli opozycji, machinacje wokół systemu emerytalnego
naruszają zaufanie obywateli do państwa. – Uczciwiej byłoby dać po prostu
ubezpieczonym wybór, czy chcą dodatkowo uczestniczyć w II filarze, czy też
pozostać tylko w ZUS – uważa dr Kuźmiuk. Podobny projekt – dający ludziom prawo
wyboru pomiędzy I i II filarem złożyło w Sejmie opozycyjne PiS.
Zmniejszenie puli środków zarządzanych przez OFE może, zdaniem analityków,
zaszkodzić rynkom finansowym. Rząd przekonuje, ze fundusze, które dziś obracają
pulą ok. 180 mld zł, szybko nadrobią utratę części pieniędzy – do 2017 r.
wpłynie do nich 60 mld zł z nowych składek, a dodatkowe 20 mld zł pozyskają z
ubezpieczeń dobrowolnych. Reforma zakłada bowiem, że OFE uzyskają prawo
prowadzenia także tej formy ubezpieczeń emerytalnych. Składki na dobrowolne
ubezpieczenia będą odpisywane od podstawy opodatkowania. Ustawa wprowadzająca
zmiany w systemie emerytalnym ma być gotowa do 20 stycznia. Rząd zabiega u
partnerów z Komisji Trójstronnej o skrócenie czasu konsultacji z ustawowych 30
do 21 dni, aby projekt w połowie lutego trafił do Sejmu. Skróceniu konsultacji
są przeciwne związki zawodowe oraz organizacje pracodawców. Rząd chce, by zmiany
weszły w życie od 1 kwietnia bieżącego roku.
Małgorzata Goss
